poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Co przed nami...

Przed nami tymczasem bardzo dużo.

Przede wszystkim dalsza diagnostyka w GOAR, spotkania z psychologiem mgr Bogacz i neurologopedą mgr Ładą. Co zrobimy z logopedą z Partnera nie wiemy, tymczasem chodzimy tam i czekamy na wrażenia z mgr Łady. Mgr Łozińskiej Daniel nie polubił, współpracy po 3 miesiącach nie ma żadnej.

Kolejna rzecz to orzeczenie o niepełnosprawności. Dziś zawozimy komplet pustych dok. do GOARu i czekamy na ich wypełnienie przez dr. Piaseckiego. A z tym do Ośrodka potem.

2 maja psychiatra, dr. Agnieszka Gorczyca w Feniksie. Wizyta prywatna niestety. Pani dr zrobiła na mnie wstępnie bardzo dobre wrażenie, oby tak dalej. Nie wiem tylko czy stać mnie na to, by być jej pacjentem. Nie wiem czy dalsze wizyty mogą być refundowane, bo wizyta u niej z NFZ dopiero na X nam wypada.

Jeśli dostaniemy orzeczenie, wracamy do GOAR wyszarpać wszystko co nam tam jeszcze dać mogą.  Niestety tam tylko 120h rocznie. Niewiele. Kropla w morzu.

Potem z orzeczeniem na Warszawską, do Poradni Psychologiczno - Pedagogicznej, po wczesne wspomaganie rozwoju. 



Następna sprawa to Fundacja i 1% podatku. Przychylamy się do "Zdążyć z pomocą". Przy tej okazji trzeba by zrobić jakąś mini stronę z danymi, do linkowania. Niestety do zbiórki 1%ta został cały kolejny rok. Najważniejszy rok dla Daniela, co mnie mocno przeraża, przyznam.
Oczywiście jest jeszcze opcja z darowiznami. Rozsyłanie maili, listów, linków gdzie się da. Chyba pierwszy raz w życiu żałuję, że nie mam talentu do bycia przedstawicielem handlowym, przydałoby się teraz. Nie umiem prosić ludzi o pomoc finansową, no nie umiem. :(

Po 3 roku życia testy ImuPro 100. Czyli testy na alergie III stopnia. Tymczasem Daniel jest za mały i mogą wyjść mocno fałszywe. :( A przydałyby się, przynajmniej takie na mleko krowie i gluten. I kurze jajo jeszcze. Ale na ImuPro musimy czekać.

Teraz przed nami testy genetyczne na ewentualną celiakię. Jeśli wyjdzie to robimy IgA Ema i tTG. A jak minie trauma po pobieraniu krwi, to jeszcze test na mleko myślimy zrobić. Takie zwykłe, na IgE.
No i kontrolę poziomu Fe.



W chwili obecnej przydałoby się zbadać we krwi te pierwiastki, których Daniel ma duży nadmiar i duży niedobór wg analizy włosa, czyli Na, K, P, Mg, Ca. Przynajmniej te najważniejsze, gdzie wahania są duże. Tylko nie wiem jak tę krew pobrać w miarę spokojnie, przeraża mnie to... :(

Inna sprawa - program "Krok po kroku" w Centrum Terapii Behawioralnej. Oby się tylko do niego dostać. Jeśli się nie uda, to jakieś minimum terapii będziemy próbowali uzyskać, prywatnie. Po zbiórce 1% podatku mogłoby się udać więcej, może nawet całość programową, czyli 6h w tyg., tymczasem nie ma takiej opcji.I znowu wraca temat najważniejszego roku w życiu Daniela...

Jeszcze została nam wizyta w poradni audiologicznej, ale jakoś brakuje na nią czasu. Ciągle gdzieś gonimy, biegamy, szukamy.

I kardiolog. Tu inny problem, nie ma rejestracji przez telefon. Zaparli się i koniec. Ekstra wolne trzeba mieć, żeby tam podjechać do rejestracji. Na drugi koniec miasta. A jak już to wolne jest, to gdzieś biegniemy. I kardiolog nam gdzieś tam wisi na liście ciągle.

Z nowości - mamy skierowanie do alergologa, inaczej nie dostaniemy już mleka na receptę, tzn. preparatu mlekozastępczego nie dostaniemy. Nowy wymysł NFZ. Musi być papier od specjalisty.
I mamy też na tapecie kolejną ciekawostkę - gastroenterologa, w związku z coraz większym fochem jedzeniowym Daniela. 

To chyba tyle tymczasem.

Do tej pory...

Dla osób zainteresowanych oraz tych, którzy zechcieli nam pomóc, zamieszczam wykaz badań różnego rodzaju, które do tej pory wykonaliśmy oraz wizyt, które odbyliśmy.

- morfologia krwi z rozmazem (NFZ)
- poziom Fe we krwi

- badanie kału na stopień strawienia pokarmów
- badanie kału na pasożyty (trzy próbki)
- badanie kału testem Elisa w kierunku lamblii
- badanie kału w kierunku Candidy i innych grzybów

- badanie włosów, analiza pierwiastkowa w Biomol Łódź 

- badanie w kierunku CMV (Centrum Zdrowia dziecka)

- wizyta u neurologa (Chorzów, wizyta prywatna)
- wizyta u psychologa (Gliwice, wizyta prywatna) mgr Ewelina Pakosz Szydłowska
- wizyta u laryngologa (Gliwice, Por. Wielospecjalistyczne) lek. med. Ewelina Jaros - Mikusińska 
- wizyta u logopedy (Gliwice, Partner) mgr Mariola Kwiatkowska - Łozińska (spotkania co tydzień)
- wizyta u neurologa (Gliwice, GOAR) dr nauk med. Leszek Piasecki
- wizyta u psychologa (Gliwice, GOAR) mgr Elżbieta Bogacz
- wizyta u neurologopedy (Gliwice, GOAR) mgr Aleksandra Łada
- wizyta u homeopaty (Katowice) lek. med. Katarzyna Bross - Walderdorff

Reszta przed nami.

Celiakia? Alergia na gluten?

Coraz bardziej przeraża mnie cała ta sprawa okołoautystyczna. Już się boję napisać cokolwiek i gdziekolwiek, bo zaraz tysiąc chorób towarzyszących Danielowi znajdują. Teraz przyszedł czas na celiakię. :/

Napisałam na pewnym forum, że dziecko od ponad roku je coraz mniej, a teraz to już wcale nic, poza mlekiem z flachy. No i mam kolejne rady i kolejne studnie bez dna, do których mogę wrzucać pieniądze, jakich nie posiadam.
No ale fakt jest faktem. A wygląda on tak, że spektrum autyzmu towarzyszą: liczne alergie, nietolerancja kazeiny, glutenu i alergie z tym związane, celiakia, grzybice, zła reakcja na cukier, duże braki mineralne oraz bardzo złe proporcje między najważniejszymi pierwiastkami, kumulacja metali ciężkich w organizmie i wiele innych przypadłości.

Z objawów celiakii Daniel nie ma nic, poza spadkiem wagi, naturalnym jeśli się nie je. No ale jest celiakia bezobjawowa również. Metoda potwierdzenia? Biopsja jelita cienkiego. :/ Jak to w Pl, przysolić od razu badaniem inwazyjnym, byle taniej dla NFZ. Paranoja.
Może jestem nienormalna, ale nie potrafię podjąć takiej decyzji w przypadku dwulatka. Narkoza obciąża, na głupim jasiu dziecko trzeba trzymać, wierzga, płacze, wije się... Nie mam ochoty powiększać problemów neurologicznych takim badaniem, a każdy stres odbija się na jego zachowaniu  natychmiast. Inna sprawa, że to badanie może dać nic. Daniel ma normalne stolce, więc kosmki raczej są ok, a przynajmniej spora ich część, badanie zwyczajnie może nie wyjść. Może być za wcześnie, a może też być tak, że lekarz pobierze zdrowe, bo tak trafi.

Natomiast myślę, że jest coś na rzeczy. Ale raczej w kierunku alergii bym szła. Alergii na gluten. Daniela zaczęło wysypywać bardziej kiedy miał pół roku. Mniej więcej wtedy, gdy wprowadziłam żółtko i gluten. Pediatra (niezawodna jak zawsze dr. Sokalska) zignorowała to, jak wszystko inne, z czym do niej przyszłam. Uczepiła się skazy białkowej, kazała bezwzględnie odstawić wszytko mleczne i na tym skończyła pomoc. Zawyrokowała także, że "za dużo nowości".
Nawet nigdy nie skierowała nas na badania w kierunku alergii na mleko!



W chwili obecnej dziecko ma szorstkie policzki i trochę krostek na nich oraz wysypane przedramiona. Będąc na preparacie mlekozastępczym i nie jedząc nic więcej niż to mleko zatrzepane czterema miarkami kaszy glutenowej. Zdecydowałam spróbować coś znaleźć w temacie tego glutenu i zrobić jakieś badania.

Jakie mam opcje?
1. Badania serologiczne, odróżniające celiakię od alergii. Zrobić mogę Danielowi dwa badania.

IgA na Ema - przeciwciała przeciw endomysium mięśni gładkich; najczulszy test serologiczny w diagnostyce celiakii; niestety może wyjść ujemny fałszywie, przy mającej miejsce celiakii; Wynik dodatni potwierdza nie chorobę, a istnienie prawdopodobieństwa nietolerancji pokarmowej tego typu.

IgA tTG - przeciwciała przeciwko transglutaminazie tkankowej; Pewność wyniku jak wyżej, albo i mniejsza.
Czyli tak czy tak nikt nic nie wie, jak w czeskim filmie. Może to być krok do przodu, a może nie być. Na dwoje babka wróżyła.

Oba wyniki ujemne mogą świadczyć o alergii. Przy celiakii teoretycznie powinny być dodatnie.Teoretycznie. O ile dziecko je gluten. Inaczej przeciwciał nie będzie. /Testów nie robi się na diecie bezglutenowej./

2. Badania jakichś tam opiatów w moczu. We Francji. Za... bagatelka, 5 tys. zł. :D Czy muszę pisać, że odpada? Chyba  nie.

3. Biopsja, której nie zrobię.

4. Badanie genetyczne. Ponad 95% chorych na celiakię ma specjalny układ genów HLA DQ2 i HLA DQ8. Układ HLA DQ2 oznacza największe ryzyko choroby. Niestety także część zdrowych ludzi może posiadać ten układ. Tu jednak nic więcej nie wyczarujemy, bo i pozostałe badania dają pewne ryzyko błędu.

Tymczasem postanowiłam zdobyć środki na to ostatnie badanie. Jeśli wyjdzie na plus, będziemy szukać dalej. Tym razem we krwi.
Do tego testu dziecku nie musi jeść glutenu. (A nie je nic, więc test z krwi nie wyjdzie na chwilę obecną.) Choroba nie musi być ujawniona, np. przez uszkodzenie jelita. Na ten moment jest to najsensowniejsze badanie, jakie możemy zrobić. Kwestia tylko funduszy. Badanie (najtaniej jak mi się udało znaleźć) kosztuje 497zł.

Wyniki ujemne też nam coś powiedzą, w odróżnieniu od pozostałych badań. Jeśli test nie wyjdzie, a odstawienie glutenu da efekty - mamy alergię na gluten.

Podzielimy się wynikiem, gdy go uzyskamy. Czas oczekiwania ponad dwa tygodnie. Trzymajcie kciuki!


czwartek, 19 kwietnia 2012

GOAR wizyta II - psycholog

Zacząć mam ochotę od słowa na K...
Nie, wizyta nie poszła źle, wręcz przeciwnie. Tylko jestem cholernie zła, że takich specjalistów nie ma na każdym rogu i że dwa lata zajęło mi dotarcie do kogoś, kto ma wiedzę i kompetencje. I złość na wybraną przeze mnie pediatrę (tę pierwszą) znowu się we mnie gotuje, bo to jej rady w dużej mierze spowodowały nasz problem.

Ale do rzeczy...

Pani mgr Elżbieta Bogacz jest przemiłą kobietą, bardzo otwartą i komunikatywną. Spokojna, z podejściem do dzieci, z dużą wiedzą, kompetentna i świetny obserwator. Informacje przedstawia konkretnie, szczegółowo, wszystko wyjaśnia, tłumaczy. Na psychologii dziecięcej zna się świetnie, jest też nieźle obeznana w procesach neurologicznych zachodzących w naszych maluchach, od rozwoju płodowego poczynając. Nakładła mi w głowę tyle informacji, że nie umiem ich uporządkować i pewnie nieźle tu namieszam teraz.

Wizyta zaczęła się od tego, że moje dziecko (wyspane wyjątkowo, spał 3h z babcią) spokojnie poczekało na wizytę, potem weszło do gabinetu i pięknie zaczęło układać wieżę z kółek. Jakby tego było mało, nakładał obręcze, po czym widząc, że nie wpadają do końca (wieża miała patyk rozszerzający się ku dołowi, a kółka różne otwory w środku, więc nie pasowały na patyk ot tak sobie), wyjmował je i nakładał inne. Pierwszy raz miał tego rodzaju wieżę w ręce. Dla mnie szok. Kobieta patrzyła na jego poczynania, pytała mnie o różne rzeczy, znowu patrzyła, znowu pytała i coraz większe miała zdziwienie na twarzy. Poza szybkim załatwieniem wieży znalazła tylko szybkie znudzenie w moim dziecku i bardzo krótkie skupienie uwagi.
A potem chciała mu zaproponować coś innego i zaczęło się... Krzyki, NIE, niedotykalstwo, cofanie, po ratunek do mnie, łzy w oczach, jeden wielki bunt.
Rozjaśniło się pani w głowie chyba, bo w końcu zasiadła do robienia notatek.

Spędziliśmy tam mnóstwo czasu, po godzinie już się zgubiłam.
Dowiedziałam się, że mamy problem ale nie jest to autyzm wczesnodziecięcy. No chyba, że nagle byłby jakiś bum, Danio zasiadłby w kącie, zaczął wykazywać autoagresję albo straciłby z nami kontakt. Wtedy trzeba będzie zmienić zdanie.
Tymczasem na dzień dzisiejszy mamy F 84.9.

Wg pani Bogacz forma dość łagodna, dobrze rokująca. Być może nawet coś z pogranicza spektrum, z szansą na wyprowadzenie do zera! przy intensywnej terapii, rozpoczętej już i kontynuowanej do przyszłej jesieni, kiedy to mamy skontrolować postępy i na nowo dziecko sklasyfikować, odbyć wizytę w PPP i zapisać się do przedszkola integracyjnego. Potem kontynuacja terapii wg nowej klasyfikacji, a potem... jeśli wszystko dobrze pójdzie i dziecko okaże się dobrze reagować na terapię i nie nastąpi żaden regres, będzie można rozmawiać o szkole, czy zwykła, czy integracyjna. Na pewno nie specjalna. Tymczasem to tylko prognozy, takie maksymalnie optymistyczne. Przed nami testy i różne arkusze obserwacyjne do uzupełnienia, więc diagnoza taka wstępna mocno.

Daniel nie ma upośledzenia umysłowego. Nie jest upośledzony ruchowo. Wykazuje wybitną inteligencję techniczną.
Problem stanowią pojedyncze w tej chwili cechy autystyczne, na które nakłada się wiek, a z nim bunt dwulatka i jego wybitnie oportunistyczna na dzień dzisiejszy osobowość. Jest trudny, uparty i zbuntowany. Na pozór sprawia wrażenie dziecka rozbestwionego, źle wychowanego, jak to się dziś modnie określa wychowywanego bezstresowo.

Co ważne wg pani mgr, dziecko ma potencjał. Kazała mi zbierać i zapamiętywać jego postępy. Uzmysłowiła mi, że wszystkie cechy ze spektrum to jedno, a drugie to jest to wszystko co wykracza poza spektrum. Np. fakt, że tak układa tę wieżę. Nie znaczy to, że jest zdrowy. Ale znaczy, że ma to w sobie, ma tę umiejętność, zdolności. Terapia ma takie cechy wydobyć z wnętrza, bo widać, że gdzieś w środku są. Jedne były od zawsze, inne już wyszły w wyniku naszej pracy, jeszcze inne nie. Trzeba zatrzymać te co są, a pozostałe złapać i wyszarpać, a im wcześniej tym lepiej.

To taki optymistyczny scenariusz. Z dużą ilością "jeżeli".
Jeżeli nic się nie popsuje bardziej, jeżeli nie nastąpi regres, jeżeli nie będzie wycofania, jeżeli, jeżeli, jeżeli...
I jeżeli podejmiemy pracę. Inaczej mały może pójść w każdym kierunku, także w tym maksymalnie złym. Bo do tego też ma potencjał niestety. 

A co będzie to czas pokaże.
Tymczasem przed nami 1,5 roku ciężkiej pracy.

Połowę zapewni nam Goar, a drugą... spróbuję jakoś zrobić sama, z pomocą Centrum Terapii Behawioralnej, ale na to muszę najpierw zdobyć środki, choćby część.

Prosimy o kciuki!

wtorek, 17 kwietnia 2012

Powody do niepokoju wg CTB

W ramach samopocieszania i nie doprowadzania się na skraj doła psychicznego, wklejam tu sobie powody do niepokoju, jakie wyróżnia na swojej stronie internetowej Centrum Terapii Behawioralnej w Gliwicach.

W nawiasach dopisałam, co u nas nie występuje, a co owszem.

Cytat:

Powody do niepokoju

Pewne niepokojące objawy w rozwoju dziecka można dostrzec już we wczesnym dzieciństwie. Najważniejsze z nich to:
  • brak dzielenia się uwagą, czyli nie patrzenie w tym samym kierunku co rodzic, gdy pokazuje coś dziecku; /nie dotyczy/
  • nie chwalenie się, przynoszenie rodzicom ważnych dla dziecka zabawek, własnych wytworów /dotyczy/
  • preferowanie samotności, dziecko może być określane mianem dobrego dziecka, ponieważ nie domaga się uwagi; /nie dotyczy/
  • brak reakcji dopasowywania swojego ciała do osoby, która przytula, bierze na ręce; /nie dotyczy/
  • nie nawiązywanie kontaktu wzrokowego; /nie dotyczy/
  • brak więzi emocjonalnej z rodzicami; /nie dotyczy/
  • zubożona ekspresja twarzy; /nie dotyczy/
  • brak zainteresowania prostymi zabawami opartymi na interakcjach społecznych (na przykład, zabawa w „a kuku„ ); /nie dotyczy/
  • brak zdolności naśladowczych, dziecko nie jest zainteresowane czynnościami, które wykonują inni i nie naśladuje ich; /nie dotyczy/
  • niewłaściwe wykorzystanie przedmiotów, schematyczne i powtarzające się czynności związane z przedmiotami np. układanie klocków według kolorów, burzenie i ponowne układanie, wprowadzanie przedmiotów w ruch wirowy; /dotyczy w zakresie wirowania zabawkami/
  • powtarzające się stereotypowe czynności takie jak: machanie rączkami, kręcenie się w kółko, chodzenie na palcach, wpatrywanie się we własne paluszki; /dotyczy: kręcenie w kółko, sporadycznie chodzenie na palcach/
  • brak reakcji na własne imię, przy prawidłowej reakcji - na przykład - na szelest papierka od cukierka; /nie dotyczy, poza brakiem reakcji na imię/
  • wymaganie niezmienności w otoczeniu, protest przy próbie - na przykład - przestawienia mebli, domaganie się niezmienności tras spaceru; /nie dotyczy/
  • ograniczony wachlarz pokarmów, sprzeciwy przy próbie wprowadzania nowych pokarmów;
    /nie dotyczy, albo je prawie wszystko, albo nie chce nic/
  • brak rozwoju mowy, przy jednoczesnym nie występowaniu innych form komunikacji, na przykład za pomocą gestów, lub opóźniony jej rozwój; /dotyczy i nie dotyczy, brak mowy, gesty są chociaż mało konkretne/
  • występowanie echolalii (powtarzanie słów lub fraz usłyszanych przez inne osoby); /nie wiem/
  • odwracanie zaimków; /nie dotyczy/
  • mowa charakteryzująca się nieprawidłowym rytmem, intonacją, modulacją, tempem i wysokością tonu. /nie dotyczy/

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

GOAR i koniec złudzeń - wizyta I

Wczoraj byliśmy w Gliwickim Ośrodku Adaptacyjno - Rehabilitacyjnym, na pierwszej wizycie. Jak się okazuje, nie była to wizyta ostatnia.

Odwiedziliśmy na początek neurologa, który kwalifikuje na terapię tam i kieruje dzieckiem do odpowiednich specjalistów. Na początku lekarz przyjrzał się małemu i podniósł mnie na duchu słowami "jak to się stało, że Ciebie w tym wieku tak szybko wrzucili do spektrum autyzmu?"
A potem było już tylko gorzej.

Na próbę dotknięcia Daniel zareagował histerią taką, że nawet ja w szoku byłam, a moja mama to po prostu wyskoczyła z butów. Przerobiliśmy wszystko, szarpanie, zanoszenie, wbijanie we mnie pazurami, uciekanie, kopanie, cały wachlarz reakcji histerycznych. Skończyło się na badaniu siłą.

Po całej tej batalii lekarz już nie był tak pozytywnie nastawiony. Stwierdził, że bardzo mu przykro, ale to zachowanie jest tak typowe dla spektrum autyzmu, że nie będziemy udawać, że czegoś nie ma, tylko wysyłamy do neurologopedy i psychologa po parafkę, a jak to uzyskamy, to powrót do niego i on wydaje komplet dokumentów, ze skierowaniem do ośrodka orzekania o niepełnosprawności.


Kolejne informacje już do mnie nie dotarły...

Wczoraj rano obudziło się obok mnie zdrowe dziecko. Dziś niepełnosprawne. Świadomość okropna. Nie życzę najgorszemu wrogowi.

A najlepsze, że jestem z tym sama...

Nie wiem kto tam siedzi u góry, ale jeśli siedzi, to musi mieć niezły ubaw.

Piątek 13-go

Nigdy nie wierzyłam w piątek 13-go. Zawsze mnie śmieszyło przeświadczenie, że jakieś tam cyferki przylepione do dnia tygodnia (wymyślonego przecież) mogą zrobić komuś kuku.
A tu niespodzianka. Nam zrobiły...

Od piątku nie poznaję swojego dziecka. Od rana był taki sobie, ale to co wyczynił po wyjściu mojej mamy, wieczorem, to słów mi brak, by to opisać. Cyrk o wszystko, ryk, histeria, wymuszanie. Krzyk o pierdoły, bo np. wyszłam z łazienki i zgasiłam światło. Albo usiadłam na kanapie po godzinie noszenia go. A z rąk mi nie schodził. Pierwszy raz widziałam dziecko, które tak wymusza płacz i krzyk, że dostaje torsji. I do tego jest agresywne, uderza w coś, kopie. Jeden wielki obłęd. Przeszło mu dopiero po kąpieli. Sobota podobna, zwłaszcza od popołudnia źle. Drzemka była krótka i zaczęła się bardzo późno, więc już wstał z krzykiem na ustach, a potem do wieczora ryczał, krzyczał, prowadzał mnie po całym domu pokazując gdzie mam go zanieść i tylko buczał, jak przed rokiem, buczał i buczał, aż mi w uszach dzwoniło. Zasnął za późno, a w nd. wstał za wcześnie, w efekcie marud kolejny. Po drzemce dziennej znowu cyrki.
Gdy w pon. rano przyjechała moja mama, doznała szoku. Cofnęliśmy się w rozwoju o całe lata świetlne.

Brałam to na karb buntu dwulatka, ale teraz nie jestem pewna.



Dziś rano znowu pobudka bladym świtem i od razu za rękę, wychodzimy z sypialni. Będzie więc tak samo jak ostatnie dni. Już współczuję mojej mamie. Dobrze, że ona ma więcej cierpliwości niż ja.
Nim wyszłam spytałam dziecko, czy chce mleko. Reakcja kompletnie nieadekwatna do sytuacji. Rzucił na na podłogę, na brzuch i zaczął krzyczeć Nie Nie Nie. o_O
Nie wiem co by mnie mogło bardziej z nóg zwalić. Chyba nawet nalot kosmiczny nie wprawiłby mnie w takie osłupienie...

Nie wiem co się stało, ale jest źle. Jest bardzo źle.

A skoro już wierzymy w cuda, napisałam do dr Bross. Skoro ona wszystkie zmiany (do tej pory na plus) bierze na karb tych swoich kuleczek, to niech i z tym się zmierzy.

Edit.
Poszukując informacji o nagłych zmianach zachować natknęłam się na bloga Justynki. Wpis o regresie:
http://www.pomocdlajustynki.pl/?p=1332  Dokładnie tak to u  nas wygląda. Tyle że Daniel nie idzie sam, a włazi na ręce i mnie każe siebie nosić. Niestety w żadne konkretne miejsce i po nic konkretnego. Ciągnie do łazienki, a tam myśli co by chciał. Nic nie wymyśla i ciągnie dalej, do sypialni. Tam znowu problem, bo nie wie co. Albo chce na parapet. Mówię, że nie wolno, że tam kwiatek, że można spaść itd. i jest cyrk. Po chwili ciągnie do kuchni, a tam ręka w kierunku blatu po... no właśnie po nic konkretnego. Potem duży pokój, komoda, drzwi wyjściowe, wnęka z komputerem (który chowam już, bo cyrk jest pięć razy dziennie), drzwi z łazienki itp. itd.
Jeśli dam mu coś ciekawego jest minuta zajęcia, a potem znowu chodzenie gdzieś tam po ... coś tam. I tak godzinami. :(

piątek, 13 kwietnia 2012

Zalecenia dietetyczne

Skomplikowana sprawa.
Ale może najpierw to co dostałam:


część druga:


 i trzecia:


I tu się sprawa nieco nam komplikuje.

Przede wszystkim dlatego, że Daniel nie je teraz prawie NIC. To dziwnie brzmi, bo teraz matek, które mówią, że ich dzieci nie jedzą jest więcej niż grzybów po deszczu. Ale on nie jest niejadkiem. On nie je. Sobotę przeżył na kaszy z mlekiem, bo już zdesperowana byłam. W niedzielę zjadł aż 1/4 małego naleśnika i ćwiartkę kromki chleba z sosem z leczo. W poniedziałek trochę zupy. Wczorajszy dzień przeżył na jednej klusce śląskiej, małej, z sosem. Potrafi cały dzień chodzić z jedną połówką kromki i na wieczór okazuje się, że tylko masło z niej zniknęło.
Każdy kolejny dzień bardziej mnie załamuje.

Dziecko w styczniu 2011 było na 75 centylu wagowo. Latem na 50tym. A po jesiennej chorobie, gdzie nie jadł nic w ogóle przez tydzień spadł na 10ty. Na przełomie stycznia i lutego 2012 był już na 3cim.

Z ww. porad możemy więc sobie większość wsadzić w buty, a w zasadzie to wszystkie, bo jak cały dzień smark nic nie je, a chce suchego chleba wieczorem, to przecież wiadomo, że mu dam, a nie powiem, że nie wolno, bo to węglowodany, których jeść nie powinien. ;/

To jeden z punktów niewykonalnych. Kolejne to: jedzenie ciepłych posiłków (Daniel nie je ciepłego od zawsze) i niejedzenie, zwłaszcza zimą owoców południowych. Bywa tak, że on je tylko kiwi (kawałeczek co parę dni np.) albo tylko pomarańcze (kąsek), a innych owoców odmawia całkowicie. Mam nie dać?

Kolejne problemy - spożycie tłuszczów. Heh.... Masło, śmietana, mleko, sery tłuste białe, żółte... Tyle że dziecko ma skazę białkową. :/ Jakoś to przeoczyli na ankiecie chyba. :/
No i nie UHT, też ciekawostka. Z mlekiem krowim jest problem, a co dopiero z innymi. Nawet w sklepach eko nie widuję koziego mleka nie UHT. Mam kupić kozę? Owcę? Siebie nie wydoję już, za późno.
Do tego, jak na złość, Daniel nie lubi jajek. :(
Jedyne co nas ratuje to, że wylizuje masło (od tygodnia gdzieś, wcześniej nie chciał) z chleba i lubi wysysać moje kapsułki z kwasami Omega-3. Czasem udaje się też przemycić mu olej lniany, ale to rzadko, bo on jedna ma jakiś tam smak i nie jest to smak przyjemny. 

Ograniczyć kasze, ryże, chleb i ziemniaki. Hmm... Je mniej niż ta ilość dopuszczalna, którą w wyniku określono, to nie wiem jak ograniczyć. Do zera? Zabronić zjeść łyżkę ziemniaków, jeśli to jedyny posiłek dziecka w ciągu dnia?

Największy problem to (poza tłuszczem i nabiałem) z tym chromem. Grzybów nie podam, jeśli nic więcej nie je, bo są ciężkie i je odchoruje. Orzechów i migdałów nie lubi, przyklejają mu się i ma odruch wymiotny. Mięsa samego też nie zje, nie odpowiada mu konsystencja, trzeba przemycać w ziemniakach lub ryżu. O ile w ogóle chce coś zjeść. Jak przemycić bez ziemniaków i ryżu nie wiem...
W zestawie witamin go nie podamy, bo przedobrzymy z tymi, których ma dość, albo z pierwiastkami, których ma za dużo. O dziwo w suplementacji chromu nie kazali podawać. 

Jak widać mimo jasnych porad i konkretnych reguł żywienia jesteśmy w czarnej... no gdzieś tam daleko w lesie jesteśmy.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Analiza pierwiastkowa włosa

Zrobiliśmy badanie włosa w łódzkim Biomolu. W końcu przyszły wyniki. 32 strony tekstu. Sama teoria. No może trochę praktyki, choć wcale nie jestem taka pewna.

W każdym razie dwie główne strony wyglądają tak:


Zadziwiająca rzecz. Albo ogromne niedobory, albo kosmiczne nadmiary. Przyczyn nie znam. Patrząc na dietę mojego syna bardzo mnie dziwią te nadmiary. On nic prawie nie je. A gdy ma fazy jedzenia, je wszystko. Średnia statystyczna wychodzi taka, że powinien mieć za mało wszystkiego.

A najdziwniejsze są pierwiastki toksyczne.
Tak samo przedstawione, a nie pokazują faktycznego poziomu w organizmie, a poziom wydalania. Rzekomo wyniki powinny być niewielkie, ale powinny być, inaczej oznaczają, że organizm nie radzi sobie, czyli nie wydala metali ciężkich. Piszę "rzekomo" bo jakoś nie przemawia do mnie fakt, że jak czegoś nie ma we włosie tzn. że jest tego w cholerę w ciele. No ale to już inna kwestia.  

A tak wyglądają proporcje:


O ile całą górę tego wyniku rozumiem i przyjmuję zależności, tak za chiny  nie rozumiem o co chodzi z ostatnią linią. Jakim cudem proporcje pierwiastków wybranych do pierwiastków toksycznych są ok, jeśli to badanie nie pokazuje poziomu pierwiastków toksycznych w ciele??

Im dłużej czytam, o tych pierwiastkach toksycznych, które to niby mają być w tym włosie, bo zawsze są w nas, więc jak są to wychodzą, ale niezbyt dużo, bo wtedy to znaczy, że jest ich w nas dużo, ale i nie zero, bo wtedy w nas wszystko zostaje itp. pokrętne wyjaśnienia, tym większe mam wrażenie, że to jest tylko jedno wielkie wyciąganie kasy z naiwnego człowieka. :(

Pozostałe dane jestem w stanie przyjąć do wiadomości jak lecą. Tej części toksykologicznej jakoś nie łykam. Analityka medyczna się kłania. Wszystko ma być proste, konkretne i logiczne. A to nie jest.

Mowa i postępy

Nie wiem czy działa homeopatia. Wykształcenie medyczne nie bardzo pozwala mi w to wierzyć. Nie wiem też co innego działa. Może po prostu czas?

W każdym razie coś działa, bo Mały kombinuje z mową. Że mówi, to by było trochę nad wyraz, powiedzmy że próbuje. :)

W ostatnim czasie pojawiło nam się kilka hasełek.
Przede wszystkim ujawniło się słowo Mama i Tata. Jako słowo tzn. człon dwusylabowy. Świadomość tego co mówi też jest, bo gdy spytam gdzie jest mama, leci do szafki RTV, wspina się na nią i sięga paluszkiem do mojego zdjęcia na ścianie.
Przedwczoraj w ogóle niezłe zaskoczenie mnie spotkało, bo dziecko usiadło mi na kolanach, wyciągnęło paluszek, pokazało na mnie i powiedziało Mama, po czym wskazało na siebie i powiedziało... Dzidzia.
Oczy mi wyszły, że wyglądałam jak atomówka z CN. :D
Nie uczyłam go tego, nigdy nie powiedziałam na niego dzidzia, pojęcia nie mam skąd to wziął. 

Dzidzia to nasze kolejne słówko, ujawnione w zeszły czwartek. Zaczęło się od pokazania takiej małej szmacianej główki, jako elementu szmacianego klocka z zawartością w okienku. Uparł się na to coś pokazywać i babcia wymyśliła, że ta maskotka z frędzlami na głowie to dzidzia. No i powtórzył. Bardzo ładnie i czysto. :) Potem przez parę dni pokazywał wszystkie dzieci na wszystkich obrazkach, w książce, gazecie, gdzie znalazł i mówił, że to dzidzia. Na koniec nazwał tak siebie.

W weekend zrozumiałam o co chodzi z kolejnym zwrotem, tym razem mniej zrozumiałym. Otóż dziecko wypowiada słówko APM. Tydzień tego słuchałam i nie rozumiałam o co chodzi. W końcu mnie olśniło. Apm oznacza "kto tam". :) Teraz już jest jasne, bo Daniel rozwinął kwestię i puka w coś tam, w drzwi, ścianę itp., po czym mówi Apm. :)

Następne słówko, z soboty to Bapa. Znaczy lampa. :) Daniuś zepsuł swoją i miesiąc był bez, w sobotę odwiedził go Tata z lampką i dziecko na nowo odkryło zabawkę. :) Pokazywał na nią kilka razy, aż w końcu wyartykułował to właśnie słowo.

W niedzielę urodziło nam się Guka, gumka myszka, taka do gumowania. Tak go zafascynowała (odkrycie po buszowaniu w szafce z dokumentami), że koniecznie chciał, bym ją nazywała non stop. W końcu wymyślił swoją wersję. :)

Aaaaa i jeszcze mamy słowo z piątku /jakoś nam tam od tygodnia co dzień coś nowego wyskakuje/. Wersja przedziwna, pozbawiona spółgłosek i mocno zmiękczona. Danielowa opcja słowa "misiu", która brzmi mniej więcej jak Iju, czasem pojawia się na początku "M" i jest Miju. :D Brzmi uroczo, zwłaszcza, że Daniel mówi jak taka panienka z okienka, bardzo delikatnie wymawia, tak cicho i miękko. :)

Jeszcze wyskoczyła nam raz Tatata, przy okazji nazywania wszystkiego co kładłam na kanapki, ale uciekła. Więcej nie chciał powtórzyć, nie wiem czemu. To sałata oczywiście. :)

No i najważniejsze - opanowało nas NIE. Nie jest wszystko i wszędzie. Nawet w nocy przez sen.


Z innych rzeczy, to:

- krowa nie robi już Uuu, robi Muuu
- baran robi w końcu Beee
- pojawiła się kaczka, która robi Ka ka ka
- i kukułka robiąca Ku ku 
- lew też coś robi, ale nie umiem tego napisać, to taki rodzaj ryku jest :)
- i słoń, gdy jest zły też robi coś ciekawego, podnosi trąbę do góry i robi coś czego też nie potrafię przedstawić w formie literkowej :)


Pies i kot nadal robią Auu, sowa Uhu, konik Ehehe.

Więcej grzechów nie pamiętam.

środa, 4 kwietnia 2012

Homeopatia - wizyta 2

Dwa miesiące z okładem temu odbyliśmy pierwszą wizytę u  homeopatki, dr Bross - Walderdorf, w Katowicach. Nie pisałam o niej specjalnie, nie tworzyłam posta, bo jakoś tak... nie miałam weny.

Cała impreza tam do gustu mi specjalnie nie przypadła. Z różnych względów, o których pisać nie będę. Nie wiedziałam czy drugi raz pojedziemy, ale... czego się nie robi dla dziecka. Pojechaliśmy.

Na 1 wizycie dostaliśmy sześć kulek czegoś. Nie wiem na co miały pomóc, ogólnie chodziło o usuwanie skutków ubocznych szczepień. Teraz dostaliśmy sześć kulek czegoś innego. I też nie wiem na co mają pomóc. Podobno tym razem "leczenie" skupia się na mowie...

W ciągu tego czasu od 1 do 2 "leczenia" w naszym życiu nastąpiło kilka zmian. Mamy więcej snu w nocy, tzn. nie zmienił się czas zasypiania ani budzenia, zmieniła się jakość snu, dziecko śpi jakby spokojniej i mocniej. W dzień jest spokojniejsze, mniej buczy, wymawia jakieś sylaby i niby-słowa tak po swojemu (aż kilka), jest bardziej komunikatywne i bardziej złaknione kontaktu, także wzrokowego.

Dla mnie to wynik: spokoju w domu (grudzień był ciężki ze względów osobistych, co odbiło się na dziecku, oczywiście), wyrastania z pewnych spraw np. z tego buczenia i godzin ćwiczeń, zabaw, nauki, może też trochę wynik działania logopedy. Plus suplementacja żelazem.
Wg pani dr to wynik działania jej kulek. :) Niech jej będzie.

Tak więc wczoraj zjedliśmy kolejne 6 białych gówienek i czekamy na kolejne efekty "leczenia". Tym razem na ruszenie z mową, kulki były inne, "sulfur" coś tam, ma być po nich jakiś werbalny bum. Zobaczymy.

350zł nie moje. Niech więc stanie się cud... :)