poniedziałek, 25 lutego 2013

Dary, dary... nie losu :)

Bardzo serdecznie dziękujemy dwóm tajemniczym osobom, które dokonały wpłat na nasze fundacyjne konto.

W obecnej sytuacji te pieniądze to dla nas jak woda. Bardzo potrzebne.
A konto już mieliśmy czyściutkie.

Tym bardziej, że nasza fundacja większość rzeczy potrzebnych małemu nie refunduje, musimy się więc nieźle nagimnastykować i tak przemyśleć każdy zakup, by na wszystko starczyło, zakładając, że wpłat nie będzie, ale i przewidując, że jakieś wpadną.

Dziękujemy bardzo bardzo! :*
Te pieniążki zapewnią Daniowi suplementy  na cały miesiąc. 

***

A wszystkich chętnych zapraszamy na naszą zakładkę "jak pomóc Daniowi", lub na naszą stronę w fundacji:

klik

Pozdrawiamy!


czwartek, 21 lutego 2013

Fotoski

Dawno nas nie było widać, więc się demonstrujemy.

Z różnej perspektywy.

1. Wyższy poziom edukacji.



2. Tak śpimy, gdy coś nas "boli", cokolwiek, zły sen np. albo niemożność uśnięcia.



3. A taką piękną mamy piłkę w ramach "hodowania rasowego geja".  :P



4. Tak się przy dziecku pracuje. Dobrze, że to po prawej, co maluje, jest jego. :)



5. Miał leżeć w łóżku i czekać aż pranie powieszę. No i proszę...



Pozdrawiamy!

wtorek, 19 lutego 2013

Wybór przedszkola

Cholera, nie umiem dokonać wyboru.
No nie umiem, no.. ;(

Biję się z myślami już parę miesięcy, a im więcej pytam, dowiaduję się, tym gorzej mi idzie.
Za miesiąc rekrutacja, a ja nie wiem.
Boję się, że źle wybiorę i zrobię młodemu krzywdę.
Nie znam opiekunek, a to klucz do sukcesu. No ale... nie poznam przecież, bo nie wiadomo kto nową grupę obejmie.

Tak czy siak, przedszkola są dwa. Odległość mocno różna. A ja... nie wiadomo jak będę stała od września w kwestii dojazdu, a potem jeszcze przez następne trzy lata. :(

1. Opcja pierwsza. Tak ją nazwijmy.

Z dyrektorką porozmawiałam, wszystko jest jasne i konkretne.
Pań nie znam i znać nie będę.

W ramach WWR pedagog, logopeda, psycholog.
Czyli nic co nam potrzebne. Wszystko to mamy w Goar.
Nie ma SI. A w czasie przedszkola nie możemy SI realizować w Goar, bo nie da rady czasowo. :(
Nie ma zajęć wolnych z pedagogiki Montessori.

Dzieci dobierane do siebie na podstawie papierka. Pani dyr uprzedziła, że rodzice czasem zatajają fakty, więc tak do końca nie wiadomo kto grupę stworzy.

Blisko domu, fajna trasa. Spokojna okolica, domy, kamienice. Droga krótka i przyjemna. Jakby nie wymogi i kwestia bezpieczeństwa, dziecko trafiłoby samo bez problemu. 
W linii prostej to 1km, patrząc w koło, po głównej drodze 1,5-2km.

Jest autobus nie daleko, można jeden przystanek przejechać.

Babcia ma przesiadkę w drodze od siebie, ale nigdzie nie łazi i nie dojeżdża do centrum. Od przystanku gdzie wysiada z drugiego busu ma do przedszkola jakieś dwie minuty spacerkiem, wliczając w to stanie na pasach. Ja sama docieram tam w pięć minut.

Ja mam stamtąd prostą drogę do pracy. Samochodem.
Bez samochodu nie mam już tak różowo, bo stamtąd nic do mnie do roboty nie jeździ. Musiałabym wracać pod dom.

Nie ma problemu z tym, że dziecko 8-13.
Tym bardziej, że dzieci tam nie śpią, a młody owszem.

Dieta do uzgodnienia, można przynieść własne posiłki, od śniadania aż do deseru.

2. Opcja druga.

A panią dyr też wszystko jasne.
Pań też nie znam i nie poznam.

W ramach WWR pedagog, psycholog, logopeda, SI oraz zajęcia w ramach pedagogiki Montessori.
Zajęcia z PM także dla całej grupy dzieci, zdaje się że raz w tygodniu.

Dzieci dobierane na podstawie papierka, ale pani dyr prosi o wizytę z dzieckiem w placówce przed decyzją o doborze grupy. 

Daleko od domu. Trasa w linii prostej, na skróty to 3km. Samochodem, wliczając drogi jednokierunkowe to 4-5km. Okolica tam bardzo fajna. Spokojnie, park. Za to droga koszmar. Centrum, główne ulice, korki, powrotna trasa głupia, długi kawałek pod górkę. Szybko piechotą to jak nic pół godziny, o ile dziecko siedzi w wózku.

Jest autobus, trzy przystanki. Ale do autobusu trzeba dojść, jakieś 10 minut z dzieckiem w wózku.
Młody o tej porze będzie śpiący i trasa ta może być mocno nie wesoła. A jak zaśnie w wózku i obudzi się przed domem cały dzień będzie przesrany.

Babcia musi jechać do centrum, a potem wsiąść w drugi bus i przebić się przez miasto. Trasa dwa razy dłuższa. Później z buta wędruje do przedszkola. Idzie 10 minut.

Ja robię tę samą trasę na autobus, po odstawieniu dziecka. 10 min do przystanku, ale potem już mam dojazd prosto pod firmę. Samochodem trochę kluczę, bo dużo tras jednokierunkowych i centrum miasta. Koszt przejazdu miesięcznego dla mnie to razy trzy w stosunku do tego co mam teraz.

Nie ma problemu z godzinami 8-13.
Tym bardziej, że grupy integracyjne nie śpią, a Daniel tak.

Nie wiem jak posiłki, nie zapytałam.

***

Nie wiem co robić. :(


poniedziałek, 18 lutego 2013

Bańki bezogniowe

Znacie tę metodę "leczenia" i podnoszenia odporności?
W moim domu nie było, ale babcia stosowała. Oczywiście jeszcze te ogniowe. Patrzyłam na ten zabieg i drżałam. :)
Macie swoje opinie na ten temat, wierzycie w nie?

Ja nie bardzo.
Dostałam zestaw do testów dla syna, ale... nie dał sobie założyć. Co było do przewidzenia zresztą.
Nie daje się nimi nawet dotknąć.
I może dobrze. Bo sądząc po plamach jakie zostają na moich plecach, byłoby to dla niego mało przyjemne.
Zastosowałam na sobie. Cztery razy.
Żyję. :) Szału nie ma. Ale też nie byłam jakoś specjalnie chora. Tzn. smarkam jak zawsze, migdały mam beznadziejne, jak zawsze. I tyle. 


Powinnam napisać opinię, ale nie bardzo wiem co napisać.
Nie wyleczyło mnie to ani z przewlekłego zapalenia zatok, ani z kataru, rzekomo niealergicznego, acz całorocznego, więc mocno upierdliwego. Innych przypadłości nie mam.
No, może mniej mi dokuczają migdały, ale na ile to kwestia baniek, a na ile suplementów, czosnku czy miodu, to nie jestem w stanie ocenić.
Ocenię więc to, co mogę.

- bańki małe, wygodne, bardzo zgrabne i porządnie zrobione;
- pompka sprawna i łatwa w użyciu;
- całość spójna i wygodna w stosowaniu;
- bezpieczne; 
- cena jak dla mnie znośna - gdybym wierzyła w takie rzeczy pewnie bym kupiła;

Opakowanie 8 sztuk kosztuje 57 zł.
Opakowanie 12 sztuk kosztuje 76 zł.
Można kupić banieczki na sztuki, jedna taka kosztuje 6,50 zł, co uważam za świetny pomysł.
Pompka 11,50 zł.
Do tego wysyłka.
Mowa o bańkach firmy Med Plus.

Mnie spodobał się najbardziej masaż.
I to na sobie praktykuję w tej chwili. Trudność polega na właściwym zaciągnięciu skóry tak, by bańka dawała się przesuwać, ale jest to na pewno bardziej pobudzające ukrwienie skóry niż inne formy masażu jakie możemy w domu zastosować.
Szkoda tylko, że ta pompka nie wysysa tłuszczu z brzucha. :D

Bańki wyglądają tak:

Wszytko opisane i do kupienia tutaj:
Med Plus

Dodam jeszcze, że bańki są grube, parę sztuk poleciało mi z pleców na podłogę (panele) i nic im się nie stało. Są więc trwałe, co ważne, jeśli chodzi o produkty ze szkła.

***

Po co ten wpis?
Ano po to, że mam takie dla Was.
Ale to następnym razem. :) Muszę wymyślić jakiś konkurs.
A może Wy macie pomysł na jakiś zabawny konkursik, w którym można by wygrać taki zestawik od ciotki Kropki? :)






wtorek, 12 lutego 2013

Ferie

Mamy ferie. Nie wiem jak przeżyję dwa tygodnie bez Yamahy. Dziecko mnie zamęczy hasłami, że "idziemy do pani Misi".
Trzeba będzie zrobić wyprawę do fikolandu w Carrefour, albo padniemy obie z babcią ze zmęczenia.

***

Dziękujemy cioci Ewie Łuków za piłkę lekarską!
Kochana jesteś Ciociu! :*

Dziękujemy też (znowu) cioci Madzi i wujkowi Tomkowi Majewskim, za książeczkę "Zezia i Giler".
Kolejny dług dołączam do listy. :*

***

Poza tym jest lepiej.
Chyba regres się ma ku końcowi, albo chwilowa przerwa nastąpiła, bo dziecko mniej mędzi.
Za to po paru dniach lepszej mowy znowu jąka się jak szalony. Pędzi z tym koksem tak, że nic mu z tej gadki nie wychodzi.
Babcia zwraca mu uwagę, żeby powoli, a ja Babci, żeby milczała. I taki łańcuszek nam z tego wychodzi, póki co.

Śpi nieźle. Pobudka na mleko. Rano pobudka i hasło "meko daj" jeszcze nim oko otworzy. Reszta to głównie sen.

Je figę z makiem. Prawie nic. Jak jeszcze schudnie to mi go w końcu zabiorą za niedożywienie.

***

Wczoraj zagadałam pediatrę dr Wasylkowską o zaświadczenie o ASD.
Spakowałam je pięknie do koperty wraz ze zdjęciem, podaniem i orzeczeniem o niepełnosprawności, i puściłam do "Zdążyć z Pomocą". Zobaczymy co z tego będzie.
Tyle ludzi mnie namawia, że w końcu się poddałam. :)

I tyle na dziś.
Pozdrawiam :*

sobota, 9 lutego 2013

Refundacje i dojazd

Dziękuję Wam za wszystkie rady odnośnie naprawy czy też wymiany samochodu. Cenne rady, ale... nie w przypadku mojej fundacji. Kochani moi - Silentio nie refunduje ani zakupu pojazdu, ani jego naprawy. Nic ich nie obchodzi, że mam 5km do przedszkola czy 20km na terapię jakąś tam, ani też że zwykła PPP znajduje się w takim miejscu, że wycieczka tam to wyprawa przez centrum, z przesiadką. Nie ma opcji takich refundacji i koniec. Ps. Nie wydaje mi się, nie zrozumiałam źle regulaminu. Pytałam o to. Nie ma. Skoro tak radzicie domyślam się, że Wy macie. Ale ja nie. Nie w tej fundacji, którą wybrałam. A w tej chwili nie jest dobry czas na zmianę. *** Jak macie u siebie? Napiszcie jakie fundacje co refundują, a z czym robią problem. Jak jest z dojazdem z dzieckiem, autobusami, biletami miesięcznymi, taksówkami, samochodami itp. Chyba na przyszły rok coś muszę zmienić, bo tu gdzie jestem nie mam lekko. Pozdrawiam

piątek, 8 lutego 2013

Konsultacja u rehabilitanta

Na początek dziękujemy Cioci Agnieszce Pszonak za prezent w postaci taśmy rehabilitacyjnej TheraBand. Zdziwiliśmy się, powiem szczerze. :)
Buziaczek Ciocia! :*
Cały dzień wczoraj z nią szaleliśmy. Młodemu najbardziej podoba się naciąganie jej na ile starczy metrażu w pokoju i puszczanie w moim kierunku. Na szczęście nie strzela jak gumka recepturka, więc jeszcze żyję i mam oczy. :D

Poza tym kolejne dzięki dla Cioci Magdy Majewskiej (i wujka Tomka) za zapewnienie Daniowi lutowych zajęć w Yamasze. :*
Aż żal, że jest ich tylko dwa, bo w woj. śląskim wypadają akurat ferie. Ale na to wpływu nie mamy, niestety.
Buziaki Dla Was! :*

***

A poza tym:

Buchnęła nam mowa.
Wczorajsze zdanie Daniela do ojca: "tata nie jóp, głowa naś będzie bolała".

Pięknie rozróżnia już: małe - duże, chude - grube, ciemno - jasno.
Odmienia zdania. Mówię do niego: "musisz uważać, bo tu jest ślisko i upadniesz, głowę rozwalisz", a on mi odpowiada: "śliśko jeśt, upadnę, roźwalę gowę".
Jeszcze nie tak dawno mówił o sobie tak jak ja mówiłam o nim, czyli "upadnieś..." 

Nieźle też już cwaniaczy, o czym piszę na "Jajku mądrzejszym od Kury".
Wczorajsze hasło do rehabilitantki "nie mam siły" zbiło mnie z nóg. :D

***

Co do rehabilitacji.
Wizyty co miesiąc albo raz na trzy tygodnie, jak tam nam wypadnie. Poza tym ćwiczymy w domu.
Na razie mamy piłkę z uchwytem oraz taśmę rehabilitacyjną.
Coś tam jeszcze dumamy.

A w temacie napięcia...
Raczej - na 99% - nie mamy obniżonego napięcia mięśniowego.
Była taka koncepcja, ale... pani rehabilitant swierdziła, że gdyby Daniel miał obniżone napięcie mięśniowego to nie od teraz, a zawsze, a wtedy nie czworakowałby! Zabiłby się w takiej pozycji, albo chodził na nosie. A on przecież nie raczkował, tylko od razu biegał na stopach i rękach.
I to parę ładnych miesięcy.

Dlaczego wtedy rozwalał głowę?
Pewnie dlatego, że nogi są szybsze, a ta pozycja nie jest szczególna do biegu. Ręce nigdy nie nadążą za nogami, bo nie taka jest ich funkcja u naszego gatunku.

Dlaczego dziś rozwala?
Tu są opcje dwie.
1. Przetrwałe odruchy.
2. Problemy SI.

Osobiście obie (ja i pani rehabilitant) skłaniamy się ku tej drugiej opcji.
Wcześniej jakoś o tym nie myślałam, ale...
- młody ma bardzo silne i sprawne nogi;
- dużo skacze, ciągle chodzi i biega, krzesła gryzą go w dupę;
- w 8mcu wspinał się na kanapy;
- od 10go włazi na parapety, oparcia kanap;
- od 12go sprawnie chodzi;
- w okolicy 1,5 roku życia nabył nadwrażliwość dotykową...
I tu chyba jest problem. Ręce poszły w odstawkę. Piasek - nie, mokre - nie, jedzenie do ręki - nie, zabawy i ćwiczenia na rękach - nie. Jak się opierał o coś rękoma, to kazał je czyścić.
Nie dziwne więc w tym kontekście, że nie ćwiczył tych rąk.

One nie są jakoś w tyle, po prostu są sporo za nogami. A te znowu nad wiek.
Pani rehabilitant parę zadań młodemu dała i mocno zaskoczona była, tym co potrafi, jak skacze, jak przeskakuje, jak reaguje na zmianę pozycji, jak opada, jak przygotowuje ciało do skoku w różnych konfiguracjach itd.
Powiedziała do mnie, że dzieci 3letnie tak nie skaczą. A on przecież nie ma nawet 3 lat jeszcze.

Może być więc tak, że on po prostu wszystko robi za szybko, za szybko zeskakuje, wchodzi gdzieś, za szybko biega. Siłą rzeczy upada mocno i ręce nie nadążają.
Przy próbach przewrotu i opadania na ręce wszystko wyszło dobrze. Wyciąga je, prostuje, amortyzuje rękoma. Gdy leży brzuchem na wałku i ten wałek jest przesuwany do przodu, potrafi wyciągnąć ręce, wie jak podtrzymać ciało, mało tego, nawet zrobi rękoma hops do przodu, jeśli się ten wałek nagle raz jeszcze do przodu przesunie i ręce zaczynają wędrować pod ciało. Bez problemu i sprawnie je wyciąga, przestawiając szybko w przód, dla amortyzacji.

Tak więc odruch prawidłowy jest.
Nasze zadanie - popracować nad rękoma, żeby były bliżej nóg, jeśli chodzi o sprawność. Wtedy może będzie mniej tych wypadków.

Na odruchach przetrwałych się nie znam.
1 marca mamy jeszcze jedną wizytę i pod tym kątem wtedy popatrzymy. Jak coś się urodzi w temacie, to napiszę.

***

Cholera, czemu Capoeira  nie jest dla trzylatków. Byłaby jak znalazł teraz. :)


czwartek, 7 lutego 2013

Heh...

Od rana się zbieram by coś napisać i nie mogę zebrać myśli.
Jest mi cholernie źle i ciężko.

Wczoraj Daniel zasiadł sobie między mną a swoim ojcem, wziął nas oboje pod ramiona (tak jak się chodzi pod rękę) i patrząc raz na mnie, raz na niego, powiedział: "siedzimy siobie tutaj laziem".

Padłam.
Zmiotło mnie pod dywan i umarłam tam z bólu serca. :(

***

Napiszę jak się zbiorę, bo póki co gówno widzę na oczy za każdym razem, jak sobie to wspomnę. :(


***

Aha - najpewniej Daniel nie ma jednak obniżonego napięcia mięśniowego.
Ale to nie dziś... 

wtorek, 5 lutego 2013

Regres

Jak mówi Agnieszka Stein, czasem regres jest potrzebny, żeby pójść naprzód.
No ale jest. Nie da się ukryć.

- mędzimy razy trzy, a czasem to i razy siedem
- często mówimy coś z trzęsącą brodą, robiąc problem z niczego
- włazimy na ręce, każemy się podnosić z gleby, padamy na dupę, rzucamy rzeczami
- nie ćwiczymy w Yamasze :/ tzn. chodzimy ale nie wykonujemy tego co trzeba
- robimy przerwy w nocy na jedzenie, a potem nie umiemy zasnąć
- pojawiło się dodatkowe jedno żarcie w nocy, co mnie przyprawia o cholerę jasną, bo oznacza jedzenie w środku nocy Sinlaca (cukru)
- mniej jemy rzeczy innych, obiadu, śniadania, najwyżej wejdzie danio
- mniej pijemy, wody prawie wcale, reszta to ciągłe fanaberie
- wymyślamy chcę / nie chcę; wiem że to rozwojowe ale czasem pierdolca można dostać, jak dziecko w ciągu dwóch minut siedem razy czegoś chce, a osiem razy nie chce
- nadal się jąkamy - tak pędzimy z mową
- wymyślamy słowa z zakresu ZA...
- nie czytamy na dobranoc - foch
- zwiększyła się nadwrażliwość słuchowa - jest problem z mieleniem ziarna na "mleko" bo młode robi cyrk, zatyka uszy i krzyczy, że chce wyjść z kuchni, oczywiście ze mną
- coś się stało z wrażliwością w zakresie jamy ustnej, bo znowu (poza niejedzeniem) dostymulowuje się, wczoraj godzinę wkładał paluchy do cukru i soli próbując na zmianę, a na koniec zagryzł to cytryną 

A tak było fajnie. :(

Ps.
Odrobaczyłam go. Zgrzyta jakby mniej. Śpi tak samo beznadziejnie. Nie je tak samo beznadziejnie. Marudzi podobnie.