środa, 26 listopada 2014

Terapia mazakowa...

Jakby mi ktoś powiedział jeszcze miesiąc temu, że Daniel coś narysuje sam z siebie, to bym go wygwizdała. :)

4,5 roku i nic.
Palcem po ekranie telefonu, to tak.
Długopisy be, kredki be, ołówek be.
Krew, pot i łzy... i nic.

Nadal nie bardzo wiadomo czy jest prawo czy leworęczny. Nadal małpi chwyt. Nadal nie je sam. Nienawidzi długopisów, jak strzeli jakąś cyfrę, kreskę albo okrąg, to już jest cud.

Szarpnęłam się i kupiłam mu mazaki Rystor.
6 sztuk kolorów.
Serce mnie bolało, bo jeszcze przez Lyreco, wiec cena z kosmosu, ale tonący "brzydko się chwyta". ;)
Co prawda przyznam, że z góry założyłam, że to mój pierwszy i ostatni taki zakup i pewnie mazaki będą do szkoły...

Spróbowałam sama, fajne... Lekko mażą, wygodnie się trzyma w ręce. Aż powiedziałam do mamy: jaka szkoda, że ja już nie chodzę do szkoły. Z takim sprzętem to bym mogła jeszcze raz... :)

Dziecko wyczaiło samo, znalazło w mojej torbie i ciekawe nowego sprzętu ruszyło do mazania.
Szok.

Ale, myślę sobie, strzeli dwie kreski i skończy, jak zwykle...

Tymczasem zasiadł i rysuje. Poprawiłam mu chwyt i usiadła obok.
Siedzę, niby coś czytam i boję się oddychać, bo jak on pracuje, to ja udaję, że mnie nie ma... żeby  nie przestał. :D

Powstało takie oto coś...


W szoku byłam, nie powiem.
To u góry to świnka z Angry Birds. :) Podobna, prawda? /Taka chwilowa fascynacja./
A to na czym ona siedzi, to mój wentylator.
Wiem, nie kojarzy się, ale naprawdę mam taki wentylator. :D
/Wentylatory to fiksacja Daniela!/
Oto oryginał:


No ale nic to... Narysował. Wszyscy w szoku. Jest radość. Jest moc. :D

Następnego dnia znalazłam na stole takie oto dzieło:


Szczenę zbieram z podłogi już drugi dzień.
Piękny, prawda? :D
Znajomy jeden orzekł od razu, że to Xsara Picasso. :D

Nie wiem, czy mam list dziękczynny do Rystora wysłać teraz, czy jak? :)
A może zawrzeć stałą umowę na dostawy sprzętu? :D
Ja kocham ich długopisy, dziecko pokochało mazaki... Może dadzą jakiś rabat? :D

Tyle mojego na dziś. Nadmiar wrażeń skutecznie zaburza mi myślenie. :)
Więc tylko się chwalę... :) A co...

Cuś drgnęło!

poniedziałek, 17 listopada 2014

Do autorek większości maili...

Drogie panie, mamy dzieci, o których się martwicie.
Co parę dni dostaję od Was pytanie "co robić", bo dziecko... I tu lista niepokojących objawów.
Pytacie gdzie iść, piszecie co mówią do Was lekarze.
Mówią to, co zawsze, więc powtarza się schemat "dziecko ma czas", "dziecko z tego wyrośnie", "proszę zaakceptować swoje dziecko", "pani przesadza", "każde dziecko robi... w swoim czasie".

Zakładam, że większość, która czyta i niepokoi się, nie ma nawet odwagi pytać, bo i lekarze i rodzina mówią "daj spokój".

Kochane, to Wasze dziecko! Nie naprawi się samo.
Nie wyrośnie z choroby. Nawet jeśli ta przypadłość miana choroby nie ma.
Takie rzeczy  nie robią się same.

Idźcie do NEUROLOGa. 

Dobry neurolog to podstawa.
Jeśli dziecko ciągle krzyczy. Nie chodzi, nie siada. Uderza głową w cokolwiek. Wyje.
Nie znosi pozycji poziomej. Nienawidzi noszenia. Nienawidzi leżenia. Nie śpi. Je jedną  rzecz w kółko. Dziwnie się bawi.
Itd. itd.

Idźcie.
W najgorszym razie dostaniecie dobrą wiadomość i stracicie sto złotych.

Cała reszta to same plusy.
Poznacie problem. Będziecie mogły zacząć coś z nim robić. Pomożecie swojemu dziecku.

To nie jest tak, że problemu  nie ma, dopóki się o nim nie mówi!
Jeśli jest, to jest, nawet jak będziecie udawać, że nie ma.

Idźcie do dobrego neurologa! 

Pozdrawiam.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Falowanie... raz lepiej, raz gorzej

Jakoś tak się zbieram za napisanie do Was paru słów i nie mogę zebrać, ciągle brak czasu.
Urwanie głowy, tysiąc pięćset rzeczy  na raz.
Więc tak szybciutko... i pewnie bez składu i ładu, ale myślę, że dacie radę. :)

***

Dziękuję za trzymanie kciuków za mamę. Pomogły. ;)
Mama po operacji i wraca do siebie.
Czuje się nieźle.

Los jest jednak przekorny i jak tylko zaczęło się nam nieco uspokajać w jednym temacie, zaraz posypało się kolejne. Nasiliły się moje bóle brzucha. Zrobiłam badanie krwi. Źle wyszły enzymy trzustki...
I zaczęło się.
Jedno badanie, drugie, debet, trzecie... W końcu skierowanie na rezonans z kontrastem.
Kredyt na ten cel....
Same uroki.
Milion siwych włosów więcej i tysiąc nowych objawów somatycznych wynikających ze stresu, jak sądzę.
Rezonans nic nie pokazał.
Stanęłam w miejscu.
W sumie to nawet nie wiem na co czekam...
Polskie procedury medyczne są takie, a nie inne. Jeśli nie przychodzę na dyżur lekarski z głową pod pachą, nie ma opcji, by ktoś mnie gruntownie przebadał.

Ostatnio słyszałam (od lekarza notabene), że żeby w naszym pięknym kraju zostać gruntownie przebadanym, to trzeba się nachlać, wytarzać w błocie i przyjść na Izbę Przyjęć z informacją, że bardzo boli... tu i tu.
Wtedy jest wszystko, łóżko, komplet badań, nikt nie pyta o RMUA, tomografia dzieje się następnego dnia.
Urocze, nie?
Niestety, ja nie piję...

Ale dość o tym. Poczekamy, zobaczymy.
Mam nadzieję, że możemy czekać i tej nadziei będę się trzymać.

***

Danielek ma się nieźle. Od czasu rezygnacji z przedszkola w marcu, ani razu nie był chory.
Miał tylko jeden katar, który trwał raptem trzy dni.
Taka to ta jego (zdaniem przedszkola) wyjątkowo słaba odporność.
Nadal rośnie, niedawno przekroczył 1 metr wysokości, trochę tyje.
Ładnie je.
Zaczął mówić, że jest głodny.... <3
Ocenia smaki.
Mówi, że coś mu smakuje, że jest pyszne, potrafi nawet powiedzieć na co ma ochotę. <3

Nadal nie interesuje się pracami plastycznymi.
Nie rysuje. Nie koloruje.
Przez 4,5 roku pokolorował aż jeden rysunek.
Załączam poniżej...


Potraktował to jako zadanie do wykonania, coś w stylu: chciałaś, zrobiłem, zobacz, o tak, tak umiem, skończyłem, więcej nie będę... :)
Dotrzymał słowa.

Nadal trzyma kredkę jak siekierę.
Nie opiera ręki na kartce, rysuje w powietrzu. Mooocno zachęcany. Sam się nie chwyta w ogóle.
Wychodzi to mniej więcej tak...



Lepiej idzie mu liczenie.
Liczyć potrafi z pamięci do 10, ale zna większe liczby. Ma parę ulubionych, zwłaszcza ukochał sobie 700. :)
Ku mojemu zaskoczeniu ostatnio okazało się, że czyta dziesiątki...
Wyszliśmy z windy, a on szedł po korytarzu i czytał numery z drzwi... 45, 43, 47 ...
o_O
Jeszcze nie wyszłam z szoku, bo nie wie tego ode mnie.
Potem okazało się, że też nie od babci...
Panie na WWR też się wyparły.
Widać zbudował sobie te liczby na podstawie naszego numeru na drzwiach, także dwucyfrowego. Bo tylko ten zna.

Inna rzecz, że dziecko chyba pójdzie w ślady moje i babci, bo ma wybitną ciekawość, jeśli chodzi o kwestie medyczne.
Właśnie czekam na realizację zamówienia - kupiłam książkę "Było sobie życie", bo już mi żyć nie dawał.
Ciągle odpowiadam na setki pytań w tej materii. Wyciąga jakieś książki moje, bynajmniej nie dla dzieci i pyta: a gdzie są nerwy, a jak płynie krew, a jak oddycham, a jakie zwierzątka żyją u człowieka w brzuchu i zjadają mu jedzenie (pasożyty ma na myśli) i tysiąc innych....

Tu dziękuję Agnieszce Kossowskiej za podrzucenie pomysłu, pojęcia nie miałam, że taka książka jest. :*

Jak znacie inne tytuły niby-medyczne nadające się dla dzieci, to dajcie znać. :)
Mogą być też o zwierzętach i o roślinach. Byle ciekawe, o budowie, o jedzeniu, oddychaniu itp. tematach ogólnobiologicznych. :)

Z roślin to ostatnio chyba ze sto razy opowiadałam jak je muchołówka. :)
Wczoraj zażyczył sobie takiej roślinki w domu. :D

***

Daniel bardzo polubił jedną panią z WWR, panią Ulę.
Rzeczywiście bardzo sympatyczna osoba.
Nawet pyta kiedy do niej idziemy. Chyba przypadli sobie do gustu. :)

Co jeszcze?

Aaaaa już  wiem.  :)

***

Jeszcze raz chciałam podziękować za kurtkę, którą przesłano nam rok temu, taką zimową niby, z Lidla. :)
Dziecko pochodzi w niej drugi rok. :)
Uniwersalny towar. :)

Piszę o tym dlatego, że rok temu nie była wcale za duża, a na ten rok zakupiliśmy na wyprzedaży kurtkę z Decathlona. Tymczasem jest tak głupio uszyta, że sięga za dupsko i wygląda za duża, ale młody nie może w niej rąk podnieść do góry, bo rękawy wszyto wybitnie kijowo i są wtedy za krótkie.

Prezent zeszłoroczny okazał się być więc na dwa lata, co bardzo mnie cieszy w tej chwili.
Tym bardziej, że skoro Danio nie chodzi teraz do przedszkola, ma mniejsze szanse wracać do domu uświnkowany, więc jedna powinna nam wystarczyć.
Spodnie też pasują, nawet bardziej niż rok temu. :)
Zima nam więc nie straszna. :)
Gorzej będzie za rok, znowu zakupy od podstaw... Już mi zimno, na tę myśl.

***

Jeszcze chciałam pochwalić się jednym wyczynem.
Nie pijemy mleka w nocy!
Hit, sukces i orzeszki. Sama uwierzyć nie mogę. :)
A stało się to tak, że któregoś dnia zapomniałam przynieść puchy z samochodu. Przypomniałam sobie już w łóżku i nie chciało mi się ubierać i schodzić.
Następnego wieczoru też zapomniałam. W nocy pobudka - powiedziałam, że nie ma, że dla takiego dużego chłopczyka pani w aptece nie może mi sprzedać mleka.
/Co nie jest wcale żadnym kłamstwem, bo zdobycie puszki Bebilon Pepti dla 4rolatka graniczy z cudem, a cena jest i tak 100%, co w chwili obecnej daje prawie cztery dychy!/
Był smuteczek, stękanie, kwadrans marudzenia, potem pół godziny usypiania ponownie, ale udało się. Daliśmy radę.
Cztery noce były pobudki.
Potem minęły...

Pewnie ugięłabym się, gdyby  nie to, że młody jakoś miał wtedy fazę zmęczenia po 19ej i foszył na kolację. Nie jadł jej, ale w łóżku chciał mleka. Wyjaśniałam, że kolacja na stole, że mleka do zasypiania nie ma.
Wiedziałam, że obudzi się w nocy, ale nie chciałam wracać do dwóch flach na dobę...
W końcu postanowiłam zbuntować się i na tę nocną porcję.
Udało się i poszło szybciej niż się spodziewałam.

Gdyby ktoś szukał to chętnie odsprzedam to co mi zostało. 
Po 25złotych, tak jak kupiłam. 

Nie pijemy mleka już drugi miesiąc. :)
A co za tym idzie.... nie sikamy w nocy, więc jesteśmy na etapie zdejmowanie pieluchy na noc, ale o tym jeszcze cicho sza.... :)

***

Jeszcze przy okazji chciałam Wam podziękować za pamięć i przekazanie na Dania 1% podatku.
Wpłaty od Was już pojawiły się na naszym koncie.
Kryzys widać i w tej sferze, dużo mniejsze kwoty, w sumie zebraliśmy 1/3 tego co rok temu.
Ale i tak się cieszymy, bo przecież Daniel funkcjonuje teraz dużo lepiej, więc i wydatki mamy mniejsze.
Starczyć na rok pewnie nie starczy, ale zawsze trochę to nam dziurę załata.
No i do września 2015 nie mamy wydatków przedszkolnych, a to już jest bardzo duża różnica. :)
Potem się pewnie załamiemy. ;)

Dziękujemy! :)

I polecamy się niebawem, w nowym roku podatkowym.

***

To chyba tyle tym razem...

Ściskamy i pozdrawiamy! :*