piątek, 12 września 2014

Znowu coś się nie udało...

Ach to moje szczęście w życiu... :(

Temat 1

Wczoraj zaczęliśmy WWR. Tym razem w przedszkolu na Sienkiewicza.
Od razu przy wejściu pożałowałam, że nie zapisałam tam Daniela rok temu. Znajomi straszyli mnie odległością 3-4km. Że przez centrum, że nie dam rady, że korek. Że 10 min trzeba iść z busa. Że trzy lata to mnie zamęczy. Że na trasie omijającej centrum (w drodze tam - z powrotem nie da się centrum ominąć, bo jeden kierunek jest) mam budowę DTŚ teraz, więc przewalone...
No i poddałam się tej fali. Złożyłam papiery, ale nie wybrałam przedszkola jako tego pierwszego, więc mnie nie przyjęli.
Mój błąd.
No ale... już po fakcie.

Placówka super. Ogromna. Piękny stary budynek. Od razu widać, że pamięta lepsze czasy i inne rządy. Duży korytarz, szatnia wspólna dla wszystkich. Małe, nowe ławeczki z półkami. Ogromne schody na górę, przestrzeń, duże sale. W szatni nie słychać rumoru, mimo tego, że grup jest sporo. Nie widać tego tłoku.
Zajęcia z psychologiem, pedagogiem i sala SI są na samej górze, na poddaszu. Jest więc cicho i przyjemnie. Dziecko może się wyłączyć i skupić na pracy. Zza drzwi nie słychać bieganiny, wrzasku, nikt nie włazi co chwilę i nie szuka nie wiadomo czego. Naprawdę bardzo fajnie to jest rozwiązane.

Poza tym nikogo nie trzeba tam szukać. Zostałam zaprowadzona na górę, znaleziono mi salę i terapeutę. Gdy wychodziłam część dzieci już kończyła i przebierała się w szatni. Cały czas była tam jedna z pracownic placówki.
Rodzice nie szlajają się po całym budynku. Szatnia jest w drugiej sali od wejścia i na tym wycieczki rodziców się kończą.
Kolejna sala przeznaczona jest na imprezy i występy. Ma podwyższenie pod oknem - scenę, jest duża i przestrzenna. Dzieci nie są przeganiane z sali do sali, bo wypada np. dzień matki i raz w tej, raz w tamtej trzeba gościć rodziców. Mają na to osobne miejsce, na parterze, blisko drzwi, co też fajnie ogranicza wycieczki rodziców, dziadków i innych członków rodziny obecnych na występach. Super sprawa.

Kolejny plus - panie mają być o 11, to są o 10:55.
Zaczynaliśmy od psychologa o 11:30. Pani psycholog już była w gabinecie. Pani od SI przyszła do swojej sali nim skończyliśmy z psychologiem. Tak samo pedagog. Mieliśmy zacząć o 12:30, a pani przyszła do gabinetu nim Daniel wyszedł z SI.
Byłam pod wrażeniem.

Co do samego WWR nic jeszcze nie napiszę, bo młody na razie ma fory, panie go rozgryzają i dają trochę luzu. Ale wiem już, że będą metody behawioralne. Nie jakieś sztywne, ale jednak będą. Na bank trzeba mu będzie poszukać jakiejś opcji motywowania, bo póki co jest tu straszna klapa. Kary ma w ... poważaniu. Nagrody podobnie. Naklejek nigdy nie chce. Generalnie ma w dupie takie rzeczy. I to głęboko.
Jedna z pań zdziwiła się tym, że taki bystry dzieciak i nie rywalizuje...
Że zwykle u tych z ZA ujawnia się nie tyle chęć wykonania zadania dla samego zadania, ale chęć zdobycia lokaty, bycia lepszym, szybszym, pierwszym.
Mam dobrą koleżankę, której syn ma rys aspergerowy. Chłopiec jest świetnym uczniem. Koleżanka nawet nie wie co on ma zadane. Młody jeździ na olimpiady, zdobywa nagrody. Jak dostanie 5- to jest rozpacz i żal.
Daniel nie wykazuje takich skłonności... Póki co, nic go nie obchodzi wynik pracy. Co inni robią też go nie obchodzi. Tym bardziej to, że w ogóle coś robią. A niech sobie robią... Nudy.
To znacznie utrudnia uzyskanie od niego jakiegoś efektu.

No nic, zobaczymy jak one sobie tam z nim poradzą.
Ja chwilowo poddaję się i zostawiam im metody do wyboru. Nie mam siły  na walkę z nim, bo wszystko jest teraz na nie. Po dobroci nie da się nic uzyskać.

Oczywiście, żeby nie było, że tak się super wszystko układa, wczoraj, w drodze stamtąd zagotował mi się silnik... Dobrze, że to tylko 4km, to dojechałam do domu.

Temat 2

Basenu nie będzie. Tzn. nie będzie zajęć w grupie. Padło dzisiaj.
Parę dni temu dowiedziałam się od znajomych, którzy tam chodzą już dwa lata, że ich dziecko od początku jest w brodziku samo z instruktorem.
Zdziwiłam się jak mało kiedy.
Chodzimy na ten basen od trzech tygodni i nie ogarniam jak to jest w ogóle możliwe, żeby takie zajęcia z 4rolatkami prowadzić. A córa znajomych miała 2,5 roku, gdy tam pierwszy raz poszła na zajęcia.

Brodzik tak naprawdę jest basenem dla niepływających. Tzn. ma 80cm w najpłytszym miejscu.
Daniel ma 101cm. Nie jest malutki. Na pewno jest wyższy od przeciętnego 2,5 latka.
Dna nie sięga.
Tzn. dotknie go czubkami paznokci u stóp, ale wody ma wtedy pod same usta i głowę do góry. Nie ma żadnej opcji, żeby został sam w basenie, bez osoby która go przytrzyma i poasekuruje. Każdy ruch będzie napędzał mu wodę do ust, a stóp nie opuści przez całe 45 minut. Bez sensu kompletnie.
Poza tym on się nie zgodzi wejść do tej wody beze mnie w takich warunkach. A pani będzie ogarniać grupę 4-6 dzieci, więc na pewno nie będzie go trzymać nad wodą...
Zdechło.
Żałuję bardzo, bo Daniel potrzebuje zajęć w grupie. Bardzo.
A pomysłów brak.

Temat 3

Poszliśmy na zajęcia plastyczne do klubu osiedlowego.
Grupa liczyła raptem 5 osób razem z młodym.
Wszystko fajnie, ale pracę plastyczną miał tam gdzie zwykle...
Zrobił 1/4 obrazka i demonstrował bunt na każdym kroku.
Pani to, on tamto. Pani pokazuje, on inaczej. Pani odchodzi, on maluje farbą klej, a klejem stół.
Klasyczne uparte, źle wychowane dziecko. :/ Po pół godz. pani też miała dość i przestała go zachęcać do pracy...
Potem porozmawiałam z nią i okazało się, że kobieta pracowała w przedszkolu, a teraz w szkole i temat zna. Podobne dzieci miała i szybko zorientowała się o co chodzi, więc dała mu spokój widząc, że dalej podjąć pracy on po prostu nie zamierza.
Zajrzymy tam jeszcze, póki jest mało dzieci. Potem grupa urośnie. Podobno zimą jest najwięcej, nawet do 20 osób. Wtedy trzeba będzie się poddać.
Na razie niech widzi co robią inni i niech próbuje. Co z tego będzie nie wiem. Chyba niewiele...

Temat 4

Faza buntu.
Czasami mam po prostu dość. Wszystko jest na nie.
Rysować nie. Rower nie. Kolorować absolutnie. Coś tam policzy, ale to parę minut i  nuda. Zabawki be. Klocki be. Układanki już raz ułożone, więc bez sensu... Książki czyta tylko o Reksiu.
I to tak mocno, że jedną muszę odkupić do biblioteki. :/
Poza tym za chiny ludowe nie wiadomo co z nim robić.
Łazimy więc do tego klubu i na basen, indywidualnie. Basen lubi.

Poza tym zero komunikacji.
Siedzę na kanapie, on obok ogląda bajkę. A że u niego to tylko parę minut i najchętniej Reksia, to korzystam i biorę książkę. Zapalam lampkę.
Młody wstaje i gasi...
Proszę by zapalił, a on odchodzi. Powtarzam prośbę, a on wychodzi z pokoju.
Ostatnio moja cierpliwość jest zerowa i w takich sytuacjach wydzieram mordę i żądam zapalenia lampki.
Jest o tyle lepiej, że przed rokiem byłby gotów się zapłakać, zemdleć, zwymiotować, a nie zapaliłby jej z powrotem. Za nic na świecie. Teraz zapali. Potem siada obok i demonstracyjnie wyje przez pół godziny... :/

Zwykle jednak po takich akcjach spotyka mnie jakaś kara. Coś jest wyrzucone, zniszczone, rozlane itp.
Parę dni temu zmusiłam go do zrobienia siku bez mojej asysty. Bardzo mu się chciało ale wymagał żebym rzuciła wszystko i poszła z nim. Odmówiłam, a on odmówił sikania... Ot, na złość mamie odmrożę sobie uszy. W efekcie odszedł ode mnie i poszedł w kierunku przeciwnym do wc. Jak zobaczyłam krople lecące po nocach nie wytrzymałam, zaprowadziłam do wc i posadziłam na kiblu.
Siedząc tam miał małe pole do buntu, więc wyrzucił majtki do kosza na śmieci.
Gdy się zorientowałam kazałam je wyjąć, więc oczywiście był półgodzinny ryk i foch na wszystko.

I tak mam co dzień. :/
Dom wariatów.

Odmeldowuję się póki co...
Pozdrowienia!