wtorek, 24 czerwca 2014

Przygoda to nasze drugie imię...

Dawno się nie odzywałam, ale teraz muszę.
Opiszę Wam naszą przygodę weekendową. To trzeba uwiecznić.

Nie jeździmy na wczasy. Ot, zwyczajnie nie mamy za co. Ale czasem wypadamy na jeden czy dwa dni gdzieś, z noclegiem. Pod wpływem nacisku terapeutów i ze względu na to, że Daniel ma tę sztywność odnośnie otoczenia, staram się wydusić z siebie raz w roku taką możliwość, by gdzieś z nim jechać na nocleg.
Wychodzi to różnie.
Rok temu byliśmy w Ojcowie. Podobało mu się, ale prawie nic nie jadł.
1,5 roku temu w Szczawnicy nie jadł i bardzo źle spał.
Dwa lata temu wracałam na sygnale do domu, bo obudził się w nocy, w obcym miejscu i krzyczał, płakał, wymiotował - do rana. Ok. 10ej wyjechałam do domu, a potem miałam tydzień masakry, bo nie schodził z moich rąk.
Tak więc jest lepiej z każdym wypadem...
No to kombinuję, wyduszam z siebie jakieś środki, byle tylko choć raz w roku coś w temacie uskutecznić.

W tym roku padło na długi weekend czerwcowy i Polanicę Zdrój.

Jedna moja znajoma zaoferowała pomoc. Mieszka od paru lat w Kłodzku i zna ludzi, którzy znają ludzi. Stwierdziła, że znajdzie mi fajny nocleg.
Uruchomiła znajomości i znalazła.
Podała mi namiar, cenę, warunki. Trochę drogo wyszło, bo za trzy osoby 120zł (w tym 4rolatek), a liczyłam na maks 100, ale dobre miejsce, dwa osobne pokoje, łazienka w pokoju, lodówka, obok dostępna jadalnia. Więc wszystko było na miejscu. Zdecydowałam się.
Wpłaciłam zaliczkę. Miało być 30%, wpłaciłam 120zł.

Ponieważ nie mam szczęścia w życiu specjalnie, zrobiłam listę pytań i listę ustaleń i na 10 dni przed wyjazdem zadzwoniłam do pani wszystko potwierdzić i dopytać.
Zgadzało się: dwa pokoje, trzy osoby, 120zł za dobę, trzy noclegi. Zaliczka pasowała.

Radośnie wyjechaliśmy 19go czerwca rano.
Dojechaliśmy. Rozpakowaliśmy się. Poszłam się zameldować, a tam... niespodzianka. Pani zamiast 240zł chciała 511. o_O
Byłam pewna, że to błąd. Powołałam się na osobę, na którą była rezerwacja. Pani stwierdziła, że nie zna. o_O No więc telefon do znajomej. Obiecała zadziałać.
A ja czekam... Tymczasem pani twierdzi, że ona nie ma takich cen. Że to pomyłka i nie z jej strony. I że albo dopłacam, albo się wyprowadzam, bo ona musi zwolnić pokoje, bo ciągle ludzie pytają...
Poryczałam się.
Nie miałam przy sobie 511zł. Miałam 240 na noclegi i 300 na żarcie, paliwo na powrót, jakieś bilety wstępu np. na Szczeliniec.
Nawet, gdybym chciała.... nie miałam.

Poprosiłam o pobyt na jedną noc. Była godzina 15ta, a ja miałam ponad 200km do domu i zmęczone podróżą dziecko... Ku mojemu zaskoczeniu kobieta nie zgodziła się.
Stwierdziła, że ona nie ma na jedną noc. A jutro jej nikt nie przyjdzie, więc albo płacę za trzy  noce, albo się wyprowadzam.

Pytam o zaliczkę, a pani mówi, że ona zaksięgowała, nabiła na kasę, więc nie odda. Pomachała mi moją rezerwacją i paragonem, przed nosem.
Wymiękłam.
Zaczęłam się trząść. Nie wiedziałam co robić...
A ta kobieta mówi do mnie, że dałam zlecenie znajomym, a im się widać nie chciało szukać mi tego noclegu, więc zadzwonili pod pierwszy lepszy namiar, a mnie specjalnie podali złą cenę, bo stwierdzili, że jak już tyle przejadę i to z dzieckiem, to zapłacę ile wyjdzie. o_O
Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę.

Mówię do pani: proszę panią, ja mam normalnych znajomych; ja nikogo nie błagałam o te namiary, sami się zaoferowali z pomocą; moi znajomi znają moją sytuację, wiedzą że od 2,5 roku leczę niepełnosprawne dziecko, że sama je wychowuję i nie mam pieniędzy na takie atrakcje jak nocleg za 200zł, bo sami wpłacają dla nas pieniądze na konto fundacji, która pomaga w terapii mojego syna! Proszę mi więc nie sugerować, że zrobili mi to specjalnie. Oni chcieli mi pomóc!

Na co pani: no to pani pomogli.
I poszła sobie.

Potem okazało się, że ona jednak zna tę panią, która na siebie zrobiła rezerwację dla nas, tylko nie pod tym nazwiskiem ją zna. Mimo to nic się nie zmieniło. Pani uparła się, że takich cen nie ma, zakończyła rozmowę z tą znajomą przez tel. i nadal czekała, aż się wyniosę.
No to się wyniosłam.

Na szybko załatwiono mi inny nocleg.
/ Ewa - naprawdę jestem Ci wdzięczna za chęć pomocy i za szybką interwencję i nie mam do Ciebie pretensji, że tak wyszło! Nie widzę w tym Twojej winy i złego słowa o Tobie nie powiedziałam w tym temacie do nikogo!/ 
Trochę smutny nocleg, bo państwo mieli tylko jeden wolny pokój - do remontu i specjalnie go wcześniej nie wynajęli, ale... deszcz mi na łeb nie padał, dziecko miałam gdzie położyć.
Ludzie mili, sympatyczni, zgodzili się na jedną noc.
Miejsce ciche, spokojne, na przeciw domu drzewa i śpiewające ptaki, ceny atrakcyjne jak na to miasto - Polanica Zdrój, ul. Mariańska 10, mogę polecić.

Na tym nie koniec przygody.
Jak zawsze, gdy jestem w Polanicy, tak i teraz - następnego dnia spadł deszcz.
Spakowaliśmy się i wyruszyliśmy  na Szczeliniec. Godzinę wystaliśmy w korku (wypadek przed Kudową) i zawróciliśmy. 
Zmokliśmy w Ogrodzie Japońskim w Jarkowie.
Nie znaleźliśmy Torfowiska w Zieleńcu - ludzie tam nie wiedzą, że je mają!
Zahaczyliśmy o platformę widokową, gdzie zmokliśmy drugi raz. 
I postanowiliśmy wracać do domu. :(

W Kłodzku spotkała nas jeszcze jedna przygoda na BP. Zatankowałam za 79zł, a pani w kasie chciała ode mnie 312. :D Okazało się, że danych z "mojego" dystrybutora nie ma w komputerach. Spędziłam tam godzinę! Mimo resetu systemu dane się nie pojawiły. Padło hasło, że skoro nie chcę faktury to może zapłacę, a oni potem coś z tym zrobią, ale zaczęłam się zastanawiać czy ja w ogóle miałam tankowane, w tej sytuacji....
W końcu ktoś ruszył głową i zaproponował, byśmy jeszcze raz spróbowali wlać paliwo. Skoro tankowałam do pełna i zostało wlane, to więcej nie wejdzie.
Weszło.
Wcześniej zatankowałam za 79zł... powietrza. o_O

W końcu wyjechałam z tej miłej kotlinki.
Jeszcze raz dupa nam zmokła nad jeziorem Otmuchowskim, przy postoju, którym próbowałam ratować humor swój i dziecka.

Następnego dnia usiłowałam jeszcze coś z tego weekendu uratować i zabrałam małego do Pszczyny, do zagrody żubrów. /Polecam, bardzo fajne, zadbane miejsce./
W drodze powrotnej zaświeciła się kontrolka silnika....
Z trudem, ale dojechałam.
Miałam dość.

A jeszcze bardziej mam dość dzisiaj, po interwencji znajomej u "miłej" pani z Polanicy.
Znajoma chciała pogadać w temacie mojej zaliczki.
Pani opowiedziała jej ciekawą historyjkę o moim brzydkim zachowaniu... O_o
Zmyśliła jakąś chorą sytuację o tym, że wyzywałam na znajomych na cały pensjonat. I że w ogóle wszystko było tam inaczej... o_O

Jeszcze się nie otrząsnęłam, ale tak tego nie zostawię.
Nie pozwolę robić debila z siebie. Ani z ludzi, którzy okazali  mi pomoc i chcieli dobrze...

***

A to namiar na obiekt, którego nikomu nie polecam:
Akacja