środa, 23 kwietnia 2014

Dziękujemy...

Z reguły nie zaglądam na konto fundacji ZzP, bo i tak nie mam tam czego szukać, ale dziś szukałam danych do PIT i trafiłam na dane z wpłat.

Nie kojarzę kim pani jest, a może powinnam? Jeśli tak to z góry przepraszam. :)
Ale bardzo pani dziękuję, pani Agnieszko J., za regularne wpłaty.

Pozdrawiam i życzę pani wszystkiego dobrego!


środa, 16 kwietnia 2014

Antytalent plastyczny

Jedno ze zmartwień dotyczących mojego syna związane jest z brakiem zdolności plastycznych jakichkolwiek. I nie chodzi o piękne obrazki, a o podstawy.
Daniel nie narysuje porządnie koła.
Nie pokoloruje obrazka.
Nie napisze literki.
Nawet prosta linia nie jest prosta.

Długopis łapie w małpi chwyt.
Nic nie daje poprawianie, upominanie, wkładanie do rąk itd.

Zawsze mówię terapeutom, że Daniel nie potrafi. Ale też że nie chce, bo nawet nie ma ochoty próbować. Dzieci siedzą i kolorują godzinę z zachwytem, a ten nic. Nawet nie siada do kolorowanki.
Obejrzy obrazki i odkłada. W ogóle go to nie obchodzi, nic a nic.

Bierze książkę dla ciekawskich dzieci i każe mi po raz setny opowiadać o planetach, jak się nazywają, która ma księżyce, gdzie jest słońce i zadaje tysiąc pytań, ale do kolorowanek nie zerka nawet.

Stanęło więc na tym, że Daniel nie stworzy nawet głowonoga. Nawet na poziomie dwulatka. Wszyscy mają ten fakt odnotowany w papierach. A ja ciągle dumam jak to będzie w szkole...

I nagle wczoraj... siedzimy sobie w poczekalni do pedagoga, a dziecko się nudzi. Dałam telefon. Chce pisać sms do babci. Włącza esa, załącznik (taki telefoniczny paint) i maże palcem po ekranie.
W pewnym momencie pyta co ma narysować. Mówię: narysuj A. Wiem, że nie umie, bo już ze sto razy go o to prosiłam przy kartce papieru, ale tak sobie strzelam, żeby cokolwiek zlecić.
A on myk i rysuje. o_O
No to narysuj S - mówię. Rysuje lustrzane odbicie.
A narysujesz trzy? - pytam. Rysuje lustrzane odbicie.

Biorę telefon: zobacz, a z 3 można zrobić 8 albo bałwanka. Rysuje palcem...
Młody odbiera ode mnie tel. On chce też. Kasuje rysunek.
Rysuje od nowa.

Ni stąd ni zowąd powstaje bałwan, który posiada oczy, uśmiech, ręce, nogi, nawet włosy...
Padłam.

Oto efekt:



Znaczy, że co?
Że do tornistra trzeba spakować tablet zamiast zeszytu?
o_O


środa, 2 kwietnia 2014

Zasiłki i świadczenia na dzieci niepełnosprawne - w czym rzecz?

Od paru tygodni ma miejsce w kraju dyskusja na temat świadczeń i problemów osób, wychowujących dzieci niepełnosprawne.
Słucham tego, oglądam i mam wrażenie, że jestem z innej planety.

W ogóle nie rozumiem o czym mowa. o_O Tak jak nie rozumiem jakim cudem wszyscy myślą o tej sprawie tylko w dwóch płaszczyznach: na tak (że się należy), albo na nie (że za co?) ale nikt nie pomyślał, że rzecz wcale nie w pracy czy też zwolnieniu z pracy któregoś z rodziców?!

Jeśli ktoś potrafi odpowiedzieć na moje pytania, to bardzo proszę.
Olśnienie bardzo mi się przyda.

Czego nie rozumiem?

Ano przede wszystkim tego, dlaczego mowa o świadczeniu i zasiłku, jak o tym samym? W jednym programie mowa o zasiłku pielęgnacyjnym, w innym o świadczeniu pielęgnacyjnym, w trzecim o obu.
Ludzie! To są dwie różne rzeczy! 
Zasiłek pielęgnacyjny na dziecko ma każdy, kogo dziecko posiada orzeczenie o niepełnosprawności. To kwota 153zł w tej chwili. Jest to kwota przyznana praktycznie dziecku, nie jego rodzicom.
Świadczenie ma ten, kto w celu wychowania tego dziecka sam zwolni się z pracy. Teraz taka osoba otrzymuje 820zł. Dla siebie, nie na dziecko.
To jedna rzecz.

Druga kwestia.
Dlaczego rodzice dzieci niepełnosprawnych walczą o podwyższenie świadczenia, zamiast walczyć o podwyższenie absurdalnej wysokości zasiłku??
Dziecko niepełnosprawne się ma, bez względu na to, czy się pracuje, czy nie.
Jak dla mnie świadczenie odpowiada czemuś na kształt zasiłku dla bezrobotnych.
A osobie niepełnosprawnej przyznaje się zasiłek i to ten zasiłek powinien być wyższy!

I sprawa trzecia.
Nie znam ani jednej osoby, która sama wychowywałaby dziecko niepełnosprawne i dobrowolnie zrezygnowałaby z pracy, przechodząc ot tak na utrzymanie państwa. Tym bardziej, że do niedawna to było tylko 520zł. Tego się po prostu nie da zrobić, bo umiera się z głodu. I to bardzo szybko.
Większość znanych mi rodzin posiadających dziecko niepełnosprawne to układ: mąż+żona+dziecko lub dwoje dzieci, w tym jedno zdrowe.
Na rodzinę pracuje ojciec. Matka zwalnia się z pracy i dostaje świadczenie.

A co z tymi, których układ rodzinny to: matka+dziecko albo matka+kilkoro dzieci?
Te kobiety często pracują, bo muszą. Dziećmi zajmują się ich matki, siostry, jakieś ciotki, opiekunowie SUO, placówki opiekuńcze np. szkoły czy przedszkola specjalne. Kobiety pracują w sklepach, myją okna u ludzi, sprzątają po firmach wieczorami (tak jest u mojego pracodawcy np.) na umowę o dzieło czy zlecenie, składają długopisy i robią tysiąc innych rzeczy, często po nocach.
Dlaczego nic im nie przysługuje poza tym durnym 153zł? Bo pracują?
Nie zwolnią się, bo mają do utrzymania dom i często inne dzieci, do jasnej cholery! 

Ktoś postawił tę sprawę na głowie. Reszta podchwyciła i ciągnie się batalia.
Tymczasem wcale nie chodzi o to, byśmy się teraz wszyscy zaczęli zwalniać z pracy w celu otrzymania x zł! Chodzi o to, byśmy mogli rehabilitować i leczyć nasze dzieci! Te chore. Ale też utrzymać te zdrowe i siebie. Także wtedy, gdy radzimy sobie jak możemy, angażując w to wychowanie różnych ludzi i placówki, zarabiając jakieś pieniądze.

W moim odczuciu taka pomoc dla osób, które zrezygnowały z pracy w oczywisty sposób dyskryminuje tych, którzy tego nie zrobili (z różnych względów, także dlatego, że tej pracy już przedtem nie mieli), a problem mają ten sam!
Pomoc się należy, ale każdemu niepełnosprawnemu. Nie tylko rodzicom dziecka, którzy zrezygnowali z pracy. Należy się każdemu niepełnosprawnemu dziecku i każdemu niepełnosprawnemu dorosłemu!

Przykład: matka boi się stracić pracy, etatu, albo po prostu ma niezłą robotę, której nie opłaca się rzucać, idzie więc na urlop wychowawczy zamiast się zwolnić i zajmuje się niepełnosprawnym dzieckiem.
Może to robić do 4go roku życia dziecka dostając w gratisie od państwa 3 lata. 
Ona nie ma prawa do wyższego świadczenia? Dlaczego?
Bo nie dostaje świadczenia tylko zasiłek? Ale też nie zarabia, też nie pracuje.
Dlaczego jej nie przysługuje ta niby "waloryzacja" czy jak to tam nazwać?
A co jeśli ona nie ma męża? Jeśli sama wychowuje to swoje niepełnosprawne dziecko? Kto ma jej pomóc? Z czego ma ona opłacić terapię? Leczenie?
/SI mojego syna kosztuje 75zł za godzinę. Dwa razy w tygodniu to w takim np. marcu kwota 675zł. Matka na wychowawczym nie opłaci tego z 400zł zasiłku wychowawczego!/

A co z matkami, które tej pracy nie mają, bo np. miały umowę zlecenie, zaszły w ciążę, urodziły i zostały bez niczego?
Im nie przysługuje świadczenie, bo się nie zwolniły! Dostają nędzne 153zł zasiłku na dziecko. Nie mają nic więcej. Ewentualnie mogą się starać o jakieś 68zł zasiłku rodzinnego z dodatkiem rehabilitacyjnym rzędu 60zł.

To samo dotyczy niepełnosprawnych dorosłych. Często nie mają oni już rodziców, albo mają rodziców bardzo już starych, z nędzną emeryturą. Otrzymują Ci niepełnosprawni te swoje 153zł i jakieś tam dodatki, śmieszną rentę, dodatek do węgla czy dopłatę do obiadu w jakimś dziwnym miejscu, gdzie nikt nawet nie duma, jak ten niepełnosprawny się tam dostanie. Wegetacja do śmierci, często w samotności.
Albo są nadal na utrzymaniu rodziców, ojca który zajeżdża się na śmierć w wieku lat 75ciu i matki, która zajmuje się niepełnosprawnym, dorosłym potomkiem od 30-40 lat i ciągnie siłą rozpędu.
Dlaczego im nic nie przysługuje??

Przysięgam, nie rozumiem obecnego postawienia sprawy. Tego podziału na pracujących, zwolnionych, zwalniających się itd.
Nie rozumiem dlaczego rodzice dzieci niepełnosprawnych nie walczą o zasiłki dla tych dzieci, tylko walczą o rekompensatę za zwolnienie z pracy. No jak babcię mą, świętej pamięci, kocham nie rozumiem z tego nic!
Jeśli ktoś lepiej niż ja ogarnia dlaczego akurat świadczenie ma być wyższe, a nie zasiłek, dlaczego akurat grupa rodziców zwalniających się z pracy jest tą poszkodowaną, to ja bardzo chętnie się dowiem. 

Tymczasem jest mi w tym wszystkim bardzo źle, bo po raz kolejny czuję się kopana w dupę z powodu jakiegoś zapisu, przepisu, czy ich interpretacji.
W obecnym układzie przyjdzie mi się zwolnić z roboty któregoś pięknego poranka, bo zwyczajnie nie będzie mi się opłacało pracować na pół etatu (świadczenie będzie wyższe niż mój zarobek), albo inaczej - nie będzie sensu pracować za 1500zł i płacić np. opiekunowi SUO za zajęcia z dzieckiem po przedszkolu czy szkole.
Ja to jeszcze mam się skąd zwolnić, ale wielu już nie ma...
Co z nimi?