poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Od nowa

Odpadło przedszkole prywatne i zajęcia adaptacyjne.
Szukamy dalej.
Od nowa...

Jutro spotkanie w innym, niepublicznym, integracyjnym.
Zobaczymy czy mnie na nie stać.

***

Poza tym mamy problem z oderwaniem dziecka ode mnie. Znowu.
Ryk, gdy wychodzę, gdzie bym nie szła.
Mogę tłumaczyć, wyjaśniać, że za godzinę, że tam i siam, kiedy wrócę, po co idę... Bez sensu wszystko. Płacz dramatyczny.
Cieszę się, że mamy długi weekend i nigdzie nie idziemy, ani on, ani ja, żadnych zajęć, terapii, spotkań itp.

***

Tymczasem znalazłam zajęcia dla siebie, żeby nie zwariować w tym kieracie, nie ogłupieć do końca, wyjść poza schemat dom - terapia, dom - psycholog, dom - inny olog...

I mam wyrzuty sumienia, bo te dwie godziny w tygodniu to dla Daniela jak gwóźdź do trumny. :( 

Terapeuta (mój) mnie popiera, dziecko wręcz przeciwnie.
Oderwanie i relaks taki, że przez godzinę myślę co on tam w domu, czy jeszcze płacze, czy już nie...
Do dupy jednym słowem.

Czekam na cud, żeby znowu dał mi buzi w drzwiach i został chętnie z kimś innym. :( Może nadejdzie ten cud. Kiedyś.

***

W planach poza przedszkolnych:
- diagnoza w Prodeste; już czas na nią, bo ta sprzed roku jest o kant dupy w tej chwili...
- ponowne badanie włosa w celu dostosowania supli do dziecka dzisiaj
- testy alergologiczne z krwi

Sporo kasy do uzbierania.
Będzie z czego to refundować, ale jesienią. A do jesieni daleko. Dopiero wiosna.
Z czego się akurat cieszę, bo syn mój wdał się we mnie i lubi chodzić.
Pięknie spaceruje. Nawet do trzech godzin na nogach, bez słowa skargi.
Dzielny chłopczyk mój...

Wiosno - zostań z nami na długi weekend!

czwartek, 25 kwietnia 2013

Heh... :(

Ja się zabiję kiedyś z tą naszą fundacją... :(
Nic dla dziecka, wszystko dla schematu i wg sztucznych zasad. :(

Zbieram pieniądze, robię po nocach PITy, żeby zebrać 1% i mieć środki na dofinansowanie terapii syna i gówno mi z tego przychodzi.
Mieliśmy chodzić na zajęcia z młodym, poza Yamahą, ośrodków w mieście jest dużo, jest Dada, są Kluby Malucha, no mnóstwo opcji.
No i co z tego, skoro nie ma refundacji.

Zajęcia terapeutyczne w ośrodku terapeutycznym tak.
Zajęcia rehabilitacyjne tak.
Grupowe terapie tak.

Adaptacja w grupie dzieci zdrowych NIE.

Kur... mać i rozstępy.

Zostaje mi Klub, gdzie jest psycholog i inny tacy, a na fakturze ma być napisane, że to terapia.
Nie ma w mieście prywatnych klubów integracyjnych, gdzie można chodzić z młodym na godziny.
A przedszkole w grę nie wchodzi, bo on nie zostanie w towarzystwie dzieci.

Jaki Klub Malucha dla zdrowych dzieci świadczy terapie? Kto mi się pod tym podpisze, jaki księgowy?
Oczywiście wchodzą w grę tylko godziny zajęć, żadnego zostawienia dziecka pod czyjąś opieką, żadnej dniówki 5godzinnej, nic z tych rzeczy... Przyjść, zrobić zajęcia, wyjść, dziecka nie zostawić i mieć jeszcze hasło "terapia" na dokumentach.
o_O

I teraz wychodzi na to, że muszę dziecko uwstecznić i iść z nim na grupę terapeutyczną, gdzie na 10 dzieci będzie 9cioro funkcjonujących dużo gorzej od niego, a połowa będzie przez większość zajęć walić głową w ścianę albo krzyczeć.
Dostałam nawet propozycję takich zajęć, ale sama terapeutka uprzedziła mnie, że to nie jest dobre dla Daniela, nie na tym etapie jego drogi... 
I po co ja go wyciągam z tych zachowań, jak teraz muszę go w nie wprowadzić?

Co to za adaptacja, jak włączam wysoko funkcjonujące dziecko do grupy dzieci zachowujących się jak on przed 1,5 rokiem? Co to za terapia? Gdzie progres? 

Yamaha też jest be, bo to nie terapia.
"lekcja muzyki" nie jest terapeutyczna i źle brzmi. Muszę zmieniać faktury. :(

Opis zasadności z tyłu dokumentu, nakreślony przez specjalistę neurologopedę to za mało.

Nie mogę już...
Szukam czegoś kilka miesięcy, pół roku, cuduję, dzwonię, chodzę, załatwiam, na rzęsach staję, by dokonać niemożliwego, a tu dupa... bo i tak dostaję lufą w pysk na końcu drogi.

A już wszystko mieliśmy poukładane, zaplanowane...
:/

***

A najlepsze że w każdej innej fundacji można refundować pobyt dziecka w prywatnym przedszkolu - jeśli jest to z korzyścią dla tego dziecka. Całodobowy, jeśli jest potrzeba.
o_O



poniedziałek, 22 kwietnia 2013

I jeszcze strachy

No tak.
Do wrażliwości ponad miarę doszło nam jeszcze: "mama nie musiś iść do ..." (dowolne wstawić) i dziki płacz, jak przed dwoma laty. Histeria w drzwiach, gdzie bym nie szła. Wczoraj dwa razy się zaniósł, jeszcze w windzie go słyszałam.
A czasem wyjść jednak muszę. Samo się wszystko nie zrobi.

I druga rzecz.
Siedzi w wannie, ja otwieram kurek, a on mi mówi, że trzeba go szybko natychmiast wyjąć, bo ... go zje.
Nie wiem co go zje, ale korek nie może być otwarty, bo to coś co tam jest i robi ten dźwięk wypuszczanej wody go zje, albo sam odpływ, nie wiem...

Od paru dni słyszę też, że coś tam trzeba zrobić, bo... "cioś mi się śtanie".

No to mamy i lękliwość.
Szał.

Chyba tej fazy  nie lubię.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Wrażliwy?

Akcja z wczoraj.

Udało się dotrzeć na zajęcia do szkoły specjalnej. Cud.
Co prawda byliśmy tam 15:58, więc na styk, no ale byliśmy.

Mieliśmy zajęcia na "sali doświadczania świata".
Daniel mało chętny był, słaby dzień miał. Ale zajęcia były głównie dowolne, a pani Asia robiła ze mną wywiad.
Ale... najdziwniejszy był koniec.
Daniel dał się namówić na łóżko wodne. Najpierw się nudził i wyciągał panią Asię stamtąd, ale w końcu dał się przekonać, położył obok niej na plecach i patrzył na gwiazdki migocące w suficie.
Patrzył, patrzył...
Ona leżała obok i smyrała go po ręce, on leżał przy niej i wtulał głowę w jej bok.
Parę minut tak.
Aż wstałam zobaczyć czy nie śpi.

Nagle przetarł oczy, usiadł, szybko zszedł z łóżka i wpadł w moje ramiona.
Spytałam co się stało, ale nic nie powiedział, tylko broda mu drżała i wciskał się we mnie mocno.

Pod wieczór musiałam wyjść z domu, a on opowiadał babci, że "śpał z panią Asią i się wyśpał, a mama pitała cio się śtało"...
Babcia oznajmiła mi potem, że musiał to bardzo przeżyć, bo kilka razy jej powtarzał z dużym przejęciem.

W nocy też odreagował. Kręcił się, przewracał, popłakiwał przez sen.

***

W czym rzecz?
Nie mam pojęcia.
Wyciszył się, wyłączył, rozluźnił, a potem zdał sobie sprawę, że nie mama obok leży?

Wieczorem, gdy musiałam wyjść na godzinę, babcia chciała go wykąpać.
Poszedł do łazienki, nawet zaczął się rozbierać, ale nagle zmienił zdanie i mówi do babci: "nie, jeście nie kąpiemy".
I znowu broda latała...

Jak przyszłam to podszedł do mnie ze słowami:
"ciem płakać".

Jakieś takie wrażliwe to moje dziecko ostatnio.
Nie bardzo wiem co się dzieje.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

A to psikus

Relacji z zajęć nr 2 i rozmowy z panią Asią (pedagogiem z WWR) nie będzie, bo dziecko samo wczoraj zadecydowało, że na zajęcia nie idzie. :D
Padło mi w drodze. :D

A że teraz są cudne korki w mojej okolicy, z racji budowy DTŚki, to po 20min. stania na drodze, po prostu zawróciłam do domu, gdzie kolejną godzinę siedziałam w aucie i czytałam, a dziecko spało. :)
Co lepsze, gdy otworzyło oczy w końcu, to ja z okazji korzystając zaczęłam gadać, pleplać, zabawiać i wyjęłam z fotelika. A ten nic, opadł na mnie i buczy. Zaniosłam do domu, chciałam rozebrać, a on dalej buczy... Poszliśmy więc do sypialni tak jak staliśmy, tylko buty jakoś zdjęłam, opadłam na wyrko i tak go próbowałam z tego buczenia wytrącić, a on mi znowu zasnął. :)
Spał do 17:30, a potem godzinę się nosił, tak był niedojrzały.

Dziś próbujemy iść do Akademii Malucha, ciekawe co nam z tego wyjdzie. Oby poszło lepiej niż wczoraj.
Ale te korki mnie przerażają. Pojęcia nie mam jak mam się dostać co pon. do Szkoły Specjalnej na to WWR. o_O
Ani jak będą wyglądały moje wycieczki do Akademii popołudniami...

Tyle w sumie na dziś.
Nie mam weny.
Nie lubię ludzi ostatnio, męczą mnie i denerwują.
Źle się czuję, brzuch mnie napieprza (nerwicowo jak mniemam), wróciłam do leków, bo miałam problem ze spaniem.
Auto znowu ma problem, pojechałam wymienić siatkę pod układem wydechowym, bo coś mi tłucze, a tu niespodzianka - pan objaśnił, że on siatki spawać nie będzie, bo zerwana jest poduszka pod silnikiem, więc do daremna robota jest...
No super. Jeszcze i to.
Czekam na wycenę i obawiam się, że nie będzie mnie stać na wymianę tej poduszki w tym miesiącu...
Z tego też mnie pewnie ten brzuch boli. ;/

No to narka. :)
Pamiętajcie o nas jeszcze z 1% podatku - prosimy. :*

wtorek, 2 kwietnia 2013

Dwa cuda

W ostatnim tygodniu zdarzyły się nam dwa cuda.
Autentycznie.
Inaczej tego nazwać nie można.

1.
Leżymy w łóżku, usypiamy.
Tzn. w teorii ja usypiam jego. W praktyce zasypiam przed nim.
Młody się wierci, gada, nagle odwraca się do mnie i mówi: ofuś oczi.
Wyraźnie próbuje mnie rozbawić i odsunąć spanie w czasie.
Leży tak, gada, śmieje się i nagle... dotyk - jego ręka ląduje na moim policzku.
Myślałam, że to przypadek, ale nie, ręka się odsunęła, znowu dotknęła, znowu odsunęła,
palec dotknął mojego nosa, potem ust, brody...
Nagle powiedział: ti ti ti mamusiu :)

Najpierw wybuchnęłam śmiechem, potem się poryczałam.
Trzy lata czekałam na to aż mój syn dotknie mojej twarzy. Trzy długie lata.
Kto czytał Hannę Olechnowicz wie jak ważny jest ten dotyk, albo raczej jak symptomatyczny jest jego brak.

Póki co nie było drugiego razu.
Ale był pierwszy.
Zaskoczenie, szok... cud po prostu.

2.
Jakoś przed tygodniem młody zabrał się za moją herbatę. Coś go wzięło i pił, przez słomkę. Ja zimnej herbaty nie lubię, więc wypijam ciepłą.
Spróbował, chyba posmakowała, bo stwierdził, że "gobga jeśt" i pił.
Pomacałam szklankę - letnia.
Nie powiem, że się nie zdziwiłam.
Ale najlepsze było potem.
Wieczór, mleko do poduchy, a on do mnie, że "meko jeśt simne, ciepłe meko chciem".
Jak ciepłe - pytam? Przecież Ty nie pijesz ciepłego mleka. W ogóle ciepłego nie pijesz!
- Ciepłe ciem - odpowiada.
- Mówiłem Ci - dodaje - ciepłe ciem.
No dobra...
Dolałam 20ml wrzątku.
Wypił.
Rano pobudka i pierwsze co to "meko".
Daję, a on, że "simne".
No ludzie... Dziecko mi ktoś podmienił.
Od paru dni mi tak pije tylko ciepłe, letnie mleko.

A wczoraj poszedł po słomkę, że niby "siociek" wypije, a wydoił mi kubek ciepłej kawy, po czym popił to całkiem jeszcze ciepłą herbatą.

Nie wiem co się mogło nagle zmienić w odczuciach oralnych, ale on od urodzenia nie pił nic letniego. Temp. pokojowa to był maks jego możliwości.
Nawet zupy jadał, gdy skrzepły. o_O

Nie cud?

***

Gratis do wpisu - Wielkanocny Bałwanek. :D