wtorek, 19 lipca 2016

Co tam nowego...

Nie wiem co ciekawego Wam napisać, ale że znowu trafiam na stół niebawem i nie wiem kiedy potem będę dostępna, postanowiłam jednak trzy zdania skreślić.

Za jedno zabieram się od dawna, ale ciągle brak czasu.
A rzecz jest ważna. Przełomowa dla nas.
Otóż młody jeździ na rowerze. :) Sam. :)
Tzn. na dwukołowym rowerze sam jeździ. :)
Rok temu szło jak po grudzie... Na początku tego sezonu byłam w szoku jak strasznie ciężko mu cokolwiek wytłumaczyć. Siedział krzywo, skręcał ciałem, kładł rower na jedną stronę. Jedna wielka masakra. Już pewna byłam, że mnie to zadanie powali...
A tu nagle za czwartym czy piątym razem bum, zdecydowany postęp. Puściłam więc i zaczęłam asekurować tylko i poszło. Bez trudu przejechał sto metrów, dwieście, za chwilę już pięćset.
Jeszcze musimy opanować wsiadanie bez pomocy i zatrzymywanie bez skakania z roweru. :D
Jazdę już mamy załatwioną. Idziemy na rower i 4-5km bez problemu pomykamy.
Dumna jestem i szczęśliwa jak dziecko. :)

***

Poza tym robimy ciągły bajzel, rysujemy, lepimy z plasteliny (u Was też jest ona wszędzie po takich pracach?), piszemy książki... tzn. Daniel pisze. :D
Pokażę niebawem, bo znowu zapomniałam zdjęcie zrobić.

Za to pokażę Wam rysunek syna.
Tego syna, co to nie rysował, nie pisał i obchodził szerokim łukiem każdą kartkę.
Rysunek, w którym nie brałam udziału. Nawet mnie w pokoju nie było.
Postacie z bajki "Oktonauci". :) Ktoś zna?
Leci na Minimini.

Młody rysuje sam. Bez obrazu. Z głowy. Jak zapamiętał. Bez przymusu, bez nagabywania. Rysuje, bo chce. Jak chce i kiedy chce. Nigdy nie prowadzony za rękę, nie namawiany. Nie chciał, to nie. Zaczął sam, nagle. I rysuje. Jakby robił to od początku. :)


Nieźle, nie? :) Statki kosmiczne jak żywe. :D
Mnie się podoba, ale ja nieobiektywna jestem. :D

***

Ok, tyle na dziś.
Łeb mnie boli okrutnie od paru dni, od kręgosłupa.
A leków przeciwzapalnych brać nie mogę przed randką z chirurgiem, więc jestem w czarnej... niemocy.

Pozdrawiam póki co i słoneczka życzę! :*


2 komentarze:

  1. Fantastyczny rysunek a bajke ta znam bo mój młody ją ogląda:) . Czekam aż synek załapie jadę na rowerze na razie z bocznymi kółkami,ale niech mu się wreszcie będzie chciało i tak samo z malowaniem to dla niego zmora już popadam w paranoje ,że nigdy nie zacznie malowac a tym samym pisać:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój długo nie rysował, źle trzymał kredkę, każda taka praca to była męka pańska, więc sobie odpuszczałam. Nie naciskałam, nie uczyłam, nie pokazywałam. Malowałam ja, on coś dodał zwykle i na tym koniec.

      Zaczął sam. I nagle tak, jakby to robił zawsze. Myślę, że całkiem fajnie jak na 6ciolatka. Ja bym tak nie umiała, a mam 40. :D

      Widać niektóre dzieci potrzebują więcej czasu. :) Spokojnie.

      Usuń