poniedziałek, 14 grudnia 2015

No i stało się...

No i stało się.
Dzieciska nie muszą iść do szkoły w wieku 6 lat.
Bardzo mi na tym zależało i powinnam się cieszyć, ale nie cieszę się.
Z wielu powodów.

Po 1 nie wiem co na to inni rodzice.

Nie wiem kto pójdzie do szkoły, a kto zostanie, z grupy młodego. Nikt nic głośno nie mówi.
Intuicja podpowiada mi, że do szkoły pójdą te dzieci najbardziej rozgarnięte, komunikatywne, spokojne, pilne. Czyli dokładnie te, od których Daniel może się uczyć i z którymi powinien mieć kontakt.
Zostaną pewnie ci z ADHD, ci agresywni (w grupie Daniela jeden chłopak wszystkich szarpie i bije - oczywiście rodzice nie widzą problemu, chłopiec funkcjonuje w szkole jako zdrowy), ci z problemami.

Po 2 jak nie patrzeć to dupa z tyłu.

Jeśli młody pójdzie do szkoły, to i tak dostanie nowe dzieci, bo z dwóch grup zerówkowych pójdzie do szkoły tylko część i na pewno dojdą do klasy inne dzieci, te które wcześniej chodziły do przedszkola gdzieś tam indziej.
Będziemy mieć problem z nauką, ze skupieniem uwagi, z brakiem gotowości emocjonalnej itp.

Jeśli młody zostanie, to zostanie z najtrudniejszymi przypadkami. A nie wiadomo jakie jeszcze inne tam dojdą, bo póki co jest po 3 w grupie, a może być 5.
Pewnie lepiej będzie sobie radził z nauką, ale... pytanie czy poradzi sobie z kolegami, zwłaszcza tymi problematycznymi.

Po 3 jestem szczęśliwa z tego wyboru, jak mucha w gównie.

Zupełnie nie wiem co robić. I pierwszy raz zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam puszczając młodego do szkoły integracyjnej.
Z drugiej strony tłumaczę sobie, tak na logikę, że w "normalnej" szkole też są dzieci problematyczne i niezdiagnozowane. Albo wręcz "uleczane" przez rodziców, którzy nie chcą mieć "chorego" dziecka.

Szkoła wyciąga jakieś wnioski w maju, robiąc swoją gotowość szkolną.
Wątpię, by rodzice czekali z decyzjami do tego czasu, bo to za późno, już po zapisach do szkoły przecież.
Czyli musimy decydować sami, albo z pomocą PPP.
Ja na PPP nie liczę, bo oni widują dziecko raz na trzy lata, co więc mogą powiedzieć konkretnego?

Znajomych w większości nawet nie pytam. Przeraża mnie opinia, że puszczenie dziecka do szkoły w wieku lat 7, to wielka krzywda dla tego dziecka i marnowanie jakiegoś mega potencjału 6-ciolatka. o_O
Pojęcia nie mam skąd mamy tych wszystkich lekarzy, prawników i innych wykształconych ludzi w wieku lat 40 czy 50, którzy zaczynali szkoły mając 7 lat, że już nie wspomnę o tych starszych, którzy kończyli  podstawówkę po klasie 7ej.
Wg dzisiejszych argumentów - powinni być analfabetami.

No więc mam, co chciałam. Mam wybór. Nie mam obowiązku.
Tylko cholera... mam też mega dylemat. :/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz