poniedziałek, 18 maja 2015

Dziękujemy....

Ostatnio dostaliśmy od Was dużo maili i innych miłych wiadomości. Dziękujemy. :)

Dziękujemy także dwóm paniom Justynom za miły i bardzo przydatny prezent.

Dziękujemy osobom wpłacającym darowizny na nasze subkonto.
Szczególnie paniom: Agnieszce Jeruzalskiej i Marcie Więcław.

Ale także niżej wymienionym:
Michał Pawłowski
Marek Sworzyński
Piotr Żurek
Artur Szukała
Kamil Remiszewski


Dziękujemy! Jesteście cudowni!

***

Nie bardzo wiem co Wam zameldować.
Nastąpiło zmęczenie materiału i nie mam weny.
Rok zajęło mi doprowadzenie dziecka do stanu względnej normalności po atrakcjach przedszkolnych.
Naprawiliśmy wszystko, z jednym wyjątkiem.

Dociągnęłam do maja i.... padłam.
Coś mnie rozłożyło, jestem na kolejnym antybiotyku, walczę z uzależnieniem od kropli do nosa (po długim stanie zapalnym) i z ogólnym osłabieniem.

Moja miła pani doktor oznajmiła mi niedawno, że jestem jak te konie z Morskiego Oka...
Bardzo obrazowo, prawda?
Mam nadzieję, że jeszcze trochę pociągnę. ;)

Jeszcze tylko stres związany z nowym orzeczeniem (bez którego żadna szkoła nas nie przyjmie) i może będzie z górki. Do września.
Potem się zacznie od nowa... Już się boję.

***

Zamelduję Wam jeszcze tylko, że młody dostał się do zerówki o którą walczyłam!
Mała szkoła na tzw. zadupiu. Dwie grupy zerówkowe. Obie integracyjne.
Czyli nieźle.

Wada?
5km dojazdu.

I tu znowu pod górę...
Zmieniłam fundację na mniej problematyczną. Głównie ze względu na plany przedszkolno-szkolne, dojazdy i problem z refundacją pomocy edukacyjnych. Tymczasem Zdążyć z Pomocą też ma swoje atrakcje i nie daje się nam rodzicom nudzić. Niedawno wymyślili, że płatności przelewem trzeba dodatkowo potwierdzać wydrukiem z konta.
(Ciekawa jestem co robią rodzice, którzy nie pracują w biurach albo nie mają opcji skorzystania z takich, po przyjacielsku. Kupują drukarki? Skany? Ksera?)
Właśnie wymyślili, że do refundacji paliwa za dojazd na terapię trzeba zaświadczeń od terapeutów albo potwierdzeń z tyłu faktury.
Już widzę dyrektora zerówki, który co dzień potwierdza mi na fakturze daty bytności mojego syna podpisem i pieczątką szkoły. o_O

Nie jestem rodzicem wymyślającym wydatki od czapy.
Nie bujam się po kraju za pieniądze z darowizn.
Nie refunduję butów z Adidasa czy kurtek Nike. Nawet wtedy, gdy  na koncie fundacji są większe pieniądze. Wiem, że za cenę jednych spodni z Adasia mogę mieć trzy albo i cztery pary w 5-10-15. A i tam korzystam z promocji i wyprzedaży.
Szanuję środki z subkonta, bo służą czemuś bardzo ważnemu - refundacji terapii. Drogiej terapii.
Jedna godzina SI to 75złotych, przykładowo.
Drugi duży wydatek to dojazd na te zajęcia....
Za cały ten rok wysłałam do fundacji jedną jedyną fakturę za dowóz dziecka na terapie i zajęcia różnego typu. Nasz koszt paliwa to około 150-200zł na miesiąc. Ale moja dupa też jeździ, więc nie biorę faktur za każde tankowanie. Wzięłam więc jedną. Jedną jedyną w ciągu 4 miesięcy, za 150zł i zawarłam w niej wszystkie dojazdy dziecka za okres od stycznia do 10 maja. Zbiorczo. Mocno zaniżając ilość km.
Fakturę mi odesłano. :)
Bo nowe zasady, bo brak zaświadczeń z WWR, z Goaru, od neurologa i innych, że tam byliśmy. 

Gdy zapisywałam dziecko do przedszkola, dwa lata temu, wyskoczył  podobny problem. Zaczęto budować DTŚ na mojej trasie. Wszyscy znajomi odradzali mi przedszkole oddalone o 3,5km od domu, z atrakcją w postaci objazdu, co dawało w sumie 5km i bonus w postaci zaliczenia centrum i głównej ulicy w mieście, po drodze do i z przedszkola.
Poddałam się. Zmieniłam placówkę ze strachu przed godzinną trasą, kosztami dojazdu, problemami z refundacją tych kosztów. itp.
Zrobiłam błąd. Bo tamto przedszkole naprawdę okazało się być bardzo dobre.
Mamy tam WWR.

Obym teraz nie musiała zmieniać planów odnośnie zerówki/szkoły z tego samego powodu.
A naprawdę poważnie obawiam się, że nie będzie mnie stać na przejażdżki po 5km, bo daje to w sumie 20km dziennie. Czyli około 450km miesięcznie. Sama zerówka.
Bez WWR, terapii, basenu, wizyt u lekarzy itd.
:(

I tak ciągle coś...

***

Z przyjemniejszych rzeczy...

Młody uczy się jeździć na rowerze. Dwukołowym. Z kijem do asekuracji. :)
Podoba mu się.

A dodatkowo przeżywa fascynację rolkami. Prezent od cioci Izy. :*
Oczywiście muszę go trzymać, ale bardzo mu się ta impreza podoba.
Bardzo się cieszę.
Zapłakałabym się, gdyby moje dziecko przylepiło nos do ekranu komputera i nie chciało od niego wstać.

Póki co nie grozi jednak, bo komputera w domu brak, a laptop kaput. :D

Chyba tyle na dziś....

Pozdrawiamy! :* 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz