niedziela, 1 marca 2015

Terapia kotem?

Słyszeliście o tym, że ludzie mający dzieci ze spektrum sprowadzają do domu zwierzęta w celach terapeutycznych?
Macie takie doświadczenia? Słyszeliście o podobnych sytuacjach?

U nas kot mieszka już 10 lat. Był w domu na długo przed dzieckiem.
Nigdy nie traktowałam go jako elementu terapii.
Z początku były nawet trzy, ale jeden dostał nowy dom wkrótce po urodzeniu Daniela.
/Nie dało się pogodzić tego kocura z dzieckiem. Za młody był i zbyt wszędobylski. Żarł smoczki, wylizywał odłożone butelki z mlekiem, atakował (w zabawie) ręce i nogi dziecka i robił dużo innych, dziwnych rzeczy./

Drugi kot ześwirował przy moim synu.
Po prostu dźwięki jakie Daniel z siebie wydawał były dla tego kota nie do przeskoczenia.
Serce mi krwawiło, bo to był "mój" kot. Ukochany, słodki, taki co to można go było przewrócić na drugą stronę. Uratowany ze schroniska podczas epidemii panleukopenii.
Byłam akurat po zabiegu, wróciłam ze szpitala i próbowałam poskładać się do kupy psychicznie i fizycznie, bo zabieg jaki przeszłam stawiał pod znakiem zapytania możliwość posiadania przeze mnie dzieci... Zajrzałam na pewne forum, znalazłam schronisko, w którym akurat wybuchła epidemia, zobaczyłam zdjęcia i zakochałam się.
Uratowaliśmy go. Sprowadziliśmy przez całą Polskę i zawładnął nami po czubek ogona.
Niestety przy Danielu zaczął wariować. Uciekał, bał się, sikał po domu. Wrócił mu tzw. SUK. Syndrom urologiczny, na który często cierpią kastrowane kocury.
Przeszliśmy wszystkich lekarzy weterynarii w okolicy. Nic nie pomagało. Nawet psychotropy nie działały do końca. Poprawa była krótka, a potem wszystko wracało do stanu sprzed leczenia.
Wymiana pościeli kilka razy, wszystkie ręczniki, koce, w końcu poszła wykładzina, a po niej kanapa.
Wtedy mój ówczesny partner powiedział Basta! 
Po wypłakaniu tony łez postanowiłam szukać mu lepszego domu.

Została kotka. Bardzo charakterna i twarda sztuka.
Przy Danielu zmiękła i zmieniła się prawie w pluszaka. Prawie. :)
Jest bardzo cierpliwa, ale czasem ma dość. Chowa się zwykle. Ale potrafi też (doprowadzona do ostateczności) rzucić się jak wąż i chapsnąć.
Nie robi krzywdy, bardziej straszy. Rzuca się z zębami bardzo szybko i od razu ucieka. Na ręce zostają minimalne ślady, które znikają po paru minutach. Tak jakby ktoś wziął wykałaczkę i przycisnął nią skórę tworząc zagłębienie. Po dwóch minutach takiego trzymania na skórze zostaje wgłębienie, które znika po kilkunastu następnych.
Tak "rani" nasza kota.

Czasem dumam nad tym na ile jej obecność wpłynęła na stan i zdrowie dziecka.
Oczywiście nigdy już do tego nie dojdę. Ale chciałabym wiedzieć...

Kota przychodzi gdy Daniel płacze. Miauczy i łasi się do niego. Ociera się, przytula.
Próbuje pocieszyć. Jakkolwiek dziwnie to brzmi.
Gdy młody zaśnie wieczorem kotka od razu zmienia legowisko i idzie do dziecka.
Na czas usypiania Gadzinki kot jest poza sypialnią.
Gdy otwieram drzwi, kot stoi pod nimi i czeka. Wślizguje się natychmiast, gdy uchylę drzwi.
Kładzie się tuż przy Danielu, przytula jak może najbliżej i śpi.
Jest jak barometr.
Gdy wchodzi mi nagle do pokoju, a Daniel śpi tzn. że młody ją wykopał, bo mu było za ciepło, albo chce mu się siku. Idę wtedy go przykryć, albo odsikać przez sen. :)

Czasem robię coś w kuchni i nagle reflektuję się, że w pokoju jest za cicho.
Wchodzę tak, żeby młody mnie nie widział. Zaglądam ukradkiem.
Zastaję tam jeden z dwóch obrazków. Albo młody zapatrzył się na bajkę, a kot śpi obok, albo młody ogląda na kocie. Dosłownie. Kota leży na płasko, a on naprzeciw tv, robiąc sobie z niej poduszkę.
A ona ani drgnie. :)

 Wierzycie w terapię kotem? :)

***

Zobaczcie co właśnie wchodzi do księgarni:

Billy...

foto: nasza księgarnia


2 komentarze:

  1. U mnie w domu są dwa koty. Były już przed dzieckiem i teraz są nadal. Wszyscy razem fajnie funkcjonujemy. A za książką muszę się rozejrzeć :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, że zwierzaki wpływają pozytywnie na rozwój dziecka?

      Usuń