wtorek, 24 marca 2015

Same negatywy i trochę pozytywów

Ostatnio mamy moc negatywnych wieści i zdarzeń.
Nawet nie będę ich opisywać, bo szkoda palców...

Generalnie mamy takie fazy, że wszystko się sypie, więc już się przyzwyczaiłam, ale teraz to jest już szczyt szczytów.

Podam tylko takie ciekawostki...

1sza.
Komisja orzekająca o niepełnosprawności robi spotkanie dla dzieci raz w miesiącu.
Ma to miejsce w miesiącu po zakończeniu poprzedniego orzeczenia.
Przykładowo... kończymy orzeczenie w maju, 31 maja.
Komisja ustali termin na 8 czerwca.

Na wydanie decyzji mają 30 dni.
Potem z tą decyzją idziemy do MOPS.
Powiedzmy, że jest to początek lipca - przy dobrych wiatrach.
MOPS ma znowu czas... Najpierw na wydanie decyzji, potem na wypłatę.

Z czego ludzie żyją przez ten czas?
To są w najlepszym razie dwa miesiące!
W najgorszym ponad trzy!

A z czego żyją tacy, co są na wychowawczym? Nie mający żadnego dochodu, ani możliwości podjęcia pracy przy chorym dziecku?
Tak, ja wiem, MOPS nadpłaci, ale z czego żyje taka matka w maju, czerwcu, w lipcu do czasu wypłaty?

Ktoś tam oszalał, przy ustalaniu tych zasad. 

2ga.
Co myśli lekarz neurolog odmawiający wydania diagnozy po 3 latach prowadzenia dziecka?
Na trzy miesiące przed komisją!?
Co myśli, gdy odsyła do psychiatry, bo teraz to sprawa psychiatry... podczas, gdy do tego psychiatry czeka się 10 miesięcy na wizytę?

Decyzja NFZ, że neurolog się tym nie zajmuje?
Ok, w takim razie co miał we łbie NFZ odbierając lekarzowi prawo do wydania diagnozy dziecku prowadzonemu przez tego lekarza przez 3 lata?

Gdy 3 lata temu robiliśmy  nasze papiery, nie było w ogóle wymogu wizyty u psychiatry.
Danio jest pacjentem Fenixa tylko dlatego, że wyszłam przed szereg i załatwiłam wtedy wizyty, a potem konsultacje i kontrole w dwóch placówkach.
Gdyby nie to, zostalibyśmy teraz z niczym! 

3cia.
Co myśli komisja, która przy obecnych terminach oczekiwania na specjalistów, każe przynieść zaświadczenie od lekarza prowadzącego wystawione nie wcześniej niż miesiąc przed złożeniem dokumentacji do orzecznika?
Myśli w ogóle?

Oto Polska.
Kraj absurdów.

Na szczęście rodzice dzieci z problemami mają jaja i potrafią załatwić niemożliwe.
Najczęściej.
Chyba że mają pecha i trafiają na durnych ludzi.

Tak więc...

- mamy zaświadczenie z diagnozą od psychiatry, do którego nie sposób się dostać 
- mamy całą dokumentację neurologa, który do tej pory nas prowadził 
- mamy opinię prowadzącej nas od początku pani psycholog z ośrodka, który  już nie prowadzi spektrum; i tylko dzięki tej pani jeszcze tam jesteśmy...

Do realizacji w kwietniu mamy dwa kolejne cuda.
Tzn. już rzecz się dzieje, sprawa w toku. 

Do załatwienia zostały jeszcze dwa inne. Ale nie będziemy zapeszać, jako że peszol nas nie opuszcza i nie podzielimy się tym póki co. :)

Pozostałej masakry finansowo-zdrowotno-mieszkaniowej nie będziemy poruszać.
Będziemy za to mantrować przed snem, przywołując same dobre wizje. ;)

O! Taka metoda na tę wiosnę. :)

Hołk 





1 komentarz: