wtorek, 17 lutego 2015

Telegraficznie...

Po 1 parę tygodni temu zaczęły się wczesne pobudki.
Potem doszły fochy, trzaskanie drzwiami, płacz o każdą pierdołę.
Weekend koszmar.
Tydzień temu zajarzyłam...
/To już setny raz i zawsze jestem tak samo nieświadoma!/
Regres.

Budzimy się o 6 i od razu nie mamy humoru.
Jemy tylko kilka rzeczy: pierogi ruskie, pizzę, zupę ogórkową, banany, jabłka, mango, pomidory i parówki.
Koniec.

Aaaa i jeszcze coś - domagamy się słodyczy. Sto razy dziennie.

Nie bawimy się. Nie chcemy nic robić. Czytać, pisać, rysować, układać... nic.
- Mamo ja się nudzę!
- To chodź poczytamy.
- Nie chcę.
- To pobudujemy coś z klocków.
- Nie chcę.
- To może zbudujemy tory albo porobimy coś z ciastoliny?
- Nie chcę torów. A ciastolina wygląda jak kupa.
- Że co?
- No bo ona ma pomieszane kolory i wygląda teraz jak kupa.

Ręce opadają...

A zakichany basen nadal w strefie marzeń, bo samochód niesprawny. A wiele by pomógł!
.... mać!

Nie chce ktoś kupić Fiata Stilo w wersji kombi?
Ktoś kogo stać na wjazd do warsztatu i naprawę paru pierdół na pewno byłby zadowolony z tego dupowozu. Ja niestety  nie jestem, bo poza mega komfortem dobija mnie wszystko, nawet wymiana zacisku.
W zamian przyjmę Fiata Punto II. ;)

Jak sobie pomyślę, że od września mamy 5km do szkoły, to mi słabo.
Jak ja to załatwię bez auta?
Pojęcia nie mam.

I tyle na dziś.
Poza tym lawina.
Bardzo chore dziecko znajomych.
Chora moja kumpela. Nie wiadomo na co. Podejrzenie białaczki.

Trochę za dużo na jedną moją biedną głowę.

Hołk!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz