środa, 14 stycznia 2015

Mieć ciastko i ... mieć ciastko

Rzeczywistość dzieci z zaburzeniami.

Banał. Matka kupiła ciastko.
Zwykłe kruche, z marmoladą. Takie "socjalistyczne". ;)
Kilka sztuk, ot tak, dla przyjemności dziecka, w ramach nagrody za coś może, bo dziecko nigdy tego nie jadło, a matka znała ze swojego dzieciństwa i też chciała spróbować.


Ciastko wylądowało na talerzyku i zainteresowało syna.
Przyszedł, zobaczył, oznajmił, że ładnie zjadł obiadek, wziął w palce, i... oczy zrobiły się baaardzo duże.
Odłożył, wytarł rękę w spodnie i wyszedł z pokoju...

Pomacałam i ja.
Od razu zaskoczyłam w czym rzecz.
Kruche. Przylepia się. Zostaje na palcach. Takie małe suche ciastkowe okruszki.
Zawsze takie były. Ale jakoś nigdy nie zwróciłam uwagi.
Wycierało się łapy i tyle.
Ważniejszy był smak. A były pyszne i rozpływały się w buzi.

Dla Dania smak nie miał znaczenia.
Nie dało się nawet spróbować.
Faktura, której nie da się przeskoczyć, nawet jakby smakowała nieziemsko.

Ot, taka przygoda, szybko zakończona.
Tych ciastek jeść nie będziemy.
Nawet ich nie widzimy, gdy stoją na stole...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz