środa, 2 kwietnia 2014

Zasiłki i świadczenia na dzieci niepełnosprawne - w czym rzecz?

Od paru tygodni ma miejsce w kraju dyskusja na temat świadczeń i problemów osób, wychowujących dzieci niepełnosprawne.
Słucham tego, oglądam i mam wrażenie, że jestem z innej planety.

W ogóle nie rozumiem o czym mowa. o_O Tak jak nie rozumiem jakim cudem wszyscy myślą o tej sprawie tylko w dwóch płaszczyznach: na tak (że się należy), albo na nie (że za co?) ale nikt nie pomyślał, że rzecz wcale nie w pracy czy też zwolnieniu z pracy któregoś z rodziców?!

Jeśli ktoś potrafi odpowiedzieć na moje pytania, to bardzo proszę.
Olśnienie bardzo mi się przyda.

Czego nie rozumiem?

Ano przede wszystkim tego, dlaczego mowa o świadczeniu i zasiłku, jak o tym samym? W jednym programie mowa o zasiłku pielęgnacyjnym, w innym o świadczeniu pielęgnacyjnym, w trzecim o obu.
Ludzie! To są dwie różne rzeczy! 
Zasiłek pielęgnacyjny na dziecko ma każdy, kogo dziecko posiada orzeczenie o niepełnosprawności. To kwota 153zł w tej chwili. Jest to kwota przyznana praktycznie dziecku, nie jego rodzicom.
Świadczenie ma ten, kto w celu wychowania tego dziecka sam zwolni się z pracy. Teraz taka osoba otrzymuje 820zł. Dla siebie, nie na dziecko.
To jedna rzecz.

Druga kwestia.
Dlaczego rodzice dzieci niepełnosprawnych walczą o podwyższenie świadczenia, zamiast walczyć o podwyższenie absurdalnej wysokości zasiłku??
Dziecko niepełnosprawne się ma, bez względu na to, czy się pracuje, czy nie.
Jak dla mnie świadczenie odpowiada czemuś na kształt zasiłku dla bezrobotnych.
A osobie niepełnosprawnej przyznaje się zasiłek i to ten zasiłek powinien być wyższy!

I sprawa trzecia.
Nie znam ani jednej osoby, która sama wychowywałaby dziecko niepełnosprawne i dobrowolnie zrezygnowałaby z pracy, przechodząc ot tak na utrzymanie państwa. Tym bardziej, że do niedawna to było tylko 520zł. Tego się po prostu nie da zrobić, bo umiera się z głodu. I to bardzo szybko.
Większość znanych mi rodzin posiadających dziecko niepełnosprawne to układ: mąż+żona+dziecko lub dwoje dzieci, w tym jedno zdrowe.
Na rodzinę pracuje ojciec. Matka zwalnia się z pracy i dostaje świadczenie.

A co z tymi, których układ rodzinny to: matka+dziecko albo matka+kilkoro dzieci?
Te kobiety często pracują, bo muszą. Dziećmi zajmują się ich matki, siostry, jakieś ciotki, opiekunowie SUO, placówki opiekuńcze np. szkoły czy przedszkola specjalne. Kobiety pracują w sklepach, myją okna u ludzi, sprzątają po firmach wieczorami (tak jest u mojego pracodawcy np.) na umowę o dzieło czy zlecenie, składają długopisy i robią tysiąc innych rzeczy, często po nocach.
Dlaczego nic im nie przysługuje poza tym durnym 153zł? Bo pracują?
Nie zwolnią się, bo mają do utrzymania dom i często inne dzieci, do jasnej cholery! 

Ktoś postawił tę sprawę na głowie. Reszta podchwyciła i ciągnie się batalia.
Tymczasem wcale nie chodzi o to, byśmy się teraz wszyscy zaczęli zwalniać z pracy w celu otrzymania x zł! Chodzi o to, byśmy mogli rehabilitować i leczyć nasze dzieci! Te chore. Ale też utrzymać te zdrowe i siebie. Także wtedy, gdy radzimy sobie jak możemy, angażując w to wychowanie różnych ludzi i placówki, zarabiając jakieś pieniądze.

W moim odczuciu taka pomoc dla osób, które zrezygnowały z pracy w oczywisty sposób dyskryminuje tych, którzy tego nie zrobili (z różnych względów, także dlatego, że tej pracy już przedtem nie mieli), a problem mają ten sam!
Pomoc się należy, ale każdemu niepełnosprawnemu. Nie tylko rodzicom dziecka, którzy zrezygnowali z pracy. Należy się każdemu niepełnosprawnemu dziecku i każdemu niepełnosprawnemu dorosłemu!

Przykład: matka boi się stracić pracy, etatu, albo po prostu ma niezłą robotę, której nie opłaca się rzucać, idzie więc na urlop wychowawczy zamiast się zwolnić i zajmuje się niepełnosprawnym dzieckiem.
Może to robić do 4go roku życia dziecka dostając w gratisie od państwa 3 lata. 
Ona nie ma prawa do wyższego świadczenia? Dlaczego?
Bo nie dostaje świadczenia tylko zasiłek? Ale też nie zarabia, też nie pracuje.
Dlaczego jej nie przysługuje ta niby "waloryzacja" czy jak to tam nazwać?
A co jeśli ona nie ma męża? Jeśli sama wychowuje to swoje niepełnosprawne dziecko? Kto ma jej pomóc? Z czego ma ona opłacić terapię? Leczenie?
/SI mojego syna kosztuje 75zł za godzinę. Dwa razy w tygodniu to w takim np. marcu kwota 675zł. Matka na wychowawczym nie opłaci tego z 400zł zasiłku wychowawczego!/

A co z matkami, które tej pracy nie mają, bo np. miały umowę zlecenie, zaszły w ciążę, urodziły i zostały bez niczego?
Im nie przysługuje świadczenie, bo się nie zwolniły! Dostają nędzne 153zł zasiłku na dziecko. Nie mają nic więcej. Ewentualnie mogą się starać o jakieś 68zł zasiłku rodzinnego z dodatkiem rehabilitacyjnym rzędu 60zł.

To samo dotyczy niepełnosprawnych dorosłych. Często nie mają oni już rodziców, albo mają rodziców bardzo już starych, z nędzną emeryturą. Otrzymują Ci niepełnosprawni te swoje 153zł i jakieś tam dodatki, śmieszną rentę, dodatek do węgla czy dopłatę do obiadu w jakimś dziwnym miejscu, gdzie nikt nawet nie duma, jak ten niepełnosprawny się tam dostanie. Wegetacja do śmierci, często w samotności.
Albo są nadal na utrzymaniu rodziców, ojca który zajeżdża się na śmierć w wieku lat 75ciu i matki, która zajmuje się niepełnosprawnym, dorosłym potomkiem od 30-40 lat i ciągnie siłą rozpędu.
Dlaczego im nic nie przysługuje??

Przysięgam, nie rozumiem obecnego postawienia sprawy. Tego podziału na pracujących, zwolnionych, zwalniających się itd.
Nie rozumiem dlaczego rodzice dzieci niepełnosprawnych nie walczą o zasiłki dla tych dzieci, tylko walczą o rekompensatę za zwolnienie z pracy. No jak babcię mą, świętej pamięci, kocham nie rozumiem z tego nic!
Jeśli ktoś lepiej niż ja ogarnia dlaczego akurat świadczenie ma być wyższe, a nie zasiłek, dlaczego akurat grupa rodziców zwalniających się z pracy jest tą poszkodowaną, to ja bardzo chętnie się dowiem. 

Tymczasem jest mi w tym wszystkim bardzo źle, bo po raz kolejny czuję się kopana w dupę z powodu jakiegoś zapisu, przepisu, czy ich interpretacji.
W obecnym układzie przyjdzie mi się zwolnić z roboty któregoś pięknego poranka, bo zwyczajnie nie będzie mi się opłacało pracować na pół etatu (świadczenie będzie wyższe niż mój zarobek), albo inaczej - nie będzie sensu pracować za 1500zł i płacić np. opiekunowi SUO za zajęcia z dzieckiem po przedszkolu czy szkole.
Ja to jeszcze mam się skąd zwolnić, ale wielu już nie ma...
Co z nimi?


5 komentarzy:

  1. Znalazłem dość przypadkowo i uznałem, że warto skomentować tak ciekawy wpis. Jestem ojcem dziecka z Autyzmem 4 letka i drugiego zdrowego 5 latka. W pełni się zgadzam z tym co tutaj czytam. Sam czekam na opinie czy dziecku przyznają niepełnosprawność. Wiadomo, że dzieci autystyczne wymagają specjalnego i wyjątkowego traktowania. To jak zostaliśmy potraktowani na orzecznictwie czekając na swoją kolej 1 godzinę i 30 minut po tym jak spóźniliśmy się na naszą kolej 1 minutę. Musieliśmy przepuścić z 7 osób za nim pozwolili nam wejść, to było wręcz chore. Dopiero jak dziecko zaczęło się drzeć na korytarzu, dopiero wtedy łaskawie nas wpuścili.

    Podobał mi się wpis, jak mowa była o lekarzach z orzecznictwa i ich podejściu, że jak dziecko samo wejdzie, to jest dla nich zdrowe. Takie wrażenie miałem kiedy osobiście tam byłem z dzieckiem. Pytali się bardziej o jego stan fizyczny niż psychiczny i nie byli zainteresowani papierkami z poradni autystycznej tylko opinii o wczesnym wspomaganiu i czy ma wady chodzenia i bierze udział w rehabilitacjach tego typu.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mieliście psychiatre dzieciecego na komisji chociaż?

      Czy interniste?

      Usuń
  2. Były trzy kobiety, nie mam pojęcia kim były z uprawnień. Nie przedstawiły się. Może na opinii, którą dadzą będą wymienione (opinia ma być 7 maja). Rozmawiałem tylko z jedną, reszta patrzyła.

    Wcześniej mieliśmy problem z otrzymaniem wezwania na komisję, minęło prawie dwa miesiące, a wezwanie nie przyszło. Kiedy z żoną się pofatygowaliśmy osobiście, okazało się że ktoś przełożył do dokumentów po komisyjnych (niby przypadkowo). Na miejscu dostaliśmy nowy termin.

    Kiedy jechałem z dzieckiem na orzecznictwo, żona dostała (pracuje) informację z przedszkola starszego syna, że dostał zapalenia oka i trzeba go odebrać. Więc się wróciłem i przez to spóźniliśmy się na komisję 1 minutę, poinformowaliśmy że jesteśmy oraz czekamy na wezwanie (wzywali osobiście do pokoju). Niestety dopiero po półtorej godzinie mogliśmy wejść. W tym czasie za dzieckiem latałem po całym ośrodku. Niestety parę razy próbował uciec z budynku i trzeba było czasem brać na ręce. Dziecko jeszcze przechodziło chorobę, dzień wcześniej nam wymiotowało w domu.

    Osobiście jestem osobą bezrobotną, głównie z powodu tego, że dzieckiem ktoś musi się opiekować non stop i jeździć na zajęcia typu logopeda, integracja sensoryczna, hydroterapie itd. Dziecko posiada głównie problem z mówieniem, potrafi gaworzyć nie idzie się z nim porozumieć. Często nabija sobie siniaki, fizycznie jest sprawny. O jego chorobie dowiedzieliśmy się przypadkowo, kiedy brałem udział w projekcie dla niepełnosprawnych osób i miałem dostać zatrudnienie. Od tego momentu wszystko się zmieniło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia życzę.

      W tym kraju dużo tego będzie panu potrzebne.

      Na orzeczeniu ktoś na pewno będzie podpisany. U mnie okazało się ze to internista. Sztuk jeden. :)

      Usuń
    2. Dziękuje, życie pokaże co dalej :)

      Usuń