piątek, 13 września 2013

I tyle z integracji...

Dzień piąty był ok rano. Dziecko poszło do przedszkola z przytkanym nosem, poza tym w jako takiej normie. Gdy  je odbierałam o 12ej wpadło mi w ręce i wyło godzinę...
Z nosa leciały smary. Co chwilę powtarzał, że boli go pupka...

W sobotę się wyjaśniło.
Nie dość, że zaczął smarkać na żółto-zielono, to jeszcze dostał gorączki, a do tego ciągle narzekał na pupkę i chciał na ręce.
Wystartowałam z całą serią: kiwi, laktuloza, woda z miodem, colon C, jabłka, zero cukru... Nie pomogło.
W końcu zajarzyłam, że on mnie oszukuje i żadnej kupki w przedszkolu przez cały tydzień nie zrobił. Panie mi potwierdziły jednego "orzecha" wypchanego na placu zabaw, w gacie.

Tak się wszyscy cieszyli, że taki fajny w tym przedszkolu, jakby już rok chodził, a on to sobie odbił zaparciem. Jak nic będziemy mieli NAWYKOWE, jeśli będzie miał problem z robieniem w obcym miejscu (po mnie, po wujku, po babci...).

Niedziela to już był koszmar. Cały dzień na mnie, leżenie w sypialni, albo na kanapie, nawet do kuchni po herbatę szłam z nim na rękach. Pod wieczór przyjechała moja mama, bo oboje padaliśmy, ja z wycieńczenia, od z choroby i z bólu brzucha.
A nic nie pomagało...
Nie pomagało, bo zatrzymywał ze strachu przed bólem.
W efekcie wyhodował kamień kałowy.

W pon. do lekarza. Dostał syrop na skurcze i bóle związane z jelitami.
Do tego nadal colon c, woda z miodem, ciepła, kiwi, sok ze śliwek. Laktulozę lekarka kazała dawać co rano. No to dajemy.
Oczywiście wszystko na siłę, a poza tym od soboty nic nie jadł. (W sobotę wmusiłam 6 łyżeczek zupy i to w płaczu.) Zaczęło się przewracanie z osłabienia, ciągły płacz, podskoczyła gorączka... A jelita śpią, bo nie ma nowej treści. Za każdym razem gdy coś próbowałam mu dać, płakał że on chce pić, brał  bidon i udawał, że pije wodę... Robi tak do dziś. :(

Wieczorem w pon. coś ruszyło - istny poród. Dziecko po prostu wyło z bólu i wbijało we mnie pazury w ubikacji. A ja go trzymałam na klęczkach i wyłam razem z nim.

We wtorek całe to leczenie, które nic nie dawało, przez zalegający kamień - dało efekt w postaci biegunki. Kolejny dzień masakry, ból brzucha, płacz, krzyk i cały dzień w wc. Już trzeci z rzędu.

W środę wylądowaliśmy  na USG brzucha. USG stwierdziło zalegającą treść w jelitach. (Po dobie biegunki! o_O) Poza tym nic więcej. Więcej pokazałaby kolonoskopia, ale na to nie mogę się zdecydować...

Wczoraj miało być lepiej, ale nie było. Gluty z nosa lecą nadal, już 10 dzień. Młody upomina się tylko o słodkie, którego nie dostaje. Wczoraj ze łzami w oczach spytał mnie, czy on może sobie otworzyć Kinderka i na niego tylko popatrzeć. Wyszłam do kuchni i też się poryczałam...
Doszedł kaszel, wyrywający płuca. Gardło typowo wirusowe. Ciągle pytam o uszy, ale mówi że go nie bolą, chociaż tam coś gmera... (Ale stres i choroba mogły nasilić AZS, ja się cała posypałam, na dłoniach mam już naście małych pęknięć, krwawiących... więc może i jego swędzą te uszy teraz.) 

Nie ogarniam klimatu. Jest kompletnie do dupy.

***

Do tego leczenie i badania pożarły wszystkie moje środki na IX.
Dziękuję Magdalenie i Tomkowi Majewskim przy tej okazji - bez nich nie wykupiłabym leków. :*
Bratu mojemu też dziękuję - za to, że był przez chwilę i trochę mi rozruszał, pocieszył dziecko, tęskniące za męską opieką i kontaktem z ojcem, i za to, że wykupił mojemu synowi ubezpieczenie przedszkolne, podręcznik oraz zafundował dwie pary butów na jesień.
Mateusz :*

I mamie mojej, za to, że jest, że mnie odciąża, że dzięki niej jeszcze nie zwariowałam i nie zamęczyłam dziecka (nie mam odporności na ciągłe marudzenie, cholera jasna!) swoimi nerwami na całą tę sytuację.

Obawiam się jednak, że to dopiero początek dobrego. Zaparcie było reakcją na przedszkole, nowe miejsce, nie atrakcyjne do robienia tego, co i w domu jest dla młodego niezwykle trudne.
Boję się tego, co będzie gdy wróci do przedszkola. Boję się, że to przybierze na sile, a w końcu wylądujemy u chirurga i na kolonoskopii, albo na jakichś psychotropach. :(

Nie byliśmy w tym tygodniu w przedszkolu, ani razu.

***

I teraz deser...

Od paru dni młody jest mega niedobry. Choroba, niejedzenie, do tego ten problem z brzuchem, moje nerwy, wszystko zrobiło swoje. Zachowanie wygląda na mały regres. Jest nerwowy, złośliwy, bije kota, kopie, szturcha mnie lub babcię, wyje, piszczy, rzuca złośliwie ważnymi rzeczami, wczoraj zrobił cyrk jakich mało - tłukł mnie pięścią na środku ulicy, bo poprosiłam, żeby nie wieszał mi się na ręce i nie podnosił nóg idąc, bo oboje wyrżniemy... Prośby, groźby, nic nie pomogło.
Od poniedziałku fatalnie śpi...
Po prawie roku przerwy - musieliśmy wrócić do hydroksyzyny, na noc.

Miało iść na przód, a tymczasem mamy pięć kroków w tył. :(
A osoba, na której pomoc liczyłam w tej sytuacji, jeszcze mnie dziś zdalnie dobiła pretensjami...

Jestem zmęczona...

8 komentarzy:

  1. O matko jedyna...ależ Ci się na głowę posypało... Kurczę, nie wiem kompletnie , co Ci napisać, oprócz tego, że trzymam kciuki, myślę o Was i mam nadzieję, że Danielek szybko dojdzie do siebie.
    Z przedszkolem kanał:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam gorąco kciuki, byście wyszli z tego szybko i cało. Dużo energii i cierpliwości dla Ciebie, mniej nerwów dla Danielka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sylwia, przykro mi, trzymajcie sie mocno x

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bym odpuscila przedzskole. Po prostu.
    Mlody ma jeszcze czas na edukacje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dużo siły dla Ciebie.
    No cóż - poprzedni post czytałam z myślą "skąd ja to znam" i kolejny też. Mój synek identycznie zareagował na przedszkole (pomijając zaparcia, bo takie zaparcia to i bez przedszkola ma). Mamy budzenie się w nocy, histerie z byle powodu - wręcz jakby szukał powodu, żeby się wyładować, zamknięcie się w sobie. Z przedszkola informacja zwrotna, że płakał, no - nawet sporo, ale jest coraz lepiej :/ A ja w domu widzę, że raczej coraz gorzej. I ciągle zastanawiam się, czy to przejściowe czy jednak trzeba zrezygnować z przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
  7. Polecam Acidolac Junior - http://www.doz.pl/apteka/p45559-Acidolac_Junior_misio-tabletki_o_smaku_bialej_czekolady_20_sztuk

    to są tabletki w kształcie misiów z bialej czekolady. Dostałam to na ... zaparcia u dziecka właśnie. Bardzo ładnie wszystko uregulowały. No i namiastka słodyczy.

    Współczuję problemów kupkowych :( u mnie też nic nie pomagało, żadne znane domowe sposoby.

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzymaj się jakoś w tym wszystkim, mam nadzieje, ze problemy Danielka szybko ustąpia i będzie tylko lepiej. Niestety dzieci często tak reagują na przedszkole, a nasze są do tego bardziej wrażliwe na zmiany i być może ta reakcja jest silniejsza, Kamil jak poszedł do żłobka to przez 3 miesiące na zmianę wyl i chorował, ale potem juz było ok. Pozdrowienia!



    OdpowiedzUsuń