piątek, 28 czerwca 2013

Hipoterapia

Decyzja zapadła.
Próbujemy hipo. :)

Jedni mi zarzucają, że szukam dziecku terapii na siłę. Inni, że zostaliśmy bez terapii na wakacje. :)
Nie dogodzisz. :D

Ale mniejsza... Nie jesteśmy od tego, by zadowalać innych. ;)

Nie szukamy terapii, czy się to komuś podoba czy  nie. W każdym razie nie terapii na zasadzie pracy przy stoliku. Nie potrzebujemy tego. Zresztą nigdy nie było nam po drodze do takiej pracy.
Szukamy zajęć fizycznych.
Wszystko inne mamy w domu, przy ogromnym udziale i cierpliwości babci, której się nie odpłacę do końca życia. Tym bardziej, że nigdy nie musiałam jej o nic prosić.

Adaptacyjne zajęcia mamy załatwione, w przedszkolu.
Od sierpnia będziemy tam biegać co dzień, na chwilę. Od września adaptujemy się w dłuższym wymiarze. Do skutku, czyli do szkoły. :)

SI zdechło.
Jakoś mam opory przed jeżdżeniem 30km i płaceniem po 70-90zł za godzinę po to, by moje dziecko wyławiało koraliki z pudełka.
A na takie SI jakie mieliśmy z panią Agnieszką w Goar, to ja prywatnie nigdzie nie liczę.

Tymczasem młody niedostymulowany, co już mocno widać.
Znowu więcej skacze, potrzebuje mnie do zaśnięcia, odpada na moim brzuchu, sto pięćdziesiąt razy dziennie wchodzi na ręce albo na kolana i jęczy "psitul mnie". Chce by go nosić na spacerze.
Zawija się w kołdrę, wciska w jakieś ciasne miejsca, np. między pudełka zabawek itp. Od dawna tego nie robił, a teraz rzecz wraca...
Wrzuciłam temat pani Eli - nasza psycholog/neurologopeda. Wspólnie uzgodniłyśmy, że hipoterapia to dobry krok. Więc... poszukiwania.


Niebo i ziemię ruszyłam, i znalazłam ośrodek jeździecki 12km od domu.
"Stajnia nad Jeziorem". Jeziorem Czechowickim dokładniej. Więc takie dwa w jednym, bo przy upale to i pomoczyć się można po zajęciach.
Co prawda dojazd tam może być wesoły, bo zamknęli spory kawałek DK88, a głównie wjazd ode mnie na nią, więc wszyscy ci, którzy chcą się wydostać z miasta w kierunku na Tarnowskie Góry, robią tę samą trasę, którą ja będę robić jadąc do stajni. Kosmos.
No nic to, zobaczymy. Może uda się coś wyczarować wieczorem, albo w weekendy rano, wtedy jest lepiej na tej trasie.

Tanio nie jest, bo 30' zajęć kosztuje 22zł. Przy więcej niż 4 zajęciach w miesiącu - 20zł.
Biorąc pod uwagę, że 30' to mało czasu, może wyjść z tego nawet kwota 160zł w miesiącu, nie licząc dojazdu. No ale... i tak mam 4h hipo za dwie godziny prywatnej SI.
I dużo mniej dojazdu, bo w moim mieście nigdzie SI nie ma.


Są inne miejsca z konikami, bliżej. Nawet tuż za moim osiedlem. Ale nie prowadzą hipo, a więc młody musiałby iść na jazdę konną, a na to jest za mały.


Tak sobie to rozkminiłam. :)
W przyszłym tygodniu jedziemy na pierwsze zajęcia, zobaczyć jak to wygląda i co młody na to.
Zajęcia prowadzi pani olinofrenopedagog.


Namieszałam trochę, więc kończę. :D
Dam znać jak poszło. 
Jestem pełna nadziei.
Jak zawsze, gdy o niego idzie.
Póki co to działa. :)

***

Aha - młody u kontroli po chorobie dostał skierowanie do laryngologa, bo doszła nowa przypadłość: katar. W szóstym dniu antybiotyku.
I znowu przeprawa i walka z systemem. Ma być pilnie. A czeka się... nawet miesiąc. :/
Wracamy więc ze skierowaniem po dopisek "pilne". Może będzie szybciej.




2 komentarze:

  1. Nie jesteśmy od tego, by zadowalać innych. ;) to moje ulubione zdanie!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń