wtorek, 2 kwietnia 2013

Dwa cuda

W ostatnim tygodniu zdarzyły się nam dwa cuda.
Autentycznie.
Inaczej tego nazwać nie można.

1.
Leżymy w łóżku, usypiamy.
Tzn. w teorii ja usypiam jego. W praktyce zasypiam przed nim.
Młody się wierci, gada, nagle odwraca się do mnie i mówi: ofuś oczi.
Wyraźnie próbuje mnie rozbawić i odsunąć spanie w czasie.
Leży tak, gada, śmieje się i nagle... dotyk - jego ręka ląduje na moim policzku.
Myślałam, że to przypadek, ale nie, ręka się odsunęła, znowu dotknęła, znowu odsunęła,
palec dotknął mojego nosa, potem ust, brody...
Nagle powiedział: ti ti ti mamusiu :)

Najpierw wybuchnęłam śmiechem, potem się poryczałam.
Trzy lata czekałam na to aż mój syn dotknie mojej twarzy. Trzy długie lata.
Kto czytał Hannę Olechnowicz wie jak ważny jest ten dotyk, albo raczej jak symptomatyczny jest jego brak.

Póki co nie było drugiego razu.
Ale był pierwszy.
Zaskoczenie, szok... cud po prostu.

2.
Jakoś przed tygodniem młody zabrał się za moją herbatę. Coś go wzięło i pił, przez słomkę. Ja zimnej herbaty nie lubię, więc wypijam ciepłą.
Spróbował, chyba posmakowała, bo stwierdził, że "gobga jeśt" i pił.
Pomacałam szklankę - letnia.
Nie powiem, że się nie zdziwiłam.
Ale najlepsze było potem.
Wieczór, mleko do poduchy, a on do mnie, że "meko jeśt simne, ciepłe meko chciem".
Jak ciepłe - pytam? Przecież Ty nie pijesz ciepłego mleka. W ogóle ciepłego nie pijesz!
- Ciepłe ciem - odpowiada.
- Mówiłem Ci - dodaje - ciepłe ciem.
No dobra...
Dolałam 20ml wrzątku.
Wypił.
Rano pobudka i pierwsze co to "meko".
Daję, a on, że "simne".
No ludzie... Dziecko mi ktoś podmienił.
Od paru dni mi tak pije tylko ciepłe, letnie mleko.

A wczoraj poszedł po słomkę, że niby "siociek" wypije, a wydoił mi kubek ciepłej kawy, po czym popił to całkiem jeszcze ciepłą herbatą.

Nie wiem co się mogło nagle zmienić w odczuciach oralnych, ale on od urodzenia nie pił nic letniego. Temp. pokojowa to był maks jego możliwości.
Nawet zupy jadał, gdy skrzepły. o_O

Nie cud?

***

Gratis do wpisu - Wielkanocny Bałwanek. :D



7 komentarzy:

  1. O rany.. Ciotku Kropku, pięknie:)
    TAKI wpis w TAKI dzień:)
    Cieszę się razem z Tobą:*

    OdpowiedzUsuń
  2. To jesteśmy dwie - bo i ja się poryczałam ze wzruszenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo, bardzo się cieszę i trzymam kciuki za następne cuda :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Popłakałam się... :(
    Bardzo się cieszę Waszymi cudami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. życzę wam więcej takich cudów!

    OdpowiedzUsuń
  6. hehe - u nas też cud... - kontaktu wzrokowego nie mieliśmy prawie wcale - po czym... jest wspaniały kontakt i przynoszenie zabawek i mówienie nazwy z patrzeniem w oczy... - cud prawdziwy. "winię" o to a) lek nootropil od neurologa (młody rozumie nareszcie polecenia) b) tępienie candidy - chociaż to drugie nie do końca - bo owoce wcina aż miło odkąd ciastka zabrałam :P Gratuluję waszych cudów i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fantastycznie!
      Cuda się jednak zdarzają, jak widać. :D

      Pozdrawiam gorąco!

      Usuń