poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rok...

Dziecko mi dojrzewało rok. Cały rok. No może bez miesiąca.
Do czego?
Ano do tego, by przed lustrem stać i ćwiczyć. Miny robić. Wargi na nos zakładać. Zęby szczerzyć. Policzki nadymać. Językiem nosa albo brody dotykać.
Itd.
Zaczęliśmy rok temu u logopedy. Porażka. Uciekał od lustra. Odwracał się. Krzyczał.
Żałuję, że tych zajęć nie nagrywałam. (Chociaż i tak miałabym problem je oglądać jak znam życie... Nie lubię wracać do tamtego czasu...) Kilka miesięcy pracy i ani razu się nie udało. W końcu skupiliśmy się na czym innym, olaliśmy lustro.
Dziś ćwiczył z Ciocią Agą. Beze mnie.
Po zajęciach pochwaliła go jak pięknie pracował. Cały czas z lustrem. Bez wydziwiania. Bez problemu.

Na koniec ja pochwaliłam go, że tak ładnie ćwiczył, a on odpowiedział mi, że nie ćwiczył, tylko BAWIŁ (z) CIOCIĄ AGĄ. :)

Ja w tym czasie roztapiałam się na korytarzu.
Jeszcze nie miałam tyle skrobania szyb, jak żyję. 3mm lodu. 15 minut i oskrobałam trzy szyby. W tylnej pomogło mi ogrzewanie. Cztery boczne zostawiłam nieruszone. Godziny by mi zabrakło. Porażka.
A potem jeszcze taniec świętego wita do Goaru, bo na drodze lodowisko...

Gdy wyszliśmy szyby były ponownie zamarznięte, bo z nieba ciągle leciało jakieś mokre gówno. I zamarzało przy ziemi, bo -2,5 jest. Pogoda roku!
Zaprowadziłam dziecko do domu, zjadłam śniadanie i poszłam na autobus... tego przynajmniej skrobać nie trzeba. A trzy razy na dobę to już dla mnie za dużo.

Hołk!


4 komentarze:

  1. Po raz kolejny się poryczałamm - ale możesz na hormony zwalić :p
    Dzielny, fajny facecik :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :*
      Dzięki ciotka.

      Mnie też się dziwnie zrobiło. Ale zbyt byłam zaskoczona, żeby się poryczeć. Nadal jestem.

      Usuń
  2. Jak przychodziła do nas logopedka na pierwsze zajęcia w ramach WWR, zadawaliśmy sobie pytanie czy to ma sens. Nauczycielka swoje, Julka swoje. A teraz ...jest Jej najlepszą uczennicą ;)

    OdpowiedzUsuń