piątek, 23 listopada 2012

Zajęcia z rodzicem

Parę osób mnie o to pytało, a dziś jeszcze zgadałam się z mamą Roksanki, więc napiszę zbiorczo.

Na wszystkie zajęcia, jakie Daniel ma rozpisane, zawsze chodzę z dzieckiem.
Z dzieckiem jestem u pani Eli Bogacz. Z dzieckiem u neurologopedy pani Oli Łady.
Z dzieckiem byłam w Filomacie i Easy.
Z dzieckiem jestem w szkole muzycznej Yamaha.
Z dzieckiem wchodzę na SI.

Nie zdecydowałam się na zapisanie małego na parę godzin w tygodniu do pobliskiego Klubu Malucha, bo nie pozwolili mi być na początku z dzieckiem. ("Trochę popłacze i przestanie, to normalne, my sobie poradzimy." Ja nie wątpię, tyle że ja w dupie mam czy poradzą sobie panie... mnie interesuje jak poradzi sobie dziecko!)

Decyzje tego typu (zakaz wchodzenia z rodzicem) uważam za idiotyzm.
Tłumaczenia, że dziecko czuje się inaczej bez rodzica i lepiej zachowuje, szybciej przystosowuje, to  robienie z rodzica debila.
Argumenty, że inne dzieci są wtedy zazdrosne i też chcą mamy, są absurdalne.

Niedawno pan Rzecznik Praw Dziecka apelował do rodziców, by monitorowali pracę żłobków i przedszkoli, tłumaczył że mają prawo wejść i sprawdzić w jakich warunkach przebywają tam dzieci i jak są traktowane.
Tymczasem dyrektorzy i nauczyciele stają okoniem.
A może trzeba to zacząć zgłaszać?

A gdy słyszę, że na SI dziecko nie może wejść z rodzicem, to budzi się we mnie demon! Co oni tam wyprawiają, że rodzic im przeszkadza? Czego się boją? A może zmuszają do zajęć i nie chcą by rodzic im w tym przeszkadzał? A może wcale się nie przykładają?
Ja nie wiem, ale brzydko mi to pachnie...

Uciekam od takich miejsc jak daleko mogę.

8 komentarzy:

  1. U mojej Młodej w przedszkolu raz nie zostałam wpuszczona na salę z dzieckiem, które ewidentnie miało gorszy dzień. Pani argumentowała właśnie tym, że sobie poradzi i że inne dzieci będą zazdrosne, no i że takie maja tu zasady. A moje dziecko szlochało i błagało, żeby jej samej nie zostawiać. Nie ukrywam, że kobieta mnie wkurzyła i w tym dniu zabrałam Młodą i odwiozłam do babci. Od tamtego zdarzenia mielismy mega problemy z ponownym polubieniem przedszkola, a podejrzewam, że gdybym z nią na trochę weszła, to wszystko mogłoby się rozejśc po kościach :/
    Na szczęście nie była to pani z jej grupy, bo rano są zwykle 1-2 panie i dzieci z różnych grup siedzą razem.
    "Nasza" pani jakoś nie miała nic przeciwko, żeby posiedziała trochę z Młodą, nie wysuwała też argumentu, że "tu panują takie a nie inne zasady". Czyli można, wystarczy dobra wola i trochę zrozumienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to.
      Jakoś chronicznie nie znoszę betonów. Ludzie mało elastyczni mnie drażnią. Też bym dziecko zabrała w takiej sytuacji. Szkoda że taka pani nie chce na chwilę wyjść poza ramy swojego sztywnego myślenia... Krzywdy to nikomu nie robi, a dziecko nie zraziłoby się na kolejne miesiące.

      Usuń
    2. Powiem Ci, że po tym incydencie, gdyby sytuacja się powtórzyła, byłam zdecydowana iść do dyrektorki na rozmowę. Przedszkole jest prywatne, płacę kupę kasy, a tu takie coś :/
      Na szczęście, wychodzi na to, że to ta jedna pani jest takim ewenementem. Aczkolwiek jestem nastawiona bojowo :]

      Usuń
    3. Wierzę. :D

      Też bym była.

      Usuń
  2. u nas to bywa różnie. Gdy korzystaliśmy z OWI to początkowe zajęcia były z rodzicem, później Julka awansowała i chodziła sama. W stowarzyszeniu zajęcia są bez rodziców, rodzic czeka w poczekalni. W przedszkolu można się umówić i rodzić może spędzić jeden dzień aby obserwować pracę przedszkola. Z terapeutkami od SUO nie ma problemu, można obserwować a nawet robić notatki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam tak samo jak Ty, nie zostawie mojego trzylatka za zadne skarby, nie ufam nikomu poza moim mezem, moimi siostrami i moimi rodzicami i przyjaciolka Asia. Jednym z powodow, dla ktorych zalozylam wlasne przedszkole było zapewnienie mojemu dziecku bezpiecznego miejsca, gdzie bedzie moglo się rozwijac- mojemu i innym dzieciom (u nas rodzicow się nie wygania, u nas z rodzicami się rozmawia, kiedy probuja przeszkadzac:)). Nauczyciele nie lubia jak zostaje rodzic, bo latwiej pracowac z dzieckiem bez rodzica, chociaż w naszym przypadku jest odwrotnie, dziecko beze mnie czy meza odmawia zupelnie wspolpracy. Nie zostawie, bo nie chcę by moje dziecko poczulo się źle, że jest samo, nie chcę, żeby ktos na niego nakrzyczal czy szarpal. Znam to srodowisko i nie ufam mu. Ma jeszcze czas na czas bez mamy i taty. Dodam, że J nie wisi na mnie, idzie i bawi się z dziecmi, bierze udzial w zajeciach, rozrabia. Kiedy wychodze a on zostaje w przedszkolu z ciocia, nie protestuje. Rodzic ma prawo być że swoim dzieckiem i nie wygoda osoby doroslej się liczy, tylko poczucie bezpieczenstwa dziecko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też denerwuje mnie wywieranie presji czy wręcz zmuszanie rodziców do zostawienia dziecka. Mnie było bardzo ciężko to zrobić. Odważyłam się po 6 miesiącach terapii indywidualnej zostawić małego na minutę z terapeutką. Od września tego roku chodzi do przedszkola. Pierwszy tydzień mąż chodził z małym. Potem go zostawił. Nasze przedszkole to wyjątkowe miejsce dla dzieci autystycznych. Terapia jeden na jeden. Dwójka dzieciaków w pokoiku i dwójka terapeutów, cztery godziny intensywnej pracy. No i mój Janek zachwycony. Jakoś przełknął to, że nas nie ma i codziennie ciągnie do przedszkola, nie było żadnej traumy, żadnych koszmarów nocnych. Myślę, że wiele czynników składa się na to jak dziecko w takiej sytuacji się odnajdzie. My akurat dobrze trafiliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak to dobrze, że w przedszkolu mojej córy rodzic moze sie pojawic w każdej chwili i siedziec cały dzień :) Owszem, moja mała wtedy mniej współpracuje z panią, ale to normalnie i całkiem logiczne: chce pokazac mi co i jak można zdziałać w tym miejscu.
    Z możliwości korzystałam często na początku, teraz juz okazjonalnie - jako paparazzi podczas dni z konkretnymi atrakcjami, ale przy odbiorze nie raz zdarza mi się siedziec jeszcze pół godziny w sali, zanim moja szalenizna zdecyduje się łaskawie opuścić światynię zabawy.
    Ale najdziwniejsze jest jednak to, że i tak po przerwie chorobowej popłakuje przy samym wejściu do sali z rana. Ale tu ją zostawiam, bo sama twierdzi, że ona sobie chwile popłacze, bo mama idzie do pracy, ale ona wie, że mama musi isć do pracy.Więc ona "sobie chwilę jesce popłace i potem jej psejdzie i pobiegnie męcyć dzieci" :)

    OdpowiedzUsuń