poniedziałek, 5 listopada 2012

SI w GOAR

No i zaczęliśmy.

Pierwsza wizyta i już z przygodami.
Samochód u mechanika. Deszcz lał strumieniami. Nie było szans tam dojść... i dylemat, co robić.
Ciężka sprawa, bo kasy niezabaładzo, ale stanęło na tym, że za dużo nas to kosztowało kombinacji i zbyt cenny to nabytek, żeby odwołać. Pojechaliśmy taksą. Niestety autobus w tamtym kierunku jeździ co godzinę i jak na złość w połowie drogi odbija w inną stronę, więc pół trasy trzeba z buta.
20 zeta nie moje. :/

Dotarliśmy jednak.
Pani już na nas czekała.
Wbrew temu co mówił pan B, na sali byliśmy sami. /Kolejny zgrzyt. Miało być dwoje, a nawet troje dzieci na jedne zajęcia.../
Daniel mocno zainteresowany miejscem, wszystko zwiedził, sprawdził przeszkody, pohuśtał się na płaskiej huśtawce, przeszedł przez tunel, sprawdził zawartość szafek... czyli jak to on, jak kontrola, to kontrola. :)
Pani Agnieszka zainteresowana Danielem. Sprawdziła co chciała sprawdzić, dała papiery do wypełnienia, zrobiła notatki, przeprowadziła wywiad. Po minucie dziecko ode mnie odeszło i jak chciało coś dostać w łapki albo gdzieś wejść, szło po panią Agnieszkę. :)
Mile mnie to łechta, szczerze mówiąc, ta jego otwartość i odwaga.
Wygląda na to, że oboje państwo przekonali się do siebie i polubili w trybie ekspresowym.
Zresztą panią Agnieszkę to chyba trudno nie lubić, jest naprawdę bardzo miła i sympatyczna, komunikatywna, otwarta i ma podejście do młodego.

Godzinka minęła szybko.
Pierwsze obserwacje zarejestrowane... 
Po pierwsze młody nie dał sobie jeździć szczoteczką po dłoniach.
Po drugie nie chciał masować rąk rolką z wypustkami.
Po trzecie spiął się, gdy został pokierowany głową w dół, wisząc na wielkiej piłce...
Ja już to wiem, pani Agnieszka skrzętnie odnotowała.

Nie było płaczu, buntu, cyrku. I chyba nie będzie, bo po rozmowie z panią Agą ustaliłyśmy zgodnie, że metody behawioralne nie są dla Daniela i nic z tej materii nie będzie stosowane. Młody współpracował, pani Aga zachwycona. Nie tylko zachowaniem Gadziny, ale ogólnie postępami, drogą jaką przeszedł, tym co potrafi i jaki jest z nim kontakt. Wyraziła podziw dla "cudu" jakiego dokonaliśmy w ostatnim roku i posmyrała nasze ego chwaląc naszą pracę.

Cieszę się. Nie z zachwytów, ale z tego że po raz kolejny ktoś z zewnątrz docenił nasz wybór, rezygnację z behawiorki m.in. i potwierdził, że można inaczej, a efekty jakie mamy, są nie tylko świetne, ale może i nieosiągalne przy innych wyborach.

Tyle naszych wrażeń z SI.
Fajnie jest. A będzie jeszcze fajniej. :)



5 komentarzy:

  1. Mój zięciuniu kochany, mądry facet jest :)
    Ogromnie się cieszę, że tak wam się dobrze trafiło i taka współpraca super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie fajnie, ale może nie będę się zacieszać na zapas. ;) Tak na wszelki wypadek...

      Cmok.

      Usuń
  2. Suuuuuper:)

    A Twoje pytanie nie było głupie.
    To ja mam problem. Teraz to wiem.
    Myslę jednak, że "czerń na bieli" pomoże mi się z tym sowoić. Bo pogodzic to chyba nie:(

    OdpowiedzUsuń
  3. Twój blog został nominowany do Liebster Blog Award, gratuluję :)
    Po szczegóły zapraszam do mnie :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń