czwartek, 29 listopada 2012

Domowa "terapia"

Bardzo często ktoś mnie pyta co robimy w domu, jak wyglądają ćwiczenia, jaką terapię  prowadzimy, co razem wykonujemy, czy mamy program terapeutyczny i zalecone zajęcia. Ile godzin dziennie pracujemy.

Odpowiadam:

- nie mamy programu; mamy zalecenia, różne; np. zawijanie w koc, turlanie, gilganie, ściskanie, głaskanie, masowanie; ćwiczenia w rysowaniu, układanie klocków, przelewanie wody, ugniatanie plasteliny itd., czyli wszystko to co robimy sami z siebie i co robiliśmy wcześniej w ramach zabawy; pani psycholog i pani neurologopeda liczą chyba na moją intelygencję, bo niczego na papierze nie dostałam i żadnych punktów nie realizuję.

- ćwiczenia są albo spontaniczne i wynikają z tego co w danej chwili chcemy robić; gdy młody maluje, to maluje, nie ciągnę go wtedy na masaże, gdy chce być miziany, to miziam; gdy ma głupawkę korzystam i gniotę, ściskam, zawijam; albo też wynikają z normalnego planu dnia, czyli z życia; przykład: babcia potrzebuje pięciu  minut oddechu i np. rozwiązuje krzyżówkę - dziecko zamazuje kartkę; mama ma do przeczytania powiedzmy specyfikację przetargową - dziecko dostaje papier, kredki, plastelinę czy co tam jeszcze i działamy, ja jednym okiem i jedną ręką; musimy ugotować zupę - dziecko siedzi na blacie i miesza kostki warzyw w misce, mam ochotę upiec biszkopt - młody trzyma mikser albo dosypuje mi mąkę... itp. itd.

- nie mamy wyznaczonego czasu i nie patrzymy na zegarek co ile tego czasu nam zajmuje; /notabene ja w ogóle mam zegar w domu od niedawna i to w sypialni, i służy tylko do kontroli pory wieczornego zasypiania, bo jak przesuniemy choćby o kwadrans mamy zasypianie w płaczu i histerii;/
ćwiczymy tyle czasu ile chcemy; Daniel nie ma i nigdy nie miał narzuconej pory na robienie czegokolwiek co nie jest snem, nie zmieniło się to od czasu diagnozy; uważam, że ma jeszcze czas na to by rysować 45minut, bo tak mówi np. plan lekcji.... jeszcze kilka lat;

- nie pracujemy; ćwiczymy, bawimy się, robimy razem różne rzeczy, większość w sumie robimy razem; nie zmuszam go, nie przytrzymuję, nie nagradzam i nie karzę; próbuję zachęcić, wydłużyć każdą z zabaw, bo młody ma problem ze skupieniem uwagi, ale jak nie chce to nie, spróbujemy jutro albo za kilka dni;

To chyba tak w skrócie i bardzo ogólnie.

A oto przykład naszej domowej terapii:



















 Ps. Pierogi były pyszne. :D



3 komentarze:

  1. I oczywiście ani jednego nie dostałam... :p

    To robicie coś jak my. I tak chyba najfajniej, prawda? Naturalne, niewymuszone czynności.

    OdpowiedzUsuń
  2. I taka terapia domowa najlepsza na świecie jest i basta:)
    :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajna domowa terapia:) My właśnie odkrywamy jej uroki bezwiednie, tzn nie wiedziałam do tej pory, że te czynności mają walor terapeutyczny, a dziecko ma radochy z tego, że hoho:)

    OdpowiedzUsuń