czwartek, 18 października 2012

Terapia na wczoraj !

Nadal rozglądam się za sensowym przedszkolem dla Dania. Niestety mam dziwne wrażenie, że takiego w Gliwicach nie ma. :/

Historia z wczoraj.
Dzwonię do niepublicznej placówki działającej pod szyldem sławnej w naszym mieście Filomaty.
Przedszkole o pięknej  nazwie "Tęczowa Kraina" mieści się niedaleko mojego miejsca pracy. Trzy przystanki autobusowe od domu. Po dwóch minutach rozmowy pada hasło "orzeczenie o niepełnosprawności" i pani mi przerywa. Próbuję coś wyjaśnić, ale ona w koło coś powtarza, w końcu pada nazwa "Tęczowy Zakątek" i jakiś nr telefonu. Ze słowotoku mojej rozmówczyni wyłapuję, że mnie tam odsyła z racji owego orzeczenia. Kończę rozmowę.

Dzwonię do tego Zakątka więc.
Nie wiem na kogo trafiłam, pani przedstawiła się jako Bożena Radzka. Jej strona nie działa, google mówi niewiele. Z tego co widzę pod nazwami stron jakie wyszukiwarka wyczarowała, wyskakuje mi: Pedagog specjalny z zakresu oligofrenopedagogiki i pedagogiki terapeutycznej, Centrum Edukacyjno Terapeutyczne dla dzieci i ich rodzin itp. strzępy informacji. No ale prowadzi ten Zakątek, jakimś tam specjalistą niby jest, więc przedstawiam jej sprawę... tzn. próbuję. Po haśle "spektrum autyzmu" pani przełącza się na tryb mowy i zaczyna monolog...

Powiem tak, zabiła mnie.
Zalała mnie potokiem informacji, którego nie przyswoiłam. Zaczęła od zapraszania nas do siebie na terapię, na już, na wczoraj. Po serii pytań o rodzaje prowadzonej terapii i po mojej odpowiedzi, co jak i gdzie, oraz że główna terapia, większość ćwiczeń odbywa się w domu, usłyszałam że na pewno chcę jak najlepiej, ale tak nie można, to bardzo źle, a dziecko mi się uwstecznia!
W pierwszej chwili miałam ochotę tam pojechać i pokazać jej to uwstecznione dziecko, ale stwierdziłam, że szkoda mojego czasu i nerwów. Odechciało mi się rozmowy...
Tęczowego Zakątka też.

Różne rzeczy zniosę, ale nie trawię diagnozy na telefon, przez internet, mail, forum. Nie życzę sobie oceny mojego postępowania na podstawie szczątkowych informacji, których pani nawet nie raczyła do końca przyswoić. Nienawidzę, gdy ktoś wie lepiej coś o mnie, o nas, a nawet nie słucha co do niego mówię i z czym przychodzę. Nie trawie ludzi najmądrzejszych, którzy wiedzą wszystko lepiej i wszystko lepiej potrafią. Tak jak nie trawię wrzucania wszystkich razem do jednego worka pod nazwą: spektrum A.

Wróciłam do przeszukiwania wiadomości o pani w sieci i znalazłam jeszcze jedno: szkolenie 3 stopniowe z zakresu terapii behawioralnej dla dzieci i młodzieży z autyzmem.

I wszystko jasne...

__________________

Przy tej okazji dziękuję opatrzności, czy kto to tam nad tym trzyma pieczę, za panią Elę Bogacz i panią Olę Ładę. 
Jakbym w GOARze spotkała takich samych ludzi, na jakich trafiałam z początku naszej przygody i wczoraj... chyba skoczyłabym razem z dzieckiem z mojego wieżowca.



18 komentarzy:

  1. Niestety zdarzają się "specjaliści" którzy uważają, że jedynie to co Oni proponują jest dobre dla naszego dziecka. Wszystko inne jest złe. W czasie rozmowy z dyrektorem przedszkola niepublicznego odniosłem wrażenie, że wolą mieć dziecko z orzeczeniem niż dziecko które posiada różne dysfunkcje a jego rodzice zatajają i bagatelizują ten fakt.
    My też nie dbaliśmy o przyszłość dziecka gdy nie chcieliśmy skorzystać z oferty lokalnej poradni autyzmu. Ciekaw jestem czy po 3 latach też tak uważają Ci co tak kiedyś mówili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja nie trafiłam na takiego dyrektora jeszcze. A szanse mam coraz mniejsze, bo już połowę okolicy obdzwoniłam. Dość szeroko pojętej okolicy. :/

      Witam u nas. :)

      Usuń
  2. My dwa lata temu szukaliśmy przedszkola by móc sprawdzić jak będzie w nim funkcjonowała Julka.I nie jest to łatwe, nie tylko z winy przedszkoli Dużo zależy od postawy rodziców. Jeśli dyrekcja umawia się z rodzicem, że dziecko niepełnosprawne będzie pod dodatkową opieką rodzica to trzeba tego przestrzegać. Jeśli jeden rodzic zepsuje opinię o dzieciach z autyzmem, to dyrekcja na pewno nie wyrazi zgody aby przyjąć kolejne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy oni mają złe doświadczenia, czy to raczej asekuracja.
      Ale tak czy siak odpada u mnie opieka rodzica w przedszkolu. Z czegoś muszę żyć w końcu...

      A boję się integracji. Zresztą nie tylko ja, psycholog i neurologopeda też.

      Usuń
  3. Hej, nie doradze Ci co do przedszkola, ale jest takie forum: http://forum.adhd.org.pl/, prowadza je ludzie ze stowarzyszenia ze Slaska, wiec byc moze oni mogliby Ci cos doradzic. Wiem tez, ze od przyszlego roku planuja otworzyc tez szkole dla dzieci ze spektrum autystycznym. Zawsze warto sprobowac. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie w tym rzecz, że młody nie nadaje się do grupy z dziećmi ze spektrum. I tu jest pies pogrzebany.

      Usuń
  4. Sorry, myslalam, ze szukasz przedszkola integracyjnego czy cos w tym stylu. Syn siostry Darka chodzi do jakiegos przedszkola prywatnego w Gliwicach i ogolnie sa zadowoleni, moge zapytac o nie, jesli chcesz, mam nadzieje, ze to nie "Teczowa Kraina" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. W moim mieście są takie trzy publiczne. Te już mam obcykane. Jednakże jeśli w grupie będą dzieci głęboko autystyczne, Daniel nie będzie mógł tam chodzić.
      Z jego nadwrażliwością słuchową i brakiem agresji wobec ludzi, zwariuje tam pierwszego dnia.

      Niedawno w poczekalni w Goar mieliśmy próbkę. Dziecko chciało uciekać, nie wiedziało co ze sobą zrobić, dostawało świra, gdy zza drzwi dochodził dziki krzyk innego pacjenta - autystycznego.

      Nawet dla mnie to było za dużo wrażeń...

      Spytaj proszę. Nie stać mnie na prywatne, ale zawsze to jedno przedszkole więcej odbębnione. ;) Przyda mi się też praktyka w dyskusjach z paniami. :D

      Usuń
  5. Takie dzieci z glebokim autyzmem to chyba raczej chodza do szkol specjalnych. Wydaje mi sie, ze placowki integracyjne, gdzie sa zarowno zdrowe dzieci jak i te z roznymi niepelnosprawnosciami, powstaly po to, aby dzieci z niewielkimi dysfuncjami czy problemami mialy szanse na normalny rozwoj wsrod swoich rowiesnikow, a jednoczesnie bardziej indywidualne podejscie do ucznia niz w masowkach moze byc dla nich duzym ulatwieniem. Moze to wyidealizowane myslenie, bo nie mam doswiadczenia, jak funkcjonuja takie szkoly w Polsce. Zapytam wieczorem o to przedszkole.
    A moze lepiej gadac z nimi osobiscie niz przez telefon, moze jest wtedy wieksza szansa, ze wysluchaja i nie zagadaja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. Dzieci z głębokimi niepełnosprawnościami, w tym z głębokim autyzmem i np. upośledzeniem umysłowym - również mogą być w przedszkolu integracyjnym, bo w takim przedszkolu może istnieć sobie osobno grupa specjalna. A nie ma szans - to nie jest cichutka, odosobniona grupka bez problemów. A zwyczajnie w tym przypadku Gadzina Kropki się nie odnajdzie - w grupie specjalnej to absolutnie nie, ale nawet w przedszkolu gdzie taka grupa (głośna, specyficzna) - też odpada.

      Usuń
    2. Tyle że tam nie ma indywidualnego podejścia do ucznia. Do opieki nad grupą integracyjną jest jedna pani. Jeśli trafi się jedno problematyczne dziecko autystyczne i jedno z ZD to pani będzie miała wystarczająco roboty. Dzieci lepiej funkcjonujące będzie musiało radziś sobie samo...

      Usuń
  6. Tutaj jest link do tego przedszkola:
    http://www.happyhome.info.pl/

    OdpowiedzUsuń
  7. Piotruś uczęszcza od 1 października ( z tygodniową przerwą na chorobę zakaźną ) do Tęczowej Krainy, ale w Dąbrowie Górniczej.
    Piotrek jest jedynym autystykiem. I mamy już małe sukcesy np. wycieranie rąk w ręcznik, siedzenie kilkuminutowe na stołku, przełknięcie 2 łyżek ziemniaków i pół kotleta, kilka łyżek zupy dziennie... Jest też pierwsza sympatia, z którą się śmieją jak szaleni... Są też koledzy, którzy mówią na pożegnanie: cześć Piotruś, choć ten im nie odpowiada.
    Nasza Tęczowa Kraina nie ma w nazwie Filomaty... ( Ciekawe czy dzieci wiedzą kto to? ).
    Weszłam na ich stronę. Nas by na pewno nie przyjęli.
    Nie spełniamy wymagań. Przeczytaj sobie na ich stronie o treningu czystości. Moja niemowa jest bez szans.
    Ps. Nasza pani Dyrektor nas rozumie. Sama ma chorego synka, którego chciano pozbyć się z przedszkola ( jest cukrzykiem ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to super. Brawo dla Piotrusia!

      U nas niestety inne problemy. I inne moje oczekiwania.

      Usuń
  8. Zabko, totalnie rozpierdziela mnie wywalanie (tak, inaczej tego nie nazwę) cukrzyków z przedszkoli czy szkół. Sama w klasie uczyłam cukrzyczkę i, jak potem się jeszcze okazało, celiaczkę. Szczerze? Nie ogarniam, co to za problem. Zwyczajnie nie ogarniam. I tylko bierze mnie kurwica jak słyszę o kolejnych takich przypadkach pozbywania się dzieci.
    Ja to propozycję mam dla MENu: każdy absolwent studiów pedagogicznych, który chce ropocząć pracę, najpierw musi obowiązkowo rok popracować jako pomoc nauczyciela w szkole specjalnej czy integracyjnej. Od razu zmieni nastawienie i przestanie szukać problemów tam, gdzie ich nie ma. Celowo piszę: pomoc nauczyciela - bo na pedagoga wspomagającego niekoniecznie się większość nadaje, a jako pomoc (czyli ktoś w rodzaju niani) narobi się odpowiednio, by sobie przewartościować świat :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to bym chciała takich współprzeczkolaków dla Dania.
      W tym roku w przedszkolu integracyjnym na Sienkiewicza była dziewczynka z cukrzycą właśnie.

      Usuń
    2. Ja też tego nie rozumiem... Zaczynamy uczyć dzieci, że świat składa się z samych chudych i zdrowych oraz mądrych, a potem dziwimy się, że mąż zostawia chorą, grubą żonę czy niepełnosprawne dziecko.
      Postulat słuszny. Dołożyłabym jeszcze wolontariat kleryków na rzecz ubogich wielodzietnych rodzin z problemami.
      Zawsze twierdziłam, że nie sztuka zbierać laury za jednego olimpijczyka. Sztuką jest nauczyć czegoś drugorocznego...
      Mnie nie straszna cukrzyca, astma, padaczka czy adhd.

      Usuń