środa, 24 października 2012

Rytualnie, przewidywalnie, schematycznie

Jedna z ciekawszych przypadłości w temacie ASD/CZR ze spektrum.
Rytualność. Przewidywalność czynności, drogi. Schematy zachowań.

Bywa słabo, co tu dużo mówić.
U nas ostatnio wygląda to tak:

* Nadal pijemy najchętniej we własnym łóżku, z kołdrą pod brodą. Wodę z flachy. Mleko z flachy.
Tak, potrafi pić wodę z kubka, o ile naleję tam 5ml, inaczej zaczyna się bawić w wylewanie i zalewa siebie, a potem chatę. Ale żeby się napić, tak konkretnie, potrzebuje butli. Tylko wtedy wydoi 260ml na raz. A musi, inaczej go zapiera i mamy problem jeszcze z kanalizacją...

* Kiedy jest nas w domu więcej pewne czynności muszę wykonać ja. Po prostu muszę. Nikt wtedy nie może Daniela przewinąć, ubrać, wykąpać, zębów umyć, głowy, mleka podać. Urwanie mandoliny po prostu... Gdy wchodzę do domu, babcia ma wolne. Młode ma wizję: wszystko mama! I nie ma tu wyjątków.

* Daniel miewa wizje odnośnie trasy spaceru, wycieczki, jazdy samochodem. Mówi wtedy, że TU czy TAM MAMA JEDZIE / IDZIE i foszy, gdy jest inaczej. Jeśli ma dobry humor daje sobie powiedzieć, że teraz jedziemy co miejsca A załatwić B i takie tam. Gdy humoru brak, niewyspany, zły, głodny, zmęczony drogą, można sobie gadać jak do ściany... Nic, tylko foch.

* Największym problemem jest wyjaśnienie dziecku, że kot nie pójdzie tam, gdzie dziecko chce. Przerasta to moje możliwości. W ogóle odkąd jest Daniel koty przerastają moje możliwości, przekraczając granice mojej cierpliwości sto razy dziennie, ale to inny temat.
Czasem niedospane dziecko schodzi z kanapy i zmierza do jakiegoś sobie obranego punktu, po czym nagle pod jego nogami pojawia się kot, wychodzący z pokoju... I jest pad na dupę i ryk, bo kot poszedł, a nie miał iść. I słyszę wtedy zaryczane NIU NIU NIU KOT. I bek, chlipanie, podskakiwanie dupskiem na podłodze. No cyrki. Czasem Daniel tego kota nawet nie zauważa, np. w zabawie, gdy ma dobry humor. Ale gdy jest po drzemce i jeszcze niedojrzały, to jest jeden wielki kosmos z tym kotem.

* W sklepie zwykle jest dość komunikatywny i jak wybiera sobie zakupy, to prędzej czy później można mu je odebrać albo gdzieś zapodziać w drodze do kasy. /Przepraszam wszystkie panie, które sprzątają półki w marketach! Czasem zdarza nam się zostawić paczkę ciastek w dziale z wodą mineralną, ale naprawdę nie mam opcji z tym małym Gadem na powrót do półki i odłożenie tychże ciastek na miejsce, a negocjacje trochę trwają i stanie przy tej półce i próby odebrania po dobroci, tak by ciastka przeżyły, rzadko wchodzą w grę w ogóle./

* Czasami młode ma wizje typu: tylko on może włączyć światło w sypialni, tylko on może zakręcić wodę lejącą się do wanny, tylko on zamyka drzwi gdy wychodzimy, on włącza telewizor, spuszcza wodę itd. Są chwile, gdy o tym nie myśli, ale dość często jest to sprawa rytualna.

* Od jakichś dwóch miesięcy mamy też problem z wchodzeniem po schodach, młode chce samo. Nie wspomnę już o tym ile to trwa, gdy idziemy np. do dziadków mieszkających na 4 piętrze bez windy... Ale jest to trudne i męczące mocno, zwłaszcza gdy zaczyna się chwiać, a ja próbuję go przytrzymać. Potrafi się wtedy wyrwać, a w efekcie naprawdę wyrżnąć. Niestety Daniel nie idzie prosto, lubi komplikować sobie życie, wchodzi podjazdem dla wózków, albo między szynami podjazdu, ewentualnie przechodzi przez te szyny z lewej do prawej, a czasem wchodzi/schodzi z podskokiem, jak mu fantazja pozwoli. Wczoraj wydumał nowość - wejście na samych palcach, korzystając tylko z krawędzi stopni. Myślałam, że cholery tam dostanę. :/

* Do nowych rytuałów możemy zaliczyć jedzenie gum / lizaków. Każde z tych cukrów jest fajne, gdy jest nowe. W każdym sklepie musimy kupić lizaka, gumę Maoam. Lizaka liżemy przez parę minut. Gumy odgryzamy kawałek, czasem robimy drugiego gryza, bardzo rzadko zjadamy całą kosteczkę. Zwykle pół każdej idzie w kosz. Kolejnego dnia dziecko wynajduje na półce w sklepie kolejną sztukę... :/
A w marketach to już po prostu kurwicy dostaję, bo te gówna zawsze stoją przy kasie, nie wiedzieć czemu. Wtedy zamiast wykładać towar, płacić, pakować, walczę ze smrodem o kolejnego lizaka czy gumy. Zwykle przegrywam, bo inaczej bym stamtąd nigdy nie wyszła... :/ I chyba o to tym matołom od marketingu chodzi.

* Od dawna mamy ustalone miejsce spania: Daniel od środka pokoju, ja od ściany. Jeśli w nocy wędruje i przepełznie przeze mnie, a potem obudzi się w nocy i to wyczai, robi scenę, bo MAMA TU przecież. Już nie wie jak to się stało, że sam tak wydumał, stwarza problem, bo coś nie jest tak, jak on widzi.

* Często miewa wizje na spacerach. Bawi się w chodzenie wg schematu, np. on idzie przede mną, a ja tuż za nim. Niestety wtedy tupta ode mnie o centymetr, a ja się zabijam o jego pięty. Jak kot, który specjalnie wchodzi przed człowieka, by ten się zabił w mocno spektakularny sposób. Ta wizja musi mu minąć sama, albo ja muszę go nieść, inaczej mamy scenę na środku drogi i pad na dupsko.
Inna wizja to siedzenie na wózku dupą na tym pasku na stopy. I wędruje wtedy nogami jak Flinston, a ja ryję brzuchem w plecach wózka co pół minuty, gdy on się zatrzymuje. Na szczęście nie jest to schemat nie mający nigdy wyjątku, zdarza mi się te sytuacje opanować, albo odwrócić uwagę na wstępie, nim sobie o tych dziwactwach przypomni.

Więcej grzechów póki co nie pamiętam. 

Na deser Szczawnickie foto: deptak nad Grajcarkiem:



______________________

Mam trochę zryty beret dzisiaj. Wczoraj odwiedziłam MOPS w celu zasięgnięcia informacji co mogę i dlaczego nic, spędziłam tam 4 godziny nic prawie nie załatwiając. Do tego dostałam traumy w tamtym towarzystwie, nasłuchałam się różnych kurew, krzyków, kłótni i rozmów tel. o treści: "jestem w opiece... a bo temu lujowi nie chce się robić... kurwa, nie wzięłam fajek, już trzy godziny tu siedzę, zaraz mnie skręci, tak mi się chce jarać... no zapomniałam, nie mam ani jednej..." itd. itp. a potem jeszcze napatrzyłam na szarpanie dziećmi, które  nie chciały grzecznie siedzieć w wózku trzecią godzinę w wejściu do ośrodka, w wieku 8-10 miesięcy. Dodam, że obok są dwa małe parczki, w tym jeden z placem zabaw. I ciekawa dla każdego dziecka fontanna.

W drodze do domu zgubiłam cały segregator dokumentów (to czego nie złożyłam do MOPS z racji braków dokumentacyjnych, wszelkie świstki Daniela: opinie psychologiczne, psychiatryczne, zaśw. różnego rodzaju, orzeczenie o niepełnosprawności, akty urodzenia - wszystko oryginały) a potem nie zdążyłam z młodym na zajęcia, na które mieliśmy chodzić na drugim końcu miasta o 16:15.
Poddałam się, jak spadnie śnieg to już w ogóle nie ma szans na taką godzinę dotrzeć ode mnie na Bojkowską. :/ Tydzień temu lało i korek był przez całe miasto, bo każdy jechał 30 na godzinę i też nie zdążyłam. Czemu nikt nie myśli o tym, że nie wszyscy rodzice siedzą na dupie i się nudzą z dziećmi. Od czapy te godziny są kompletnie. :/ Gdy rodzic nie pracuje i nie chodzi z dzieckiem na żadne zajęcia czy terapie to ma czas i o 8ej. A jak pracuje, albo prowadza dziecko do przedszkola, żłobka, klubu malucha, czy na terapie, to o 16ej jest zwykle gdzieś pomiędzy miejscem A a miejscem B, czyli domem i potrzebuje jeszcze trochę czasu, by dopaść ten punkt C. :/

Zostaliśmy w domu i mieliśmy iść na spacer, ale nim się ogarnęłam, wyskoczyła nam niespodzianka.
Wzięłam Gada na kolana, by ubrać, ten przyłożył łepek do mojej brody, a ja aż podskoczyłam, taki był gorący... Potem parę minut przekonywałam go, że termometr z czerwoną końcówką to nie to samo, co probówka do pobierania krwi z palca na skrzep. Na szczęście dał się przekonać i zmierzyliśmy temperaturę. Pod pachą piękne 38 st. C!
Ibum. Chłodna kąpiel. Zabawy w łóżku. Dwie kasze z witaminami wciśnięte prawie siłą. (Cały dzień odmawiał jedzenia!) W końcu pomogła nam bajka, na którą się zagapił i zjadł... (Tak, wiem, to bardzo niezdrowo, niewychowawczo i jeszcze tysiąc innych  nie.) Noc niespokojna, nerwowa, wędrująca. Do tego akcja pt. EE zakończona małym sukcesem w środku nocy, opatrzonym dzikim krzykiem, że NIE EE, czopkiem i histerią.
Padam...




9 komentarzy:

  1. U nas numer z odkładaniem wybranych przez Julke rzeczy nie przejdzie. Udawało się to kilka miesięcy temu, teraz pamięta to co sobie wybrała. Dlatego wprowadziliśmy możliwość kupna JEDNEJ rzeczy, póki co pomaga. Oczywiście pinie w nocy to obowiązek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja póki co zajmuję dziecko tym co zawsze chce, np. sokiem Tymbark. Zajęty wbijaniem słomki oddaje mi wcześniejszy łup.
      Tylko z tą kasą słabo, bo tam ten szajs cały leży i czeka ... :/

      Usuń
  2. To chyba trochę tak, że dziecko ustala pewne rzeczy, żeby w tym wielkim świecie nie wszystko było nieprzewidywalne. Wiem oczywiście, że może to być bardziej lub mniej upierdliwe...

    My dziś wracaliśmy z bardzo nieudanego porannego spaceru i nagle Jaś zaczął płakać, bo poszliśmy nie tą drogą co trzeba. Ale zmęczony był, chciał do domu, a tamtą częściej chodzimy, więc mogła się wydawać pewniejsza.

    A z kotami tak samo! Bo Maniek poszedł a miał nie iść! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocieszasz mnie. :)

      Faktem jest, że im bardziej zmęczony i marudny, tym gorzej z tymi zachowaniami jest i więcej ich.
      Zobaczymy jak to dalej będzie przebiegało. Na razie nie ma tak źle. Było znacznie gorzej. :)
      No i można coś tam pertraktować.

      Usuń
  3. Ehh u Was też wesoło...:( Ty się ciesz Kropka, że u Was koty mogą chodzić wolno. My mamy pieska, takiego bardzo małego. Od kiedy Paweł urzęduje po mieszkaniu, psiak biedny jest zamknięty, inaczej nie miałby życia:) Mały na jego widok dostaje mega głupawki:) Po schodach też chce włazić sam, ale upodobał sobie sposób na czworaka i za cholerę nie wytłumaczysz mu, ze tak niewolno. Ręce opadają. Spokojnego wieczorka*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesz?
      Ja miałam trzy koty. Jeden stanowił dla młodego zagrożenie, bo był młody, głupi i nie rozumiał ściskania, łapania za ogon.
      Drugi dostał do głowy i musiałam mu szukać domu... Zasikał całe mieszkanie, wszystkie rzeczy młodego. Wymieniłam kanapę, dwie wykładziny, dwie zmiany kołder, materac w sypialni, wyrzuciłam tonę ręczników i kilka koców. Mąż mi zagroził rozwodem, rodzice powiedzieli NIE, a kocie forum mnie zjebało jak psa, z góry na dół.
      Patrzyłam jak się kociak męczy, cuda i wianki mu podawałam, aż w końcu dwóch wetów orzekło, że to psychiczne i zapodało hydroksyzynę.
      Na szczęście znalazł się ktoś kto kota wziął...

      Została najstarsza kotka, najmądrzejsza, ale i ona w dzień mieszka pod kanapą głównie, albo śpi gdzieś schowana.

      Młody nic jej nie robi, ale piszczy gdy ją widzi. A jej pękają bębenki i ucieka.

      Usuń
  4. Dzielna jestes! I pewnie zmeczona, biedny Daniel.
    Czytalam gdzies, ze dzieci (ogolnie) uwielbiaja pewne rytualy, bo daje im to poczucie bezpieczenstwa. Miejmy nadzieje, ze Daniel z wiekiem zaczne wyrastac z tych swoich pomyslow.

    Moja siostra, jako dziecko, miala mnostwo - chodzenie jej wybranymi trasami, inaczej byl krzyk, pewne rytualy przy zasypianiu (lacznie z powtarzana formulka!!!) itp.
    To wszystko zaniknelo w ktoryms momemncie.

    Co do marketow i slodyczy przy kasie, no przeciez to idealne miejsce, stoja ludzie w kolejce, najlepiej z dziecmi, ktore chca, to co widza, wiec spory odestek ludzi kupi batonika by dziecko nie robilo cyrku, nie nudzilo. Przeciez to na wysokosci oczu dziecka - idealnie.


    Zdrowia dla Daniela!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba będę w kieszeni nosić jakieś coś. Tylko co to powinno być, by takie same nie stało w sklepie i by mi nikt nie powiedział, że to ukradłam? :)

      Ja też znam parę rytualnych dzieci... Zwykle jednak mają tego mniej. Ale i tak liczę, że część się wytraci...

      Usuń
  5. No to jest ten bol, a nuz sie jakis pan ochroniarz rzuci, ze gume ukradlas, cyrku narobi i jak to tlumaczyc, paragon nosic? Podbijac na wejsciu do marketu... za duzo zabawy.

    OdpowiedzUsuń