środa, 26 września 2012

Takie różne

Po 1 i najświeższe nasz wypad stoi pod mega znakiem zapytania.
Odkąd urodził się Danio nigdzie na dłużej nie byłam, jeden dzień to maks, z nim dwa, a potem szalony powrót na sygnale... Teraz kroił nam się wypad na 4 dni. Szczawnica, załatwione tanie noclegi, wyżywienie fundowane przez mojego tatę, przygotowana hydroksyzyna dla młodego, wszystko dopięte na ostatni guzik, tylko... auto. Zdechło w niedzielę.
Miałam jechać do mechanika, ale nie miałam jak się spod domu wydostać.
Ex zaoferował mi, że go jakoś ściągnie do siebie na warsztat. Ściągnął, naładował i zaczął szukać. Sprawdził pobór prądu - dobry. Zadzwonił.
Powiedziałam mu, że wg mnie to wina wilgoci, tylko nie wiem gdzie się dostaje i którędy, bo auto zawsze szybciej pada po deszczu, a zimą to dzień w dzień zdychało i prawie nie jeździłam.
Popryskał wodą pod maską, zmierzył - pobór dobry, zadzwonił, objaśnił mnie, że nic się nie stało i tyle... O 17ej (w pon.) odstawił mi auto pod dom. Naładowane.
Ja wracałam po 19ej z przychodni i zauważyłam, że alarm nie działa, ale pomyślałam, że nie podpięli jak grzebali. Olałam. Jakoś nie wpadłam na to, że woda w końcu dotarła tam, gdzie dotrzeć miała i prąd został zjedzony w 2 godziny do zera!  Dowiedziałam się tego wczoraj rano, próbując otworzyć drzwi auta. Nic, ani drgnienia. Nawet kontrolki się nie świeciły.
Auto stało do dziś...
Dziś rano Ex przyjechał, by mnie odpalić i ... załamka kompletna. Silnik rusza po samym podpięciu kabli rozruchowych, bez kluczyka! Jest zwarcie. Szlag mnie trafił... W nocy jest zimno i wilgotno, w dzień za mało grzeje, by to osuszyć. Nie wiem co robić, ale wszystko wskazuje na to, że nigdzie nie pojedziemy jednak...
I tyle z pomocy przy diagnostyce. K... jego mać i odrosty. :/ 

A takie ładne kable sobie kupiłam, 900A i 6m długości. :/ Psu na budę.

Po 2 porażka z podaniem mleka na noc. Mleka, nie preparatu mlekozastępczego. Dostaliśmy kaszę szwabską. Fajna ogólnie. Taka:



No... z cukrem niestety, bo bananowa, tzn. z fruktozą, ale postanowiłam spróbować wczoraj wieczorem. Najwyżej byłaby jedzona na śniadanie.
A teraz nie wiem czy w ogóle ją podać, czy rano, czy wcale.
Młody zjadł kaszę po 20ej i całą noc brykał. Rzucał się, wierzgał, kopał, popłakiwał, stękał. Matko i córko! Czuję się jak zombie. Nie przespał ciągiem nawet pół godziny. Normalnie poczułam się jakby mnie ktoś teleportował o rok wstecz. Padam na twarz.
I teraz nie wiem co to robi. Czy mleko samo w sobie, czy gluten, czy jedno i drugie.
Kosmos jakiś. :(

Naprawdę przyjdzie mi kupować preparat mlekozastępczy na 100% i wydać 250 zeta na samo "mleko". Z kaszą to wyjdzie prawie 350zł. :/ Zdechnę. Będę lizać tynk ze ścian.

Po 3 młody skarży się na ucho. Myślałam, że to od piątek, ale jednak nie do końca. Byłam u pediatry. Ucho jest zaczerwienione. Lewe bardziej niż prawe. Kij wie z czego, bo nie ma typowego stanu zapalnego ani wysięku. I pozwala sobie tam grzebać, a nawet chce, by grzebać. o_O
Ja obstawiam, że ma tę samą bakterię, którą ja sobie w nosie wyhodowałam, ale bez wymazu tego nie potwierdzę. Ona nie jest uszna, nie powoduje typowych stanów zapalnych. Ja miałam tylko gorączkę. On też jest ciepławy, no i ten kolor w uchu... Na razie mamy maść, której inaczej niż na śpiocha młody  nie daje sobie do ucha podać. :/

I chyba tyle na ten moment. Dużo różnych rzeczy mi po głowie biega, ale nie umiem sprecyzować... To chyba zmęczenie.

Aaaaa Jednak pozytywna rzecz.
I to po 4 będzie. Dwutygodniowe szukanie wyciągu z aleesu, bez benzoesanu i innej chemii zakończone sukcesem. Mam.
Aloe Vera Medicura. Flaszka 330ml. Bez konserwantów, więc trzeba trzymać w lodówce. Młody będzie szamał w okresie jesiennym, zamiast Biostyminy, bo pójdę z torbami do wiosny na niej. :)
Wygląda to tak:


A co lepsze, kosztuje 15zł a nie 150zł jak chciała ode mnie pewna pani na allegro, dowodząc, że to co czym handluje to jedyny  naturalny Aloe Vera. :) Otóż nie jedyny. Próbowałam - smaczny. :)

Firma ta robi też inne wyciągi, m.in. z Noni i Mangostanu.

Pa!

6 komentarzy:

  1. A może to banan? Spróbuj taką z jabłkiem podać. W razie czego służę dostawą, tylko powiedz co chcesz, bo ja w temacie kaszek jestem bardzo nieuświadomiona :)
    I wiesz co, może ten wyjazd się tylko odwlecze, a teraz jak coś macie z uchem to lepiej może, że w domu zostaniecie. Moje dzieci w Szczawnicy zwykle chorowały, bo jednak powietrze inne niż to śląskie, zimniej jakoś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy czapki. ;)

      Nie wiem czy banan. Daniel spał tak samo jakiś czas temu. Potem robiłam mu badania na celiakię i wyrzuciłam kaszę z glutenem. Odstawiłam też całkowicie mleko i darowałam sobie próby jego podawania.
      Zaczęłam suplementację.

      I dziś nagle bum.

      Z jabłkiem też nie jest idealnie, bo fruktoza. A my kaszę jemy na noc i w nocy. Ta jest darowana, dlatego pomyślałam że jak mam, to ją podam, choćby na śniadanie. Szkoda że spróbowałam na wieczór... A może dobrze, bo wiem, że jest nie halo.

      A teraz to się boję każdej z mlekiem i glutenem.
      Jeszcze kupię Holle jaglaną (bezglutenową) z mlekiem i zobaczymy.

      Usuń
  2. Ja nie wiem, może spróbuj rano podać kaszę, bo jednak różnie dzieci reagują. Może na rano będzie ok.
    Rozejrzę się przy okazji, widziałam tutaj różne kaszki bezglutenowe i bezcukrowe, ale nie czytałam składów to nie wiem co dokładnie tam jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może będzie, spróbuję.

      Kasz bez glutenu u cukru jest dużo, nawet u nas. Oczywiście nie polskich. :) Gorzej z tym mlekiem.
      Spróbuję jeszcze Holle mleczną, bezglutenową i zobaczymy. Ale to już na dzień.

      Usuń
  3. A jak Danio reaguje na kozie mleko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej niż na krowie. Niestety ceny powalają. A ostatnio u nas nie ma mleka koziego nie UHT.
      Wcześniej, jak było to robiłam na nim mannę, naleśniki itd. Teraz kupuję sporadycznie...

      Usuń