poniedziałek, 3 września 2012

Dobrze żarło i ... zdechło

Gorsze spanie, chociaż bez krzyku. Sporo wiercenia, postękiwania, czasem wchodzenie na kolana.
Gorsze czuwanie. Od soboty znowu pady na tyłek. W sumie to nie bardzo wiem o co. Ot tak.
I pierwsze takie konkretne fochy.
Stukał nogą o koszyk w sklepie. Poprosiłam, by nie stukał. Zaczął mocniej. Postawiłam na ziemię. Zrobił pad, potem drugi, trzeci, rzut na glebę, a potem umaił to krzykiem.
Nie nazwałabym tego objawem ze spektrum, raczej rodzaj histerii i wymuszania w tym widzę. Na złość mamie... albo: jeszcze zobaczysz, że... itd.
Poddałam się z mierzeniem skarpet, tzn. z przykładaniem na długość do stopy, bo nie miało to sensu. Udało mi się natomiast ubrać Gada w kilka bluzek i nawet dwie udało się wybrać. Dobrze, że te najlepsze były też w dobrej cenie i że akurat je udało mu się wcisnąć na korpus.
Spodnie na zimę to już jednak na necie kupię jakieś, używane. 

Jeszcze w piątek mogłam powiedzieć, że mojego dziecko nigdy (ale to nigdy!) nie zrobiło mi prawdziwej sceny w sklepie. Dziś już milczę...

Zawsze znajdywał coś do zajęcia, albo ja mu coś dawałam i było ok. Teraz podałam, rzucił. Coś innego, rzucił. A potem plac i dupa na podłodze.

Zwieńczeniem był cios, który wylądował na mojej twarzy, w dość pechowym miejscu, bo na kości policzkowej. Młode coś tam mówiło, raz, drugi, piąty, na co odpowiedziałam, że rozumiem i proszę, żeby  nie powtarzał sto razy, bo nie trzeba, wystarczy raz. W odpowiedzi dostałam w dziób.

Jakoś nie chce mi się nawet tego komentować...
Chyba sensownie by było kontynuować zaczęte i jechać we wtorek do Dr Bross. Taki mamy termin. Ale z racji mojej operacji odwołany. Dziś wydałam 400zł na żelowy opatrunek do wysmarowania udrożnionych zatok i za cholerę nie stać mnie na wydanie teraz 150 zł na "pamięć wody". :/ 

To tyle, żebyście wiedzieli, że żyjemy i ... nie mamy aż tak bardzo lepiej od Was. ;)
Pozdrawiam

Aha, z ciekawostek jeszcze.
Jako że nie mogę za bardzo nosić Smarka po 14tym września (operacja, moja), próbuję trochę to wygodnictwo zminimalizować jemu i na spacer zabieram wózek. O dziwo Młode więcej idzie, gdy wózek jest w naszym towarzystwie. Takie cwane, skubane...

Poza tym idzie nam piątka. I tyle wieści.

Chociaż nie, jest jeszcze jedna, ale... to już nie dziś. Dziś nie mam siły jeszcze i na to... 




4 komentarze:

  1. Przykro mi, Kropko. Poza piątką - piątki winszuję, choć wiem, że to trudny proces.
    Trzymaj się i dbaj o siebie.
    I nie gniewaj się za komunały - kiedy Cię czytam czuję się niedoświadczona i bezradna. Ale jestem, czytam i myślę o Was.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana trzymam kciuki za Twoje zdrówko!!!I przykro mi, ze u Was znów pod górkę:( Na pocieszenie ( choć pewnie marne ) powiem Ci, że mój ukochany synek też "lubi" mnie strzelić w pysk jak coś nie jest po jego myśli:(
    przesyłam buziaki*

    OdpowiedzUsuń
  3. Kropuś, mam nadzieję, że nie wierzysz w złą moc mojej życzliwej zazdrości.
    Piotrek miał 1,5 roku, gdy z powodu mojej operacji ( przepuklina pępkowa – zniknął mi pępek ) musiał nauczyć się w krótkim tempie wielu rzeczy. Mój mąż dostosował mi mieszkanie. Do umywalki i do kabiny prysznicowej zbudował małemu podesty. Zmieniliśmy Piotrkowi m.in. sposób kąpieli, zastąpiliśmy fotelik samochodowy siedziskiem, nawet w łóżeczku mamy drzwiczki, bym nie dźwigała.
    I mały to wszystko strasznie polubił i korzystamy z tego do dziś.
    Piotrek miał wtedy nasiloną akcję z padami. Stałam nad nim i czekałam, a ludziom po prostu tłumaczyłam, że jestem po operacji i nie mogę dźwigać. Nie było innego wyjścia. ( Zostałam z krasnalem całkiem sama już 2 tygodnie po zabiegu. Nadmieniam, że ze szpitala przywlekłam jakąś bakterię i rana nie goiła się jak trzeba ).
    Dobrze, że masz przy sobie mamę. Możesz też zagonić do pomocy padalca mieszkającego trzy piętra niżej. Wiem, że Daniel zrozumie, że nie możesz go dźwigać. Jeżeli potrzeba, dzieci stają się mądre.
    Mnie syn nie bije po twarzy z prostego powodu. Nie dosięga. Włosów też nie mam do pasa.
    Raz w wielkiej złości dał mi klapsa w tyłek, bo tylko tam dostał. Sam się zdziwił tym, co zrobił.
    Zastanawiałam się dziś, czy nie kupić sobie polaryzatora lub takiej siatki na dzikie zwierzęta, wystrzeliwanej z pistoletu. Z moją astmą i nadwagą niedługo trupem padnę, goniąc go po drodze. Gna jak szalony, nawet się nie obejrzy. Mój mąż kiedyś na plantach niemieckich ( bezpiecznych ) zrobił eksperyment – liczył na to, że Piotrek się obejrzy lub wróci. No i przeliczył się. Piotrek stał się kropką na horyzoncie…

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze, Kropuś, a może to po prostu ta 5 daje mu się we znaki tak? I stąd taki młodociany zbuntowany?
    Tulam mocno :*

    OdpowiedzUsuń