piątek, 3 sierpnia 2012

Odpuść!

Już nie wiem który raz strzelił mi system. Wysiadł zwyczajnie. Nowe zachowanie dziecka budzi we mnie problem, kolejne rozłożenie rąk i wielkie rozdziawienie gęby. I wszystko wisi. ISI jak mówi mój syn. :)
No i jak już tak ISI, to włącza mnie się tryb awaryjny. Wracam do jakichś tam metod na ułożenie, naprawienie czy wyprostowanie dziecka, zgodnych z założeniami Spektrum A.

One nie działają, dodam. Nigdy nie działały. To czemu do nich wracam? Czemu nie mogę do nowego problemu zastosować starej zasady, tylko staję jak jeleń na środku drogi i durnieję? A potem ruszam do akcji tak głupiej, że aż żal bierze, bo wydaje mnie się, że tym co robię nie daję się rozjechać i znowu  naprawiam działające.

Jak mucha w latarce. Od dwóch lat.
Potem system robi dup, idzie dym uszami i wszystko się rozpada. I dopiero wtedy zasiadam i stopuję. Najpierw przychodzi żal, rozczarowanie, że poszło jak poszło. Potem refleksja, że przecież mogłam tak albo siak, albo spróbować tędy, owędy. I myśl - czemu tego nie zrobiłam? Czemu emocje wzięły górę? Czemu znowu poszłam wg systemu: MUSISZ,  a dziecko NIE MOŻE?

Czasem przerzucę temat przez Dzikie Dzieci, czasem przez Sebastiana (Ojca Karmiącego) i powoli, powoli nastaje czas wyrzutów sumienia, bo dociera znowu, że metody mam przecież. Już je przepracowałam, przerobiłam, przetrawiłam i sprawdziłam ich skuteczność. A w zasadzie metodę. Nazywa się: ODPUŚĆ.
Metoda oparta na intuicji i przeczuciach. Która już parę razy wyprowadziła nas na prostą. To dzięki niej zniknęły wszystkie męczące stymulacje, unikanie kontaktu wzrokowego, bunt na polecania, niechęć do ludzi. Czemu więc o niej zapominam, do jasnej, ciasnej, niespodziewanej... ?

Co lepsze wiem już, że to "nowe" w końcu i tak mija. A im większa uwaga skupiona na dziecku, im mniej wymagań i oczekiwań, tym szybciej mija. A mimo to daję się w to wkręcić jak ostatnia idiotka. Jestem wściekła na siebie. Mogłabym się sama udusić, gdyby się dało... 

Dziś znowu obudził mnie Sebastian. Tym razem tym:


Najlepszy sposób na ułożenie dziecka

A na deser żółta karteczka od pani Beaty Pawlikowskiej. Szkoda, że nie można jej zjeść i przyjąć tą drogą to wszystko co na niej stoi, od razu i na zawsze, bez kolejnych chwil wahania.



Odpuść Babo, cholera, odpuść!


Ps. Nie, nic się nie urodziło znowu od przedwczoraj. To oczywiście w kontekście ostatniego tygodnia i nowego buntu pt. "będę tu leżał i ryczał, podnieś mnie tak jak sobie wymyśliłem, albo tu zostanę i zaryczę się na śmierć".

2 komentarze:

  1. A pewna byłam, że to w kontekście mojego ryczenia rannego pt "to dziecko znowu nie je" :))
    Czyli ja też mówię: odpuść. I ty, i ja. Bo pierdolca dostaniemy, kuku na stałe i tyle będzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie.
    Czasem po prostu trzeba. :*

    OdpowiedzUsuń