piątek, 20 lipca 2012

O 2-3 latkach

Żeby sobie choć trochę spuścić ciśnienie, czytam ciekawe artykuły.
A że akurat coś na zamówienie poszło, to wrzucam. Fajny tekst z Dzikich Dzieci. Autorstwa Agnieszki Stein of course.

Miłej lektury :)

"Już wszyscy pewnie czekają więc będzie dalej...
Jak poradzić sobie z 2-3 latkiem (starszym też się może przydać). Z ostrzeżeniem: to nie jest tekst o tym co się powinno tylko o tym co DZIAŁA.
Po pierwsze darować sobie wychowywanie, uczenie dobrych manier itp. - dzieci w tym wieku które są uczone na przykład dzielenia się są wściekłe dużo częściej.
Zamiast tego skupić się głównie na zapewnieniu dziecku bezpieczeństwa. (oraz otaczającym je osobom i sprzętom).
Nie frustrować się jeśli nauka, którą przekazuje się dziecku stacza na pięć minut bo w tym wieku po prostu tak jest.
Ograniczyć wymagane zasady do minimum. Nie warto też samemu wprowadzać nowych rytuałów bo w połączeniu z pomysłami dziecka może się ich zrobić nieznośnie dużo.
Nie traktować dziecka jako "dużego" w sensie oczekiwań, co to dzieci w tym wieku powinny, bo dzieci rzadko się do tych życzeń dostosowują.
Dawać dziecku dużo bliskości, kontaktu fizycznego, dotyku, przytulenia.
Drugą rzeczą ważną dla dziecka oprócz tego, żeby było bezpieczne (przeżyło ;) jest to, żeby ktoś pomagał mu radzić sobie z emocjami.
Troszcząc się o bezpieczeństwo dziecka i o to, żeby koić jego emocje można najmniej stresowo przejść ten wiek.
Chciałam też pocieszyć rodziców, że te trudności, które przechodzi dziecko są NIEZBĘDNĄ fazą rozwoju. Każde dziecko musi kiedyś wyodrębnić się od rodziców i nauczyć mówienia nie. Każde też musi nauczyć się wykorzystywać swoje emocje i regulować je. Jak nie zrobi tego po trochu na raty to zrobi to kiedyś hurtem.
Pomoc w radzeniu sobie z emocjami zaczyna się od uspokojenia siebie (można poszukać starszych wpisów).
Jak już to się uda ( wiem, wiem) to można: być przy dziecku, przytulić je jeśli tego chce, nazwać to, co się stało, nazwać emocje dziecka, powiedzieć dziecku że jesteśmy przy nim.
Ostatnio przeczytałam fajną poradę: powiedz do dziecka coś na co ono na pewno odpowie "tak".
O tym, co się stało i co można było inaczej można rozmawiać jak i rodzic i dziecko są spokojni.
Jak dzieci się biją.
Zadbać o bezpieczeństwo. (czasem jak siły są równe to warto się zastanowić czy interwencja jest w ogóle potrzebna).
Niemowlę plus 2-3 latek to mieszanka wybuchowa, której nie zostawiałabym sama.
Zadbać o emocje KONIECZNIE obydwojga dzieci.
Jak dziecko "jest agresywne" przyjrzeć się bardzo uważnie, bo nie każde bicie to agresja. Czasem to zaproszenie do kontaktu. Czasem próba rozładowania napięcia lub dostarczenia sobie stymulacji.
Dziecko może też uderzyć, ugryźć itp. dlatego, że jest podekscytowane i sobie z tym nie radzi.
(jutro będzie o rodzeństwie i zazdrości)." 



"Na zakończenie serii o 2-3 latkach i trudnych sytuacjach do rozważenia.
Chciałabym jeszcze raz zaproponować rodzicom, którym trudno jest z zachowaniem ich dzieci, żeby rozważyli to, co wiadomo o funkcjonowaniu i możliwościach dzieci w tym wieku.
Dziecko trzyletnie ma małą kontrolę nad swoim zachowaniem i małą możliwość powstrzymywania impulsów. W chwilach gdy jest rozregulowane ta kontrola spada niemal do zera.
Kłopot nie polega na tym, że dziecko jest niegrzeczne, nie współpracuje, nie wie co dobre a co złe itp.
Kłopot polega na tym, że dziecko jest MAŁE i żeby skutecznie sobie poradzić ze sobą potrzebuje naszej pomocy.
Dlatego myślenie o zachowaniu dziecka w kategoriach intencjonalności, woli, celowego działania najczęściej nie poprawia jego zachowania a bardzo wiele jest sytuacji gdy to zachowanie się pogarsza. Czemu tak jest? Bo kiedy rodzic myśli, że dziecko robi coś niefajnego celowo budzi się w nim złość. A kiedy rodzic się złości dziecięce emocje nie cichną tylko robią się coraz trudniejsze. Wtedy rodzic już naprawdę jest przekonany, że to na złość a dziecko... zachowuje się coraz gorzej. Tak dzieje się najczęściej do momentu jakiegoś wybuchu i dziecko uspokaja się bo działa strach. I niestety wniosek jest taki, że na TO dziecko działa tylko krzyk, kara itp.
Kiedy taka sytuacja się utrwala to niestety krzyk i kara są "skuteczne", ale dziecięca zdolność radzenia sobie z emocjami rozwija się bardzo słabo, dużo słabiej niż gdyby rodzice rozumieli i wspierali dziecko (piszę o tym co się dzieje, gdy takie działanie jest zasadą a nie gdy zdarza się incydentalnie).
Na koniec jeszcze jedna historia o tym, jak "prosto" są skonstruowane dzieci:
W przedszkolu z którym współpracuję panie nauczycielki zawsze wiedzą, kiedy w życiu dziecka dzieje się jakaś zmiana, szykuje się rodzeństwo, albo jest inna trudna sytuacja. Wiedzą, bo dziecku jest wtedy trudniej. Można też rozpoznać dzieci, które są bardzo grzeczne w domu, bo czasem im też jest trudniej w przedszkolu, bo żaden kilkuletni człowiek nie jest w stanie kontrolować swojego zachowania przez całą dobę (i bardzo dobrze).
Jak sobie radzimy w takich sytuacjach? Tłumaczymy? Wyciągamy konsekwencje? Karzemy? Chwalimy? Przypominamy o zasadach? Bardzo często żadna z tych rzeczy, bo niektóre nie działają a innych nie chcemy robić.
Zamiast tego masujemy dziecko, któremu jest trudno. Gnieciemy je. Przytrzymujemy w mocnym uścisku. Zawijamy w koc. Kołyszemy. Zachęcamy do robienia kanapek - kładzenia się jedno na drugim. Turlamy się z nim.
Dajemy przestrzeń na proste powtarzalne czynności, u nas jest to kąpanie lalki. Dajemy przestrzeń na złość, smutek, płacz. Rozumiemy, kiedy dziecko nie chce się angażować w bycie w grupie, chowa się do ciasnego konta.
Akceptujemy i wspieramy terapeutyczne działania jakie dzieci same konstruują, żeby sobie pomóc. Widzimy je jako autoterapię a nie niegrzeczność. Pomagamy znaleźć dla nich przestrzeń, w której działanie dziecka nie krzywdzi i nie przeszkadza innym. (dlatego zdarza mi się bawić z dziećmi w to, że jestem dla nich niedobra i że się nie lubimy)
Rozmawiamy z rodzicami, bo chcemy, żeby wszyscy, którzy mają do czynienia z dzieckiem mieli podobne rozumienie tego, że jest mu trudno, dlaczego i jak mu pomagać i żeby tak samo byli gotowi je wspierać."


2 komentarze:

  1. Podoba mi się wpis, natomiast z jednym się nie mogę zgodzić - z dzieleniem się. Fakt, nauka dzielenia się na tym etapie może być niewypałem, ale nic nie stoi na przeszkodzie by zdecydowanie wcześniej pokazywać dziecku, że dzielenie się jest fajne. U nas odkąd mala miała jakiś rok z hakiem gdy dostawała np. biszkopta - dawałam od razu drugiego i mówiłam: podaj też tacie. W efekcie gdy dzisiaj coś dostaje to się upomina: dla taty też.
    Natomiast nie każę na siłę dzielić się w piaskownicy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba Agnieszce Stein nie chodziło o pokazywanie, a o wymaganie. Uczenie na zasadzie "tak masz robić" i wymaganie by dziecko robiło, czego uczymy.

    Pokazywanie samo w sobie jest raczej atrakcyjne, bo dzieci w tym wieku lubią naśladować. Jeśli umieją.

    OdpowiedzUsuń