poniedziałek, 9 lipca 2012

Obecność 24h

Wydaje mi się, że znam przynajmniej część agresji Daniela w stosunku do mnie.

Od jakiegoś czasu tłumaczę mu, że idę do pracy, nie uciekam już, nie kombinuję, mówię że idę oraz że wrócę gdy wstanie ze spanka i takie tam. Jakiś czas temu zaczął to "akceptować" tzn. ja wychodziłam, a on za mną trzaskał (tak, trzaskał! nie zamykał) drzwiami. Bardzo rzadko dawał mi buzi na do widzenia, czasem robił mi papa.
Dziś gdy się ubrałam, wziął mnie za rękę i zaprowadził przed drzwi pokazując że mam wyjść. o_O
Ja wiem, że jemu dobrze z babcią, ale wiem też, kiedy moje dziecko jest radosne, a kiedy nie. Wtedy nie był. Spytałam czy da mi buzi, usłyszałam Nieeeeee. Założyłam buty, a on tylko czekał. Wyszłam, spytałam czy zamknie drzwi i znowu usłyszałam Nieeeee.

I nagle mnie coś walnęło między oczy...
A może on jest na mnie zły, że ja wychodzę? Może w tym jest rzecz, że nie ma mnie w domu? Że go zostawiam? Może stąd te zachowania, bicie mnie (głównie mnie - w sobotę dostałam na dzień dobry, jeszcze nim oczy otworzyłam!; parę razy próbował strzelić swojego ojca), agresja i wymyślanie co tu zrobić, żeby matka zareagowała?

Jeśli jestem w domu on żąda ode mnie uwagi na 100%. Potrafi robić scenę, bo idę do wc. Nienawidzi, gdy jestem w kuchni, nie daje mi spokojnie zrobić śniadania, a ostatnie rewelacje z przytrzaskiwaniem palców były wynikiem próby ugotowania obiadu.
Ja nie mogę nawet zajrzeć do gazety. Nic nie mogę.
Czuję się ubezwłasnowolniona. Gdyby nie moja mama, dawno umarłabym z głodu. On też.
Ostatnio przeczytałam o domowym pieczeniu chleba i jedna z mam uraczyła mnie informacją, że to się da, bo wszystko się da. Boże! Ja nawet nie marzę o pieczeniu chleba. Ja bym chciała tylko normalnie zjeść śniadanie, zrobić kanapki, obrać ziemniaki, zaparzyć kawę i usiąść na chwilę. Nawet przestałam już marzyć o czytaniu... Jeśli mam siły, czytam jak on śpi, nim sama padnę.
Chałupa tonie w syfie, gdy moja mama wyjeżdża.
Wczoraj przyjechała pod wieczór (zamiast w pon. rano) i jak wpadła do kuchni to wyjść nie mogła.

Jeszcze niedawno próbowałam po pracy coś zrobić, gdy mama była. Ale musiałam się poddać. On nie akceptuje mojego "cośrobienia", babcia może, ja nie.

I teraz jeszcze te akcje z przytrzaskiwaniem palców... A wczoraj doszło gryzienie się. Dopiero co byłam u psycholożki, która stwierdziła, żeby nie dawać mu się rozkręcać, podnosić, gdy robi pady na dupę, aż ten pomysł porzuci. Może to taka próba sprawdzenia mnie, a może chęć "zaopiekowania", zauważenia. Długo się tą radą nie pocieszyłam, dwa dni i wymyślił coś nowego. A kolejna wizyta u psychologa za miesiąc...

Tymczasem zamieniłam w sobotę dwa zdania z terapeutą SI i znowu usłyszałam, że gdy dziecko coś sobie wymyśliło, a ja muszę się poddać temu czemuś, nie wiem, np. podnieść gdy ono paca na glebę, albo wrócić po niego gdy nie chce iść i siada na ulicy, to dziecko wygrało, ja przegrałam.
Kurwa jego mać. Czy rodzicielstwo to jest jakaś zasrana wojna? Czemu wszyscy na siłę próbują mi wmówić, że daję sobie srać na głowę i biorę udział w jakiejś przepychance? To jest mój syn do cholery, a nie jakiś wróg!

Homeopatka znowu odesłała mnie do psychologa. Mnie. Bo dziecko rządzi, wymusza, testuje, przesuwa granice, a ja przegrywam i daję sobie wejść na głowę. I mam zasięgać rad, jak sobie z nim "radzić". Dobrze, że nie powiedziała "walczyć". Raczyła natomiast uznać, że on powinien wiedzieć kto "tu rządzi", kto jest "górą".

Tylko czemu ja ciągle mam wrażenie, że im więcej od niego chcę, albo im bardziej walczę o swoją przestrzeń i pięć minut dla siebie (choćby przy robieniu kawy), tym bardziej on podąża ku złym, negatywnym, niszczącym zachowaniom?! Dopóki nie było tematu przechodzenia na pasach za rękę - nie pacał na dupę na ulicy. Dopóki nosiłam, nie robił scen przy spacerach.
Dopóki nie uparłam się robić obiadu, nie szukał co tu sobie zrobić, żeby zostać zauważonym.

Z drugiej strony nie wiem czy to po prostu nie chodzi o zwykłą przewidywalność...
Robi coś, ma jakiś plan i tego planu chce się trzymać. Tak samo ma być z moją reakcją na jego zachowanie. Plan, działanie i... bum, bo matka robi inaczej.
On wiele rzeczy robi wg schematu. Może i mnie chce w taki schemat włożyć?
Mgr Bogacz mówi, że może on sprawdza czy mama tak jak wszystko inne, działa poprawnie. Robi coś i nagle zonk - mama się zepsuła. Stąd bunt i histeria.

Ja sama nie wiem na ile to jest problem ze schematem, a na ile deficyt mojej obecności i brak opieki na 100% przez maksimum czasu...
Nie wiem i zaczyna mnie to przerastać...
Powoli  tracę siły. :(


Konia z rzędem temu, kto mi powie co robić, żeby było dobrze.

8 komentarzy:

  1. Kropka nie powiem Ci co robić, więc konia nie dostanę z czymś tam::)
    A tak poważnie, trzymaj się kochana. Domyślam się, co przeżywasz:( ja z małym siedzę 24 godziny na dobę i chwilami mam wrażenie, ze jestem już głupia:( mąż w pracy, córka ze znajomymi, a ja w domu:( już nie wiem co to film, książka. Wiesz kocham kwiaty doniczkowe, mam ich dość dużo ( teraz to bardziej już suszki ), to takie moje hobby, przesadzanie kombinowanie:( Ja już nie mam prawie kwiatów, bo zapominam nawet je podlać:( być może to bunt Małego, ze idziesz do pracy, ale myślę, że z czasem przywyknie. Kropka ja też ciągle słucham, ze daję dziecku na głowę wejść. Ale ja się pytam, jak on się pruje przez pół godziny to, co mam zrobić???Kapituluję:( A jeśli chodzi o bicie, Myszka ja jestem z nim 24 godziny na dobę i też mnie leje:( Ani męża ani córci tylko mnie...więc to chyba nie ma nic wspólnego z Twoją pracą. Przesyłam mnóstwo buziaków...

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj Kochana ja CI nie pomogę,ale rozumiem sytuację doskonale. Jak jeszcze do szkoły chodziłam u nas było bardzo podobnie:(( Mała trzymała mnie za nogę i nie pozwalała ruszyć się na krok. Wiedziała,że szykuję się do wyjścia i cały czas mnie pilnowała.Wejście do łazienki kończyło się dzikim rykiem.Gdy zauważyła,że biorę torebkę było to samo. Jak wracałam do domu właziła na mnie i nie popuszczała do samego wieczora:((

    Teraz mam "spokój". Od roku siedzę w domu.Przez cały ten czas wyszłam z domu bez małej może ze 2 razy...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na początku tak miałam, że on tylko płakał i płakał. Musiałam uciekać z domu. A potem moja mama przechodziła z nim całe mieszkanie i pokazywała, że nikogo nie ma. Z czasem się uspokajał.

    Prawie 1,5 roku trwało to wszystko, aż zaczęłam wychodzić mówiąc gdzie idę i kiedy wrócę.

    Ale od początku jestem jak na sznurku.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam. Jestem mama 6-latka z autyzmem. U nas tez roznie bywa, tez jest czasami bicie, placze, nakrecanie sie na histerie, ucieczki czy rzucanie sie na ulice. Chyba nie ma uniwersalnego sposobu, jak sobie radzic. Czasami ignorowanie pomaga, a czasami wywoluje jeszcze wiekszy atak zlosci i histerii. Jedno wiem na pewno, nie mozemy byc wiezniami naszych dzieci, bo zwariujemy. Ja zawsze malemu mowie gdzie ide i po co, nawet jak ide do kuchni zrobic herbate a on zada, ze mam siedziec z nim, mowie mu spokojnie, ze zrobie herbate i wroce do niego za chwile. To czesto dziala. A moze zastosowanie minutnika albo klepsydry, na poczatek krotki czas np. 5 minut, mowisz malemu np. , ze idziesz do kuchni zrobic kawe i bedziesz z powrotem za 5 minut i ustawiasz timer, u nas to sie tez czesto sprawdza. Malymi kroczkami do celu. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  5. A może Kropuś coś zmieniłaś w swoim rytuale wychodzenia? U mnie nic nie można zmieniać. Można wprowadzać nowy element do zastanego, utrwalonego schematu. Drobnymi kroczkami.
    Ja mogę wyjść i miesiąc może mnie nie być, ale padalec nie może widzieć, że wychodzę ( tak samo musi znikać wysłany na zakupy mąż, gdy przyjeżdża ). On kojarzy nasze wychodzenie z jazdą samochodem, którą uwielbia ( mieszkamy na zadupiu, nie możemy iść gdziekolwiek pieszo ). Wiem, (pedagog w końcu jestem ),że powinno się dziecku mówić: mamusia idzie na zakupy, zaraz przyjdzie... Ale jemu to dynda i powiewa. Dla niego najważniejsze jest to, że on nie jedzie, że omijają go atrakcje. Teraz na dodatek wykorzystuje moment, że z kimś rozmawiam w drzwiach, wyrywa się i gna zaśmiewając się, że mu się udało.
    By przywołać go do porządku,podnoszę wierzgającego z gleby, chwytam ryczącego za łapę i głośno mówię kategorycznym tonem: idziemy: raz, dwa, trzy. Powtarzam to kilka razy i o dziwo działa, uspokaja się.
    Na śniadanie mam sposób. Wychodzę do sąsiedniego pokoju,on je swoje, a ja swoje. Wtedy czytam blogi i piszę maile oraz komentarze. Mały jest zabezpieczony ( ma wydzieloną część salonu dechami - coś w rodzaju kojca, jest to jego miejsce zabaw ). Oczywiście on wtedy ogląda TVN ( bo tam dają dużo reklam ).
    Dostałam manto dotąd dwa razy. Raz, gdy wróciłam po pięciu dniach ze szpitala, drugi, gdy się na niego ostro wydarłam, wtedy rzucił się na mnie z pięściami. Ryczał i mnie okładał. Ma ataki złości, ale staram się wtedy odwrócić jego uwagę. Ostatnio nie chce wejść po spacerze do domu, tylko by latał i latał...
    Nie daj sobie wmówić, że to Ty sobie nie radzisz. Ja miałam 30 w klasie i sobie radziłam, a mały mnie kompletnie nie słucha. To właśnie najpierw zwróciło uwagę. To plus niespanie i nieuczenie się nowych rzeczy doprowadziło mnie do autyzmu.
    Kompletnie nie radzę sobie z oduczeniem go picia soków ( teraz już rozcieńczonych ) w nocy. To on decyduje, kiedy ma jeść. Nawet po 14 razy na noc!
    U mnie problemem jest to, że on wykorzystuje w niecny sposób to, że jestem zajęta. Włazi wtedy na stół, topi rzeczy w kiblu, pali światło. Amoku dostaje wtedy. To ja rzucam wszystko i gnam za nim.
    Ps. Wyrażenie:siedzi w domu z dzieckiem mnie nie dotyczy, ja nie siedzę, ja biegam.
    Ps.Znam kilkoro normalnych/nieautystycznych dzieci, które miały fazę bicia rodziców jako 2-3 latki. Większość ludzi z poczucia chorego wstydu o tym nie mówi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kropka, cokolwiek jest przyczyną może spróbuj tzw. obrazkowego planu aktywności. Tzn chyba tak to się zwie, nie mogę nigdzie znaleźć. W każdym razie chodzi o ilustracje wszystkich czynności, ktore w danym momencie tworzą dzień: takie obrazkowe ulożenie go. Czyli idziecie do lazienki i macie po kolei: mycie rąk/twarzy/zebow/czesanie/ubieranie. Wstajecie i robicie po kolei: i tu obrazki tego, jak wasz ranek wygląda. Łącznie z twoim wychodzeniem - i tu, skoro dla niego te drzwi ważne, znalazłabym oddzielną ilustrację chłopca zamykającego drzwi właśnie.

    To można w koszulki do segregatora wsadzić i pokazywać, jest to takie przygotowanie na to, co się będzie działo i uspokojenie , że dzień przebiega normalnie. A dla starszego dziecka nauka samodzielności, taka przypominajka jakby :)

    Zabko, no właśnie, przecież ogrom dzieci w wieku 2-3 lat ma fazę agresji. Często ogromnej agresji, pomijam sytuacje, kiedy rodzic pozwala na to i ta agresja staje się coraż większa- ale takie zachowania są znamienne jednak dla tego okresu buntu. Czasem skierowane to w rodzica, czasem w inne dzieci (wystarczy na placu zabaw popatrzeć).

    OdpowiedzUsuń
  7. http://www.dawidmlynarski.zafriko.pl/str/__pomoce_edukacyjne

    http://www.pomocdlajustynki.pl/?p=525

    PIKTOGRAMY to są, przypomniałam sobie :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Cholera, nie lubię na raty pisać...
    Jak chcesz obrazki to mam pełno na kompie takich fajnych czynności właśnie.

    OdpowiedzUsuń