środa, 11 lipca 2012

Niewychowawczo

Bunt, przemyślałam i zbuntowałam się. Ja. A co, dziecko może to ja też.

Oto lista naszych niewychowawczych działań, na dziś.

1. Śpimy razem. I będziemy, bo ja tak lubię i on tak lubi.
Oczywiście często słucham uwag na ten temat, ale gdzie to mam, większość ludzi już wie... Najostrzej i nie zakładając sprzeciwu wyraziła się kiedyś moja koleżanka, ujmując to w słowa: "ma dwa lata, już najwyższy czas, żebyś go oduczyła". Co to za magiczna liczba, dwa lata? Dwulatki zjadają matki przez sen? Nie oduczam i nie dlatego, że mi się nie chce. Nie oduczam, bo nie widzę powodu.
/Ciekawe czemu w innych sprawach nie umiem być taka stanowcza?/

2. Flacha. Jest i ... będzie, bo w ten sposób tankujemy dwa posiłki, których bez flachy nie byłoby. Jasne, mógłby wypić kaszę z kubka, ale nie wypije, bo nie lubi, to raz. A dwa - pijąc do poduszki wycisza się i lepiej zasypia. I znowu nie rozumiem czemu to komuś przeszkadza? Bo dwulatek "powinien"?

3. Noszenie. No cóż, poddałam się. Jakiś czas Daniel więcej chodził. Przy tym gorzej się zachowywał, więcej buczał, marudził. Mam konkretne zalecenia: nie nosić. Terapeuta SI to nawet raczy mnie upominać wprost, ciągle słyszę: "czemu pani nosi dziecko?", albo "proszę nie nosić dziecka".
Złapałam się na tym, że odstawiłam Daniela na podłogę po kolejnej reprymendzie. o_O Aż się sama potem zdziwiłam tym faktem.
Wczoraj pojechałam do CH i wzięłam Gada na ręce. Zadowolony był jak gwizdek. Dał mi znaleźć parę rzeczy, których szukałam, a odstawiony w CCC zaczął mierzyć buty.
Damskie. :D Zrobiłam mu nawet fotkę z tel bo widok był przedni. Pozwolił sobie zmierzyć chyba z 10 par, w rezultacie kupiliśmy sandały i buty na jesień, z jakiejś przeceny - więc fuks.


Ale do rzeczy... Spróbuję po raz kolejny uwierzyć w intuicję swoją i dziecka, i jeszcze go trochę ponoszę. W ramach sił i rozsądku. (Rozsądek oznacza, że wniosę go do przychodni zamiast iść trzy godziny i spóźnić się na wizytę, albo że pójdziemy tak na działkę, bo nam tak będzie pasowało, ale nie będziemy się nosić trzy godziny, będąc na spacerze, bo nie na tym spacer ma polegać.) Co prawda nie wiem co zrobię we wrześniu, po operacji udrażniania zatok, kiedy nie będzie mi wolno unieść nawet 2l wody butelkowanej, ale...

4. Cyrki histeryczne z rzucaniem na ziemię tłumimy niewychowawczo, czyli nie ignorując i nie wychodząc, nie oddalając się też od młodego, a podając mu rękę jeśli zechce, albo będąc obok, gdy nie będzie chciał wstać. Ewentualnie (na ulicy) biorąc niewychowawczo na ręce. Co z tego wyjdzie, zobaczymy. Na razie w ciągu dwóch dni trzy akcje, zakończone ww. metodą w dwie sekundy.

5. Przez ulicę przechodzimy osobno. Tu już jakiś czas temu się poddałam. Daniel idzie sam, przede mną, idzie szybko i mamrocze pod nosem: ATIO, ATIO :) jakby się bał, że go przejedzie, jeśli się nie pospieszy. To działa. Nie było cyrku od tygodnia. Ja tylko zatrzymuję przed przejściem i trzymam go, póki coś jedzie i przejść nie możemy, ale wtedy się nie burzy.

6. Nie odpieluchowuję. Za dużo na raz się dzieje, żeby jeszcze walczyć z pieluchą. A że teraz mamy fazę anty EE, to już w ogóle. Daniel wie kiedy ma mokro, czuje to i w ciepły dzień ewidentnie mu przeszkadza, co uważam za sukces. Chce wtedy by go przebrać. Miewa też fazy, że chce czegoś przewiewnego na tyłku, a wtedy wyciąga z szafki tygrysa (majty wielorazowe w pluszowego tygrysa) i każe sobie ubrać. Uważam więc, że nie jest źle. A z resztą poczekamy... Wiem, że lato to dobry czas, ale nie dla nas, nie teraz.

7. Nadal nie namawiam do jedzenia samodzielnie. Powód jest prosty, a wręcz banalny. Daniel je bardzo mało. Zmuszany do jedzenia samodzielnie nie tylko nie zje, bo nie chce, nie lubi tego robić i nie umie, ale jeszcze będzie bardziej głodny i więcej spadnie na wadze. Niech zacznie jeść, to będzie sens go uczyć jeść.

8. Agresję opanowujemy metodą na idiotę, jakby to co robi, było czymś innym, bez znaczenia, czyli udajemy durnia, konkretnie rzecz ujmując. Beznamiętny ton głosu, ręce zaciśnięte w kieszeniach i uparte powtarzanie bez nadmiernej ekspresji, że tak nie robimy, bo to nie jest ładnie itp. O dziwo to działa dużo szybciej niż ostry ton głosu i kategoryczne zakazy, nie mówiąc już o przytrzymywaniu rąk na siłę. Po jednym pacnięciu Daniel jakby zawstydza się, spuszcza głowę, uśmiecha półgębkiem i zaprzestaje czynności. /Tu mówię o biciu  na pokaz, nie w dzikiej złości, bo nie mieliśmy takiej akcji z biciem od trzech dni, wiec nie miałam jeszcze okazji zaobserwować co by było, gdyby./

9. I będziemy dalej zauważać różne zachowania syna, takie jak pokazywanie światła, kolejnego samochodu, czy czegoś co IDZIE albo JEDZIE, oraz inne fiksacje, bo na razie tylko tak wygląda nasz dialog.
Że tak sobie znowu zacytuję Agnieszkę Stein: "większość zdrowych dzieci tak robi, że pokazuje i oczekuje reakcji - ty nagradzasz to, że on inicjuje kontakt a więc coś co powinien robić".

10. Niewychowawczo postanowiłam też "ratować" przytrzaskiwane palce, odgryzane ręce i inne kończyny. Nie wiem jeszcze co z tego wyjdzie, ale spróbujemy tą drogą, skoro inna nie działa.
I jeszcze jeden cytat, a propos nieudanych testów i niesprawdzających się metod:
"A z próbowaniem to jest tak, że może pięknie by było jakbyś od razu wiedziała jak on zareaguje, jak coś zadziała a co będzie porażką. Ale to nie jest możliwe, więc lepiej się wycofać jak widzisz że coś nie działa niż w to brnąć w imię konsekwencji. Czasem z dzieckiem które ma jakieś kłopoty trzeba się bardzo szybko wycofywać jak mu coś nie podpasuje, żeby nie było dramatu." 

Zaczynam się zastanawiać czy większość naszych "dramatów" nie wynika właśnie z pewnych konsekwencji w moim zachowaniu, podyktowanych radami "mądrzejszych" czyli specjalistów od zachowań autystycznych...

I to chyba tyle akcji naszych wszystkich problematycznych, gdzie zdaniem większości popełniamy kardynalne błędy wychowawcze.
Niniejszym oznajmiam, że sobie przy nich zostaniemy... bo tak.




Na deser wariacja na temat fotografii Daniusia sprzed paru dni.

31 komentarzy:

  1. No i super :-) Popieram w 100 % :-) Ja chyba tez jestem malo wychowawcza, ale przeciez najwazniejsze sa efekty i spokoj psychiczny obu stron. To nie jest tak, ze jak go teraz nosisz czy pije z butli to tak bedzie do doroslosci, przeciez to dopiero 2-latek, ma jeszcze czas na wszystko. Czasem male ustepstwa dzialaja lepiej niz kategoryczne zakazy. Jak moj maly nie chce czegos skonczyc to daje mu dodatkowe 5 min i konczy spokojnie, albo np. chce cos slodkiego a zaraz bedzie obiad, to daje mu 3 krakersy albo 2 zelki, on zadowolony a nie jest to na tyle duzo, zeby nie zjadl potem obiadu, kategoryczna odmowa w takich przypadkach wywolalaby zlosc albo nawet histerie. Te wszystkie rzeczy da sie wypracowac, ale nie od razu, potrzeba czasu, cierpliowosci, male kroczki do celu :-)
    Mam nadzieje, ze u Was bedzie teraz tylko lepiej :-) Synek wyglada na fajnego i rezolutnego chlopca :-) Trzymajcie sie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Po pierwsze:) ŚLICZNY MALUCH:)a teraz do rzeczy:) Kropko:) Mój Paweł akurat nie chce ze mną spać, ale moja córcia spała do 4 lat:) Zajada dwa razy dziennie butlę i nie mam zamiaru tego zmieniać, przynajmniej na razie. Na widok nocnika drze się okrutnie, więc ma pampersa i cierpliwie czekam na rozwój wydarzeń. Gdy siada na tyłku w geście buntu na ulicy, kucam koło niego i robię dokładnie to, co Ty:)Albo ręka, albo na ręce:)Przez ulicę fakt, przechodzimy za rękę, bo moje słonko od razu dałoby dyla. Bez przerwy oglądamy autobusy i tramwaje, Pawełek od razu pokazuje je palcem i się cieszy:)I tego też nie mam zamiaru zmieniać póki co:)Nawet jak jesteśmy w domu, a on słyszy tramwaj z ulicy, od razu patrzy mi w oczy i pokazuje okno paluszkiem. U nas to też jest pewnego rodzaju dialog i kontakt, więc nie mam zamiaru tego zaprzepaścić. Sama widzisz:)ja postępuję bardzo podobnie do Ciebie:) I wcale nie uważam, żeby to było niewychowawcze:)Oczywiście, szukam pomocy dla Pawełka wśród specjalistów, ale to ja jestem jego matką i kieruję się intuicją. I Ty robisz dokładnie tak samo. Ty jesteś z synkiem cały czas i to Ty wiesz, co na niego wpływa najlepiej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dopisuję się do listy poparcia. Co to znaczy,że coś jest wychowawcze lub niewychowawcze. Ja ze swoim dzieckiem nie spałam, bo lubię spać sama, a po drugie miałam złamaną rękę, co ograniczało moje ruchy ( złamanie było w ramieniu, wieloodłamowe, z przemieszczeniem ). Z tego samego powodu nie nosiłam go, jeżeli już to sporadycznie, gdy musiałam, bo bałam się, że wypuszczę klocka z rąk. A był taki moment, że nawet kubki wylatywały mi z przeciążonej ręki. Piotrek nie wymagał noszenia, bo nie płakał.
    Ale gdyby dziś ktoś obiecał mi, że prześpi choć pół nocy to biorę go i do łóżka, i na plecy, bo 20 kilo dla mojej zrośniętej wreszcie po 2 latach ręki to za dużo. Moje dziecko to Zosia-Samosia. Od 10 miesiąca kroczy i biega, i woli sam. Nie jest też przytulaczkiem. W reklamie Gerbera by nie zagrał.
    Pewno państwo psychologostwo wrzuciłoby mnie do innego worka niż Ciebie Kropuś. Ja byłabym według ich opinii - mało uczuciowa. I tu wracamy do pierwotnej definicji autyzmu - wywołała go oschłość matki. Nie spała z dzieckiem, nie karmiła piersią, a nawet nie nosiła. I ma teraz za swoje!
    Ps. Mam o 9 lat młodszą siostrę. Ona obalała flaszkę mleka z czymś niemal aż do pierwszej klasy. I była to prawdziwa flaszka - butelka po wódce z takim grubym i wielkim smoczkiem. I jakaś normalna wyrosła. Autyzmu nie ma, mówić też mówi jak trzeba, nie ma też wady wymowy, ani alergii na gumę.

    OdpowiedzUsuń
  4. strasznie jestem ciekawa jak ustala się te normy i widełki ( że jak ma 2 lata to to, a jak 3 to to ). To wszystko przecież zależy od grupy badawczej. Jedynak będzie przecież robił pewne rzeczy wolniej niż 7 z kolei dziecko stróża. A co chwilę zalecenia się zmieniają. A to latać do łóżeczka by nie było samotne, a to wziąć i odkładać, a to czekać aż się wyryczy... To wszystko zależy od temperamentu matki i dziecka oraz od czasu, którego wciąż nie mamy. Dziecko ma być bezpieczne i już.
    Przez moje ręce i oczy przewinęło się już trochę roczników uczniów. Różne rzeczy przynosili w teczkach do szkoły, ale żaden nie miał tam butelki z mlekiem, flaszkę z winem i owszem. Żadnego też nie przyniosła matka na rękach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaabko:) tak już u nas jest, zresztą chyba nie tylko u nas. Z jednej strony lekarze pierwszego kontaktu trują, ze chłopcy się później rozwijają. A jak już jest diagnoza to wszystko zwalają na karby autyzmu. Też mnie wkurza porównywanie dzieci do siebie. Każde tak naprawdę rozwija się swoim tempem. I też jestem ciekawa jaki odnośnik biorą sobie za normę.

    OdpowiedzUsuń
  6. PS. Jak urodził się Pawełek, to moja 13 letnia córka zażyczyła sobie smoczka na pamiątkę:) teraz 15 letnia córka podkrada mu np. płyn do kąpieli, albo zajada jego zupę dietetyczną ( moim zdaniem paskudna w smaku ), mimo że ma co innego do jedzenia:) A jest zdrowa:)a jak miała 3 latka nażarła się kilka razy suchej karmy dla kota:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zabko, i pewnie żadne do 18tki z matką nie śpi ;)

    Kropuś, też niewychowawcza jestem :D punkty 1-4 mamy identyczne.
    Przez ulicę razem, ale u nas było lajtowo po prostu.
    Odpieluchowanie też lajtowe, ale wam wcale się nie dziwię, pewnie też bym olała. To tak, jak Agu zasypia na smoczku i też olewam na razie, bo... przeprowadzka, bo nagle mamunia nie bardzo nosić może, bo różne rzeczy. Czekam na urlop P. coby może jakoś łatwiej poszło, zobaczymy.
    Samodzielne jedzenie jest, u nas znów w drugą stronę - NIE mam prawa nakarmić poza podaniem butli - tu skubana sama NIE będzie z niej jadła i koniec... co dziwne - pije z róznych bidonów czy zwykłych butelek jak stara i nie robi focha :D

    A Ciebie intuicja nie raz już zaprowadziła na dobre tory, więc trzymam kciuki by i teraz tak było :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szaja - zaprowadziła, może i zaprowadziła, tylko czemu ja się ciągle odbijam od poglądów tych specjalistów?
      Z jednej strony nie ma dwóch takich samych autystów, a z drugiej ciągle wszyscy idą wg schematu i wrzucają mi takie stereotypy: będzie się chciał nosić wiecznie, nie wyjdzie z Twojego łóżka, będzie pił kaszę do 18ki itd. itd.
      A z innej strony, z kolei, traktują go jak zdrowe dziecko i mówią: nauczył się, przyzwyczaił, wygrał z Tobą.

      No to albo albo do cholery! Albo nierozumienie, nieumiejętność nauki, nieumiejętność wyciągania wniosków, albo manipulacja, wymuszanie, udawanie!

      Czasem mam wrażenie, że on jest raz chory nad wyraz, a raz zdrowy - zależnie od tego co komu przyjdzie do głowy, jaki ma pomysł na przyczynę zachowań Daniela i na to co z tym zrobić.

      Usuń
  8. Jestem zdania, że do pewnych rzeczy dziecko musi "dojrzeć".

    Hanka ma ponad 3,5 roku. Długo spała z nami. Dopiero po 3 urodzinach SAMA przeniosła się do swojego pokoju (nie na długo). Potem, niestety, przydarzył się szpital i cykl choróbsk i znowu spała w naszym łóżku. Teraz od jakichś 2 miesięcy śpi sama. Nie powiem, że mi jej nie brakuje ;)

    Flacha nadal jest - 2 razy dziennie, bo lubi :))

    "Odpampkowała" się sama, na stałe jakoś tak w okolicach 3 urodzin. Powiedziała, że nie chce pampka i już (trochę "pomogły" nam w tym problemy z niewielkimi odparzeniami, odkąd nosi majty, mam spokój z podrażnieniami)

    Smoczek wyrzuciliśmy dopiero w marcu, ale za to na AMEN. Nie było tak strasznie. Wyrzucenie smoka to już była moja stanowcza decyzja, bo widziałam, jak młodej ewidentnie krzywią się zęby

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amphora - dziecko musi i rodzic chyba też.
      Jak się na głowę dobre rady walą, to czasem się durnieje zwyczajnie.

      Wczoraj zdałam sobie sprawę, że dopóki nie chodziłam po tych specach, to robiłam co uważałam za stosowane i wszystkie pomysły wrzucane mi siłą miałam w... tamtych spodniach.

      A potem zgłupiałam.
      Chyba za bardzo uwierzyłam w moc tych specjalistów i ich doświadczenie. I zaczęłam naginać dziecko do tych ichnich mądrości, wymogów, zasad.

      Zwłaszcza od czasu SI. Nie wiem czy to te wszystkie papierki pana B. uderzyły mi do głowy, czy pewność z jaką wyraża swoje opinie... W każdym razie dałam się zwieźć na manowce, już to dociera do mnie powoli...

      Usuń
    2. Tu masz rację. Im więcej tych "dobrych rad" lub "opinii", tym bardziej człowiek robi się głupi.

      Gdy nie było wiadomo, co dolega młodej, trafiliśmy na diagnostkę z Czeladzi. Zrobiła z nami dłuuugi wywiad na temat Hanki - od momentu porodu, przez mleka, jakie jej podawałam, lekarstwa, witaminy, choroby itepe.
      Pozwalała sobie na komentarze na temat lekarzy, którzy mieli wcześniej z moją córą do czynienia (a było ich kilku). I nie były to komentarze pochlebne. W tym momencie zdurniałam. To znaczy, że co? Chodziłam do weterynarzy a nie pediatrów? To ja miałam wiedzieć lepiej od lekarza, że np. powinien dać inny antybiotyk albo inny produkt mlekozastępczy? A może puścić mimo uszu opinie pani diagnosty?

      A jeśli chodzi o Ciebie, to faktycznie, jeśli te opinie, komentarze nie są do końca spójne, sama byłabym w kropce ;)

      Też chyba tak jak Szaja postwiłabym przede wszystkim na intuicję, bo Ty ją masz :)

      Usuń
  9. A mój dziedzic nigdy nie polubił smoczka. Przetestowaliśmy różne wzory i firmy. Pluł nim dalej niż widział. Teraz służą mu do zabawy. Ostatnio stał sobie w oknie i żuł jednego.
    I jeszcze jedno... wiem, że się narażę środowisku terapeutów.Wielu z nich ma "luki" edukacyjne, przez to,że u nas nie ma ośrodków terapeutycznych dla autystów, nie ma terapii domowej, chyba, że sobie za nią rodzic zapłaci. Nie ma gdzie odbyć praktyk. Co innego opis książkowy, czy film, a co innego żywy organizm. Myślę, że wśród naszych dzieci są też nieautystycy. Ja nie jestem zadowolona z diagnozowaniem Piotrka w PPP. Mój syn w nowym miejscu dostaje kobla. Wszystko go interesuje, wszystko musi nacisnąć. Inny jest w domu. Opinia opiera się na moich przemyśleniach i na tym, co im powiedziałam o dziecku. Teoretycznie z każdego dziecka nadpobudliwego, żywego, można zrobić autystyka. Jeszcze gorzej jest, gdy dziecko ma zaburzenie, a wszyscy wpierają matce, że sobie nie radzi, albo pocieszają, że wyrośnie.
    Ciekawa jestem jak wygląda funkcjonowanie dwudziestoletniego czy trzydziestoletniego autystyka... Jak sobie radzi ze światem, z hałasem, czy jest samodzielny?

    OdpowiedzUsuń
  10. Kropka, czy Ty zajmujesz się fotografią tylko amatorsko? Robisz fajne zdjęcia...

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję za komentarze. :*
    Nie wiem od czego zacząć. Może od końca... Nie zajmuję się fotografią, za tępa na to jestem. Nawet kiedyś kupiłam lustrzankę, ale nie umiałam jej opanować. Język instrukcji jest dla mnie bardziej obcy niż chiński.
    Ale lubię robić zdjęcia.
    To tak jak ze śpiewaniem, niekoniecznie umiem, ale lubię. :D

    A propos diagnozy - mamy jechać w październiku do Wawy do Synapsisa. I ja się zastanawiam jaki to ma sens. Wszystko zależy od tego co powiem, mogę rzecz przedstawić tak, że będzie miał autyzm, albo tak że będzie zdrowy, wszystko zależy od interpretacji jego zachowań i moich odczuć. Niepoważna sprawa.
    Godzina czy dwie z dzieckiem nic nie powiedzą, bo albo nie będzie miał humoru po tylu godzinach jazdy (na bank będzie cyrk, bo to za długo) i ogólnie będzie do bani, albo go naćpam (hydroksyzyną) i będzie spał do bólu, a wtedy będzie tylko do mnie przytulony i będzie tak dojrzewał godzinę lub dwie (a wtedy nie wiem co z podróżą do domu, gdy już się rozbudzi?!) albo też będziemy tam czekać i już będzie rozbudzony i na maksa wyspany, a wtedy będzie dzieckiem wybitnie kochanym, spokojnym i ponadprzeciętnie inteligentnym.
    Najsensowniej by było, gdybym dostała diagnozę do każdej powyższej sytuacji. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego jedziecie az do Warszawy po diagnoze, blizej macie do Prodeste w Opolu (przeczytalam w Twoim profilu, ze jestes ze Slaska), czytalam o tej poradni bardzo dobre opinie. Wydaje mi sie, ze obie placowki sa dobre, na podobnym poziomie, ale nie wygodniej by bylo blizej, takze na kolejne wyjazdy konsultacyjne?
      A propos Slaska, to moj maz pochodzi tez z Gliwic i jest zapalonym patriota lokalnym, mimo ze od prawie 10 lat nie mieszka tam na stale :-)

      Usuń
    2. Pewnie, że lepiej, wygodniej, bliżej i więcej spotkań, może lepsza, pełniejsza diagnoza... Ale w Prodeste to kosztuje 700zł, a ja nie dysponuję taką kwotą na ten moment.

      Usuń
    3. Pozdrowienia dla męża. :)

      Usuń
    4. Koszt w Prodeste jest rzeczywiscie wysoki, natomiast nie wiedzialam, ze w Synapsis jest bezplatnie, no to warto skorzystac, jak jestescie zapisani mimo, ze masz watpliowsci.
      Dzieki za pozdowienia!

      Usuń
    5. No właśnie nie wiem czy warto. Daniel nie lubi jeździć. Podróż dłuższa niż pół rodziny mija się z celem, jeśli dziecko ma być badane.

      A przejechać taki kawał po to, żeby się dowiedzieć jak jest źle, bo młody będzie na mnie wisiał i ciągnął do klamki, to jeszcze mniejszy sens ma.

      Zapisałam się dawno, w nadziei że do tego czasu... Ale na zmiany się nie zanosi. :)

      Usuń
  12. Jol - dziękuję za wpis.
    Też się właśnie nad tym zastanawiam, czy nie lepiej działa zwyczajnie odpuścić...
    Tylko jak ja to mam przepchnąć przez poradnie? Znowu będę słuchać, że tak nie można, że to czy śmo on będzie teraz do 18ki, że nie da rady w przedszkolu, szkole... Już jestem zmęczona tym co usłyszę.

    MonikaM - mnie też się wydawało, że to ten etap i dialog taki na jaki nas teraz stać i byłam mocno zdziwiona, gdy usłyszałam, że zamykam go w jego fiksacjach, że tak nie można powtarzać, że trzeba odwracać uwagę, wychodzić poza te schematy, zainteresowania itd, wyprowadzać go z tego.

    Zabko - czyli Twój maluch był tym spokojnym, co tak sobie leżał i patrzył na ściany, drzewa i zabawki? Tzw. grzeczniutkie niemowlę?

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie lubię pana B. To chyba toksyczny terapeuta. A może go zmienić?
    Terapeuta powinien podbudowywać, a nie dołować. To nie terapia, gdy nie ma się zaufania do terapeuty.
    A z uporem jaki maja nasi autystycy będę Ci powtarzać, że masz do fotografii talent. Zachęcam Cię do wysłania fot małego na jakiś konkurs. Tam rzetelnie je ocenią, a i może jakąś forsiatą nagrodę zgarniesz.
    Piotrek był ruchliwy niemal od poczęcia. Nie dało się zrobić usg. Żadnego zdjęcia w 3d, a nawet w 4d nie mam na pamiątkę, a robiono mi usg, co tydzień, a potem, co 2 dni. A ile się na amniopunkcji namęczyli, by go nie dziabnąć, bo im się przemieszczał. Już wtedy był wrażliwy na dźwięki. To było i jest nadaktywne, ale nie płaczące dziecko. Z wózka zwisał, a głowa chodziła mu jak sędziemu na korcie tenisowym. Każde auto i każdy pies musiał być obejrzany.
    I tak jest do dziś.
    On dużo potrafi zająć się sobą i telewizorem. Teraz właśnie zorganizowałam mu oglądanie, bo piszę posta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem czy lubię, ale jest dobry w SI. I dziecko z nim współpracuje.

      A czemu robiłaś amnio i usg tak często??

      Daniel był spokojny w brzuchu, dopiero po urodzeniu to się zmieniło. Nawet jak kopał to głaszcząco, gdyby nie nacisk na pęcherz, nie wiedziałabym, że mam tam dziecko.

      TV nie ogląda nadal. Reklamę, teledysk, na tym koniec. Bajkę to trzy minuty. Ale może i dobrze.

      Usuń
  14. Amnio miałam raz. Ale uzg tak często jak żona Toma C. Powikłania.
    Dziwne rzeczy mi się działy. U mnie po prostu ciąża to była choroba.
    A Piotrek nie współpracował z ctg i sprawdzali go czym mogli.
    A ile krwi mi utoczyli... Koszmar!
    Moje dziecko kopało tylko w nocy, gdy szłam spać. I wtedy nie mogłam spać...
    Piotrek niestety uzależnił się od Tv. Sama go tego nauczyłąm.
    Jakoś musiałam go zająć, gdy szłam się np. kąpać. Jak pewnie pamiętasz, jestem z nim przez 24 godziny na dobę sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabka - Daniel był zajmujący od początku i nie raz, nie dwa szłam spać tak jak stałam, nie kąpałam się, nie jadłam. Myłam zęby z nim na rękach. Czasem usypiając go padłam i obudziłam się o północy, nie raz chciało mi się wstać i wykąpać, a często nie.
      Dopiero, gdy poszłam do pracy, trochę się to zmieniło.

      A po wyprowadzce małżona jeszcze bardziej, bo moja mama zaczęła zostawać czasem na noc.

      Wiem jak to jest być samemu z dzieckiem. Tyle że moje było inne. Nie zajmowało się sobą nigdy. Nawet przy tv.

      Usuń
  15. Kropuś, ale ja ci tłumaczyłam już kiedyś - niestety, w PL studia nie dają dobrego przygotowania do terapii (a byłam i na prywatnej, i na państwowej uczelni), a szkoleń, dodatkowych cosiów dla terapeutów jest naprawdę mało. A jak są, to są horrendalnie drogie albo np. na drugim końcu kraju. Ja tak chciałam papiery z ruchu rozwijającego zrobić i co? musiałabym do Gdańska jechać, chociaż sam kurs nie jest drogi.
    Takim sposobem jest wielu "specjalistów" który łatwiej jest działać wg schematu, a niewielu SPECJALISTÓW którzy faktycznie się szkolą, szukają na włąsną rękę i wychodzą poza sztampę.

    Ja wiem, że to nie może być do końca wytłumaczenie, ale trzeba pamiętać, że u nas tak to niestety też wygląda :/

    Inna jeszcze rzecz: zarobki. Chciałam robić terapię zajęciową, kręci mnie to, czuję bluesa, ale... zrobię i pójdę pracować do ośrodka za - UWAGA! - najniższą krajową? Kpiny.

    Jeszcze inna rzecz: czas. Dzieci OGROM, a terapeuta dostaje np przydział 20h i za więcej mu nie zapłacą. A zapotrzebowanie ma 40 dzieci na przykład.

    To wszystko składa się na, w wielu przypadkach, robienie sprawy na odwal się.

    OdpowiedzUsuń
  16. Zabka - Daniel był zajmujący od początku i nie raz, nie dwa szłam spać tak jak stałam, nie kąpałam się, nie jadłam. Myłam zęby z nim na rękach. Czasem usypiając go padłam i obudziłam się o północy, nie raz chciało mi się wstać i wykąpać, a często nie.
    Dopiero, gdy poszłam do pracy, trochę się to zmieniło.

    A po wyprowadzce małżona jeszcze bardziej, bo moja mama zaczęła zostawać czasem na noc.

    Wiem jak to jest być samemu z dzieckiem. Tyle że moje było inne. Nie zajmowało się sobą nigdy. Nawet przy tv.

    Szaja - czemu mnie to nie przekonuje? To nie jest sprzedawania jabłek, że można na "odwal się", ot zeżre klient robala albo nieumyte, albo miękkie kupi, bo poleżały tydzień na wystawie. To są żywe osoby, dzieci - nasza przyszłość. Mnie jako analityka obowiązuje przysięga, a psychologa, terapeuty to już nie?

    Eksperymenty na dzieciach to w Auschwitz robili, spory czas temu. Chyba pora zmienić taktykę, nie sądzisz?

    Żeby czytać książki wystarczy godzina wieczorem, nie trzeba jechać na kurs. Czemu Tobie chce się czytać, a wielu nie? Ja jako matka mogę wygrzebać Olechnowicz, a pani X już nie?

    W większości placówek dostaję namiary na CTB i nikt nie pyta czy dziecko się nadaje. Tylko moja psycholog (ostatnio właśnie) powiedziała mi, że ona by z Danielem behawiorką nie szła, bo jest na to i zbyt inteligenty i zbyt charakterny. Mało tego, powiedziała, że ona by nigdy nie próbowała z nim takich metod, bo po tym co widzi, on się nie podda i widać czego innego potrzebuje.

    I miała rację, cholera jasna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja się zgadzam z Tobą :)
      To, co napisałam to nie w formie, bo ja wiem? usprawiedliwienia? Raczej wyjaśnienia mechanizmów. Ale oczywiście rację masz, że lenistwa, tumiwisizmu i olewackiego podejścia nic nie usprawiedliwia. Tyle, że jest tak a nie inaczej, niestety :/

      Usuń
  17. My na pierwszym miejscu przede wszystkim powinnismy byc rodzicami, a dopiero potem terapeutami. Bo kazde dziecko, czy zdrowe czy chore, ma podobne potrzeby, milosci, akceptacji, codziennosc nie moze byc walka, obie strony musza pojsc na ustepstwa. Nie znaczy to, ze nalezy sobie odpuscic wszelkie madrosci wychowawacze i dac dziecku wolnosc, bo ma sie rozwijac jak chce swoim tempem. Tempo musi byc dostosowane do mozliowsci, charakteru dziecka. Musza byc granice, aby jednak relacja rodzic-dziecko pozostala nienaruszona, by dziecko mimo tego, mimo, ze czasem czegos mu zabronimy, mialo do nas szacunek. To wszystko jest trudne, sama sie w tym wszyskim gubie, z jednej strony mam wrazenie, ze wciaz za malo robie dla mojego syna, a z drugiej, czy to jest az tak wazne czy przestanie nosic pieluchy majac 2 lata czy 5, czy umie zazwiazac sznurowke, czy robi bledy ortograficzne, bazgrze jak kura pazurem, zalewa sie pijac z kubka, je palcami, wciaz przybiega spac do mojego lozka, tego wszystkiego powoli sie nauczy, tylko potrzebuje troche wiecej czasu niz zdrowe dzieci. Dla mnie najwazniejsze jest, aby kiedys w miare mozliowsci byl samodzielny, zeby jakos sobie radzil w zyciu, moze z pomoca, ale radzil, zeby mial przynajmniej jednego prawdziwego przyjaciela, bo wiem, ze mimo, ze teraz ich odpycha potrzebuje kogos takiego. Moj maly w zasadzie nie ma takiej typowej terapii i czasami brakuje mi kogos z doswiadczeniem, kto by mi doradzil, jak postepowac w trudnych sytuacjach, jak opanowywac zlosc, histerie, jak rozwiazywac trudne problemy, wiec czesto bladze po omacku szykajac najlepszych rozwiazan nie zawsze je znajdujac. Ale teraputa ma pomagac, a nie krytykowac, radzic a nie narzucac, jesli to robi to przynajmniej dla mnie, nie jest to dobry terapeuta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już mówiłam, pan B. jest terapeutą SI. I tu jest dobry.

      Tyle że pozwala sobie na uwagi także na inne tematy.

      Usuń
  18. Dzieciologia trafnie ujęła to, o co mi chodziło. Tak jak w każdym zawodzie są pracownicy i pracownicy. I jeszcze jest ich tak mało, że nie łatwo zmienić.
    Trzeba robić swoje.
    Kropuś, nabyłam Olechnowicz ( dwie pozycje, tym jedna z płytą )i będę się dokształcać.

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja chciałam nabyć "Dobre chwile z naszym dzieckiem Olechnowicz i dupa - nie ma. :(

    OdpowiedzUsuń