piątek, 13 lipca 2012

Cuda czy efekty niewychowania?

No więc mamy cudów dzień piąty. Aż jestem w szoku, że to możliwe w ogóle.
Generalnie marudzi, na dupę paca, próbuje coś tam wymuszać, krzyczy, rzuca, ale to wszystko takie jakiś zminimalizowane i niegroźne.
Noce przesypia, pobudkę zalicza tylko na jedzenie. Dziś zaliczył dwie, w okolicy 3ej robiłam mleko na szybko, bo leżał z zamkniętymi oczami i pokazywał na flaszkę: TU. :) 

I tak:

Wczoraj mieliśmy mały dramat i do teraz nie wiem o co. Wróciliśmy z działki, a ten fochuje. W końcu jak stał, tak się rozpłakał dziko. Kwadrans się nosił, przytulał, marudził, krzyczał. W końcu sam przestał, zainteresował się co babcia w kuchni robi i przeszło... Potem zjadł 4 leniwe pierogi (wynalazek: do ziemniaków i sera dodaliśmy szpinaku - super) i humor wrócił jak zaczarowany. Może to z głodu ta akcja? Nie wiem.

Na działce wydumał, że na ręce. Oj, ciężko się porzeczki zrywa z dzieckiem na rękach, ale jakoś dałam radę, z pomocą babci przytachaliśmy do domu dwa Daniowe wiaderka porzeczek, jedno wiśni i jedno agrestu. Babcia miała zadanie na wieczór, robiła słoiki. ;)

Przy zasypianiu chciał na ręce, ale nie musiałam stać. Trochę się potuliliśmy, pobujaliśmy i sam zszedł, zasypiając w drodze do materaca. :)

Dziś rano nie chciał mnie wypuścić. Przeczekałam. Wyszłam z domu 7:06, ale przynajmniej spokój był, sam drzwi otworzył i dał mi wyjść bez krzyku. No ale spóźnienie zaliczyłam pięknie. :/
M.in. to jest jedna z tych rzeczy, które przyszywają mnie do samochodu. Na autobus muszę wyjść o 6:45 choćby nie wiem co się działo. W efekcie dziecko zwykle zalicza dziki ryk w drzwiach. A samochód jest cholernie nieekonomiczny na moim odcinku. :/

Przedwczoraj była też akcja pacania na dworze, nie wiem o co, coś nie poszło tak jak chciał. Ale wróciłam, podniosłam, chciał na ręce i... przeszło.

Za to szok wczoraj rano. Na moich rękach dojrzewał po pobudce i nagle coś mu nie spasowało i zamierzył się na babcię. Pierwszy raz. o_O Obie zdurniałyśmy. A potem oczywiście musiałam tulać i nosić, bo nie umiał sobie sam ze sobą poradzić z nadmiaru emocji, bo oczywiście babcia nie pozwoliła się zdzielić.

Dziś rano próbował zdzielić mnie.
I tak mi nagle przyszło do głowy, skąd ten pomysł...
Daniel czasem tak zmęczy kota, że ten ucieka. Ma swoje miejsce, za kanapą. To Daniela zwykle wkurza i leci za tym kotem tam. Ja zabraniam, bo kot to jednak kot i nie wiadomo co wyduma. I dziś ta sama akcja, młody kuca przy rogu kanapy, ja powtarzam, że nie wolno i nagle paaach, łapa wyleciała zza kanapy. Dziecko duże oczy, potem podkówka i ryk. /Nie wiem czy ona to robi na pokaz tylko, czy za daleko ma, w każdym razie nie trafiła jeszcze nigdy./ Chciałam przytulić i musiałam zrobić unik, bo jak tylko zbliżyłam się do niego na odległość ręki, to ta ręka do mnie wyleciała...
I pomyślałam sobie, że on to wziął od kotki, to pacanie... Możliwe to?

No i chyba tyle na dziś.
Ogólnie rzecz biorąc, mam całkiem fajne dziecko ostatnio. Tzn. całkiem... Inaczej powiem - nie miałabym nic przeciwko temu, żeby takie zostało. Niech paca, krzyczy, wyje, póki to się da ujarzmić i mija bez scen i zanoszenia, jest fajnie. :)

foto. Mój wytwór z zeszłej niedzieli. Obróbka w pixlr.com.

A wczoraj policzyłam nasze słowa. Mamy ich już (już?) trzy dychy. :) Zaczęłam spisywać, jak skompletuję to wrzucę. :)

Edit.
Uprzedzę pytania. :) Tak, Daniel ma na tym zdjęciu pomalowane duże paznokcie u nóg. :D
Mama ma, więc on też chciał. Negocjacje nic nie dały, no to ma. Nie będę się z dzieckiem szarpać o takie pierdoły. :)




17 komentarzy:

  1. Skończyły się upały, dziecko znormalniało. 30 słów, to już prawie cały słownik! Cieszę się i jak zwykle zazdroszczę. Nie dość, że Daniel zrobił się rozmowny, to jeszcze śpi i je pierogi.
    To zdjęcie Daniela z pomalowanymi paznokciami też super. Jeszcze raz powtarzam: masz talent. Kolorystyka robi wrażenie...
    Większość zwierząt dobrze rozumie się z naszymi autystykami... Trop z kotką prawdopodobny...

    OdpowiedzUsuń
  2. Te pierogi to on je chyba po tym Flukonazolu. Jak podam syrop plus witaminę B do tego, to je.
    Jak nie chce syropu w ciągu dnia, to do wieczora nie je nic.

    Przypadek? A może tylko wina pogody? Tak w każdym razie wyglądały ostatni dwa tygodnie.

    Dzięki. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz co ja mysle? Ze Ty jestes spokojniejsza, spokojniej reagujesz, to i on to czuje, Twoj spokoj pomaga mu opanowac jego emocje, a przynajmniej zmniejszyc ich natezenie. Wiadomo, ze nagle z dnia na dzien te zachowania nie znikna, ale jesli Ty widzisz poprawe, to juz jest super :-) A co do kotow, to podobno "Wszystkie koty maja zespol Aspergera" , wiec moze cos w tym jest, dziecko uczy sie od nas, to czemu nie od kota :-) Pozdrowienia i spokojnego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem spokojniejsza, bo byłam z Daniem u psychologa, a za tydzień będę jeszcze bardziej, bo idę do psychiatry. Swojego, tym razem. Ta kobieta ładuje mi akumulator.

      Ale za to boję się sobotniego SI.

      Usuń
  4. A jeszcze co do glodu, to zauwazylam u mojego, ze jak jest glodny to jest bardziej podatny na histerie, byle drobnostka moze go rozdraznic. Ale nie powie, mama zrob mi kanapke, bo glodny jestem, co najwyzej szpera w szafkach szukajac slodyczy, sama musze sie domyslac, tak jakby nie mial swiadomosci glodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daniel też nie mówi, nigdy.

      No, chyba że jest w sklepie jakimś, tak jak przedwczoraj, byliśmy w Rossmannie po pieluchy, a on przy kasie: am i am. A tam tylko batoniki były.

      Zapakowałam bety do auta i wróciłam do KFC po kurczaka. Innego pomysłu w okolicy nie było do zrealizowania. Dobrze że mają tam te malutkie zestawy, za parę zł.
      I jak nie lubi, nie chce jeść mięsa, tak tam wciągał aż mu się uczy trzęsły. o-O Kazał sobie maczać w sosie i jadł. (Bez panierki.)Zjadł sporo.

      Usuń
  5. Moj ma to samo, McDonalda czy inne swinstwa to zawsze zje i jeszcze jeczy, tam mu smakuje :-) Ale jak w domu zrobie mu panierowanego kurczaka to zapomnij, co najwyzej panierke obgryzie :-) Tak sie czasem zastanawiam, czy oni czegos nie dodaja do tych dan, ze te dziciaki tak to wcinaja ze smakiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak do Whiskasa? :D

      Twój syn kupowałby w KFC. :D

      Usuń
  6. Myślę, że jako grupa wsparcia i wzajemnej adoracji powinniśmy tam wysłać kogoś na przeszpiegi. Ja się nie nadaję, bo lubię to śmieciowe żarcie i zaraz bym wyleciała za konsumpcję w pracy. Może Monię w to ubierzemy, bo młodociana i ma więcej McDonaldów u siebie. U mnie na prowincji są tylko dwa...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też się nie nadaję. W tydzień wyglądałabym jak słoń. :/

    OdpowiedzUsuń
  8. My mamy McDonaldsa po drugiej stronie ulicy, z okien widac :-) Ale ciekawe, malego tam w ogole nie ciagnie, moze ze 2-3 razy bylismy odkad tu mieszkamy czyli od roku, za to jak jestesmy w miescie to bez wizyty sie nie obejdzie, pierwsze slowa to do McDonalda!

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej,hej;)
    Ja u siebie nie mam żadnego Maca!Serio taka jestem niecywilizowana.Dopiero ze 2km od Mińska jak się na Wawe jedzie jest McDonalds obok Rossmanna,Carefoura i jakiejś galerii.Rossmanna w Mińsku na szczęście mamy,ale jak był w nim remont to jeździliśmy do tamtego. Także Wam nie pomogę niestety;) A poza tym zżeram wszystko co napotkam na swojej drodze,masakrycznie się roztyłam.To nie jest robota dla mnie hehe;P

    Gratuluję bogatego słownika,u nas też kiedyś było ok 30 słówek.Mam nadzieję,że to wszystko wróci,bo się rozwścieknę!

    Roksana w tamtym roku też miała pazury pomalowane,tyle że u łapek.Wtedy jeszcze posiadałam różne lakiery.Ciągle mi je przynosiła żebym malowała sobie paznokcie,podsuwała tez swoje.

    Nie lękaj się chłopa od SI.On ma swój zakres obowiązków,więc niech nie włazi na inne pola.On mi się normalnie kojarzy z dr B. hahah:)

    Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, jest dużo bardziej taktowny. :D I czasem zamilknie, jak już warczeć zaczynam. :D

      Usuń
  10. Daniel i tak ma większy zasób słownictwa od mojego chrześniaka, też dwulatka :)
    Kiedyś się zastanawiałam, dlaczego dzieciaki uwielbiają śmieciowe żarcie. Gdy młoda tylko zobaczy logo Maca, od razu wrzeszczy, że chce frytki. KFC też nie pogardzi, ech...
    Dobrze, że na co dzień nie muszę mijać fast foodów ;)

    Życzę dalszych cudów i spokju, spokoju... :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytam - klasa drugiego roku, nawet pacanie nie jest chyba poza normą?!
    Widzę dziecko ze spokojem i ufnością w oczach.
    Może nie chodźcie przez chwilę do lekarzy? Może coś się w duszy prostuje samo, bez diagnoz, wyroków, męczarni?
    Ścisk ze śpiącej Warszawy!

    Sama Mama

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla Ciebie:
    http://samamamajankoodkrywca.blogspot.com/2012/07/peace.html

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja się nie zgodzę z niechodzeniem do lekarzy, na terapię.
    Dawno temu Kropka pisała - ten rok od wykrycia zaburzeń do pójścia do przedszkola jest kluczowy. I tak jest. Nie ma ŻADNEJ pewności, że odpuszczenie terapii coś da, za to może lec w gruzach to, co już zostało osiągnięte (z pomocą terapii czy postępowaniem Kropki). I piszę to już z punktu zawodowego, wiem, jakie złe skutki może dać przerwana terapia.
    To jest dla Dania też jakaś stała w jego życiu, ta terapia. I tu w sumie chyba teraz najmniej istotna jest diagnoza (pomijam jej wagę dla papierków, mopsów, poradni) sama w sobie, bo liczą się efekty, prawda?

    OdpowiedzUsuń