wtorek, 17 lipca 2012

Bezproblemowo

Jako że mamy ostatnio czas atrakcji i ciągle nam się coś wali na łeb postanowiłam post o czym innym. O tym czego nie ma dziś będzie. Czyli o zachowaniach bezproblemowych. :) Na przekór.

____________________

A tak dla ciekawych, przykład jak ostatnio wygląda nasze życie. Akcja: wczoraj, godzina 10:00. Spieszymy się do PPP na wizytę u pediatry, która ma nam przyklepać wczesne wspomaganie.
Wychodzimy z domu, a na parkingu jakiś gość walczy ze szlabanem. Ojacie, myślę sobie, zaczyna się. Podchodzę, mój pilot też nie działa. No to Gada pod pachę i lecę jak ten baran do Spółdzielni. Panowie, którym nie udało się wyjechać stoją sobie i konferują, więc co mi zostaje... Dobiegłam, zgłosiłam, kobieta powiadomiła serwis, kazali czekać, zaraz ktoś podejdzie. (Na szczęście blisko mają, 100m może.)
No to pakuję dziecko do auta, a tu dup - grat nie odpala. Nie jeździłam parę dni i padł gnój. Wyjmuję sprzęt odpalający - nic, sprzęt pusty, nie ma prądu, wyładował się gdzieś po drodze.
Już mnie szlag jasny trafił, 10:20 jest, a ja mam 10 minut na dojazd. Dzwonię do Exa, w końcu pomoc drogowa jest i mieszka na tym samym osiedlu. I znowu dupa, bo samochodem odpalającym akurat wybył jego zmiennik, a on jest w domu autem służbowym, owszem, ale lawetą. :/

Nie było wyjścia, zamówiłam taksówkę i wydałam ostatnie 20zł w gotówce jakie miałam, na dojazd do PPP. A tam szok - nie ma pediatry. o_O Ma dziś wolne. Akurat dziś. o_O
Pytam panią w sekretariacie jakim cudem i czemu ja nic o tym nie wiem, a ona grzebie w zeszycie, grzebie, po czym informuje mnie radośnie: " tu jest napisane, że powiadomiono panią pocztą głosową o zmianie terminu". Czym mnie kur... powiadomiono??? Jaką pocztą głosową? Ja nie mam poczty głosowej, do jasnej cholery?!?!

Czy w tym kraju nikt niczego nie potrafi zrobić dobrze od początku do końca??? o_O

Wróciłam do domu z dzieckiem na rękach. Droga zajęła mi godzinę z małym hakiem. Ręce miałam do kolan. Daniel nie chciał iść, bo i daleko, i zmęczony był, bo to pora jego zasypiania. 

____________________

Foto. Danio na niedzielnym spacerku.


No dobra, to będzie o pozytywach. Czego to nie mamy, nigdy nie mamy, albo ostatnio nie mamy. 
No więc: 

- Nie mamy problemu z wyjściem z domu. Nawet gdy się maluch zabawi, rozbiega i wygłupia, bo nie chce iść, ot tak na przekór, nie robi scen, nie wyje, nie buntuje się na spacer. Można go ujarzmić i ubrać bez problemu. Najwyżej się śmieje jak dziki i wygina jak szalony. Ale i to rzadko.

- Jeszcze mniejszy problem jest z rozbieraniem. Zwykle Daniel rozbiera się sam. Jeśli ma dobry humor i nie pada ze zmęczenia, lub z głodu, zdejmuje buty, spodnie i chowa je od razu do szafki. :D Z górą trzeba mu pomóc, bo nie bardzo wie co zrobić z rękoma. :)

- Ostatnio nie ma problemu z jazdą samochodem, tak do 20-30 minut jest luzik. Wyjec chwilowo się wyłączył.

- Nie mamy i jakoś nigdy nie mieliśmy problemu z myciem głowy. Z początku, gdy nie bardzo lubił by ta głowa była mokra, nie spłukiwałam mu jej żadnym pojemnikiem, a tym bardziej prysznicem, którego się bał i nadal nie chce używać. Brałam gąbkę, moczyłam ją i przecierałam łepek. A że łepek był długo niemalże łysy, nie było problemu. Spłukujemy głowę od pół roku może, najpierw dłuuugo, kapaliśmy wodę z gąbki, potem z małych pojemniczków, teraz takim większym kubaskiem którym się dozuje proszek. Danio ładnie przechyla główkę do tyłu i po sprawie.

- Nie ma i też nigdy nie było problemu z przycinaniem włosów. Zawsze robiłam to sama, w wannie. Problem jest tylko ze znalezieniem dziecku nowego zajęcia na ten czas, żeby  nie brykał i nie kombinował. Niestety, gdy ja mam nożyczki, on chce nożyczki, więc muszę się nieźle nawysilać, żeby go ściąć i żeby to było dla niego bezpieczne. Ale udaje się.

- Nie ma problemu z przewijaniem. Był taki, gdy Daniel skończył 8 miesięcy, pojawił się nagle i trwał z pół roku, a potem miał jeszcze drugą fazę. Gadzina nie dała się przewinąć na leżąco, nie i koniec. Zanosił się, krzyczał jak dziki, kopał, uciekał, cuda robił. W końcu nauczyłam się przewijać na chodząco... Z czasem samo mu przeszło. Teraz jak mu ciężko leci do sypialni i od razu robi pad, czekając aż przewinie się mokry zad. :)

- Mycie zębów ok. Początkowo nie chciał, był czas że myłam na siłę. Nie żebym go musiała jakoś obezwładniać, po prostu brałam brodę w jedną rękę, a drugą myłam, a on jęczał i złościł się, że nie chce. Po paru dniach dał spokój. Potem była jeszcze jedna faza i pewnie byłby z niej mega bunt, bo młodemu wydumało się, że on będzie mył, ale moją szczotką. O dziwo elektryczną - nie boi się. No więc kupiłam mu taką jak moja, tylko w innym kolorze. Teraz, gdy nie chce myć, albo chce moją, zmieniam nakładki i ma inną, i wtedy myje. Ogólnie nie ma z tym problemu. Niedawno wydumał, że nie chce w wannie, to teraz myjemy zęby po wyjściu i znowu jest spokój.

- Z obcinaniem pazurów problem był krótki, parę dni trwał i spokój. Czasem marudzi, że nie ta ręka, nie ten palec, ale taki problem to nie problem.

- Praktycznie nie zdarzają nam się cyrki na dworze. No chyba, że chodzi (tzn. chodziło) o przejście na pasach za rękę. Czasem młody wybierze inny kierunek, ale nie jest to problem, bo biorę na ręce i z głowy. Była chwila mniej spokojna, gdy sam chodził, przez te 3-4 tygodnie trudno go było zawrócić z drogi, bo jeśli ręce odpadały, od razu odchodziła nam najprostsza opcja i trzeba było mocno negocjować.

- Ostatnio (od paru miesięcy) nie mamy problemu z takimi pobudkami w nocy, które całkiem wybudzałyby dziecko i trzeba by je było na nowo usypiać. Jest tylko kręcenie, wiercenie, szukanie pozycji i miejsca. Nie łazimy po domu, nie bawimy się, nie próbujemy wyjść z sypialni.

- Nie ma większych problemów z powrotem do domu. Czasem trzeba urwać zabawę, bo np. jest po deszczu i mokry piasek z kałużami, albo mokra zjeżdżalnia, lub też dziecko oleje matki uwagi i wlezie w tenisówkach w bajoro podeszczowe, ale to jest naprawdę mega light i takie rzeczy to ja załatwiam w naście sekund. Bywa, że smerf postanowi zwiedzać klatkę schodową zamiast wracać do domu, ale daję mu chwilę, zaglądamy na klatkowy balkon, schodzimy i wchodzimy po schodach, po czym na ręce i wio do domu.

- Z kąpielą też nie ma akcji. Bywa że trzeba malucha złapać i do tej wanny wsadzić, ale zmieniamy to w zabawę, bo kąpiel histeryka nie należy do przyjemności. Wrzucam mu wtedy do wanny coś nowego i po temacie.

- W sklepie kochane dziecko. Gdyby nie fakt, że każe mi kupować wszystkie piłki i ciągle coś wrzuca do koszyka, byłoby idealnie. Ale nie dyskutuję, próbuję wyjaśnić, a gdy nie działa, zlewam, po czym potajemnie wyjmuję przed kasą. :) (Czasem mam zadziwiające rzeczy w koszyku.) Ostatnio Daniel lubi jeździć wózkiem, więc zakupy skracają się do minimum. A w Biedronce np. chętnie ciągnie koszyk, więc też lajcik.

No i chyba tyle z codziennej obsługi dziecka. Niestety  nie mogę tu dopisać ani EE (jest kosmos) ani jedzenia. Wielu rzeczy, takich jak nie wykonywanie poleceń na już, albo siedzenia przy stoliku godzinami, nie liczę, bo na razie nie uważam ich za problem. Podobnie za problem nie uważam usypiania do dziennej drzemki na rękach, w końcu ta drzemka kiedyś się skończy...

Pozdrawiamy po trzech super dniach weekendowych. :) Pomijając dramat z EE było cudnie. :)




16 komentarzy:

  1. Ty, jak tak czytam to Twoja Gadzina i moja Gadzina całkiem podobne są. No, prócz głowy, bo jest płacz ale u nas od początku multum włosów więc odpadało lajtowe płukanie...Za to niejedzenie tez mamy :D Auto problem o tyle, że choroba loko jest...

    I masz takie podejście, które sama stosuję i widzę, że się sprawdza - nie spinasz się tam, gdzie nie warto. Nie myjesz zębów w wannie wg swego widzimisię, nie ciągniesz do domu na siłę zanim nie obejrzycie schodów itd. I patrz, czasem drobne ustępstwo starczy a o ileż łatwiejsze życie :)) mnie zawsze bardzo żal dzieci, których rodzice niepotrzebnie się spinają, bo coś tam. Bo rodzic sobie uwidział i ma być tak, bo tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się razem oba uparły nie rodzić, tak do tej pory sztamę trzymają. :) Takie Gady. :)

      Heh, żebym ja tylko miała siłę i spokój, żeby tak popuszczać. A czasem wysiadam, on nagina wszystko od rana do wieczora, ja jestem zmęczona, niewyspana, w robocie coś się sypie i aż mi się gotuje. A nie bardzo ma kto przejąć pałeczkę w takiej chwili, bo mama i mama. :/ Jak jest mama to babcia ma iść sio.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. To fakt.

      I pięknie to wykorzystuje. :)

      Usuń
  3. Ładny ten Twój Potomek:)

    U nas są niestety problemy w kwestiach,które poruszasz.Boi się płukania łepka,mycie zębów traktuje jak posiłek( szczota robi wg niej za łyżeczkę) i lata za mną z pastą żeby jej nałożyć na szczoteczkę.Potem pakuje do paszczy:P

    Też myślałam o elektrycznej,ale nie wiem czy w naszym przypadku się sprawdzi.

    Zazdroszczę samodzielnego zdejmowania "dołu" i chowania do szafki.To jest coś:)

    PS: Musisz aktywować pocztę głosową:P
    PS2: Coś mnie ostatnio nie zaszczycasz komentarzami na blogu:(

    Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdejmowanie dołu to nowość. Od dwóch, trzech tygodni próbuje i nawet mu się udaje. Czasem jest wnerw, bo... nie idzie. :D

      Fajnie też wychodzi mu zakładanie croksów (podróbek ofkors) i jednych sandałków, które niestety zdemolował i muszą odwiedzić szewca. Reszta w drodze... :)

      Monia, ja nie namawiałam do takiej szczotki. On chciał, bo ja używam. Może u Was byłoby tak samo? I dużo łatwiej dziecku myć nią zębole, bo nie trzeba tak szurać.

      Usuń
  4. U nas sprawdza się też głupia piosenka na melodię dowolną: Agatka myje ząbki na dole i na górze, będą jej rosły ładne i duże :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzeba mieć najpierw Twój talent do wierszowania. :D

      Usuń
  5. No to się uspokoiłam... U Ciebie brak wiadomości równa się dobre wiadomości.Całkiem spokojny ten Twój krasnoludek i jaki samodzielny!
    Mam nadzieję, że użyłaś wszystkich wulgaryzmów, które znasz w stosunku do pań z PPP. A to zastępstwa nie da się zorganizować? A smsa napisać też nie? Trzeba było gołębia pocztowego wysłać...
    Znam działanie PPP z jak najgorszej strony jako nauczyciel i jako rodzic... A jakie mają kompetencje!To przecież na podstawie ich opinii orzekana jest przecież niepełnosprawność intelektualna. Mojego ucznia w ciągu dwóch lat uleczyli z upośledzenia w stopniu umiarkowanym. Pomimo że nikt mu nie przeszczepił mózgu stał się zdrowy i zdolny do uczenia się w szkole masowej. Po miesiącu, gdy nie dało się przy nim przeprowadzić żadnej lekcji, stał się uczniem indywidualnym, bo zagrażał sobie i nam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups, no to ja ich nie znam z takiej strony, jeszcze.

      Tymczasem dzwoniła do mnie pani pediatra, do której byliśmy umówieni. Tym razem się dodzwoniła i o dziwo nadal twierdzi, że zostawiła mi wiadomość na skrzynkę. :)

      Cuda wianki. :)

      Ps. Chyba nie ma zastępstwa, bo są wakacje, dyżurują pojedynczo.

      Usuń
  6. Hej,
    Jeszcze parę takich dni i trza będzie zmienić tytuł bloga. . . ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł jest taki, bo taki jest rozumiany. W świecie całościowych zaburzeń rozwoju nie zdiagnozowanych inaczej... brzmi dziwnie. :)

      Usuń
  7. kocham takie dni....
    strasznie współczuje umęczenia!!!

    a co do listy pozytywów - wow jestem pod wrażeniem /zwłaszcza że w wiekszosci tych moj model szwankuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój też niedawno szwankował. Może taki etap mamy, a może to taka faza była z tym szwankowaniem. Nie wiadomo. Ale trzeba się cieszyć, że jest jak jest. :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Bradzom ciekawa, co w tym sklepowym koszyku się znajduje:). U mnie były zawsze ( jeśli były na stanie):
    gąbki, aparaty do ręcznego masażu, zawieszki do toalet i choinki zapachowe. A jaki był wrzask jak mnie przyłapał na selekcji przy kasie:)))! Przeszło. Teraz dla odmiany są piłki!!! Ale w wieku 6 lat można już negocjować!
    Fajnie czytać, że widzisz to pozytywne… Silna jesteś. Mądra. Mnie tej mądroty zabrakło, gdy synek miał lat 2…Pozytywy przeciekały między powiekami.. Nadrabiam. Staram się. Nie jest źle.
    Uściski.
    em

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, różne rzeczy... gąbki, płyny do kąpieli, mydełka, samochodziki, piłki (tych najwięcej)... Co tam się spodoba wizualnie. :D

      Widzę to pozytywnie, bo to jest pozytywne. Po ostatnim miesiącu jest tak pozytywnie, że aż mi żal wychodzić z domu, w obawie, że coś mi umknie i gdy wrócę już tak pozytywnie nie będzie...

      Powodzenia w nadrabianiu! Kciuki trzymam. Pozdrawiam i dziękuję za wpis.

      Usuń