czwartek, 21 czerwca 2012

Nic nowego chyba

Zostałam wywołana do odpowiedzi. :) I co ja tu mam napisać? :)

U nas bez większych zmian. Dni mijają, szału nie ma.
A z tych mniejszych zmian, mamy co następuje:

Daniel znowu nie je.
Zaczynam myśleć czy to nie wina cynku, trzeci raz robię mu cynkową sesję i trzeci raz nie je. Przypadek?
Najpierw zmieniłam preparat. Teraz próbuję odstawić. Zobaczymy.

Spać idziemy coraz później. Najpierw było przed 20tą. Teraz doszło już do 21:30. A przed zaśnięciem cuda i wianki są wyprawiane w łóżku. W nocy znowu się kręci, je... No ale głodny jest, to trudno, żeby spał jak kamień. Rano też budzi się zły i głodny, a do tego bardzo wcześnie, nawet po 5ej, po czym wciąga mleko. I jest to jedyny posiłek do wieczornej kaszy. Porażka.

Znowu mamy problem z piciem wody. Co mu włączę witaminy to robi się problem. Potem łazi i mędzi, bo nie chce samej wody, chce witaminek. Ciągnie do kuchni i buczy, żeby mu nalać. A potem jeszcze foszy, bo... coś tam. Jak tak dalej pójdzie, to mu kroplówkę załączę, bo nie wyrabiam. Wczoraj tak piznął butelką, że z szoku wyjść nie mogłam jakim cudem ona jest cała jeszcze. A poszło o to, że nalałam witaminę, zakręciłam i... pomieszałam. A on chciał. :/ Potem ryczał pół godziny i zmuszał mnie do noszenia. Przytulałam, ale nie podnosiłam, więc ciągnął mnie w inny kąt chałupy i znowu się wspinał. A ja znowu na kolana, znowu przytulanie... Nie pasowało, odpychał mnie i mędził do oporu. W końcu poszliśmy do łazienki kąpiel szykować i zapomniał. Ech, te fanaberie...

Za to na spacery chodzimy ostatnio na nogach. Sam wychodzi, więc wózka nie zabieram. Chce zabrać rowerek, ale bez kasku, więc nie pozwalam. Czasem mamy więc wyjście z dzikim rykiem. A potem rozłazi się i jest ok. Po drodze zaliczamy wszystkie murki, dotykamy wszystkich mrówek i innych robaków, zbieramy wszelkie osrane, gołębie pióra... Same atrakcje. Na szczęście nic z tych rzeczy nie jemy.
Ostatnio w ogóle jakby mniej fiksacji oralnych. Palce w paszczy często (chyba idą piątki), ale mało lizania mebli, zabawek, na dworze już w ogóle luz w tym względzie. Póki co.
Czasami w drodze powrotnej chce na ręce, ale staram się go czymś zająć, coś pokazać, zainteresować, żeby jednak chodził sam. Nie mam już sił na godzinne noszenie dziecka na dworze. Wiosną to każdy spacer tak się kończył, a niektóre nawet tak się zaczynały. Każdy powrót z działki np. Półgodzinna wycieczka, pod górkę. Sam miód.

Zaobserwowałam też nową cechę. Mała Gadzina robi się przekorna, a do tego uśmiecha się cynicznie, jak diabeł. Przykład z wczoraj. Sięga do doniczki na parapecie, mówię więc, że donica jest ciężka, jest w niej dużo ziemi i spory krzak pomidora, i że spadnie mu na głowę. Odchodzi, po czym wraca i znowu sięga. Za trzecim razem już warknęłam. Patrzę, a Skunks odwraca głowę w bok, pochyla i robi diabelski uśmieszek. o_O I tak nas maca od paru dni, a mnie się krew w żyłach gotuje. Wyraźnie sprawdza na ile może sobie pozwolić i co z tego wyniknie.

Ale też częściej nas atakuje, głównie mnie. Szkoda, że nie mogę zapytać pani Olechnowicz, co ona na to. :( Przedwczoraj była taka sytuacja, w sam raz do analizy terapeutycznej. Daniel fiksował na rękach u babci, coś chciał, ale nie wiedzieliśmy co. Miałam wrażenie, że chodziło mu o znaczek polsatu na ekranie TV, ale że zniknął nim został dotknięty, zaczęły się cyrki. Po chwili rzucania, widzę że foch przybiera na sile, mówię więc do mamy, żeby go postawiła, bo już ledwie go utrzymuje, a ten dalej wierzga. /Jestem przeciwniczką noszenia dziecka w czasie takich akcji./ Mama Gada postawiła, a ten podszedł do mnie i walnął mnie w pysk. o_O Tak zaskoczona to dawno nie byłam. Myślałam, że wyjdę z siebie... Wycedziłam przez zęby, że ma tak nie robić, wstałam i wyszłam do drugiego pokoju. A ten przyszedł za mną. Już nie buczał, podszedł, spojrzał mi w twarz i przytulił się. Powiedziałam, że tak jest nieładnie, tak się nie robi, nie wolno bić i że mnie boli, więc powinien mnie przeprosić. I szok... bo zaczął krzyczeć NIEEEEE i wyleciał z pokoju jak oparzony. o_O
I co to miało być? Kolejny foch? Demonstracja? Próba pokazania, że on górą, że nie posłucha?
Akcje tego typu mamy coraz częściej. Dziś w nocy wlazł mi na kolana (miał przerwę, pierwszą od paru tygodni, krzyczał, płakał i siadał mi na udach) i kazał się bujać. Coś nie tak bujałam, albo nie tak trzymałam (na to też jest jeden schemat i broń Cię panie Boże, by go zmienić!), odsunął się więc ode mnie i strzelił w twarz. 
Nie ogarniam tego dziecka czasem.

Inna rzecz, że we wszystkim musi uczestniczyć. Mama przynosi mi ogórka pokazać, z pytaniem czy taki już dobry (kiszone przeze mnie w domu), po czym odchodzi. A ten krzyk, bo on też chciał go pod nos dostać. I tak o wszystko. Jak próbuję gorący sos, czy dobry, muszę podmuchać drugą porcję i jemu podać. A żeby to chociaż jadł potem... To już nie.

Poza tym mamy parę nowych słów. Doszły nam ostatnio:
- KOGA, czyli krowa
- UCHI, to uszy
- IDA, znaczy winda
- OKO
- DEJ, chyba po "naszemu" tylko skąd? Tu nikt nie mówi po śląsku. :) Co znaczy "daj" oczywiście.
- KO to kot
- powtarza też (nie dopasowane do sytuacji, nie rozróżnia) IDZIE albo JEDZIE
A dotychczasowe NIMA zmieniło się już na stałe w NIE MA.

A naszą ulubioną zabawą ostatnio jest NIE MA i EŚT. Dzień nam mija na pokazywaniu czego nie ma, a co jest. Zaczynamy od tego, że nie ma wujka, gdy wstajemy (był przez tydzień i pojechał), a kończymy na tym, że nie ma włączonego tv, gdy idziemy spać, albo że światło się nie pali. Wszystko co mogłoby wyglądać inaczej, a nie wygląda, określane jest słowem "nie ma". ;)

Na koniec Gad z przedwczoraj. Prawie Aniołek. Tylko że prawie... robi mega różnicę.







21 komentarzy:

  1. Śliczny Gad:) Widzę, że u Ciebie też wesoło. U nas jak na razie nie ma problemów z jedzeniem, chociaż na początku, gdy zmieniłam dietę, był bunt. I jakoś chwilowo przesypia w miarę noce, ale gdzieś z dwa miesiące temu mieliśmy pobudki co 15 minut. Moją zmorą jest upartość mojego Trolla. Jeśli tylko chcę coś zrobić nie po jego myśli, jest masakryczny wrzask. No i w gębę też już dostałam parę razy. Ciekawe tylko dlaczego męża nie tyka, zawsze swoje niezadowolenie kieruje w moją stronę...Może dlatego, że to ja siedzę z nim w domu i zmuszam do różnych ćwiczeń. Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem jaka jest przyczyna, ale mnie też się dostaje najczęściej. Jak ojciec Daniela z nami mieszkał, był nietykalny. Teraz też czasem dostaje w pysk.
    Za to moja mama nigdy. Mój brat nigdy.

    Nie wiem o co chodzi, ale chętnie bym poznała objaśnienie. Liczyłam na panią psycholog Olechnowicz, ale już pół książki zjadłam i nic mi nie świta.

    A uparty jest jak szlag. :/
    Krzyki są co dzień. Bo zamknęłam drzwi, bo otworzyłam, bo włączyłam czajnik, bo do wanny dałam matę. Co dzień nowe powody.

    OdpowiedzUsuń
  3. skąd ja to znam:( Ponieważ mój mały nie mówi ani słówka, wszystko sygnalizuje krzykiem...a jak już jest zły, to jest po prostu masakra. Czasami zastanawiam się kiedy sąsiedzi wezwą policję:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moi jeszcze nie wezwali, ale aż się dziwię dlaczego. Daniel miał takie miesiące, że krzyczał noc w noc, czasem i pół godziny...

    OdpowiedzUsuń
  5. Kropka u mnie było podobnie - dostawał ataku histerii np. o 2 w nocy i darł się godzinę:( i nic nie było w stanie go uspokoić. Dzięki Bogu na razie minęło. Zresztą i teraz potrafi w ciągu dnia dostać napadu płaczu i za cholerę nie wiem o co mu chodzi:(

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że nie znałyśmy się wcześniej, bo do głowy dostawałam. Nie wiedziałam co się dzieje, co to jest, skąd, czemu, jak?!
    My mieliśmy taki czas między 23 a 1 w nocy.
    Koszmar.
    Zaczęło się w wieku 10 miesięcy. I miało kilka faz.

    Od miesiąca cisza. Do dzisiejszej nocy...

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas zaczęło się to jak Paweł skończył 2 latka, zaraz po operacji przepukliny:( W ogóle nie wiem czy czytałas bo nie chcę się powtarzać - u nas autyzm pojawił się po narkozie:( Wcześniej było wszystko dobrze. Ale po operacji nasz synek zaczął się odgradzać ścianą od nas, przestał mówić itd. No i pojawiły się te histerie. Na początku lekarze mówili, że to stres po operacji...Gówno prawda:( Dopiero jak zaczęłam małemu dietę wprowadzać, jego sen się unormował. I nie wiem czy to przez jedzenie, nie mam pojęcia. Na razie jest spokój. Ładnie przesypia noce - zobaczymy jak będzie dalej. Ja w ogóle czuję się głupia w tym temacie:( Tak naprawdę uczę się autyzmu od prawie trzech miesięcy:( Jak czytam Twoje posty to jestem pełna podziwu - masz wiedzę specjalisty.

    OdpowiedzUsuń
  8. Heh dziewczyny u mnie przed chwilą było to samo.Mała się rozeźliła,bo upadła jej jedna z 50 rzeczy,które trzymała w rączkach.No faktycznie jak mogła...To zapoczątkowało pół godziny jazgotu bez powodu...

    Już czuję jak dostaję wrzodów;/

    OdpowiedzUsuń
  9. Zakup sobie tabletki ziołowe na uspokojenie Monia:) Ja już nagminnie je łykam codziennie:)

    OdpowiedzUsuń
  10. I pomagają??Ja dostałam kulki od dr B dla siebie.Może po nich odzyskam spokój ducha buhaha:D

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiem czy pomagają:) Ale łykam chyba już z przyzwyczajenie:) No proszę - jak już będziesz łykać te kulki to się nam pochwal czy efekt był zadowalający:) Fajnie, ze się odezwałaś, bo już naprawdę miałam do Mińska jechać...

    OdpowiedzUsuń
  12. MONIA przyjeżdżaj pójdziemy na browar;p

    OdpowiedzUsuń
  13. Kochana jak już przyjadę to z browarem:) jeszcze Kropkę i Judytkę ściągniemy...nasze Szkraby zamkniemy w jednym pokoju, a my w drugim:) Co Wy na to?:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie lubię piwa, ale przepadam za Waszym towarzystwem... Przyjmiecie mnie? Mogę Wam jeździć po ten browar, o ile droga bez skomplikowanych rond i skrzyżowań, bo kierowca ze mnie kiepski, a prawo jazdy robiłam jeszcze w XX wieku...
    Proponuję modyfikację planu: dzieci pod opieką tatusiów. Równouprawnienie jest. Ci, którzy uciekli w siną dal po dwóch autystyków na głowę...
    A wieczorem po dwie melatoniny do dzioba i spać o 20.00 ( dzieci oczywiście ).
    Ps. Z tą melatoniną to serio. Nie szkodzi, a dziecko usypia już w czasie kąpieli. I śpi, że można młotem walić i nic. Ale mój po dwóch godzinach się budzi...Poprawiła mu się jakość snu. Nie jęczy tak, nie budzi się z krzykiem, mniej się rzuca po łóżeczku.
    Melatoninę zalecił mi neurolog, konsultowałam też ją z psychiatrą.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kobieto, ty toćka w toćkę nasze spacery opisałaś, tylko piór nie zbieramy - za to patyczki. KAŻDY murek musi zaliczyć, KAŻDE schody, zebrać patyczki, mrówkę złapać... I zaczęło się uciekanie. Dzisiaj mi tak śmigła na cmentarzu, że CUDEM nie rozwaliła nóg i rąk - wywaliła się prosto na ławkę, przy które stały 3 puste znicze, wielkie takie, znicze poszły w drzazgi... Myślałam, że wyjdę z siebie, wsadziłam wyjca w rowerek i z wyjcem wracałam do domu. Z tym uciekaniem to identycznie jak z waszą doniczką - też staje na moje wołanie, popatrzy, uśmieszek i w nogi. W szelkach zołza będzie chodziła. Na ręce też chce, nie biorę, bo nie mogę.
    Jedzenie w dzień - też na nie. Rano kasza, wieczorem kasza a w dzień popierdółki. W szoku jestem, bo właśnie wtrąbiła (na dworze) chyba z 6 truskawek, szał.
    To samo co my - też chce robić.
    Z gadaniem - pięknie macie :) u nas regres, tzn. wszystko chce powtarzać, jednocześnie gorzej mówiąc to, co mówiła, tak jakby szkoda jej było czasu na staranne mówienie. Szlag mnie trafia...
    Zastanawiam się, jak te gady nasze dogadają się na spotkaniu :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Zaba jest z DG, to problem żaden.

    Z resztą pań gorzej, chyba wszystko centralna Polska?

    OdpowiedzUsuń
  17. Judyta jest z Wawy,ja 40km od Wawy,a Monia Wrocław;/

    Cholerka,fajnie by było się spotkać:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Teraz doczytałam... :)
    Ja też piwa nie lubię, w ogóle nie przepadam za alkoholem. Ale ja mogę Reds'a pić, jakby co. :D

    Chociaż trochę km nas dzieli, więc szansa mała jednak. A szkoda.

    U nas jest tak samo - młody bierze do rąk sto rzeczy i wkurza się niemiłosiernie, gdy mu jedna z nich spada. Potem rzuca resztą i robi cyrk.

    Szaja - Ty też musisz w końcu mieć jakieś bunty, a nie tylko grzeczne dziecko. Nie uchodzi. :)

    OdpowiedzUsuń
  19. O, Zaba, toś ty moja sąsiadka, ja Będzinianka :)
    Dziewczyny (i panowie!), jak tak was czytam, to taka mnie refleksja naszła, że dzięki tym blogom, takim internetowym chociaż spotkaniom, chwilom wyrzucenia z siebie problemów, radości, emocji - chyba jest wam ciut łatwiej w tych zmaganiach niż tym wszystkim rodzicom, którzy nie odkryli tego wirtualnego świata?

    OdpowiedzUsuń
  20. Zdecydowanie:)

    Fajnie pogadać i powymieniać się doświadczeniami z ludźmi,którzy mają to samo w domu:)

    OdpowiedzUsuń