czwartek, 14 czerwca 2012

Fochy, fochy, fochy

Miało być o Son-Rise, ale będzie o czym innym, bo na gorąco.

Mój syn na drugie powinien mieć Foch. Co prawna drugie ma po tatusiu, a to generalnie znaczy to samo... :D A może na trzecie (jakim cudem, jak nie chrzczony? hmm... może ma ktoś jakiś pomysł?) tak mu dam?

W każdym razie foszy równo.

Foch nr 1. Nie bawię się. Nie chcę czytać, nie chcę układać, nie chcę puzzli, klocków, rysowania, plasteliny, nie chcę, nie, nie, nie. Wszystko na dwie minuty, potem dup tym wszystkim i idzie. Nie wiem co to znaczy i z czego wynika, zaczęło się miesiąc temu i trwa w najlepsze.
Klocki rozrzuca, plastelinę wcisnął w stolik, rozsmarował jak masło, rowerek jak mu się znudzi przewraca, książki mi zabiera i wyrzuca na środek chałupy, itd. itd. itd.
A ja, no cóż, dla mnie mega lekcja cierpliwości. Zgrzytam zębolami, aż mi szkliwo pęka i milczę.
Do niedawna mówiłam: nie rzucaj! Czasem powtarzałam po n razy, czasem krzyczałam. Efekt równy zero. Dwie minuty później kolejny rzut. Stan podłogi żałosny. A ma biedna raptem 1,5 roku dopiero. Na nową mnie nie stać, więc będziemy łazić po dziurach, aż się w końcu zapadniemy do sąsiadów. A jest gdzie się zapadać, bo w wieżowcu mieszkamy. ;)
To rzucanie to nasz foch nr 2. 

Foch nr 3 - chodzenie za rękę.

Daniel od jakiegoś czasu nie chce chodzić za rękę. Tzn. nigdy nie chciał, ale teraz fochuje już mocno, zwłaszcza na pasach. On chce AM. Wiadoma rzecz, że choćby skały s... to na pasach sam mi nie pójdzie, bo niebezpiecznie. No więc trzymam. Pierwsze kroki są w miarę, a potem ... Mniej więcej na środku przejścia zaczyna się szarpać i podskakiwać. Ostatni kawałek zwykle nie idzie wcale, więc jest przeze mnie podnoszony i niemalże wrzucany na chodnik. Pół biedy, jak mam wolne ręce. Gorzej, gdy w drugiej mam zakupy, a na tej, którą go trzymam jeszcze torbę. Wtedy nie ma wyjścia, gada za rękę do góry i bieg do chodnika. W takich chwilach nie ma gadki żadnej, tłumaczenia, uspokajania, nic nie działa, szarpie się i drze paszczę jakbym go z dżungli jakiejś ukradła.
Wczoraj dodał do tego nowy akcent. Gdy już doszliśmy do chodnika, wyrwał mi się, podskoczył, zarzucił ciałem i padł na dupsko na mokry bruk. o_O Oczy innych przechodniów i kierowców samochodów przemierzających skrzyżowanie wypaliły mi dziurę w plecach. Uszami wyobraźni słyszałam te wszystkie komentarze...
Klasycznie zazgrzytałam zębami z resztkami szkliwa, wzięłam dwa głębokie oddechy świeżego, gliwickiego powietrza i wyciągnęłam rękę do Gada. Gad wstał, jeszcze trochę potupał i bucząc podał mi rękę. Wolał na ręce, ale zarządziłam dalszą wycieczkę i ruszyliśmy. 10m dalej kolejne skrzyżowanie, pokazałam czerwone światło, po raz stutysięczny powtórzyłam, że czekamy, bo... a pójdziemy, gdy... i zapomniał. o_O
Zapaliło się zielone, jak zwykle pokazał na nie rączką, ruszyliśmy po raz stutysięczny meldując, że jak zielone, to szybciutko i takie tam, i tym razem dostosował się jakby nigdy nie robił nic innego. o_O

Foch nr 4 - nie chcę do wanny, nie chcę myć zębów. Już któraś taka faza, pojawiają się i mijają. Liczę że i ta szybko minie, bo tłumaczenie nie pomaga, prośby nie pomagają. Zostaje siła, albo podstęp.

Kolejny foch nr 5 dotyczy sytuacji, gdy śmiem robić coś, co nie skupia się na dziecku. Biorę ulotkę, czytam, on podchodzi i zabiera mi. Jak nie pozwalam, szuka oczami czym by tu piznąć i przechodzi do focha nr 2. To samo dotyczy wszystkich innych czynności, które pomijają dziecko, nie ma czytania, nie ma oglądania tv, nie ma jedzenia (ile razy może odciąga mnie od jedzenia, od dawna), gotowania, sprzątania... Męczące okrutnie.

Poza tym jest oczywiście mnóstwo małych foszków w między czasie. A to zamknęłam drzwi, a to odebrałam tel. (on chce! nowość taka, męcząca bardzo, bo odbieram, a on wydziera facjatę, bo odebrałam), a to znowu usiadłam (jak śmiem!), a to chcę zjeść jak człowiek, a nie łazić w trakcie, a to nie pozwalam dotykać obcego psa, a to znowu nie wyrażam zgody  na wkładanie rąk do kosza na śmieci.... itd. itd.

Wczoraj zaprezentował nowego foszka u logopedy. Powtarzał kolejne słowa i nazywał przedmioty (po swojemu oczywiście) dopiero wtedy, gdy ja powiedziałam: "a powiedz x". Logopedka udawała, że nie zauważa i słowem nie skomentowała. Ciekawe co pomyślała... :)

Nasze życie ostatnio składa się z fochów...

Padam.


20 komentarzy:

  1. Wiesz co, a czy oin czasem nie ma genów po moim mężu też? :D Mr. FochMan pierpwsza klasa z niego.

    To co piszesz to ja bunt 2latka dalej obstawiam. U nas foch ulicowy był wcześniej, jakoś w lutym/marcu, przeszło, ale co się nagadałam, brałam pod pachę...
    Z myciem też było, zwłaszcza zębów, pomogła... zmiana pasty :d

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha ha ha Już kiedyś doszłyśmy do tego, że te nasze dzieci podobne. :D

    Zmiana pasty nie pomoże, bo już próbowałam i swojej i bez pasty. Bierze szczoteczkę, daje pastę, myje sobie AM (język głównie niestety) i odstawia. Koniec.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja ubieram swojego gada w ceratowe, przeciwdeszczowe ubranko, bo celowo kładzie się na ziemi ( teraz wciąż mokrej ). W ten sposób wymusza kierunek marszu...
    Kropko, odezwij się do mnie... Od kilku dni szukam kontaktu z Tobą...
    23;27 nie jestem w stanie dotrwać do tej godziny...
    Pozdrawiam... zaabkaa

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas są ostatnio na topie rzuty na glebę.Takie lajtowe na razie-najpierw rzucamy się na kolana,potem kładziemy resztę ciała coby se krzywdy nie zrobić.

    Jak czytam gazetę to też się nie patyczkuje.Wyrwie z ręki,rzuci na podłogę,bo akurat ma życzenie żeby gdzieś z nią iść...

    Wczoraj nie chciała maszerować za rękę to sobie siadła na chodniku.Potem się położyła...

    OdpowiedzUsuń
  5. Zabuniu - na maila proszę, jak coś.

    I nie, nie piszę o takich porach, jakie tu wyskakują. Nie mam pojęcia skąd ten czas. Ja o 23:27 to już na trzecim boku śpię. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Monia - jaka szkoda, że tak daleko mieszkasz. :) Spacer we 4 byłby uroczym doświadczeniem. :D My byśmy sobie mogły uroczo "ignorować", a dzieci by leżały na chodniku... ha ha ha
    Ciekawe ile czasu musiało by minąć, by jakaś policja przyjechała z opieką społeczną. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Kilka razy mała położyła mi się w sklepie,ale szybko ją podnosiłam,bo zaraz ludzie by się wytrzeszczali;/

    A z tymi dziwnymi godzinami to pogrzeb w ustawieniach.Trzeba zmienić strefę czasową czy cóś;P Też tak miałam,że tworzyłam post o 2 w nocy i pisałam "dobranoc" na zakończenie,a potem pod postem wyświetlała się godz 16;D

    OdpowiedzUsuń
  8. I pomyśleć, ze są mamy, które ubierają swoje dzieci w ten sam sweterek i spodenki przez cały tydzień... U mnie każde pranie zawiera standardowo pół kilo błota i trawy... Czy mogę dołączyć się do Waszej spacerowej czwórki? W naszej dwójce to mnie się ludzie przyglądają...
    Czasem płacę za zakupy w pozycji kucznej, pacyfikując kolanem i jedną ręką uciekającego "padalca". Co gorsze, mój dwulatek wyrósł ponad miarę: ma przeszło 1 metr wzrostu i 22 kg wagi. Nie mogę, go tak po prostu wziąć pod pachę i wynieść...
    A ile się dobrych rad nasłucham, gdy uczestniczę w sklepowych zapasach, bo mój dwulatek wygląda na 5-latka... Włączam wtedy mechanizm pyskowania i mówię, że strasznie się cieszę, że moje dziecko trafiło do mnie, a nie do nich, bo miało by przechlapane; i jeżeli mają takie fantastyczne wnuki, to czemu nie zabierają ich na zakupy do sklepu, by dawały dobry przykład?..
    Ps. A może na tym spacerze położymy się obok naszych dzieci na chodniku ( mój woli w kałuży )?

    OdpowiedzUsuń
  9. W ramach podążania za dzieckiem można tak zrobić:D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja stale podążam od świtu do zmierzchu... Mam w domu typ uciekiniera
    ( wyrywa się i leci przed siebie w tempie zabójczym dla starej matki )
    i wspinacza ( włazi wszędzie i na wszystko ). Fochów nie ma, ale kładzenie się na glebie jest sposobem na ucieczkę. Kładzie się, sprytnie obraca i leci, gdzie oczy i nogi poniosą ( czytaj: podąża za psem lub autem, a ja zdyszana za nim ). Wyglądamy jak współczesna wersja wierszyka o RZEPCE. Piotrek za pieskiem, mama za Piotrkiem...

    OdpowiedzUsuń
  11. No no, ciekawe to twoje dziecko :D Ja to bym się chyba psychicznie załamała :D Ale życzę powodzenia

    http://www.mccloe.pl/

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiesz... Chciałabym napisać, ze zachowuje się tak, bo mu na to pozwalasz, ale mam dziecko i wiem, ze to takie proste nie jest, niestety. Szczególnie kiedy jest chore.
    Nie, zebym się skarżyła. Mój syn jest pod tym względem fenomenalny - kochający, niefoszący, bez śladu agresji KIEDYKOLWIEK.
    kłopot w tym, że on od zawsze tak powąznie liczy się tylko ze mną.

    Ale ja nie pozwalałam sobie na łeb włazić.
    Piszą tu dziewczyny o tym, ze dzieci kładą się na podłogę/chodnik/ziemię. Jeśli się kładą, to nie reaguj, idź dalej, rób swoje (chyba, ze rzeczywiście na ulicy, ja napisałas w poście). Mój młody raz spróbował wymusić zakup czegoś za pomocą rzucenia się na ziemię i ryku (podpatrzył u innych dzieci, ze działa). On się rzucił, ja stałam i spokojnie czekałam. zaczął ryczeć, ja nic. Zaczął walić nogami i rękami w podłogę (zerkając na mnie kontrolnie) - ja nic. Kiedy się zmęczył i przestał, zapytałam, czy skończył. Odpowiedział, zę tak,. Kazałam mu wstać, wyjąć z koszyczka ciasteczka i jogurciki i samemu poodnosić je na półki, tłumacząc, ze jest mi bardzo przykro, ale nie mogą mu ich kupić, bo dla niegrzecznych dzieci mia ma smakołyków. Więcej nie spróbował.
    Jak nie chciał jeść - nie jadł. Luz, w końcu zgłodnieje. Bez awantur, bez scen.
    Ale to działa najlepiej zastosowane od razu. Kiedy raz dasz się zmanipulować - zawsze będzie pamiętał, że zadziałało.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tyle że Ty mówisz o dziecku zdrowym.

    Ja o dziecku prawie zdrowym. /Tak, w swej naiwności za takiego uważam swojego syna. Ciągle przypisuję mu tylko cechy autystyczne i ciągle uważam, że nie ma autyzmu./

    Dlatego nie reaguję. Czekam aż wstanie (przy ulicy) albo (w bezpiecznym miejscu) idę dalej. A on wstaje i idzie. Trochę buczy i przestaje. Ale to że przestaje świadczy o tym, że nie jest to zachowanie wynikające ze spektrum.

    Niestety z dzieckiem autystycznym tak łatwo nie ma. Gdyby przypadek, który opisujesz miał miejsce z takim dzieckiem mogłabyś tak czekać i kilka godzin. W międzyczasie spora szansa, że musiałabyś sprzątnąć pół sklepu, a za drugie pół zapłacić.

    Ja miałam taką sytuację raz, zaczęło się od płaczu, potem było rzucanie na ziemię, na deser walenie głową w ściany, a skończyło się na wizycie u pediatry i psychiatry, bo dziecko całą dobę wymiotowało.

    To nie ma tak prosto.

    I co najważniejsze - dzieci autystyczne nie manipulują! One się tak komunikują. Nie umieją inaczej.

    A grożenie brakiem zakupów... :)
    Większość autystycznych dzieci nie tylko nie mówi - one nie rozumieją mowy. Można sobie grozić do zesrania. :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Piotrek mi nie odpowie, bo nie mówi. Nie pokazuje palcem... W sklepie niczego nie wymusza ( robię zakupy szybko, a on siedzi w koszyku ).
    Kładzie się, bo chce zmienić kierunek marszu; kładzie się, bo nie chce stać w miejscu... Nie reaguje na swoje imię... Jeżeli mu czegoś nie wmuszę, nie zje... Mam wrażenie, że nie odczuwa głodu ( nie płacze z tego powodu, nie sygnalizuje, śniadanie je koło południa )...
    Na głowę mi nie wchodzi, bo ja sobie po prostu nie dam... To m.in. brak posłuszeństwa u niego mnie zaniepokoił... Potrafi iść przed siebie i ani razu się nie obrócić...
    Dziecko niegrzeczne a dziecko autystyczne to nie to samo!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Oczywiście, że nie. Tak samo jak dziecko w okresie buntu 2latka a dziecko rozpuszczone - też dwie różne rzeczy.
    Ja ostatnio byłam świadkiem sytuacji, która mnie rozłożyła na łopatki. Negatywnie.
    Rzecz widziałam z 4 piętra z balkonu, matka z dzieckiem hen, hen daleko, poznałam ludzi tylko po krzykach i tylko dlatego, że znam. Matka (nerwica, depresja, ogólnie nadaje się do leczenia, NIE leczy się, z intelektem też na moje oko - upośledzenie), ma syna autystyka z upośledzeniemznacznym. Obecnie dziecko ma bodajże 8 lat. I słyszę wrzaski, i widzę, jak go matka ciągnie, ten się wyrywa, i nagle... ona go raz z jednej, raz z drugiej w twarz. koszmar. Na odlew tak. Sytuacja tragiczna, chore dziecko, chory rodzic, straciłam z nimi kontakt 3 lata temu, wówczas o jakimkolwiek biciu mowy nie było, nie wiem, czy ona już tak zaburzona jest, czy tak wykończona, nie mam pojęcia co tam teraz się dzieje.
    I do tej pani nigdy nie docierało i nie dotrze, że... ona może krzyczeć, prosić, bić, głaskać - cokolwiek. Nie tędy droga, bo (przynajmniej te 3 lata temu) mały mowy nie rozumiał. Rozumiał wyłącznie proste słowa/polecenia POPARTE gestem, wskazaniem, naprowadzeniem.
    I tak w sumie, to i małego mi żal bardzo, i jej w jakiś sposób też. Mimo tego bicia.

    OdpowiedzUsuń
  16. Aga, a policja, Ośrodek Pomocy jakiejś? Przecież to trzeba gdzieś zgłosić?! :(

    OdpowiedzUsuń
  17. Policji nie chcę. Wiesz, czemu? Bo tak naprawdę co im powiem? Ani dowodów nie mam, tam żaden alkohol, żadna typowa patologia, ona na rencie, on normalnie pracuje i w zębach wypłatę przynosi, do tego 2 opiekuńcze babcie. To nie tak działa. A w najgorszej opcji zabiorą dziecko do pogotowia i ty wiesz, co z tym małym tam zrobią? Zanim sprawa jakoś by się wyklarowała, to to dziecko przeszłoby horror. Tego się boję.
    Pod opieką MOPSu są, do tego ośrodek specjalny, gdzie mały chodzi, jest, że tak powiem mocno się interesujący.
    Nie chcę po jednym widzianym (może incydencie? nie mam pojęcia) stawiać wszystkich na nogi, bo nie mam dowodów, po prostu. Mały nie chodzi posiniaczony, pokiereszowany (mijam się czasem z nim na przystanku, najczęściej z babcią którąś). I jak piszę - to był jedyny raz, kiedy taką scenę widziałam, a różne akcje chłopiec robił wcześniej, NIGDY nie został uderzony (nawet gdy z daleka obserwowałam). Ja tej pani absolutnie nie bronię, to nie tak, znam realia - bez dowodów gdziekolwiek coś powiem to wyśmieją.

    OdpowiedzUsuń
  18. Pod opieką mopsu - nie, że zasiłki (chociaż to też), ale mieli... kuratora? społecznego, nie wiem czy tak to się nazywa, to mi kiedyś koleżanka sprawdzała, w mopsie pracująca, taka pani do nich chodziła co jakiś czas bo oni życiowo niezaradni dość, mimo pracy ojca.

    OdpowiedzUsuń
  19. Myślisz, że teraz dziecko horroru nie przechodzi? :(

    Mnie nie chodzi o to, żeby na nich skarżyć, tylko żeby im znaleźć pomoc jakąś, która pokieruje tę kobietę w lepszą stronę...
    Np. kuratora właśnie.

    Aż mnie serce boli normalnie... :(

    OdpowiedzUsuń
  20. Ale kuratora (kurde, zawsze mi się to z sądowym kojarzy, no) mają.
    Wiesz co, nie wiem. Jeśli to był jednorazowy incydent, to ogólnie naprawdę nie mogę powiedzieć, by chłopiec był zaniedbany. Rodzice stosowali się do wszelkich wytycznych, które otrzymali w poradni - czyli załatwili SI i regularnie jeździli, załatwili biofeedback regularnie, logopeda co tydzień, co 2 tyg. spotkanie grupowe w grupie specjalnej w poradni, grupa specjalna w przedszkolu, hipoterapia, suplementacjia, turnusy rehabilitacyjne - powiem ci, że w ogromnym szoku byłam, bo naprawdę ogólnie rodzice... no specyficzni. I widać było, że chcą dla syna jak najlepiej. Dlatego byłam i ogromnie zdziwiona tym, co zobaczyłam i mam nadzieję, że to naprawdę był "wybryk". Natomiast jeżeli jeszcze bym sytuację zobaczyła - to do mopsu pójdę.

    OdpowiedzUsuń