piątek, 22 czerwca 2012

Agresja wobec rodzica

Wymiękam. Cholery dostaję. W efekcie podnoszę głos i koło się zamyka. Złość na złość. Tylko jak nie dostać wścieku, kiedy dwulatek wali Cię w pysk? Ja nie wiem.
Liczyć do stu, wypić szklankę wody zamiast?
Powyżej kokardy  mam już tych ciągłych dylematów. Psychologię przyjdzie mi skończyć chyba, przy tym dziecku. A potem się od razu scertyfikuję (tak, wymyśliłam nowe słowo) i będą baaaardzo mądra... na temat obcych dzieci. :D

Od paru dni zarzucam innych (mądrzejszych od siebie) pytaniami w tej sprawie. Różne koncepcje padły. A ja dalej dumam.
Wiem, że to złość na mnie wywołuje takie reakcje Daniela. Wiem, że robię coś nie tak, jak on sobie założył, jak chciał, albo w ogóle nie tak jak jego umysł dopuszcza w danej chwili. Tylko jak to zrobić inaczej?

Przykłady: 
Dziecko buja się na moich kolanach. Nagle stwierdza, że bujanie nie przebiega tak, jak chce. Odsuwa się i uderza mnie w twarz.

Dziecko fochuje na rękach u babci, bo coś chciało i nie dostało. Zalecam odstawić Stwora na podłogę. Babcia wykonuje moje zalecenie, a Stwór podchodzi do mnie i rypie mnie w pysk z całej siły.

Wchodzimy po schodach, nagle Młody wymyśla, że on będzie szedł po podjeździe dla wózków. Idziemy, ja trzymam, a on staje w połowie i chce, żeby go puścić. Próbuję wytłumaczyć, że nie można, bo... ale nawet zacząć mi się nie udaje, bo on już jest zły i robi cyrk, rzuca się, skacze. Nie mam wyjścia, unoszę w górę i stawiam na płaskim terenie wyżej. I dostaję pięściami po udach.

Pomijam rzucanie rzeczami, bo to osobny temat i pewnie osobny elaborat o tym napiszę, bo materiału mam na drugiego Pana Tadeusza.

Czy on słucha, gdy o nim mówię negatywnie? Czy rozumie? Czy dlatego jest "zły" bo słyszy, że jest zły? Tylko jak nie mówić o dziecku na foteliku u psychologa? Każda wizyta na tym polega przecież. Czy on to wszystko rozumie? Czy stąd ciągnie swój obraz siebie? /Może wyjaśnię, że wyżej zastosowałam pomysł na myślenie dziecka, nie mówię do syna, że jest zły, ani o nim, że jest zły. Nie mówię też, że jest niedobry czy  niegrzeczny. Opisuję zaistniałe sytuacje. To tylko moja kombinacja co on z tego wyciąga i ile może rozumieć, a nie moje przytoczone słowa./

A może jest tylko i zwyczajnie zły na mnie, bo nie spełniam jego oczekiwań? Bo chce i próbuje kontrolować sytuację, a ja mu nie pozwalam?

A może walczy ze mną, bo widzi w moim zachowaniu próbę uzyskania przewagi siłą? Na zasadzie "agresja rodzi agresję"? Ja jestem zła, gdy on mi cyrkuje na środku ulicy albo na schodach, boję się, że spadnie albo coś go przejedzie, jestem zdenerwowana, nie mam czasu ani możliwości tłumaczyć mu spokojnie, próbować wyciszyć i dotrzeć, muszę działać. Może to dla niego przegrana? Może widzi to tak: mama robi to siłą, nie słucha mnie, nie rozumie, stosuje przewagę, ja jestem zły, a ona ma to w nosie?!
Nie wiem. Naprawdę za cholerę nie wiem. :(

Ale dlaczego uderza, gdy  np. źle go bujam na kolanach? Wymierza mi karę? Czy tylko tak odreagowuje emocje, bo jest zły, zmęczony, śpiący?

Żeby było jeszcze dziwniej to już trzy razy dostałam na dzień dobry. Budzi się, podnosi, patrzy na mnie i pac mnie w ryło. o_O Śniło mu się coś, czy ten żal do mnie jest już tak egzystencjonalny, że go nie opuszcza 24h?

Za dużo mam tych pytań i "ale" i coraz głupsza jestem z tym wszystkim.

Wg pani Hanny Olechnowicz agresja wobec matki oznacza zaburzenie relacji w diadzie matka-dziecko, złość i rozczarowanie dziecka. Żebym ja tylko wiedziała o co ta złość i rozczarowanie i co robić w takich razach? A może ja za dużo dumam? Może odpowiedź jest prosta? Może jest zły po prostu, bo nie tak bujam, bo chciał sam, bo kazałam go zdjąć z rąk, bo chciał stanąć na schodach, a wszystko "bo tak"?
I może uderza, bo taka forma jest w danym momencie dostępna, najbliższa, nie wymaga szukania w otoczeniu, jest na miejscu?

Może, dużo tego może...
Osobiście wątpię. Myślę, że problem jest głębiej. Że gdzieś jest coś nie tak w naszych relacjach, tylko za cholerę nie wiem co. :(
Gdzieś mi tam z tyłu głowy krąży słowo "swoboda", wielokrotnie wyciągane przez panią Olechnowicz. Dzieci autystyczne kochają swobodę, kochają przedszkola Montessori, kochają jej Klub. Kochają to, że im tam dużo wolno. Kochają to, że same decydują o wielu rzeczach. Kochają swobodę działania.
Daniel jej nie ma. W sytuacjach, gdy występuje agresja, zawsze chodzi o ustanowienie jakiejś granicy jego swobody, zawsze on czegoś nie może, albo coś musi, albo coś nie jest tak, jakby chciał. A takich ograniczeń on nie jest w stanie zaakceptować w większości przypadków. Czy tu leży ten pies pogrzebany? Dobrze by było, gdybym go w końcu wykopała, bo zaczyna woniać i robi się coraz mniej przyjemnie. :/

Nie wiem czy dobrym torem idę, może nie, może zaraz wpadnę na jakąś latarnię i rozwalę sobie łeb?!

Jakieś pomysły?






12 komentarzy:

  1. A słuchaj, jakby tak dać mu działania, pole, w których spokojnie mógłby korzystać ze swobody? Stworzyc prócz tego, co na co dzień, jakieś "pole do popisu", gdzie cokolwiek by robił, to nawet jak źle zrobi to krzywdy nie będzie.
    A granice których nie pozwalasz przekraczać muszą być, bo tu kwestia bezpieczeństwa i nie przeskoczysz. Nie puścisz Gada na ulicę samego, nie pozwolisz mu stawać na parapecie itd.
    Pierwsze, co mi na myśl przyszło to brak umiejętności radzenia sobie właśnie z tymi ograniczeniami, walnięcie jest dla 2latka często jedynym sposobem na wyrażenie sprzeciwu. nie potrafi ci pokazać, jak masz bujać, co robic, to walnie.
    no i to co wcześniej pisałyśmy - o tym mówieniu w obecności dziecka o złych rzeczach. MOŻE o to też chodzi? Wiem,że u terapeuty nie da się, no wiem. Ale może jakoś dla równowagi głośniej, więcej o dobrych rzeczach?

    OdpowiedzUsuń
  2. Zobaczę u psychologa, ale u logopedy ostatnio słuchał nas mocno, aż sama kobieta zauważyła, że chłonie każde nasze słowo. :) Nie mówiłam o nim źle, raczej o metodach różnych, które nie działają, za to dużo było o postępach w ciągu ostatnich trzech tygodni, kiedy to nas nie było u kobity, z braku miejsc (za późno się rejestrowałam i już była blokada na trzy tygodnie). A on słuchał uważnie. Nie chodził nigdzie, niczym się nie zajmował, tylko stał i słuchał. A potem jak nigdy, usiadł mi na kolana i pracował - słuchając tylko moich poleceń. Np. powtarzał słowa, tylko wtedy gdy ja papugowałam polecenie powtórzenia za babką.

    Widzisz tu jakąś zależność??

    Nie bardzo wiem jakie to pole. Daniel generalnie może dużo. Wg wielu znajomych jest rozpieszczony i wolno mu wszytko. Gdy się bawi też. Nawet jak rysuje po stoliku zamiast po kartce, milczę. Gdy rzuca drobnymi zabawkami też nie reaguję, najwyżej mu mówię, że zniszczy zabawkę i nie będzie miał. Nie wolno mu tylko rzeczy, które mają jego lub coś innego zabezpieczyć: wybiegać na ulicę, przechodzić przez pasy samemu, puszczać się na podjazdach, jeśli już koniecznie musi nimi wchodzić, rzucać ciężkimi przedmiotami i rzeczami czyimiś (np. telefonem babci), bić ludzi itp.

    Chociaż nie wiem czy on tego nie widzi inaczej...

    OdpowiedzUsuń
  3. A popatrz, sama piszesz, że nie mówiłaś źle, za to o postępach dużo. No cholerka wie, no. Ciekawa jestem (ale nie próbuj :D ) czy byś oberwała gdybyś coś jednoznacznie złego powiedziała?

    Wiesz, ja myślałam o takich rzeczach nie wiem, typu masa solna, miejsce, gdzie może biegać ile wlezie, rzucać się na trawę, a może - dać mu wiadro piłek i niech rzuca, specjalnie rzuca? Nie wiem, kombinuję tylko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzucanie na trawę odpada, bo on cuda wyczynia ostatnio i pewnie coś by sobie zrobił. Bezpiecznej trawy (w dodatku bez kleszczy i psiego gówna) nie posiadam w okolicy. Tu musi mu starczyć materac.

    Notabene - znacie dzieci dwuletnie, które same, bez pomocy, robią przewrót w przód, ze stania? o_O Ja nie wiem skąd on to ma... ?

    Masa solna średnio, próbowałam plasteliny i modeliny, tak sobie to działa. Biega dużo, po domu, po dworze. Rzucanie pewnie by mu się spodobało. Takie gąbkowe byłyby super, muszę poszukać.
    I myślę o kręglach, takich badziewnych, plastikowych, tylko nie wiem czy takimi to się da grać, bo to może wcale samo nie stoi... :)

    Kombinuj dalej. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja zbytnio nie pomogę,ale też podobny etap miałyśmy.Z tym że nie biła tylko szczypała mnie po gębie z miną psychopaty i wyszczerzonymi zębami.Przeważnie wtedy,gdy ja lub ktoś inny zrobił coś nie po jej myśli.

    Nie ważne kto i co.Zawsze obrywało się mnie;/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ustoi samo, jak najbardziej, Wadera polecam i stabilny i wytrzymały.

    A jeszcze jedno mi do głowy przyszło - może dlatego to najbliższa osoba - mama - obrywa, bo dziecko czuje się przy niej bezpiecznie? Bo wie, że co by się nie stało, to jest MAMA i mama nie skrzywdzi?

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie jestem pewna. Obawiam się właśnie, że może nie czuć się bezpiecznie...

    Tylko po czym to sprawdzić?

    Szczypania jeszcze nie mamy. Za to mamy już kopanie (na leżąco) i nowość - gryzienie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gryzienie tez się pojawia.Zwłaszcza jak biorę za łapę,żeby gdzie iść...Gryzie mnie w rękę jak piesek...

    OdpowiedzUsuń
  9. A to Daniel nie, on tak sobie, siedzi obok i nagle chap i użre mnie w nogę np.
    Próbował siebie, ale boli... :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Odnalazłam ten tekst w necie. Kiedyś przysłała mi go moja siostra, mama niepełnosprawnej Zuzi. Przeczytajcie i witajcie w Holandii...


    Witamy w Holandii

    Często jestem proszona, aby opisać przeżycia związane z pojawieniem się w rodzinie dziecka niepełnosprawnego. Ma to pomóc innym ludziom, zrozumieć, jakie uczucia temu towarzyszą.

    A więc jest to tak:
    Oczekiwanie na przyjście dziecka na świat można porównać do planowania wspaniałej, wymarzonej podróży do Włoch. Kupujesz wtedy mnóstwo przewodników i piszesz cudowny plan. Zobaczysz Koloseum, posąg Dawida, popłyniesz wenecką gondolą. To wszystko jest bardzo ekscytujące. Po miesiącach przygotowań nadchodzi wreszcie ten wymarzony dzień, pakujesz bagaże i… ruszasz w drogę.

    Kilka godzin później samolot ląduje, a stewardesa wchodząc na pokład mówi: „Witajcie w Holandii”.

    - W Holandii? – mówisz – Co to znaczy? Przecież chciałam lecieć do Włoch, powinnam być teraz we Włoszech, całe życie marzyłam, aby zwiedzić Włochy! – Nastąpiła niespodziewana zmiana planów. Wylądowali Państwo w Holandii i musicie tu już zostać. Nie ma powrotu.

    Zatem musisz tu wysiąść, kupić nowe podręczniki, nauczyć się całkiem nowego języka. Ale z drugiej strony, spotkasz tu ludzi, których w innym przypadku nie miałabyś możliwości poznać.

    Fakt, to całkiem nowe miejsce. Z pewnością inne niż Włochy, może mniej atrakcyjne i pociągające, ale gdy już tu jesteś, wciągniesz pierwszy haust powietrza i rozejrzysz się dookoła zaczniesz nagle zauważać, że w Holandii są oryginalne wiatraki, rosną łany przepięknych tulipanów i że to z Holandii, a nie z Włoch pochodzi Rembrandt.

    Gdy inni, których znasz będą wyjeżdżać i wracać z „twoich” wymarzonych Włoch, ty przez resztę życia będziesz mówić: „Tak, to tam właśnie miałam pojechać, tam planowałam być”. I żal z tym związany pewnie nigdy nie minie gdyż utrata marzeń jest najbardziej bolesna.

    Lecz jeśli spędzisz całe życie, opłakując fakt, że nie dane Ci było dotrzeć do Włoch, nie dostrzeżesz w pełni, jak pięknym krajem może być Holandia.

    Źródło: Tekst ten napisała Emily Pearl Kingsley, matka chłopca z zespołem Downa. Od urodzenia poddawała syna wszechstronnej rehabilitacji, sama stworzyła cały szereg ćwiczeń usprawniających, a efekty, jakie osiągnęła, wzbudziły podziw i uznanie specjalistów.

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj. Dopiero Was poznaję. Przeczytałam kilka postów (i komentarz u mnie) i nie wiem czy to co napiszę będzie w jakikolwiek sposób pomocne ale tak poruszył mnie ten post, że trudno mi milczeć. Wiem, że Twój syn jest chory a z chorymi dziećmi prawie wogóle nie mam doczynienia. Ale wiem też, że wszyscy ludzie, niezależnie od wieku, płci czy właśnie stanu fizycznego/psychicznego/duchowego mają takiesame potrzeby. Każdy z nas ma potrZebę akceptacji, bezpieczeństwa, bycia branym pod uwagę itp. I różnymi drogami dąży do zaspokojenia tych potrzeb.nie wiem czy czytasz moj blog czy tylko wpadlaś z jedorazową wizytą więc skupię sie na podstawach porozumienia bez przemocy. Jeśli już to wszytsko wiesz to proszępotraktuj moje słowa jako swoiste przypomnienie :)
    W PbP nie ma ludzi złych i dobrych, są tylko tacy, którzy nie mają lub mają zaspokojone potrzeby i stąd potrafią wzbogacać życie innych lub czynią je trudnym. Bicie o ktorym piszesz to strategia na zaspokojenie jakieś potrzeby. Nieudolna i raniąca. Choć zastosowana nie przynosi zaspokojenia tej potrzeby ale innej być może twoj syn nie zna. Nie wie jak skuteczniej zaspokoić swoją potrzebę np. Decydowania o tym w jaki sposób chce spedzić czas na kolanach czy jasnego zakomunikowania, że chce zostać u babci na rękach. Bije nie dlatego, żeby. Zadać ból tylko dlatego, ze ma nadzieję na osiągńięcie celu.
    Myślę też, że nie tylko dzieci, żeby postępować"dobrze" nie mogą czuć się źle.. Myslę, że Małemu może być bardzo trudno, gdy słyszy, że jest zły, że mama jest na niego zła, że znowu źle to zrobił. Kiedy jest trudno nie słowa krytyki i oceny pomagają a wsparcie, empatyczne bycie przy drugim. Nie wiem jak to dla Ciebie brzmi.
    Następnym razem złap jego rączkę i powiedz:nie chcę, żebyś mnie bił(język osobisty.) zamiast nie wolno bić(zakaz).
    Jeśli nie znasz bloga Ojca Karmiącego to polecam. Pisze go Tata autystycznego King Konga w duchu rodzicielstwa bliskości i porozumienia bez przemocy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Moniko - nie wiem ile razy u Was byłam, za dużo tych Monik już, nie wiem która jest która. :D

    Dla jasności - nie mówię do syna ani o synu, że jest zły. To tylko moja kombinacja co też on może o sobie myśleć i co słyszy w moich wypowiedziach, między wierszami.

    Dziękuję Ci za wpis. Cały czas o tym dumam, już od paru tygodni...

    Tak, znam Sebastiana i czytam. :) I piszę z nim. :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń