wtorek, 8 maja 2012

Zmiany, teraz w drugą stronę

Tak się nam rozkręcało od paru tygodni, aż w końcu rozkręciło się na dobre. Albo raczej: na złe się rozkręciło. Dużo zmian. Za dużo nawet jak dla mnie. Daniel znosi to jeszcze gorzej.
Ale do rzeczy i po kolei...

Bardzo źle śpi. Jednej nocy jest w miarę, trochę kręcenia, przebudzeń, wchodzenia mi na kolana, a drugiej co godzinę albo i pół jakiś cyrk, płacz, wstawanie, próby wyjścia z sypialni, ciągłe włażenie na mnie, szarpanie mnie, że mam wstać itd. Dziś była taka noc. Noc koszmar. Nie wiem czy przespał chociaż jedną godzinę w całości. A o 3:30 to już było za dużo i dla niego i dla mnie, wstałam podać hydroksyzynę. Zasnął po 4ej. A mimo to o 5:30 pobudka i próba wyjścia z sypialni. Uśpiłam ponownie na rękach. Spał potem na mnie. Ledwie żyję. W ogóle ostatnio dużo tego kontaktu nadmiernego ze mną. Już nie zasypia normalnie, teraz trzeba go usypiać, najlepiej na rękach i jeszcze koniecznie w ruchu, chodząc albo bujając się. Czuję się jakbym znowu miała trzymiesięczne dziecko. Koszmar jakiś. W nocy też tak próbuje, ale upieram się i nie wstaję. Wtedy ciągnie mnie do siadu i włazi na kolana, po czym każe mi się bujać na boki. Nie wiem co to jest i skąd to jest, ale przeraża mnie...
W dzień są pobudki z płaczem. Czasem jedna, czasem trzy. Śpi na raty, nerwowo, czujnie. Nie wysypia się. 2,5h drzemki w dzień to teraz za mało, budzi się i od razu jest zły. Jakby  nagle ta sama ilość snu co wcześniej, przestała mu wystarczać. Dlaczego? Nie mam pojęcia.

Znowu nie schodzi z rąk, każe się nosić. Pokazuje że chce iść gdzieś tam i ciągnie w tę stronę. Wędrówka we wskazane miejsce zwykle nie daje nic, bo tam nic nie ma, więc za chwilę ciągnie w drugą stronę,  potem w trzecią i tak cały dzień, z pokoju do pokoju. Z każdym krokiem bardziej rośnie mi ciśnienie, nienawidzę tego przemieszczania na rękach, gdy sprzęga mnie nogami jak konia, żebym zrobiła krok. Gotuję się po same uszy. Muszę o tym porozmawiać z psychologiem Daniela teraz 10go maja, albo mi coś doradzi, albo zwariuję. :/
Dodam, że babcia przyjęła kiedyś taktykę: "Danielku, babcia jest stara, babcię bolą nóżki, nie może Ciebie tak nosić" i to działa do dziś. Owszem, są fazy i dni, że na niej też wisi, ale ogólnie wisi dużo mniej, dużo dużo dużo mniej niż na mnie. Mój błąd?

Chętnie chodzi na spacer wózkiem. Przy czym, jeśli z babcią to do wózka idzie od razu, długo w nim siedzi i tak samo wraca. Ze mną owszem, wskazuje na wózek i że chce wyjść, ale wsadzić się do niego nie daje. W efekcie w jedną stronę mam dziecko na rękach i wózek do pchania, a w drugą dopiero jakoś go tam wkładam, daję coś w łapkę, wafelka, bułkę, flachę i wtedy jakoś bez cyrku daje się wsadzić, ale najpierw swoje muszę przejść. Chyba tu też mój błąd gdzieś po drodze, skoro babci takich akcji nie robi. ;/

 Nowa reakcja na inne dzieci. Ogólnie nazwałabym ją: NIE. Bawi się w baseniku, wchodzi tam też inne dziecko i już jest źle, mały odwraca się zadkiem, powtarza Nie, marudzi, rzuca zabawkami. Nawet na spacerze, gdy mijamy inne dzieci, które na niego patrzą, wyłapuje te spojrzenia i odpowiada na nie Nie. Obłęd jakiś.



Kolejna nowość to rzucanie na ziemię. Zobaczył u córki znajomych tydzień temu i podłapał w minutę. Nie minęła chwila, coś mu nie spasowało i fik na glebę i krzyczy. Gały nam wszystkim wyszły. Że tak szybko nie łapie innych rzeczy... :/ No więc mamy rzucanie teraz. Czasem do tego dochodzi uderzanie głową w podłogę. Lekkie, jak mocniej pacnie to wstaje i ryczy, że boli. :)

Następna sprawa - wszystko SAM. Mam ochotę udusić czasem. Schodzi z kanapy przodem (schodzenie tyłem jest dla mięczaków :/ ) i zaczyna lecieć na twarz, ja łapię, a ten wyje, że on chciał sam i cyrk, rzut na matę, krzyki, rzucanie czymś. No udusić tylko... Z bloku też wychodzi sam, po nastu schodach betonowych. Nawet być obok nie można, idę przed nim i modlę się bym zdążyła złapać, ale i to mu nie pasuje, mam odejść i koniec. Na blacie w kuchni już nie siedzi, teraz chce tam stać, a ja mam odjeść. Któregoś dnia zaczął się ze mną  szarpać, odpychać moje ręce, w efekcie tak się szamotał mocno i uparcie, że mi pod tymi rękami przeleciał i runął na podłogę. Na szczęście bokiem. Oczami wyobraźni już widziałam pękniętą czaszkę... ;/ Na każdym kroku tak, czy ubiera buty (nie umie), czy otwiera butelkę wody, czy cokolwiek innego, on musi sam. Nawet rzeczy absurdalne. Np. nie potrafi wypiąć się z wózka. Próbuje i wkurza się. A jak go wypnę to ryk. I bądź tu mądry człowieku... /Szkoda tylko, że chodzić to nie sam, a na ręce./

Złość jest teraz natychmiastowa. Pojawia się od razu i od razu w największej skali, cały asortyment wyrzuca z siebie. Żadnych zahamowań, zastanowienia, wahania, nic, od razu  mega wkurw. Wcześniej bywało tak, że był wściek natychmiast, ale głównie była zwykła złość, niecierpliwość, można to było jakoś zatrzymać, uwagę odwrócić, a teraz meksyk kompletny bez ostrzeżenia, od razu 10 na 10.

Na sile przybrało też NIE na wszystko. Każde moje pytanie, albo nawet zwykłe twierdzenie, które do niego wypowiadam, otrzymuje odpowiedź: Nie.
- Chodź, pójdziemy do wanny.
- NIE.
- Chcesz pić?
- NIE.
Sięga po flaszkę, nieopacznie mówię do niego: napij się ładnie, jeszcze nic dzisiaj nie wypiłeś. I od razu jest:
- Nieeeee
a po nim rzut butelką. Kapcie opadają po prostu.
Nawet gdy go w nocy przykrywam to krzyczy Nieeee i wykopuje się. Przez sen. Jak tak dalej pójdzie to jakieś uroki zacznę odczyniać, bo to niemożliwe żeby dziecko się tak zachowywało przecież! :/
Czy próbuję go przytrzymać, czy coś podać, a chciał sam, czy ubrać, gdy  nie chciał, czy cokolwiek innego zrobić, od razu jest Nieeee i robienie afery. Generalnie dziecko jest na Nie do wszystkich i do wszystkiego. Nawet do sąsiadów, gdy  na niego patrzą w windzie np. Odwraca głowię i powtarza: Nie, Nie, Nie. Sprawdza czy dalej patrzą i znowu to samo robi. Jedno wielkie, małe, chodzące NIE. :/

I jeszcze jedna nowość - burzenie jego planów. Ma swoje rytuały, pomysły, które zrealizować musi, bo tak. Np. wychodzenie z domu. Musi zamknąć drzwi. Potem musi włączyć guzik w windzie. Na dole musi zamknąć drzwi (z samozamykaczem), nawet gdy za nami idzie sąsiad, wtedy trzeba poczekać aż ten wyjdzie i zamykamy. W wannie wyłączamy wodę. Spuszczamy w sedesie. Włączamy czajnik. Gdy ma dobry humor, czasem działa wyjaśnienie w typie: "teraz nie zamykaj drzwi, pan jedzie z rowerkiem, nie możesz mu zamykać, pan sobie drzwi zablokuje, żeby wyjechać, a my zamkniemy jak będziemy wracać", a czasem nie działa nic.
Przy czym te rytuały są już nie takie fajne, jeśli wydać mu polecenie. Np. nie chce iść spać, idziemy do sypialni i mówię mu, żeby zgasił światło (co wcześniej robił zawsze przed spaniem, sam). To nie, wtedy jest cyrk, on nie zgasi. Fiksum dyrdum można dostać. 

I to chyba wszystko w sumie...
Jeśli nie wyje, to buczy, jak nie buczy to marudzi, jak nie marudzi, to na ręce, jak nie na ręce, to sam, jak nie sam, to NIE. Moja cierpliwość już dawno się skończyła, chodzę naładowana jak karabin maszynowy, mam ochotę trzasnąć drzwiami, wsiąść w auto, wjechać na A4 i pędzić przed siebie... byle dalej.
Nie byłam tak zmęczona i sfrustrowana gdy był malutki. Wtedy mogłam go uciszyć białym szumem. Dziś nie mam metody, żadnej. Jedna wielka katastrofa. :(

A do tego Danielowy tatuś uznał, że to moja wina, a dziecko nie jest chore (na nic) tylko rozpieszczone. Przeze mnie i przez babcię. W dupie ma papiery od psychologów (dwóch), neurologów (dwóch), psychiatry, pediatry i wszystkie inne też. On wie lepiej. I tyle jego pomocy, że robi mi wykłady jak to pozwoliłam Danielowi na ... wszystko. Nie ma to jak pomoc drugiego rodzica i wsparcie. :(
No cóż. Nawet nie chce mi się tego komentować. :(




14 komentarzy:

  1. Tak mi się nasunęło - 2,5h snu w dzień to mało, bo nocny sen jest nieefektywny, przy takim szarpanym śnie to nawet 15h nocą będzie niewiele chyba.

    Z noszeniem nie wydaje mi się, by błąd był, byc może bliskośc babci nie jest mu tak potrzebna, może nie zaspokaja go to tak, jak noszenie twoje.

    Bunt 2latka wam się na wszystkie problemy nałożył, mam wrażenie, i dlatego to takie wszystko... zmaksymalizowane?

    A tatusia musisz olać, jego nie zmienisz, nie możesz dalej sobie jeszcze dziadem nerwów psuć. Ma typowy mechanizm wyparcia, najłatwiej zwalić winę na kogoś, niż przyjąć do wiadomości, że to choroba. Pacan i tyle, niech spada na drzewo, niech płaci i niech spada, niepotrzebne ci są dodatkowe atrakcje nerwowe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej:)
    Podpisuje się pod słowami przedmówczyni.
    Jeżeli mogę coś doradzić....Oczami wyobraźni przenoszę się w przeszłość i widzę zachowania mojego synka zanim udaliśmy się z nim na terapię.Wydaję mi się,ze Twój synek ma bardzo dużo zaburzeń SI, przydałaby mu się również pomoc logopedyczna oraz terapia indywidualna.My rozpoczęliśmy te zajęcia w sierpniu 2011 r.Obecnie moje dziecko jest nie do poznania.Pocieszę Cię i jestem tego na 100% pewna,że za kilka miesięcy Młody się wyciszy i uspokoi.Mój synek zachowywał się wręcz identycznie.Byliśmy diagnozowani w Synapsiss.Dostaliśmy CZR bliżej nieokreślone do obserwacji.Obecnie po kilku miesiącach terapii dziecko jest nie do poznania, mówi,rozwija się prawie normalnie.Jest specyficzny choć na pierwszy rzut oka nie do wyłapania,ze ma problem.Dużo pomogło nam chodzenie do żłobka.Raczej na chwilę obecną dążymy w kierunku ZA.Jeżeli chciałabym porozmawiać podawałam mój nr gg, powtórzę się: 2172046 Ania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Logopedę to my mamy od stycznia, nic to nie daje. Daniel z nią nie współpracuje.
    Nie wiem co będzie za kilka miesięcy, chyba niewiele, bo na terapię płatną nas nie stać, a z NFZ to mamy figę z makiem. :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze polecam na usypianie i wyciszanie... kołysanki Justyny Steczkowskiej "Puchowe kołysanki". Proszę mi obiecać, że Pani spróbuje włączyć je Synkowi. Nie znam dziecka, które nie zareagowałoby na nie. Moja koleżanka ma upośledzone dziecko i to zostało jej polecone przez psychiatrę. Coś jest w tych melodiach i głosie, że działają na dzieci!! moje dzieci to padają przy tym jak muchy. Może Pani sobie ściągnąć z Chomika lub gdzieś z internetu a nawet ja mogę Pani przegrać i wysłać. Albo kupić, wiem, że wydatków ma Pani sporo, ale musi Pani to włączyć synkowi. Dużo sił życzę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo chętnie, ale... ja nie mam tego z czego puścić dziecku. Wieżę zabrał tatuś przy wyprowadzce. CD w starej miniwieży jakiś czas temu padło, a z komputera nie mogę, bo przy młodym taki sprzęt musi być chowany, inaczej on w ogóle spać by nie poszedł. Nigdy. :(

    Ale spróbuję jeszcze wyczyścić CD. A nuż...

    Dziękuję za podpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  6. - To niech Pani pożyczy sprzęt od sąsiadki, mamy, siostry, kogokolwiek, na pewno pożyczą tak na próbę,
    - może Pani włączyć w komputerze i go schować gdzieś do torby i pod stół, żeby tylko było słuchać,
    - tak samo magnetofon, mały nie musi widzieć skąd to gra,
    - może Pani zgrać mp3 na telefon i puścić z telefonu lub z ipoda, jeśli ma.

    Jest tyyyle możliwości, tylko trzeba chcieć spróbować. Czasem najprostsze rozwiązania są najlepsze. Nie wyleczą, wiadomo, ale może coś pomogą, wyciszą, uspokoją na moment.

    Proszę spróbować, nic Pani na tym nie straci, koszt niewielki, zachodu też mało.

    Pozdrawiam Panią.

    OdpowiedzUsuń
  7. :)
    Dziękuję za zaangażowanie, ale jest trochę ale...

    Moi rodzice nie mają takiego sprzętu, nie mam siostry, nie mam takich sąsiadek, od których mogłabym pożyczyć sprzęt rtv. :)

    Chowanie laptopa rozbawiło mnie, szczerze mówiąc. :) Mój syn jest może chory, ale nie jest niekumaty. :) Jak coś gra w torbie, to się sprawdza co i gdzie. Nie ma takiej opcji, żeby gdzieś był dźwięk, a on nie wie co to i gdzie to. :) Zresztą musiałabym schować laptopa do szafy, bo stołów itp. mebli w sypialni nie mam. :) Obawiam się, że dźwięk z przymkniętego lapka (otwarty nie wejdzie - wiem, bo chowam przed nim) z szafy to już nie jest to. :)
    I nie bardzo wiem, jak mam to włączyć i schować by on nie widział, skoro nie spuszcza mnie z oka.

    Nie mam magnetofonu ani walkmana. :) A to byłby jakiś pomysł, przyznaję.

    OdpowiedzUsuń
  8. Trochę się właśnie zdziwiłam, że mp3 można za dwadzieścia złotych nabyć. To jest myśl może...
    Rozejrzę się w temacie. Dziękuję za pomysł. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. nie mam rad... a jedynie mogę Ci powiedzieć, że mam podobnie. Mój Daniel ma 4 lata, 1,5 roku temu pierwsza zapowiedź podczas obserwacji w Poradni P-P: autyzm. Nie jesteś sama... pozdrawiam ciepło. Ania

    OdpowiedzUsuń
  10. No staram się jak mogę jakieś rozwiązanie wymyślić, bo wierzę w te kołysanki jak w świętość;) Nie znam dziecka, które by przy nich nie skapitulowało, największe nocne marki się poddają.

    To niech chłopiec sam je włączy, sam włoży płytę i posłucha. Jest taka możliwość czy co on robi jak widzi komputer, że musi być schowany?

    Może na DVD niech Pani spróbuje, czasem odczytuje mp3 czy inne pliki muzyczne:)

    Chłopiec nigdy nie słuchał muzyki? Nie działała na niego kojąco? Żadnych "Fasolek", "Tęczowego Music Boxu" itp.? Nie próbowała Pani mu puszczać muzyki klasycznej, Bacha, Mozarta? Teraz wszystko można ściągnąć z internetu lub posłuchać on-line.

    Muzykoterpia to świetna terapia. Nie trzeba eksperta, ale samemu popróbować co dziecko lubi. Moja córka lubi Shakire:D ma 3 lata, ale jak w radiu leci to zawsze mówi: "ale super piosenka". Wcześniej lubiła piosenki Blue Cafe. Wszystko z radia. U nas gra cały czas.

    OdpowiedzUsuń
  11. DVD mam w komputerze, więc też odpada.

    Czemu komputer schowany? Bo w nim grzebie non stop. Chce żeby mu włączać, przełączać, sam klika. Mógłby tak kilka godzin. /Już pomijam, że potem mam taki obraz, że nie umiem tego wrócić z powrotem i wszystko działa nie tak jak powinno./ Trochę za wcześnie na taką fascynację komputerem, jak na 2 lata. Więc odstawiłam. Jak widział, to zamiast spać, na dobranoc chciał do kompa, potem nie mogłam oderwać i zawsze przed spaniem był ryk.

    Muzyki słuchał, lubi radio, magnetofon w miniwieży, taki mega stary, na kasety tylko, no i CD póki działało.

    Nie interesuje go muzyka klasyczna.
    Lubi "Cztery słonie", "Jadą misie", "dziadek lulka farmę miał" i parę innych. Ale nie dla ukojenia, raczej dla zabawy.
    Czasem mu coś wpada w ucho. Lubi Piaska. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No to standardowe zachowanie 2-latka. U moich dzieci było to samo. To tym się proszę nie przejmować. Nieraz dzieci nam coś poklikały, darcie było, że zamknięty, bo same nie umiały otworzyć. Trzeba przeczekać takie zainteresowanie i tyle. A repertuar chyba każde dziecko w tym wieku ma ten sam:) A może by tak w tle puszczać mu tą muzykę klasyczną? Nie musi skupiać się na słuchaniu, tylko tak w tle. Nie było jego zachowanie lepsze, nie bawił się czymś dłużej w tym czasie?

    Nie chciałam Pani urazić tym, że synek jest niekumaty, przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja się nie obraziłam, naprawdę. :)

    Rozbawiłam raczej. Technicznie to on jest nad wyraz bystry. Podłączy laptopa, wie jak się montuje kable usb i inne, takie starego typu na mysz czy klawiaturę, jak się ładuje telefon czy nawigację, umie poruszać się po tel. dotykowym, potrafi zadzwonić, napisać po chińsku esemesa a potem wysłać go do babci np. :) W tych sprawach to on jest mistrz. :)

    Dlatego ubawiłam się pomysłem, że gdzieś coś by było włączone i grało schowane, a on by... słuchał zwyczajnie. :)

    No ale to trzeba znać Gada, żeby widzieć.
    Może u innego dziecka to by przeszło, u nas szans zero.

    Ale kupiłam za naście zł jakieś Mp3, zobaczymy co to warte. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. To teraz może Pani ściągnąć "Puchowe kołysanki" i włączyć małemu. Jestem ciekawa reakcji? No i może Pani sama się uspokoi? Teksty są piękne. To kołysanki dla chłopca.

    OdpowiedzUsuń