niedziela, 20 maja 2012

Nie idziemy do kardiologa

Skierowanie do kardiologa dostaliśmy jeszcze w styczniu.
Powód taki, że Daniel w histerii sinieje. A robi to natychmiast, w ciągu 10 sekund, od momentu gdy zacznie. Jest w stanie zacząć płakać i natychmiast wejść w bezdech.
Jak się dobrze rozhuśta do doprowadza się do granicy przytomności.

Nie mogliśmy się dopchać do rejestracji, tylko osobiście i tylko w wyznaczonych godzinach. No więc w końcu miałam wolne i mogłam pojechać na drugi koniec miasta, żeby rzecz załatwić. No i pojechałam.

I figa z makiem.
Nie dość, że do wizyty jeszcze dwa czy trzy miesiące, to jeszcze zabrali mi skierowanie. Co oznacza, że nigdzie indziej nie pójdę. Ale to mi niewiele przeszkadza, bo więcej kardiologów dziecięcych w okolicy nie ma, więc i tak klapa.

Ale najlepsze jest coś innego.
Dziecko do badania musi być spokojne, nie może się wydzierać, biegać itd. Jak na moją logikę - musi więc być wypoczęte, wyspane. Mylę się?
Godzina wizyty: 13:30. Ehem ehem... my wtedy śpimy. Pytam panią, czy może rano, albo po południu. Nie, pani nie może. To kiedy pani może? No więc pani nie może w ogóle, nigdy, nigdzie, tylko w dzień A lub dzień B i zawsze o 13:30.
Pytam więc panią jak długo są lekarze, przyjdziemy na koniec.
Nie, nie możemy przyjść na koniec, bo najpierw pani wszystkie dzieci rejestruje, a potem im wszystkim robi EKG.
Tu już wyglądałam jak Atomówka z Cartoon Network. o_O Jak to wszystkie dzieci? To one wszystkie są zapisywane na tę samą godzinę? Tak. I one tak wszystkie (naście sztuk) czekają na swoją kolej EKG? Tak.
Ups. Różne głupie pomysły miałam w życiu, ale na coś takiego to bym nie wpadła.

Z góry uprzedzę pytania co logiczniejszych - potem te wszystkie dzieci czekają do lekarza. W następnej kolejce. Nie wiem ile to wszystko w sumie trwa, pani nie chciała mi powiedzieć. Chyba bała się, że faktycznie przyjdę pół godziny przed końcem i cały harmonogram jej zepsuję.

Dostałam dobrą radę od kolegi. Zapisać się jako nr 1 w kolejce.
Super, a czy już mówiłam, że o 13ej to Gad zwykle śpi? Nawet jak będzie nr 1, będzie tak zmęczony, że zaśnie mi w aucie, w drodze tam. O ile go przetrzymam do tej godziny i nie padnie w domu.
I tu druga rada - iść na pieszo. Ehem. No tak. Jak zwykle okazuje się, że mam wybitnie niewspółpracujące dziecko. Jego widać chodzi na piechotę 2h w jedną i drugą stronę. No moje nie. Ja do tej poradni idę jakieś 50 min. z domu. 40 jeśli ruszę z kopyta i po drodze nie spotka mnie przesilenie.
Inna rzecz, że zmęczone dziecko nie pójdzie nigdzie, tylko wejdzie mi na ręce, tzn. moje dziecko. A na rękach zaśnie. Tak czy siak.
Obudzone na miejscu będzie niedospane. Pomijając wszystko inne, jak krzyki, ryki i inne atrakcje, z rzucaniem na ziemię w tle, Daniel zmęczony nie da się lekarzowi zbadać. A na myśl o EKG ogarnia mnie pusty śmiech. :D Chyba w pasach, takich jak psychiatryku! :D Do czego mi takie badanie? Co mi powie, co mi da ta pięknie zapisana kreskami taśma, jeśli badanie odbędzie się na siłę, z rykiem, krzykiem i rzucaniem? Co mam z takim wynikiem zrobić? Tylko jedno przeznaczanie przychodzi mi do głowy... Forma zapisu akurat, idealna na ten cel. :/

No więc, jak to mówi mój brat - dupa w szafie.
Badanie niewykonalne na ten dzień.

W sumie to nie wiem co by trzeba było zrobić, żeby to się dało? Na prochach go zawieźć? On nawet w zabawie, tak sam z siebie, z ochotą leży bez ruchu jakieś pięć sekund?!  :/


2 komentarze:

  1. Ja to się zastanawiam, co za kretyni tam pracują - chodzi o DZIECI. Czyli, z założenia, istoty nieobliczalne, szybko się męczące i wiadomo, że ciężko im się nie ruszać.
    Ktoś chyba z powołaniem się minął o lata świetlne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani w rejestracji ma na wszystko odpowiedź - lekarze tam przyjeżdżają, chyba z WOK, z Zabrza. Im widać lata koło dupy, że przyjmują tam dzieci. Łaskawie przybyli i trzeba się do nich dostosować.
    Kto wymyślił ten system nie wiem, pewnie przychodnia, żeby IM było wygodnie.

    Tak więc obie strony bardzo elastyczne. :/

    OdpowiedzUsuń