czwartek, 17 maja 2012

Fikolandy metodą na integrację

Jakiś czas temu pojawiło się w okolicy kilka fikolandów. Rok temu byliśmy na takim osiedlowym, w Knurowie i zraziliśmy się. Brudno, duszno, dzieci na metr kwadratowy zatrzęsienie, poniszczone zabawki.

Teraz mamy dwa blisko domu, na terenie CH Arena i na terenie pasażu Tesco. Do tej pory odwiedziliśmy dwa razy Arenę. Było fajnie, ale obiekt jest mały, a dzieci sporo. Daniel zachwycony  nie był, zauważyłam. Ciasno, a dzieci biegają, krzyczą, nie patrzą na inne dzieci. Zdębiałam, gdy zaczął do mnie uciekać w takich sytuacjach. Dosłownie. A jak już ktoś z krzykiem obok przelatywał, to Daniel w panice, byle dalej, w moim kierunku, ale na ślepo. Parę razy łapałam z jakiejś półki, czy zjeżdżalni... :(
Jesienią tak nie robił. Potem zima, nie chodziliśmy na place zabaw, a teraz widzę całkiem inne reakcje.

No więc zaczynamy oswajanie na nowo.

Wczoraj, w ramach urodzin, pojechaliśmy do dużego fikolandu, w Tesco. Mieliśmy co prawda jechać do Kreatywki, ale dziecko uparło się drzemać do 17:15, więc zajęcia nam przepadły...
Uparłam się, że kontakt z innymi gadami być musi tak czy siak i wydumałam fikoland.
Obiekt wielki, dużo przestrzeni. Co prawda malutki basenik z piłkami, ale za to rzadko ktoś na kogoś wpada.
Czysto, nie ma zniszczonych zabawek. A cała konstrukcja do wspinaczek ogromna i trzypiętrowa. A do tego zrobiona tak, że można tam wejść z dzieckiem, naprawdę solidna robota.

Niestety trafiliśmy na odbywające się tam urodziny 8-9 latka, więc było trochę hałasu, a dzieci bez opieki rodziców (opiekunów było dwóch i siedzieli przy kawce w innym pomieszczeniu) zachowywały się jak spuszczone ze smyczy, biegały, krzyczały dziko, potrącały inne dzieci, wpadały na siebie i miały w głębokim poważaniu cały świat. Babka obsługująca ten bajzel gardło tam zdarła na ciągłym powtarzaniu, że na trampolinie skaczą jednocześnie 2 osoby albo że nie wolno obrzucać się piłkami. Wydawałoby się, że 9 latek to rozumie, a jednak nie, minuta i znowu cała chmara tam wpadała. I tak w koło. Kobieta dostawała szału z bezsilności.


No ale o nas...
Duża przestrzeń, więc dziecko zainteresowane, spacerowało ze mną za rękę. Oswoiło się gdzieś po pół godzinie, gdy zaczepiła nas pewna 5ciolatka. Fajna mała, taka otwarta, zaczęła zagadywać, że mama z nią przyjść nie chciała, że dziadek ją przyprowadził i poszedł na zakupy, że ma pięć lat itd. Daniel trzymał dystans, a potem mała zaproponowała zabawę w zbieranie piłek, które wypadły z basenu i wrzucanie ich tam z powrotem. A że mu podawała te piłeczki do ręki, to dziecko się oswoiło i zaczęło bawić. (Niewielki basenik widoczny na zdjęciu powyżej.)

Potem przyszedł czas na pełzanie i raczkowanie. Zamek widoczny z tyłu ma parę takich okrągłych dziur w obudowie (też widoczne), można sobie tamtędy wchodzić pod całą konstrukcję.



Później młody nabrał odwagi i zaczął zwiedzać pierwsze piętro. Próbowaliśmy wejść wyżej, ale nie dało się, bo ciągle ktoś tam biegał i Daniel od razu zawracał ze strachem i natychmiast chciał zejść niżej. Gdybym tam z nim  nie wchodziła, jak nic rozwaliłby głowę i spadł na niższy poziom. :( Kilka razy skorzystaliśmy z okazji, że okolica była pusta i zjechaliśmy ze zjeżdżalni, on z jednej, ja z drugiej, razem, za rękę.

Z czasem dzieci coraz mniej go obchodziły, mniej na nie zwracał uwagę, a nawet parę sztuk go zainteresowało, zwłaszcza dziewczynki z pomalowanymi, jak u kota, buziami. Pokazywał na nie palcem i śmiał się.

W efekcie zwiedziliśmy całą konstrukcję (część dopiero, gdy urodziny się skończyły i największe dzieci wyszły), a młodemu naprawdę się spodobało.

Oto kilka dowodów eksploracji:







Na koniec dziecko stwierdziło, że matka już nie musi asekurować w każdym momencie i zaczęło samo zjeżdżać ze zjeżdżalni. o_O
A na deser uznało, że jak inni, to on też, więc zaczęło włazić na zjeżdżalnię od drugiej strony i zjeżdżać na brzuchu, nogami w dół. :D Nie wiem co on by tam wyprawiał, jak byśmy dłużej zostali... Może dołączył by do grona dzikich i też by biegał jak opętany, szalejąc po całym obiekcie? :D

W sumie bardzo się nam podobało.
Spędziliśmy tam dwie godziny i nawet nie wiedziałam kiedy to minęło. Miła pani skasowała nas na 25zł (ups) i wróciliśmy do domu, gdzie od razu wpadliśmy do wanny, bo było już po 20ej.

Dzień oficjalnie uznaję za udany. :) Młody też. :)


Foty własne i fatalnej jakości. Stary aparat już chyba ma dość, a światło tak fatalne, że nic się więcej wycisnąć nie dało.
A obrabiać mi się nie chce. ;) 


Linka do filmu - pierwszy samodzielny zjazd na zjeżdżalni;  
http://www.youtube.com/watch?v=YMBA07CEb7c&feature=youtu.be





5 komentarzy:

  1. Kropko, podczutuje cię tutaj i na wizazu i strasznie lubie Cie czytac.
    trzymam kciuki i przesylam noc usciskow i sily!
    fajnie jest miec taka mame jak Ty:) jestes super, najsilniejsza osoba jaka znam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie :) muszę się wreszcie do was wybrać.
    Myśmy dzisiaj urodzinowo byli, i też - super godzina, dopoki nie przyszła zgraja takich 5-7 latków. Ja sobie NIE wyobrażam, że zapraszam dzieci i zostawiam je całkowicie samopas...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję Domciu! :*

    Szaja - wybieraj się, czas najwyższy. :)

    Zauważyłam, że większość osób zostawia dzieci, nawet małe. Gdy wychodziliśmy stamtąd ostatnio, przyszła para z dwójką dzieci, jedno miało mniej niż 3 lata, drugie 5. (Swoją drogą 20 to ciekawa pora na zakupy z dwójką dzieci.) Wprowadzili, zapłacili. A pani ich stop i pyta ile mają te dzieci. I mówi do nich, że niestety, ale to mniejsze tylko z opiekunem, powyżej 3 lat dopiero można zostawić. Spojrzeli na siebie bardzo niezadowoleni. W końcu on został na straży (ale nie wszedł do środka - nie wiem jak chciał w razie czego łapać to swoje dziecko spadające z któregoś piętra wieży?!), a ona poszła na zakupy.
    Wyraźnie chcieli się uwolnić od dzieci na tę godzinę. o_O

    OdpowiedzUsuń
  4. W tym naszym fikolandzie jest tak, że nie ma jakiś osobnych pomieszczeń, na środku mniej więcej jest wydzielona część ze stolem dlugim dla rodziców i krzeslami, tam można siedzieć i wszystko widzieć.

    OdpowiedzUsuń
  5. W naszym jest taka jakby wnęka, boczne pomieszczenie. Nie jest zamknięte, ale z boku. Rodzice zlali temat i nawet nie wyglądali na główną salę.

    OdpowiedzUsuń