poniedziałek, 14 maja 2012

Cud?

3 kwietnia byliśmy na drugiej wizycie u homeopatki, dostaliśmy kuleczki Sulfur, które to niby miały ruszyć naszą mowę. Jak się później okazało, mogą one ruszyć wiele innych rzeczy, wywołać wiele różnych gwałtownych zachowań, nie tylko tych fajnych.
Do tego czasu dziecko było super, od stycznia coraz lepsze, coraz bardziej kontaktowe, współpracujące, otwarte.

Efekty leczenia miały być po tygodniu widoczne.
I bum - 13go kwietnia koszmar w ciapki, ryki, krzyki, bunt dwulatka razy sto, nawet pisałam o tym na blogu, że mamy regres. Jeden wielki koszmar, który trwał trzy tygodnie, do wyjazdu... Wróciło ciągłe marudzenie i noszenia na rękach. Skróciły się drzemki w dzień i spadła jakość nocnego snu. Jedzenie koszmar, gorzej niż kiedykolwiek.

29go kwietnia moje dziecko na wyjeździe weekendowym obudziło się w nocy, w obcym miejscu z krzykiem i zaczął się koszmar do potęgi n...

2go maja obudziło się z gorączką, a wkrótce okazało się, że złapało jelitówkę.

8 maja w jakimś absurdalnym odruchu desperacji pojechałam z małym do homeopatki, która wzięła nadwrażliwość syna na karb leku podanego na początku kwietnia i zmieniła specyfik.

Do tego czasu mieliśmy za sobą 9 dni i nocy masakry.
Od 8 maja dziecko śpi na hydroksyzynie. W nocy, w dzień nie podaję nic.
Przed minionym weekendem umierałam ze strachu. Pomocna babcia pojechała do siebie, a ja miałam zostać z małym terrorystą sam na sam przez ponad 2 doby.

 foto. Daniel w wieku 4 miesięcy.

I nie wiem co się stało, ale były to chyba najfajniejsze dwie doby, jakie spędziłam z synkiem. :)

Cudowne dziecko!

Z pt. na sobotę trochę buntu na dobranoc. Noc ok, no ale na leku, to wiadomo... /Z drugiej strony, podobno dzieci autystyczne nie poddają się takiemu leczeniu?!/ Pobudka bez humoru o 6 rano w sobotę. Przetrzymałam Gadzinę w sypialni, zmusiłam do przytulenia, zagadałam. Potem przewinęłam, wstał, włączył telewizor, wypił mleko i dojrzał do wstania. Do drzemki szok - ani chwili na rękach, jadł, bawił się, śmiał, jak kiedyś. Potem cyrk przy drzemce, nie chciał spać i koniec. Przed 13tą wzięłam na ręce i na siłę praktycznie uśpiłam. O dziwo - mimo zasypiania z płaczem spał prawie 3h! Dojrzał chwilę na rękach i znowu fajne dziecko. Z szoku wyjść nie mogłam. Pojechaliśmy do fikolandu, mamy taki nowy, w CH Arena. Tam spędziliśmy godzinę (i po raz kolejny upewniłam się tam, że Daniel musi przebywać z innymi dziećmi, bo się ich boi - gdy biegają, krzyczą, on szuka miejsca do ucieczki :( ), coś tam kupiliśmy i wróciliśmy do domku. Potem kolacja, kąpanie i spanko. Wieczorem trochę cyrkował, ale tak normalnie, jak dwulatek, prezentował jakieś małe foszki. :)

Noc znowu ok (na hydro), poranek też nie halo, ale znów przetrzymałam w sypialni, aż dojrzał i w sumie wyszliśmy 40 min później niż wstaliśmy. Trochę kombinował z jedzeniem, a potem naszło go na słodycze, więc się rozbrykał znowu i padł dopiero o 13ej na drzemkę. I znowu spał prawie 3h. Chętnie zjadł obiad i pojechaliśmy do dziadków.
Tam szok, dziadek dostał trzy buziaki, a na koniec dziecko zrobiło papa, przybiło piątkę, zrobiło żółwika i dało cześć. :) Jeszcze na parkingu jeden buziak, gratis. :) Dziadek w szoku, ja też. :)
Wieczorem wyszły małe rogi, ale szybko je przycięłam i zasnęliśmy spokojnie, bez cyrków, bez bujania (nie na rękach!) na zmniejszonej dawce hydro (2/3 porcji podałam) i spaliśmy ładnie całą noc, z jedną przerwą na mleko i dziś rano wstaliśmy bez płaczu o 6:30...

Jaka przyczyna?
Czas? Nowy lek homeo? Pogoda? :) Hydroksyzyna? Cud? /Daniel nie jest chrzczony, więc cud chyba nie. :D / Nie wiem co to i skąd to. Ale wiem co powie mi dr. Bross. I nawet wcale się jej nie dziwię. Jak tak sobie daty przeanalizowałam, to to się naprawdę pięknie składa. :)
Bez względu na powody, bardzo się cieszę, że jest jak jest. Niech sobie to będzie zasługa homeopatii nawet. :)

 foto. Danio w wieku 7,5 mca

I teraz ciekawostka...

Tak mi się zdawało już jakiś czas, a teraz tylko się upewniłam. A więc: 

- na zachowanie Daniela nie wpływa cukier; tzn. nie rozdrażnia go, nie pogarsza zachowań autystycznych, nie pogłębia ich; W ten weekend dziecko zjadło morze cukru, parę żelków, mini pączka serowego, dwie kostki czekolady, wypiło kilka porcji syropów różnych, w tym hydro i witaminy, wciągnęło dwa sezamki, trochę soku; I nic. Zachowanie lepsze niż tydzień czy miesiąc temu.

- na zachowanie Daniela nie wpływa mleko krowie; owszem, wywołuje wysypkę, ale nie pogarsza samopoczucia, nie powoduje krzyków, płaczu, nerwowości. Na sobotnie śniadanie Daniel uparł się zjeść wujkowy twaróg ze śmietaną. Nie miałam serca mu zabrać, bo dobre kilka miesięcy nie widziałam, by moje dziecko coś chętnie jadło i samo się upominało. A że ostatnie dwa miesiące nie jadł NIC, tylko flachę na noc i w nocy, to po prostu usiadłam w szoku i patrzyłam jak je... I nic, żadnego rozdrażnienia, złości, marudzenia, nawet biegunki, nic kompletnie. Zjadł i poszedł się bawić. Potem długo spał, bez leku, nie wchodził na ręce, no po prostu ideał.

- na negatywne zachowania dziecka nie wpływa gluten. Daniel w ten weekend po prostu kategorycznie odmówił jedzenia bezglutenowego chleba i makaronu. Uparł się jeść tylko zwykły, biały chleb i makaron z mojej zupy. I nic, zupełnie nic, żadnego pogorszenia zachowania.

- główna przyczyna, tak na 99% (pozostałe 1% to choroby różne, zęby, ból) wszystkich zachowań negatywnych to BRAK SNU. Daniel od zawsze spał za mało. Nie za mało w ogóle, ale za mało jak na swoje potrzeby. W ten weekend spał w nocy od 20:30 (albo 21) do 6:00 (albo 6:30) i w dzień prawie 3h. Całkiem inne dziecko. Już wcześniej zauważyłam, że jak wracam z pracy, a dziecko się wita i ucieka do zabawek to znaczy, że spało z babcią 3h. I to samo dzieje się teraz. Zgodziła się z tą teorią nasza psychiatra, pani dr. Agnieszka Gorczyca, wg niej dziecko musi spać tyle ile potrzebuje jego układ nerwowy, inaczej zachowuje się źle, agresywnie, jest marudne, histeryczne, krzykliwe itd. Stąd ta hydroksyzyna.

Tylko co teraz? Olać dietę? Sama widzę, że ona nic nie daje. Nie ma candidy, nie ma poprawy zachowania na diecie, za to jest przy większej ilości snu, nawet gdy dziecko zapchane jest krowim mlekiem, glutenem i cukrem po uszy. No nie wiem. Mam opory karmić go tym, czego nie chce. Zwłaszcza, że niejedzenie trwało bardzo długo i praktycznie od stycznia 2011 było gorzej z każdym miesiącem, aż do porzucenia jedzenia w ogóle na przełomie marca i kwietnia 2012. Nie wiem. Pomyślę jeszcze.

W każdym razie chciałam się pochwalić. :) Wyspałam się. :) Dziecko się wyspało. Spędziliśmy naprawdę fajne dwa dni ze sobą. Oby tak dalej, a będę najszczęśliwszą matką dziecka ze spektrum, jaka chodzi po ziemi. :)

I tylko mi tak kołacze - z czego ta zmiana?
I tak sobie myślę, że niedługo będę musiała oddać dyplom, bo zaczynam wierzyć w homeopatię. :D

Ps. Jest jeszcze jedna ciekawostka, ale to w innym poście już.

7 komentarzy:

  1. No to potwierdza się to co w poprzednim komciu ;) pisalam - sen zbawieniem. Super, ogromnie sie cieszę, proszę mego zięcia wyściskać porządnie!
    A to, że to nie dieta powoduje zachowanie nie takie- nie jestem zdziwiona. Jakoś wcale nie wierzę w te opowieści, ze to wina żarcia. Pewnie, jeśli człowiek głupieje i nie wie o co biega to wszystkiego należy spróbować, również eliminacji, ale podświadomie nie wierzę i juz. Coś jak ty w homeo ;)

    Cholera, z pracy piszę, mam fatalną klawiaturę w biblio, fujj...

    OdpowiedzUsuń
  2. Tylko widzisz... wiele dzieci na to idzie. Na forum wszyscy mnie gonią o tę dietę. Ciągle pw dostaję, że na pewno candida (już nie wiem ile razy pisałam, że robiliśmy badania; to teraz mnie pytają gdzie i nagabują żeby powtarzać), że na bank robaki, a poza tym, że koniecznie dieta.

    CZasem to się boję wejść na pewne fora, bo wiem co przeczytam, albo z góry mam czuja, kto mnie objedzie na pw, o to co robię, albo czego nie robię. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Olej.

    to, że część autystyków wymaga diety eliminacyjnej może oznaczać tylko to, że mają robale/bakterie/choroby jelit czy co tam, ale nie każde dziecko tak ma. A sama wiesz, forumko :D że rózne śmieszne rzeczy i opinie na forach są.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ano wiem.

    Już nawet poznałam kilka mam, które z forum uciekły, bo im ktoś diagnozy stawiał albo krytykował ich działanie. Mam kilka takich na pw forum autystycznego i kilka na gg.

    Ale z tą dietą to i poradnie sugerują wprowadzić. I fundacje. Np. Synapsis.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja od paru dni namiętnie podczytuję bloga i z zapartym tchem czekam na nowe informacje!

    Ja wierzę w homeopatię, sama podaję swoim dzieciom. Mam bardzo dobrą homeopatkę, ale jest z Podkarpacia, to daleko od Pani.

    Jestem pewna, że w dużym procencie to zasługa homeopatów. Wiem, że na sen też jakieś są, może zamiast Hydroksyzyny, Pani homeopatka nie dawała nic na spanie?

    A może dieta powinna być bez konserwantów tzn.ekologicznych produktów? Może konserwanty go tak rozdrażniają? Bo on duży chłopiec, widać, że nachodzi go na nowe smaki, chce próbować. Nie, że dieta bezglutenowa, bezcukrowa itp. ale taka ekologiczna? Próbowała Pani?

    Ja to wogóle for nie czytam. Nieraz chciałam znaleźć jakąś informację to tylko na przepychanki słowne trafiałam. Czytam blogi jak czegoś szukam.

    I takie pytanie mam, bo się nie znam wogóle: czy to, że chłopiec ma już papier o niepełnosprawności to już nie da się tego cofnąć? Już do końca życia będzie niepełnosprawny, nawet gdyby np. nadrobił braki, dogonił rówieśników itp.?

    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na nowe fakty:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie.
    Orzeczenie o niepełnosprawności (bez stopnia, stopień dopiero po 16rż się określa, jeśli w ogóle) nie jest na stałe, co kilka lat (różnie, zależnie od choroby, od wieku) komisja zbiera się na nowo, od nowa kołomyja z papierami od specjalistów. I jeśli choroba ustąpi/zniknie to lekarz to w opini od siebie napisze.
    No i inna rzecz - orzeczenie ma jakąś tam datę ważności, rodzic nie ma obowiązku stawiać się na nowej komisji, jeśli nie chce dalej orzeczenia dla dziecka. Czyli załóżmy, dziecko ma 10 lat, orzeczenie traci swą moc prawną i rodzic nie składa wniosku o zebranie się komisji i... już.

    OdpowiedzUsuń
  7. Lepiej chyba nie można było tego wyjaśnić. :)
    Ja jeszcze od siebie dodam, że bywa odwrotnie, dziecko nie bardzo z czymś, rodzic chce (wiadomo, to otwiera sporo drzwi), a komisja dziecko uzdrawia. Znam nie jeden taki przypadek, niestety. (Zachowują się jakby dawali na to pieniądze, barany!)

    Co do ekologii. Teraz widzę, że Daniel nawet jak się naje żelków to nie jest nerwowy, raczej rozbawiony. A sama stosuję, w pewnym wymiarze. Budynie robię dziecku na mleku nie krowim i nie UHT, jeśli kupuję parówki to dobre, najchętniej cielęce i nigdy w markecie, jajka dla niego tylko zerówki, ziemniaki i inne warzywa przyjeżdżają na moje osiedle ze wsi, co piątek wozi je pewna pani itd. itd. Daniel je bardzo mało chemii.

    OdpowiedzUsuń