czwartek, 24 maja 2012

Bilans dwulatka i takie tam...

Dziś moje dziecko po raz setny pokazało jakie jest przekorne i jak ważne u niego jest to, czy się wyspał, czy też nie. Śmiem nawet twierdzić, że sen odgrywa tutaj rolę ważniejszą niż sam autyzm.

Daniel wstał rano za pięć siódma i miał dobry humor. To pierwszy szok. Potem trochę  pofochował o różne bzdetki (nie chciałam dać swojej szczoteczki do zębów np.), ale generalnie do 8:30 kiedy to wychodziliśmy z domu na bilans, był cywilizowany i mogłabym rzecz nawet, że grzeczny. :) /Zakładając, że takie coś w ogóle jest możliwe./

Potem foch - nie pójdzie do wózka. No to nie. Bilans mamy na 9:30, zdążymy. No i szliśmy tak pieszo, szliśmy, szliśmy, wszystko macaliśmy, brudziliśmy ręce o stojące przy drodze auta, meldowaliśmy fakt świecenia każdego zielonego światła na trasie, nie chcieliśmy dać ręki na pasach, więc znów fochowaliśmy, bo matka nieugięta była. I tak doszliśmy do poradni. Cała trasa zajęła nam 50 minut, w sumie przejechane w wózku tylko ostatnie 50m. Nie żeby chciał, po prostu wydumał, że nie idzie, że na ręce, a ja posadziłam.

W poczekalni ładnie czekał, znalazł jakieś pluszaki tam i zajął się trochę. Ale też nie było ludzi i długo nie czekaliśmy.

W międzyczasie mieliśmy durną dyskusję z pielęgniarką z rejestracji na temat szczepień. Mamy tam jakieś zaległe Hib, sprzed ho ho, z jesieni chyba jeszcze, albo z wczesnej zimy. Pani objaśniła, ja podziękowałam za informacje. Pani spytała czy dziś, odpowiedziałam, że nie i nie wiem kiedy, może nigdy. Pani spytała czemu, odpowiedziałam. I tu nastąpił wywód, że szczepienia nic do rzeczy nie mają i inne bzdety tego typu. Stwierdziłam, że mam swoje zdanie na ten temat, mam też opinie paru lekarzy, w tym psychiatry, neurologów dwóch itd. Pani spytała o informację na piśmie, więc powiedziałam, że zaraz jej napiszę... Spojrzała dziwnie i poszła.


Bilans robiła nasza pani pediatra (nasza od niedawna) dr Chłoń, ze swoją pielęgniarką (jakoś tak pracują w parach). I tu cisza. Żadnych pytań, uwag, nic. Na koniec tylko pani dr spytała mnie czy ze szczepieniami to sobie na razie spokój dajemy. Potwierdziłam. /Czemu ja tej kobiety wcześniej nie znalazłam?!/

Dziecko dało się zważyć bez cyrkowania (waży 11.200 - Daniel w ciągu miesiąca jedzenia przybrał 1kg na wadze i skoczył z 3 centyla na 10ty!), a potem jeszcze zmierzyć. Tu mniej chętnie, ale posłuchał jak tłumaczyłam co to będzie i dał się przekonać (mierzymy 87,5cm - 50 centyl i też w ciągu miesiąca spora zmiana, bo 1,5cm) bez większych oporów, a przede wszystkim bez płaczu, krzyku i tupania.

Potem pani dr poprosiła, żeby przeszedł boso przez gabinet. Zdjęłam buty i postawiłam na podłodze. Serce miałam w gardle - nie tak dawno to samo robiliśmy u neurologa i nawet nie chcę dziś pamiętać tego cyrku, jaki Daniel wtedy zrobił, gdy go na tej podłodze postawiłam i odsunęłam się. No więc postawiłam i teraz, odeszłam od niego na 5m, stanęłam przed nim, a ten nic. To mówię: chodź do mnie, zrób ładnie tup tup. A on na zawołanie i to dosłownie tup tup zrobił, tak drobiąc śmiesznie, w podskokach, z uśmiechem. :D Pani dr spytała jak normalnie chodzi tak w ogóle :), bo widziała, że się wygłupia, więc powiedziałam, że normalnie, tyle że stópki lekko do środka daje. Pytała czy to konsultowałam gdzieś, więc powiedziałam, że z panem Zawitkowskim Pawłem i że jego zdaniem dziecku buty przeszkadzają i ma chodzić ile się da boso, bo boso chodzi lepiej. Stwierdziła, że słusznie i że nic z tym nie robimy póki tak mało te stópki do środka idą i jeśli lepiej chodzi boso.


Potem dziecko posadziliśmy na leżance i przeszliśmy do osłuchiwania. I znowu szok, pani pokazała co będzie robić, ja podniosłam mu bluzeczkę i wyjaśniałam, że pani dr posłucha co Danielek ma w brzuszku i nic, cisza, chwila zawahania, przysunął się do mnie, założył mi ręce na szyję, po czym zaciekawił się jednak tym co pani dr trzyma w rękach i dał się osłuchać bez protestu.

Największy szok był na koniec, gdy lekarka wzięła patyczek i zaczęła objaśniać, że policzymy ząbki. Złapała go za brodę, a ten otworzył paszczę i dał sobie sprawdzić wszystko, co tam miał do sprawdzenia. Stan zębów 14. Stan buntu 0. Ilość decybeli w powietrzu 0.

Ehem ehem... Kto mi podmienił dziecko? Dodam, że hydroksyzyny na noc Daniel dostaje w tej chwili już tylko 1ml więc 1/5 dawki, a i to o godzinie 20ej, więc to nie zasługa syropu, bo ten od dobrych paru godzin już nie działał.

Gdy wychodziliśmy pani dr Danielka pochwaliła, stwierdziła, że gdyby nie papiery, które w rękach trzyma, to nigdy by nie pomyślała, że jemu coś jest. A ten jakby rozumiał co ona mówi i o co chodzi, i chciał jeszcze więcej wrażenia zrobić, podszedł do niej i podał jej rękę na do widzenia. Mina pani dr bezcenna. Moja była pewnie maksymalnie głupia, bo jeszcze takiej akcji nie widziałam w stosunku do obcej osoby. :) Musiałam wyglądać jak ostatni baran. :D


No i tyle bilansu. Pomijając kilka pytań mnie zadanych, w czasie gdy Daniel siedział grzecznie na leżance. 

Droga powrotna bez problemu. Wsadzony do wózka dojechał grzecznie do domu. Po drodze stwierdził, że chce truskawki (mijaliśmy stragan), poza tym żadnych żądań i marudzenia. :)
I ani metra nie był na rękach !!!

Na zdjęciach Daniel trzy dni temu, w Chorzowie.


2 komentarze:

  1. Ależ mnie duma normalnie rozpiera, on taki fajny facet! Uściskaj go od nas, nalezy mu się :))

    OdpowiedzUsuń