środa, 4 kwietnia 2012

Homeopatia - wizyta 2

Dwa miesiące z okładem temu odbyliśmy pierwszą wizytę u  homeopatki, dr Bross - Walderdorf, w Katowicach. Nie pisałam o niej specjalnie, nie tworzyłam posta, bo jakoś tak... nie miałam weny.

Cała impreza tam do gustu mi specjalnie nie przypadła. Z różnych względów, o których pisać nie będę. Nie wiedziałam czy drugi raz pojedziemy, ale... czego się nie robi dla dziecka. Pojechaliśmy.

Na 1 wizycie dostaliśmy sześć kulek czegoś. Nie wiem na co miały pomóc, ogólnie chodziło o usuwanie skutków ubocznych szczepień. Teraz dostaliśmy sześć kulek czegoś innego. I też nie wiem na co mają pomóc. Podobno tym razem "leczenie" skupia się na mowie...

W ciągu tego czasu od 1 do 2 "leczenia" w naszym życiu nastąpiło kilka zmian. Mamy więcej snu w nocy, tzn. nie zmienił się czas zasypiania ani budzenia, zmieniła się jakość snu, dziecko śpi jakby spokojniej i mocniej. W dzień jest spokojniejsze, mniej buczy, wymawia jakieś sylaby i niby-słowa tak po swojemu (aż kilka), jest bardziej komunikatywne i bardziej złaknione kontaktu, także wzrokowego.

Dla mnie to wynik: spokoju w domu (grudzień był ciężki ze względów osobistych, co odbiło się na dziecku, oczywiście), wyrastania z pewnych spraw np. z tego buczenia i godzin ćwiczeń, zabaw, nauki, może też trochę wynik działania logopedy. Plus suplementacja żelazem.
Wg pani dr to wynik działania jej kulek. :) Niech jej będzie.

Tak więc wczoraj zjedliśmy kolejne 6 białych gówienek i czekamy na kolejne efekty "leczenia". Tym razem na ruszenie z mową, kulki były inne, "sulfur" coś tam, ma być po nich jakiś werbalny bum. Zobaczymy.

350zł nie moje. Niech więc stanie się cud... :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz