czwartek, 1 marca 2012

Logopeda, part 2

Kolejne wizyty u logopedy wiele nowego nie przyniosły. Mamy pochwałę za dźwięki samogłoskowe (a, e, i, o) których Daniel dużo ostatnio wymawia i za krótkie sylaby (ma, ba, eś, aś, ja, ał, am). Pani logopedka stwierdziła, że są prawidłowe, tylko późno.
No cóż, wcześniej też były, ale wiosną, po zakichanym szczepieniu Priorixem, zniknęły.

Dużo w ostatnim czasie beblamy, większość po chińsku, ale mamy też nowe zwroty:
- ja
- am
W tym drugim przypadku wiemy co mówimy, w tym pierwszym mówimy ot tak sobie.

Poza tym mamy takie oto zwierzątka, a w zasadzie ich dźwięki:
- au (kot)
- au (pies)   :)
- ehehe (koń)
- uhu (sowa)
- uuu (krowa)
- chrrr - nie słowo, a typowe chrumknięcie (świnka)

Wyraźnie nie chcemy mówić Miau, Mu, Me, Be. Za cholerę nie wiem dlaczego. "Ma" mówimy, więc nie chodzi o samo "M". "Ba" też mówimy, więc czemu nie "Be"? Nie mam pojęcia.
No nic, pracujemy dalej.

W pokazywaniu większy sukces.
W tej chwili pokazujemy wszystko i to ze szczegółami. Tzn. on pokazuje, a ja mam powiedzieć co to jest. Już go nie satysfakcjonuje pokazanie telewizora. Pokazuje odrębnie różne jego części, a ja mam nazywać. Ekran, guzik, głośnik... Jak tak dalej pójdzie z encyklopedią pod pachą będę chodzić. :)

Z pokazywaniem na życzenie też lepiej. Ale wyraźnie wybieramy sobie ciekawe elementy, a resztę olewamy.
Z książeczki "Dzień Malucha" wybraliśmy sobie i pokazujemy:
- piłkę
- lampę
- lalę
- misia
- kota
- okno
- kapcie
- telewizor
- miseczkę mleka

Z książeczki "Przyroda" wybraliśmy sobie kilka stworów:
- dzik (pierwsza i wielka fascynacja)
- sowa
- żyrafa
- słoń

I ciekawostka. Mało co na życzenie mówimy, za to gdy matka palnęła się w kostkę i w jakimś odruchu nagłym, gryząc się w język wykrzyknęła: "ajajaj" zamiast typowego w takiej chwili (#$*^&#&), dziecko złapało i powtórzyło natychmiast, i bezbłędnie "ajajaj". o_O


foto. Danio w poczekalni u logopedy

Bez problemu pokazujemy gdzie mamy: oko, nos, buzię. Reszta nas nie interesuje.

Mamy też postęp z innej bajki... Otóż próbujemy się ubierać. Bez skutku of course, ale próbujemy. Niezgrabnie wciągamy spodenki (czasem dwie nogi w jedną nogawkę), bardzo sprytnie zdejmujemy pieluchę, a wczoraj próbowaliśmy włożyć Adasiowe rajstopy. :) Niestety ciotka tak je małemu zdjęła, że jedna nogawka była na prawo, a druga na lewo, więc siłą rzeczy nic z tego ubierania nie wyszło. :)

W tej chwili mamy za zadanie poćwiczyć dźwięki twardsze, taki jak: stuk, puk, tru tu tu, bee, meee, pyk, dzyń, kle kle itp. Mamy do tego celu parę wierszyków. Po dwóch dniach postępów brak.

5 komentarzy:

  1. Dawno Dania nie widziałam a on taki poważny! jak 2latek naprawdę, już taki przedszkolaczek niemalże!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mina małego niesamowita: znowu czegoś ode mnie chcą LOL
    Dwa dni to niedługo. My ćwiczylismy na poczatku nie samo mówienie,ale buzię i język. Podczas kąpieli kilka minut albo gdzieś tam w środku dnia.
    Nadymanie policzków, wywalanie języka; sprawdzenie dotknie językiem noska itd.
    Dopiero później doszły bardziej powazne cwiczenia typowo logoedyczne

    OdpowiedzUsuń
  3. Ano poważne to moje dziecko takie. Nie wiedzieć czemu. ;)

    Kasiu - dwa dni czego? Nie byliśmy u logopedy dwa razy, po prostu drugi raz o tym napisałam. :)

    My policzki nadymamy ciągle, robimy chomika, rybkę (teraz Daniel daje buziaki z rybką), próbujemy język do góry unieść, tak do nosa niemalże (nie wychodzi), wywalić na dół kaszląc (chory krasnoludek to się nazywa na nasze potrzeby - też nie wychodzi) itp.
    Naśladujemy zwierzaki. No różne rzeczy robimy...

    OdpowiedzUsuń
  4. W sensie, ze napisałaś: po dwóch dniach postępów brak ;)
    Może wspominałaś i nie doczytalam: a wedzidełko w porządku?

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wspominałam. Wędzidełko Daniel miał podcinane jeszcze w szpitalu. Dwie doby po porodzie neonatolog obczaiła, że jest zbyt krótkie. Zrobili małe ciach i jest ok.

    OdpowiedzUsuń