czwartek, 1 marca 2012

Goście, part 2

Z tym moim dzieckiem to jak z kalejdoskopem. Raz to, raz śmo, raz owo...

Przed tygodniem znowu gościliśmy małego Adasia. Po paru miesiącach, więc Gady się nie pamiętały nawzajem. Po paru minutach nastąpiło oswojenie i zaczęły się zabawy.

O dziwo moje dziecko podawało drugiemu (14 miesięcy) zabawki różne, podchodziło do niego nie po to, by coś zabrać, a by się pobawić obok tym samym lub wspólnie. Było towarzyskie oblizywanie klocków ze śrubami, Adaś moczył w swojej paszczy, po czym podawał Danielowi, a ten uroczo szamał podaną śrubę. :) I odwrotnie. I tak dobry kwadrans. Klocki są drewniane, więc śruby suszyłam do rana. :D

Mój syn był chyba wyjątkowo wyspany, bo widząc jak kolega patrzy na trzymaną przez niego parówkę, zaczął malucha karmić. Przyglądał się czy Adaś ugryzł, a jak nie ugryzł, podawał raz jeszcze, do skutku. Radował tym moje serce, przyznam. I próbami nawiązania kontaktu, i taką dobrą obserwacją i chęcią podzielenia się. Wieczór mocno udany był. Wyjątkowo udany.




Kilka dni później odwiedziła nas Ewcia. Było nieźle, ale już mniej towarzysko. Dzieci bawiły się odrębnie, a jeśli już do siebie podchodziły, to głównie po to, by coś sobie zabrać. Tzn. głównie zabierał Daniel - to muszę przyznać, niestety. :) Na koniec połączyły ich wspólne wygłupy na materacu. Ale że byli już dość zmęczeni to parę razy przydepnęli się w tych dzikich szałach, wzajemnie i buczeli nieco. :)
Na koniec Daniel nie bardzo miał ochotę oddać Ewci sowę, z którą się zaprzyjaźnił. I podarował jej w podziękowaniu za odwiedziny buziaka, w usta. :)

Wczoraj znowu odwiedził nas Adaś. Tym razem w moje dziecko strzelił piorun. Żadnej zabawy. Tylko zabieranie, każdej zabawki, natychmiast po tym jak mały wziął ją w rękę. A jak się nie udało (a parę razy nie udało się, bo mały nie taki ciapciak i nie dawał sobie wszystkiego wytargać) to matkę za rękę i zabieraj mama, to moje. :)
Po dwóch godzinach lekka poprawa, Adaś został nakarmiony chrupką kukurydzianą i pogłaskany po głowie, gdy się rozpłakał. Wow.

Nie przestaje mnie zadziwiać ten mój syn. Raz tak, raz siak. Nie nadążam... :)

2 komentarze:

  1. A mnie to, dla odmiany, nie dziwi :)
    Mam wrażenie, że zachowuje się całkowicie normalnie dla wieku, przecież nawet 2 lat nie ma jeszcze. Agata tak samo robi, czasem na jedną osobę reaguje cudnie, czasem odwraca się i nie, udaje, że nie zna... Albo ryk od razu.
    W święta byłam z nią u matkokrzesno - zna i ją dobrze, i jej mamę. RYK. Nie dała się dotknąć nawet. Po miesiącu równym kolejna wizyta - dziecko mnie olało, właziło wszędzie, brało obie panie za ręce i oprowadzało po ich własnym domu!
    Nie dogonisz młodzieży :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha ha ha
    No to muszę przywyknąć do tych dziwactw i zmian nastroju, widocznie. :)

    OdpowiedzUsuń