czwartek, 2 lutego 2012

Rozumie czy nie rozumie?

Ano cudów nie ma. Dziecko ewidentnie jest uparte i nie daje sobą dyrygować. Prośba nie działa, groźba nie działa. ;) Czasem działa litość, zwłaszcza w wykonaniu babci. "Danielku, babcię tak nóżki bolą...". :) Ja mam z tym gorzej, widać dla matki nie ma litości. ;)

No ale nie o tym chciałam.



Mamy pewne nowości. Małe oczywiście. Ale są.
To po kolei...

Mamy kota, kotkę dokładnie. Stworzenie, które dużo gada, ale nie miauczy jak kot. Jęczy raczej. :) Tłuczemy małemu do głowy jak robi kotek, już chyba rok tłuczemy. Bez efektu. Dwa czy trzy dni temu kota wyjątkowo się rozgadała, chodziła i zawracała mandolinę dobrą godzinę czasu. W końcu i dziecko zaraziła chyba, walnęła się na podłodze z jakąś zabawką, ja wzięłam Gada do niej i mówię: "zobacz co kotek robi" - reakcja na "robi" była automatyczna i usłyszałam w końcu przedziwny skrzek z jego ust. Mało to kocie było, wyszło mu takie "ałł" no ale też nie liczyłam na wiele więcej, bo i mój kot "miau" nie robi, więc... :)
Zdziwiłam się, bo nie prosiłam o wydanie dźwięku, chciałam żeby zobaczył jak kot się bawi, a on wyłapał to "kotek robi" z mojego zdania i odpowiedział, jak robi. Szok przeżyłam! 
Oczywiście na żądanie nie ma nic. Raz na dobę udaje się z niego wyciągnąć jedno "ałł", można pytać do śmierci, nie chce odpowiadać na polecenia i tego "ałł" powtarzać.

Przedwczoraj spodobało mu się, jak wujek, który nas wiózł do homeopatki udawał świnkę. Takie typowo słowne chrum chrum czy łik łik, czy inne jakieś nie robią na nim wrażenia. Dopiero takie prawdziwe chrząkanie, z gardła. :) Wujek udawał prosiaka, a Daniel patrzył mu na usta, układając swoje jakby na wzór, aż w końcu wyszło mu takie "chrrrop". :) Jak mu się uda i tak naprawdę charknie to cieszy się szalenie. Ale oczywiście na prośbę czy żądanie świnki nie ma. Musi być dobry humor i jakaś fajna zabawa, w trakcie której można spróbować zagadać, zrobić świnkę samemu. Wtedy jest dopiero szansa, że powtórzy... Ech...

W książeczce nadal mamy etap lampy i piłki. Pokazujemy inne rzeczy, ale nie na polecenie. Tam sam od siebie pokazuje, a ja mam nazywać. Odwrotnej opcji nie ma.
Wczoraj tak się bawiliśmy w pokazywanie przed snem i Danio zainteresował się miseczką mleka na jednej z kart. Objaśniłam, że to mleczko. Pokazywał różne rzeczy i do tego mleczka parę razy wracał.

Lekarze ciągle nie są pewni, czy on rozumie. Wg nich to, że syn reaguje na "Danielku chodź idziemy się kąpać" nie znaczy, że rozumie, bo może odczytywać całość sytuacji, kierunek w którym idę, porę dnia i całą wypowiedź zbiorczo kojarzyć. No ok, ja się ze specjalistami nie kłócę, a przynajmniej na razie. :)
Sama osobiście twierdzę, że on rozumie, tylko NIE CHCE. No ale to moje, mocno subiektywne odczucie.
Ale wracając do tematu... Po kwadransie opisywania obrazków ja zaczęłam pytać. Najpierw o to co zna i lubi, o lampę i piłkę na kolejnych kartach. Z łaski pokazał dwa razy. Potem spytałam gdzie mleczko. Wskazał miseczkę bezbłędnie.
To rozumie czy nie? Spytam następnym razem jakiegoś speca, bo nie wiem czy to coś znaczy, czy znowu nic, bo... wyczytuje z kontekstu, tembru głosu, czy czegoś tam jeszcze.

Inna rzecz, że to żadne pocieszenie. Postęp. Ale nic w diagnostyce nie znaczy. Dzieci autystyczne rozumieją.

3 komentarze:

  1. Wg mnie rozumie doskonale. Bo jakby nie rozumiał - to NIGDY. A tu piszesz, że są dni, momenty, gdy wie, czego chcesz. I nie zawsze da się to z kontekstu wyciągnąć przecież, prawda? I odwrotnie - są sytuacje, gdy zawsze można z kontekstu wyłapać, a on nie. Typu to pokazywanie na obrazkach czegoś - pokazujesz w danej książce, nazywasz zawsze tak samo, a nie zawsze pokaże. Ergo - robi to, gdy ma ochotę i tyle. Ot, charakterniak.

    OdpowiedzUsuń
  2. A bardzo rzadko ma ochotę. Dziś przed spaniem jedno moje krótkie pytanie, gdy już leżeliśmy sobie w łóżku, po ciemku.
    - "Danielku, jak robi kotek?"
    - "ałł"
    Da się?

    Tylko czemu, cholera, tak opornie?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem czemu tak opornie. najważniejsze,że się da,że rozumie- bo może na tym rozumieniu rozwijać i budować coraz więcej i lepiej. Charakter i osobowość tez robia swoje. Ja mam dwójkę maluchów i to sa dwa rózne swiaty. Starszy bardziej od narodzin nastwaiony na obserwowanie; a młodsza szybciej zrobi niz pomysli- wszędzie jej pełno. Myślę,że bez względu na diagnozę Danielowimogła by pomócmetoda bitów G. Domana.;)" jak nauczyć małe dziecko czytać'. Tytuł nieco mylący, a metoda została stworzona na uzytek pracy z dziecmi z pewnymi problemami. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń