piątek, 10 lutego 2012

Laryngolog dziecięcy

W końcu przyszedł czas kolejnej wizyty - zaliczyliśmy laryngologa. Wizyta w Przychodni Laryngologicznej przy ul. Ziemowita 6. Dr Jaros - Mikusińska.

Wizyta przebiegła ciekawie. Najpierw pani dr przyszła godzinę później, a potem jeszcze musieliśmy kolejne pół godz. odczekać. W efekcie dziecko było zmęczone (jak na złość późno wczoraj poszedł spać, a rano wcześnie wstał), znudzone i chciało wyjść. Wszystkie książeczki i inne duperele, które ze sobą zabrałam, natychmiast lądowały na podłodze.

W gabinecie nie było lepiej. Od pierwszej minuty obraza. Obca baba będzie mu gdzieś tam zaglądać i jeszcze na siłę, bo przytrzymać przecież trzeba. Nie i koniec, od razu wrzask i próba wymuszenia wyjścia. A co do tego najlepsze? Zanoszenie się. O matko i córko!
Ale jakoś zajrzała w uszy, w nos, obejrzała gardło, migdały, węzły chłonne pomacała. I przeszła do testów słuchowych. Najpierw jednak trzeba było dziecko uspokoić, bo cyrkował szalenie. W końcu ucichł, ale musiałam wstać i na rękach go trzymać, najlepiej z drugiej strony biurka pani dr, żeby nie miała do niego dostępu.

Musiałam Gada odwrócić, a pani dr zaczęła stukanie. Różne nasilenie dźwięku, różnymi przedmiotami, o różnej skali, w szkło, w biurko, patyczkiem, czymś metalowym itp. I szok. Dziecko odwrócone do niej tyłem, zareagowało fochem. Nie odwróci się za nic. Zmroziło mnie. Ale zerkam na pysek, a Gad oczy w bok kieruje, gdy stuka. Aha - myślę sobie, mamy fanaberię. Po dziesięciu chyba razach, ciekawość zwyciężyła, powoli, żeby sobie lekarka nie pomyślała, że on broń Boże zainteresowany jest, bardzo powoli zaczął się odwracać. Sprawdził, że nic nie ma do obserwacji (serie stuków trwały krótko i zanikały na ruch głowy od razu) i znów w moją stronę patrzył. Kolejne dźwięki, a on znów tak powoli, jakby go to w ogóle nie obchodziło. I tak kilka razy. Potem stuk coraz cichszy, efekt ten sam. Żadnego gwałtownego zwrotu, żadnej ciekawości na twarzy.
Na koniec postanowił przechytrzyć kobietę i nie odwracał się już tyłem, a bokiem. Patrzył niby na mnie, ale oczy w dół skierowane i na bok, zezowały na biurko. :D

Ja już nie mogłam ze śmiechu, w końcu i doktorka się roześmiała. Pokręciła tylko głową, stwierdziła, że ona widzi małego cwaniaka i niezłego ancymonka, a nie problemy ze słuchem. Ale dla spokoju naszego i naszych lekarzy, którzy nas tak ganiają po tych badaniach dała skierowanie do Poradni Audiologicznej dla dzieci w Chorzowie.

Coraz bardziej boję się tego charakterku. I coraz pewniejsza jestem, że wychowanie tego dziecka może przeskoczyć moje wszelkie wyobrażenia. Diablątko mam w domu, po prostu.
Ale kto mówił, że będzie łatwo?



Prawda, że nawet podobny? :D

4 komentarze:

  1. Hehe to może jednak księdza zawołac? ;) Charakterny ten Twoj synek, oj charakterny.... Dobrze, ze wszystko ze słuchem w porządku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha ha ha a wiesz, że już mi to proponowano, żeby jakieś czary mary zrobić, że urok ktoś rzucił. :D Ale ja prędzej egzorcyzmy widzę. :D

    OdpowiedzUsuń