środa, 8 lutego 2012

High - Need Baby

Pewne małżeństwo, pan dr William Sears (pediatra) i jego żona Martha, autorzy wielu poradników o rodzicielstwie, zostali kiedyś rodzicami po raz kolejny. Szybko okazało się, że mimo tych samych warunków, metod i tej samej sytuacji rodzinnej ich czwarte dziecko rozwija się i zachowuje całkiem inaczej. 

Pojęcie High - Need Baby powstało na podstawie obserwacji tego dziecka i prób odnalezienia skutecznej dla niego metody wychowawczej, po tym jak okazało się, że do tej pory stosowane zasady nie działają zupełnie.

Po Hayden małżonkowie mieli kolejną czwórkę, w sumie posiadają ośmioro dzieci. I tylko ta dziewczynka jest inna. A jaka? O tym niżej...  
Tekst artykułu, który cytuję został upubliczniony na bangla.pl. Autorką jest Chemical, użytkowniczka portalu. 



Przeczytałam wstęp i pomyślałam: Oooooo! Toż to o moim dziecku będzie! No i jest. :)

"Masz wrażenie, że macierzyństwo idzie Ci jak po grudzie? Dziecku wiecznie coś nie pasuje, metody z poradników przynoszą odwrotny efekt, jesteś zmęczona do nieprzytomności i kładziesz się do łóżka tylko po to, by po chwili się z niego zerwać? Czujesz na sobie pełen politowania wzrok koleżanek, dumnych ze swoich odkładalnych, samousypialnych i współpracujących dzieci? Spokojnie, ten typ tak ma. To high-need baby."

Jeszcze dziś pamiętam pierwsze próby usypiania i te pobudki małego z krzykiem, gdy prawie spadałam z kanapy, jeśli udało mi się na sekundę zmrużyć oko po jego zaśnięciu. Koszmar.

Mała Hayden była podobna. Dużo płakała, domagała się noszenia, nie chciała sama spać i ciągle wisiała na piersi.

 "Noworodek zmanipulował rodziców? Został przez nich rozpieszony i zepsuty? Gdy high-need baby jest pierworodnym dzieckiem, rodzic jest gotów wziąć tego typu zarzuty na swoje barki. Na szczęście Hayden nie była pierwszym (ani ostatnim) dzieckiem Searsów. Jako doświadczeni rodzice mieli odwagę założyć, że ta sytuacja nie jest efektem ich niewiedzy czy słabości. Że Hayden wymaga po prostu nieco innego rodzicielstwa, niż ich pozostałe dzieci."

O tak, ciągle słyszę, że dziecko mną manipuluje, dyryguje, rządzi. I że koniecznie MUSZĘ coś z tym zrobić. Obcy ludzie robią mi wykłady na temat moich metod wychowawczych. Na temat samego dziecka zresztą też.

Poniżej typowe cechy małego Gada:

"Intensywne reakcje - high-need baby można rozpoznać już na oddziale położniczym. Podczas gdy inne noworodki większość czasu spędzają na spaniu, dzielnie znosząc nawet całonocne pobyty w zbiorowej sali pod opieką położnych (byle tylko brzuszek był pełny), high-need baby rozszczeniowo domaga się aktywnej, nieustannej opieki mamy. Nie czeka i nie akceptuje kompromisów. Jest zero-jedynkowe. Gdy coś mu nie pasuje, od razu przechodzi do głośnego wrzasku (bez etapu pojękiwania, postękiwania i pochlipywania). Jednocześnie niezwykle trudno się uspokaja. Wszystko to sprawia, że rodzic zaczyna obsesyjnie unikać sytuacji mogących wyprowadzić dziecko z równowagi."
Poza spokojem na sali poporodowej /dziecko było w szoku, rodziło się dobę i kilka godzin spędziło w kanale rodnym, po czym urodziło się niedotlenione i wymagało resuscytacji/ zgadza się nam każdy przykład. Krzyk bez ostrzeżenia, zawsze nagły i bardzo silny. Szybkie uspokojenie niemożliwe. Szybkie uśpienie niewykonalne. Koniecznie na rękach, koniecznie w pionie i najlepiej na matce.

"Hiperaktywność - high-need baby na ogół nie lubi być opatulane w kocyk czy noszone w chuście. Wygina się, pręży i głośno protestuje przeciwko wszelkim próbom ograniczenia ruchów."

A jakże. Daniel nienawidził związania. Niemal tak samo jak pozycji poziomej. Parę razy motany był w kocyk, ale zwykle wywoływało to mega bunt. Mając trzy dni wykopywał się z kołdry, czym wprawiał w osłupienie wszystkie doświadczone matki. Ja do dziś słucham od niektórych, że to niemożliwe, że dziecko do miesiąca czy dwóch życia nie wykopuje się. Jasne. :) Nie dyskutowałam, kupiłam śpiworek i Gad kopał sobie tam w środku. Chusta była ciężkim tematem. Zasypiał w niej, bo: pozycja i bo: mama. Ale nienawidził związania. Dopiero luźnawe nosidło rozwiązało ten problem. Nosidło było cacy.

"Częste karmienia - wymagające niemowlęta mają w głębokim poważaniu wszelkie żywieniowe normy, mówiące np. o 2-godzinnych odstępach między karmieniami. Trudno także znaleźć jakąkolwiek prawidłowość w ich harmonogramie karmień. Bywa, że matka czuje się jak żywy smoczek - zaakceptowanie tego zjawiska jest wyjątkowo trudne w naszym kręgu kulturowym (w odróżnieniu od kultur prymitywnych). Co więcej, high-need baby często domaga się długiego karmienia piersią - trudno się spodziewać "samoodstawienia" w wieku np. 12 miesięcy."

Tu też mieliśmy problem. Było bardzo gorąco, a dziecko ciągle wisiało na piersi. Do tego było spragnione, więc nie tylko wisiało, a piło. W efekcie nabawiło się nadwrażliwości na nadmiar laktozy. Doszły bóle brzucha i nadmiar powietrza w jelitach oraz nadmierna fermentacja. Niestety głupia diagnoza pediatry (nietolerancja laktozy) zakończyła nasze karmienie i rozpoczęła erę Nutramigenu.

"Częste pobudki - high-need baby śpi płytko i łatwo się wybudza, inaugurując klasyczny dla siebie koncert "ile sił w płucach". Powtórne uśpienie może trwać godzinami. Bywa, że skrajnie zmęczeni rodzice, w obawie przed kolejną nocną pobudką (a wymagające dzieci miewają ich mnóstwo) zaczynają unikać spłukiwania wody w toalecie, boją się kichnąć, szeleścić kołdrą i wstrzymują oddech będąc w pokoju dziecka. Często mijają lata, nim high-need baby prześpi bez pobudki całą noc."

Spanie mamy problematyczne do dziś. Dziecko śpi jak mysz pod miotłą. Wystarczy mały stuk, miauk kota, zgrzyt wózka na dworze czy uderzenie piłki o słupek bramki na boisku za blokiem. Koniec spania.
Od dawna gdy mały zasypia, zwłaszcza w dzień, chodzę na palcach, nie szeleszczę nawet książką (obudziłam go parę razy czytając i zaprzestałam procederu), nie spłukuję wody, nie myję naczyń, ledwie oddycham. Najlepiej śpi, gdy ktoś śpi razem z nim.
Pobudki są nagłe i zwykle bez humoru. Rano dziecko wstaje w okolicy szóstej. Kilkanaście razy zdarzyło mu się dospać do 7, ale to zwykle wtedy, gdy w nocy była przerwa w spaniu. Częściej zdarza się pobudka tuż po piątej. Zimą to mega frustrujące, ale cóż robić...

"Niezadowolenie - wymagającym niemowlętom nieustannie coś nie pasuje. High-need baby domaga się wzięcia na ręce, więc wyciągasz ramiona, podnosisz i przytulasz je do siebie, a ono... jest niezadowolone i krzyczy. Bo trzymasz nie tak. I tak dzień w dzień, w dziesiątkach różnych sytuacji. Co gorsze, to co sprawdza się dziś, niekoniecznie sprawdzi sie jutro. Rodzic wkłada mnóstwo energi w zwykłe, codzienne czynności: jest zawsze czujny, przewidujący, kreatywny. Jeden niewłaściwy gest czy nieadekwatna reakcja - i dziecko wpada w nieukojoną rozpacz."

Oooo taaak. :) Nigdy nie wiadomo co teraz wywoła zmianę nastroju. Nigdy! Na rękach chętnie. Ale nie zawsze tak jak trzymam. W pierwszym miesiącu życia syn już wolał pozycję pionową. Trzymanie go poziomo wywoływało dziki ryk. Pion był super. Ale dłuższe stanie w miejscu oznaczało bunt i kolejny cyrk. Długo dochodziliśmy do tego, w czym rzecz. I nie wszystko odkryliśmy, mimo upływu czasu.

"Wrażliwość - high-need baby jest bardzo wrażliwe. Z charakterystycznym dla siebie zdecydowaniem i determinacją sygnalizuje wszelki dyskomfort, tak psychiczny, jak fizyczny. Potrzebuje stałości, której osiągnięcie samo sobie (i rodzicom) utrudnia."

Tu szybko odpadłam. Stałość była awykonalna. Zwłaszcza, gdy próby uśpienia dziecka w dzień kończyły się dramatem. Raz ten dramat trwał godzinę, innym razem trzy, nic stałego więc osiągnąć nie mogłam. Prócz nocy. Spanie po 20ej jakoś nam się udawało. Wtedy dziecko wyciszało się i wchodziło w inny, spokojniejszy rytm. O ile cokolwiek spało w dzień!

"Wymagania - lubi być noszone na rękach i spać z rodzicami - oto typowe high-need baby. Łóżeczko/kojec wymagającego niemowlęcia służy co najwyżej jako pojemnik na zabawki czy świeżo upraną pościel. Szaleństwem jest oczekiwać, że wymagające niemowlę będzie sobie leżało i głużyło do zawieszonej nad łóżkiem karuzelki. High-need baby nie zasypia samo, doprowadzając do szaleństwa rodziców słyszących zewsząd, że "dziecko powinno". Na nic zdają się podręcznikowe techniki i metody - ono po prostu potrzebuje pomocy i fizycznej bliskości, by zasnąć. I mnóstwa czasu, by opanować umiejętność relaksowania się przed snem i samodzielnego zasypiania. O wymagających niemowlętach mówi się też często, że są "nieodkładalne"."

Łóżeczko po czwartym miesiącu zmieniło się w pojemnik na pościel, pieluchy i koce. I jeszcze ewentualnie w kocie legowisko. Dziecko spało z nami. Spało lepiej. Nie idealnie, ale lepiej. Wierciło się, kopało, popłakiwało. Czasem pomagało dotknięcie, czasem pogłaskanie po główce, czasem przytulenie lub wzięcie na ręce. Parę przerw w spaniu -  norma. Ale dzięki spaniu razem, nigdy noce nie były chodzone, nie nosiliśmy dziecka godzinami, nie bujaliśmy, nie było bezsenności itp. dramatów.
Leżenie w dzień i zachwyty karuzelą? A w życiu. Nudy. Pięć minut i wyjąć. Wyjąć natychmiast. Owszem, poleżał gdzie indziej, ale kolejne pięć minut. Na kanapie, potem na macie, potem leżak. I tak cały dzień. Zasypiania w dzień zero. Czasem działał wózek, ale nigdy po południu. Czasem tzw. biały szum - u nas to była suszarka. Czasem nic. Zbawiło nas nosidło. Gdy już było bardzo źle, nadchodziła godzina 17-18, a dziecko nadal nie spało (od południa), zarzucałam nosidło, Gada w środek i ruszałam na miasto. Bywały dni, że spał tak i trzy godziny, a mnie nogi wchodziły.... wiadomo gdzie. Ale spał. Muzyka dla uszu. Ciiiszaaaa.

Dziecko "nieodkładalne" - idealne określenie.
Metody typu 3-5-7 można sobie było włożyć z buty. Wyciszenie na rękach, owszem. Odłożenie - ryk. Wyciszenie po raz kolejny zawsze trwało dłużej. Odłożenie - mega ryk. Wyciszenie po raz trzeci wymagało już specjalnych wyczynów. Póki nie odkryliśmy białego szumu i nosidła, takie próby z każdą minutą wyglądały bardziej dramatycznie i przeradzały się w mega super hiper histerię, zakończoną utratą głosu przez malucha.

Typowe Nigh - Need Baby - intensywne reakcje, niezwykle przejmujący, trudny do ukojenia płacz, wrażliwe, niezadowolone, wymagające, wyczerpujące, nieustępliwe.

Niereformowalne High - Need Baby zmienia się z czasem w High - Need Child - nieustępliwe, wyczerpujące, wymagające, uparte, drażliwe, o silnej woli, energiczne, ruchliwe, niecierpliwe, odważne, ciekawe świata, podejmujące wyzwania, a później w High - Need Adult - dominujący, dążący do celu, zawzięty, rezolutny, pełny entuzjazmu, empatyczny, zaradny, towarzyski, posiadający pasje.

Autorka podsumowała charakter dziecka i życie z nim takim oto (niewymagających chyba komentarza) wpisem:

"Przetrwać z high-need baby.
Warto sobie uzmysłowić, że rodzice dziecka łatwego w obsłudze nie są w stanie zrozumieć problemów, z jakimi borykają się rodzice high-need baby. Zwierzanie się im ze swoich smutków wiąże się z koniecznością wysłuchiwania nieadekwatnych porad (co tylko drażni) i narażaniem się na krytykę. Searsowie zalecają wprost: znajdź rodzica wychowującego high-need baby i to z nim rozmawiaj o swoich problemach. Zostaniesz zrozumiana i uzyskasz szczere wsparcie.
Nie myśl o swoim dziecku źle i nie pozwalaj na to, by inni ludzie tak o nim mówili. Wiele zależy od Twojego podejścia. Zamiast dołować się twierdzeniem "ależ on uparty", spróbuj zauważyć: "jest taki wytrwały, potrafi dążyć do celu". Zamiast narzekać na dziecko, które ani chwili nie usiedzi w miejscu, ciesz się że jest tak wspaniale pełne energii. Pełne goryczy "nieustannie chce być na rękach" zastąp pozytywnym "jest taki ciekawy świata". Bo to prawda!
Zauważ, jak wiele cech Twojego dziecka drażni Cię tylko dlatego, że ktoś powiedział lub napisał, że są złe lub nieodpowiednie. Wiele matek walczy ze swoimi dziećmi o samodzielne zasypianie, bo "niemowlę powinno...", podczas gdy same z siebie nie mają absolutnie nic przeciwko towarzyszeniu dziecku przed snem. Może byłoby Ci łatwiej, gdybyś schowała na samo dno pawlacza wszystkie ksiażki zawierające słowa "powinno", "musisz" i "należy"? Może okazałoby się wówczas, że dręczący Cię "problem" wcale nim nie jest? Może tak naprawdę więcej energii odbiera Ci stresowanie się nocnymi pobudkami, niż one same?
Odnajdź metodę wychowawczą która przemawia do Ciebie i odpowiada potrzebom Twojego dziecka. High-need baby często źle znoszą wychowanie autorytarne, wszelkie "proste plany" (wszak z wymagającym niemowlęciem nic nie jest proste) czy metody bazujące na psychologii behawioralnej (np. karny jeżyk). Rodzice wymagających dzieci o wiele łatwiej odnajdują się np. w Rodzicielstwie Bliskości (Attachment Parenting), zostawiającym mnóstwo miejsca na intuicję, indywidualne podejście i aktywne poszukiwanie rozwiązań skrojonych na miarę. Odnalezienie "swojej" metody pozwoli Ci pozbyć się wrażenia, że wszystko robisz źle, a Twoje dziecko jest zupełnie na opak. Ostatecznie to metody są dla Was, a nie Wy dla metod."

4 komentarze:

  1. żabi rechot... z moją aż tak nie było, ale rozumiem i - jak sama wiesz - z radością czytam, co by utwierdzić się w przekonaniu, że są takie dzieci. Ostatnio dzwoniła znajoma, która urodziła 6 tygodni temu. I jakoś wyszło, że młoda z nami śpi. - Yyyyy... ale to tak na czas choroby tylko? - Nie, nie tylko. - To ją przyzwyczailiście! I dalej: - No jeśli się wybudza, to pewnie za dużo śpi w dzień. Jeśli chce na ręce, to dlatego, że od początku nosiliście. Krajst. Świeżo upieczona mama i już wie, jak wychować dziecko... A jej własne? Gdy w nocy płacze, to najpierw liczy do 30, 40, a potem dopiero ewentualnie idzie do łóżeczka osobnego, a jakże. Ale jej młode po chwilce płaczu idzie dalej spać... Cóż. Moja by spazmów prędzej dostała, niż przestała ryczeć. Maruda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Źle wychowałaś dziecko, kobieto, nie wiesz tego? :D

    Niech się cieszy laska, że ma takie jakie ma. Daniel by ją szybko ustawił. Albo by się musiała obudzić z tego letargu, albo zostałaby stałym pacjentem poradni leczenia nerwic. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sylwia, robisz dobra robote piszac tego bloga!!!! (Dominika)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze powiedz, że Twoje drugie to HNB?

    OdpowiedzUsuń