poniedziałek, 6 lutego 2012

Goście w podobnym wieku

Do tej pory wizyty innych dzieci były rzadkością. Odległość, brak czasu. Wiadomo. A wyglądało to mniej więcej tak:

Jednym z naszych gości od czasu do czasu bywa ostatnio sześciolatka. Zabawy wspólnej nie ma. Tyle że ochoty  nie wykazuje żadna ze stron. Dziewczynka odkrywa zabawki Daniela i sama się nimi bawi. Daniel patrzy co ona robi i jest zainteresowany, ale komunikacji brak. On jeszcze nie jest na etapie zagadania. Podchodzi, zaczepia. Ona nie widzi wspólnej płaszczyzny do zabawy, chce sama. Kończy się na zabieraniu sobie zabawek i ogólnie klimat jest średni.

Fot. Szypułka 

Inny gość jest młodszy o 7 miesięcy. Jak wiadomo zabawy zero w takim wypadku. Ostatnio akcja była taka, że mój syn szybko zrozumiał różnicę wieku, potraktował kolegę jak kotka lubi pieska i komunikował się piszcząc, czym doprowadził mnie do pasji, bo gość zwyczajnie nie wytrzymał sytuacji i zaczął przeraźliwie płakać. W efekcie stworzenia zostały rozdzielone na dwa pokoje, co niestety nie dało efektu, bo Gad był już mocno mobilny. Szybko  więc przemyciłam złośnika do łazienki i zainicjowałam kąpiel, trochę za wcześnie, ale cóż było robić. W wannie zapomniał i pół godziny później przestał terroryzować kolegę. Za to zaczął zabierać mu wszystkie zabawki, które wcześniej maluchowi oddałam. No cóż, taki wiek.

Kolejny nasz gość to Agatka, córeczka naszej dobrej Ciotki, Agnieszki. Tu komunikacja jest lepsza. Po pierwsze żadna z gadzin nie mówi. Po drugie są w tym samym wieku. /Szalona różnica jednego dnia. :D/ Po trzecie matka Agatki, podobnie jak ja, wiele rzeczy traktuje z przymrużeniem oka, nie ma więc napięcia co też się wydarzy. :)
Stworzenia bawią się obok siebie. Najchętniej tą zabawką, którą akurat w dłoniach dzierży przeciwnik. Norma. Podczas pewnego letniego spotkania, na chorzowskiej plaży, każde z dzieci miało czerwoną łopatkę i każde miało niebieskie wiaderko. Jakimś jednak cudem tylko jedna z tych łopatek była interesująca, akurat ta Agatki. Ciekawe było także jedno wiaderko, to Daniela. :) Dylemat nie lada. Każde tylko patrzyło jak tu gwizdnąć towarzyszowi zabaw to fajne coś. :)
Dzieci interesują się tym, co druga strona robi, przyglądają. To samo chcą, także jeść. Daniel od razu dopada bidon Agatki, ona zafascynowana jest jego butelką. On chce jej kanapkę, ona jego banana. Przy ostatnim spotkaniu na zmianę wyjadali sobie zupę. Co ciekawsze Danielowi bardziej smakowała zupa na kolanach ciotki, Agatka dokończyła jedzenie na moich. Takie cygańskie Gadziny. :D Zabawa obok siebie. Z obserwacją, bez podawania sobie czegoś, bez łączenia sił. Chyba typowo na tym etapie. Plus też taki, że Agatka zupełnie w nosie ma Danielowe piski i jego ostre dźwięki obchodzą ją tyle co zeszłoroczny śnieg.
Ciekawa jestem kolejnego spotkania i zmian, które nastały. Może niedługo...

Fot. dzieci.eu

Wczoraj mieliśmy wizytę dawno nie widzianej koleżanki z córeczką Ewcią. Ewcia jest miesiąc młodsza od Daniela. Zainteresowanie było. Daniel był u siebie, więc na początku interesowała go Ewa, tylko i wyłącznie. Ewa w obcym miejscu była bardziej zainteresowana rzeczami wokół. Potem oboje interesowali się tym, co druga strona w rękach trzyma i co robi. To samo krzesło było fajne w danym momencie, ten sam leżak. Czyli nadal typowo dla dzieci w tym wieku. Zabawa przebiegała równolegle.
Ogólnie moje wrażenia bardzo pozytywne. Daniel nie bawił się odrębnie. Przyglądał się dziewczynce, coś tam jej zabrał, spodobał mu się jej bidon, nawet przeszedł do kontaktu fizycznego i pozwolił sobie na pogłaskanie jej włosów. O dziwo - włożył w to dużo delikatności, nie tak jak przy głaskaniu kotka. :) Zaskoczył mnie jeszcze kilka razy, przynosząc Ewci jakąś zabawkę, kasztana czy orzecha. I nie zabrał tego za moment.
Potem przeszedł do pisków i dzikiego śmiechu, popisywał się tak trochę nad swój wiek, co też mnie mocno zaskoczyło, bo to raczej nietypowe w wieku 20-21 miesięcy. No ale nie jest to zachowanie, którym mogłabym się martwić, nic ze spektrum autyzmu, więc ogólnie moje odczucia super. :) Ewcia także nie przejęła się piskiem ani dzikim śmiechem, ze spokojem potraktowała popisy. Prawdziwa dama, poczekała aż się Daniel wygania na jeździku i gdy zszedł szła korzystać z okazji, demonstrując że sama też potrafi. Żadnych cyrków, przepychanek, wyrywania sobie na siłę i płaczu. Fajne spotkanie.

Chyba częściej powinnam fundować synowi takie kontakty.

Niestety Daniel nadal śpi w dzień i trudno utrafić z porą. Po wizycie gości dopadło nas mega zmęczenie i był jeden wielki, dziki ryk. Zasypianie z płaczem i taka sama pobudka. I spanie ważne, i dzieci w podobnym wieku. A tak trudno jedno z drugim pogodzić...

4 komentarze:

  1. Ty sobie nie myśl, jak tylko się lekko ociepli (czyli będzie w okolicy zera, a nie -15) to znów przyjadę. A co :)) A jak tylko mąż wreszcie remont skończy, to rzecz jasna zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  2. No, ja myślę. :)

    Z przyjęciem zaproszenia będzie gorzej. Brak mobilności. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale cieplej będzie, to wypróbujecie pociąg może? Samego Gada bierz, ja wszystko mam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Samej to się cykam. Czy będę miała torbę czy coś, to z tym bym musiała latać, bo przeca on pójdzie gdzieś i niekoniecznie wrócić zechce w poprzednie miejsce.:D A na pilnowanie betów przez kogoś życzliwego to ja już w tym kraju nie liczę. :)

    OdpowiedzUsuń